Dobre życie

Co tu taka cisza?

20/10/2018

Od 2014 roku w okolicach listopada, kiedy przychodziło do przedłużenia ważności domeny drogadominimalizmu.pl, obchodziłam urodziny bloga. Ostatnie dwanaście miesięcy w moim życiu to była istna rewolucja. Praca zawodowa skłoniła mnie do porzucenia życia online na rzecz tego offline, a co za tym idzie – reorganizację nie tylko codzienności, ale i myślenia. To nie tak, że porzuciłam minimalizm, bo pewne nawyki mi zostały, jednak zupełnie inny rozkład dnia wymusił wiele zmian. A że – jak pewnie wiecie – uwielbiam zmiany, to powitałam je z otwartymi ramionami.

Początki w pracy były pełne wzlotów i upadków. Po kilkutygodniowym kryzysie, kiedy to zaczynałam nawet pisać wypowiedzenie, postanowiłam stawić czoła problemom i udało się. Pomimo tego, że tu, gdzie pracuję, jestem wystawiona na działanie skrajnych emocji – od stresów po radości z małych sukcesów, tego samego dnia bywam nazywana Najwyższą Panią (drugą po Matce Boskiej), jak i straszona skargami na moje decyzje – lubię to, co robię. Dzięki fantastycznym ludziom, z którymi pracuję, chce mi się codziennie wstawać o tej 4.40, stać na światłach śpiewając hity ze stałej latynosko zabarwionej playlisty i tonąć w papierach przez osiem godzin. Nawet nadgodziny nie są takie straszne, gdy obok masz ekipę, z którą rozumiesz się bez słów i którą wprost uwielbiasz. Lubię moją pracę, bo codziennie dzieje się coś innego, nigdy nie wiesz, co cię czeka, kto się zjawi, co doniesie i jakie niedorzeczne pytanie zada, nawet jeśli oznacza to totalną zmianę planów na dany dzień i siedzenie po godzinach, by dotrzymać terminów.

Codziennie poznaję nowe historie ludzi, ich problemy, pomysły i unikalny sposób patrzenia na świat. W pewnym sensie zastępuje mi to internet. Kiedy po 15.00 wracam do domu, nie mam już ochoty zaglądać w inne życia, tylko skupić się na swoim. Za każdym razem, kiedy jednak z ciekawości zerkam na fejsbukową oś czasu, dopadają mnie jakieś negatywne uczucia. Zaczyna się dziwne porównywanie, gdybanie, może nawet i zazdrość. Nie mam ochoty oglądać się na innych i całkiem dobrze radzę sobie z byciem tu i teraz.

Korzystam z tego, że codziennie rano parkuję niedaleko Biblioteki Śląskiej i wypożyczam tony książek, które od dawna widnieją na mojej wishliście . Dzięki temu już w czerwcu pobiłam mój zeszłoroczny wynik przeczytanych woluminów, ale przede wszystkim poszerzyłam wiedzę o świecie. Tym prawdziwym. Internetowy świat jest mocno ograniczony, szczególnie jeżeli patrzy się na niego z perspektywy obserwowanych na Insta osób, tablic na Pintereście czy ogłoszeń na fejsie. Wcześniej zbyt często o tym zapominałam. Czytam, wyciszam się, układam puzzle z Mają i jeżdżę z mężem w góry. No właśnie, góry, tego to się zupełnie nie spodziewałam. My, zakochani w miastach ludzie, nagle odkryliśmy, że natura jest taka fajna.

No i niestety nie piszę. To znaczy tak, piszę, ale wolałabym tworzyć bardziej kreatywne teksty niż pisma z gotowych szablonów. Po bitych ośmiu godzinach przy komputerze nie mam ochoty siadać przed ekranem w domu. Miałam kilka nieudanych podejść do ręcznego prowadzenia dziennika, ale kto wie, może w końcu się przełamię i wrócę do kreatywnego pisania, które tak lubiłam.

Zmieniła się też moja garderoba. Nie urosła nagle o kilka rozmiarów, jednak pojawiło się w niej kilka sukienek, dwie marynarki i jakieś dwie pary butów. Trzymam się jednak dawnych założeń, głównie kolorystycznych, bo zapuszczając włosy porzuciłam trochę typowy styl gamine na rzecz poszukiwań w nim kobiecości. Po fazie oswajania koszul przyszła mi chęć na sukienki. Zdążyłam już zapomnieć jak to jeszcze jakieś sześć lat temu w szafie w ogóle nie miałam spodni i butów na płaskiej podeszwie. Nie chcę znowu popadać w takie skrajności i powoli komponuję idealną garderobę z tego, co mam.

Dzisiaj rano naszła mnie refleksja na temat tego, jak moje obecne życie różni się od tego “dawnego” sprzed roku, kiedy udzielałam się okołoblogowo. Przypomniały mi się wywiady radiowe, propozycje współpracy, recenzowane książki i… wcale nie żałuję, że tego już nie ma. Od czasu do czasu wchodzę na blogową skrzynkę i hurtowo odpisuję na propozycje barterów, wyjazdów, prelekcji. Mogłam wystąpić na TEDex, poprowadzić warsztaty dla studentów, wystąpić w Dzień Dobry TVN i takie tam. “Dziękuję za propozycję, jednak blog został tymczasowo zawieszony.” odpisuję asekuracyjnie. To trochę jak z tymi wszystkimi rzeczami, których tak trudno się pozbyć – niby teraz się nie przydaje, ale może jednak kiedyś… Niby już nie piszę, ale może jednak kiedyś… Brakuje mi tylko kontaktu z czytelnikami, tych interakcji, które dawały mi wiele radości. Przez to, że nie bywam w sieci, nie wiem, co się u Was dzieje, czy nadal poszukujecie umiaru, porządku w szafie, spokoju ducha. No więc, co tam u Was?

