12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – podsumowanie roku

05/01/2018

Wspólna akcja pod tytułem “12 niecodziennych rzeczy” miała w zamyśle zwrócić naszą uwagę na świadome przeżywanie codzienności. Zbierając doświadczenia zamiast rzeczy dowiadywaliśmy się wiele o świecie i o nas samych. Niejednokrotnie wychodziliśmy ze strefy komfortu, stawialiśmy czoła wyimaginowanym strachom, poznawaliśmy nowe smaki, zwiedzaliśmy ciekawe miejsca. Co dała nam akcja #12niecodziennych? Czego się nauczyliśmy przez dwanaście miesięcy kolekcjonowania wrażeń? Czy niecodzienności stały się codziennością? Na te wszystkie pytania odpowiemy w podsumowaniu roku 12 niecodziennych rzeczy.

Moje tegoroczne niecodzienności

W tym roku wiele się o sobie nauczyłam. Udzieliłam trzech wywiadów dla ogólnopolskich stacji radiowych i utwierdziłam się w przekonaniu, że lepiej piszę niż mówię. Dowodem na to jest fakt, że trzecia rozmowa nigdy nie została wyemitowana. Wyleczyłam się więc z publicznych występów i zrezygnowałam z początkowo kuszącej propozycji wystąpienia w telewizji, a potem odmówiłam wywiadu przemiłej youtuberce. Uważam, że każdy powinien robić to, do czego ma predyspozycje i zostawić innym to, na czym znają się lepiej.

Przez pewien czas chodziłam na zajęcia z tańca, rozpoczęłam kurs programowania i byłam na paru warsztatach kreatywnego pisania. Mimo że były to krótkie przygody to dały mi sporo przyjemności. Z drugiej strony te doświadczenia były też źródłem tych mniej przyjemnych uczuć, kiedy to porównując się z innymi uczestnikami kursu miałam poczucie, że coś mnie w życiu ominęło. Że “to już nie te lata”, że brakuje mi pewnych umiejętności, wiadomości, oczytania. To właśnie zniechęciło mnie do tych zajęć, co wcale nie znaczy, że kiedyś znowu nie kupię karnetu na reggaetón czy nie pojadę do Krakowa, by napisać powieść.

Niektóre z niecodzienności może nie stały się codziennością, ale przestały być czymś niezwykłym. Przykład? Profesjonalny manicure. Kiedy odwiedziłam salon po raz pierwszy miałam poczucie straconego czasu. Jasne, fajnie, że ktoś się zajął moimi paznkociami, że po raz pierwszy od kilku lat miałam na nich lakier, ale godzina siedzenia i nicnierobienia nie była dla mnie komfortowa. Przy kolejnej wizycie w salonie – przy okazji ważnego wydarzenia – odpuściłam. Od tamtej pory odwiedziłam salon kilkakrotnie i za każdym razem byłam zadowolona, że mogłam przez godzinę skupić się tylko na sobie.

Nie sądziłam, że akcja wymyślona przeze mnie dwa lata temu pozwoli mi tak wiele się o sobie dowiedzieć.

Joanna

Nie brałam wczesniej udziału w niecodziennych