Przeczytaj także

  • Basia 20/10/2018 at 12:49

    Myślałam o Tobie ostatnio! Cieszę się, że wszystko dobrze :)

    • Kasia 24/10/2018 at 18:16

      Dzięki za pamięć :)

  • Karolina 23/10/2018 at 13:21

    Ja też o Tobie myślałam – wrzucaj coś czasem na stories na insta no:)

    • Kasia 24/10/2018 at 18:17

      Oj, insta stories od początku były dla mnie dziwnym wynalazkiem ;) Ale jak mi włosy odrosną, to pewnie wrzucę jakieś zdjęcie.

  • Ewela 23/10/2018 at 14:27

    Dzień dobry. Regularnie raz w tygodniu zaglądam na Pani bloga i z nadzieją czekam na nowe posty :) Od 3 lat minimalizuję “różne rzeczy”, weszłam w tym już na pewien poziom, ale nadal chętnie czytam artykuły na temat minimalizmu. Będę bardzo zadowolona, jeśli jeszcze kiedyś Pani zacznie do nas pisać. Ja na pewno będę sprawdzała, czy pojawiło się coś nowego :) Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego co najlepsze. Ewelina.

    • Kasia 24/10/2018 at 18:19

      O kurczę, Ewela, jesteś wytrwała. Zaglądać co tydzień i nie widzieć nic nowego… ja bym się obraziła na taką blogerkę ;) Cieszę się, że nadal znajdujesz tutaj coś dla siebie. Może jeszcze coś napiszę, nie mówię nie.

  • Ruda 24/10/2018 at 10:49

    Jednak “opłaciło się” zaglądanie tu od czasu do czasu :) W zasadzie to naturalne, że nie masz już czasu na prowadzenie bloga, chociaż symptomy tego odchodzenia można było na blogu obserwować już wcześniej. Zresztą za to go chyba tak lubię – bez przymusu pisania co tydzień, bez wymyślania na siłę tematów. Pozdrawiam.

    • Kasia 24/10/2018 at 18:20

      Dzięki, że zajrzałaś :) A w ogóle co tam u Ciebie? Co tam u Was, dziewczyny?

  • Alina 24/10/2018 at 19:07

    tak się cieszę, że dałaś znak życia! Co pewien czas zaglądałam na blog, tracąc nadzieję, na jeszcze jakieś wpisy, które tak lubiłam. Mam nadzieję, że to nie koniec?

  • BogusiaM 24/10/2018 at 20:08

    Mój blog też powoli umiera:P Ale za to kocham instagram i te energię, chcę to coś tam robię,nie chce to nie. Bez spiny. Kasiu rób tak, byś była ze swojego życia zadowolona :)

    • marta 29/10/2018 at 08:42

      A ja Bogusiu odeszłam od mediów społecznościowych. Uspokaja mnie czytanie bloga Twojego czy Kasi .

      Stories są ulotne i wywoływały u mnie lekkie poddenerwowanie, że mogę nie zdążyć…, że coś stracę ważnego w relacji użytkownika, którego regularnie obserwuję. Mam osobiste odczucie, że instagram i fcb wysysa moją energię jako obserwatora.

      Web 2.0 niemal całkowicie wchłonął moje wieczory i jak złodziej zabierał cenne godziny dnia. Stałam się trybikiem całej tej machiny. Tej walki o uwagę. Wpadłam w uzależnienie, z którego uczę się wychodzić.

      Nie chcę tracić swojej energii na coś, co daje mi znacznie mniej, niż początkowo się wydawało.
      Owszem, dotarłam do treści, które poszerzyły w jakimś stopniu moją wiedzę. Nie mniej jednak wolę obcować ze światem realnym, nie gubić cenne moment.
      W sieci wolę świadomie decydować, do którego bloga dziś zerknę, niż mieć te swoje ulubione wtłoczone, skondensowane na ścianie fcb czy insta i czuć presję obejrzenia tego, co zaraz moze zniknąć. Taki niestety wpływ ma na mnie web 2.0.
      Być może Bogusiu jesteś dużo silniejsza ode mnie. Nie zapominaj proszę tylko o swoich czytelnikach. Nie czuj przy tym presji oczekiwań z naszej strony.

      Kasiu, cieszę się, że zdecydowałaś się dać znać swoim czytelnikom co się u Ciebie dzieje. Mnie jako czytelnika cieszy ilość zmian, które nastąpiły w Twoim życiu i którym się poddałaś. Brzmisz autentycznie i ludzko. Do czasu Twojego posta wszystko wydawało mi się tajemnicze i mało zrozumiałe. Kiedy porzuciłam media spol, bardziej zrozumiałam Twoj przekaz i zmiany, które nastąpiły.
      pozdrawiam :)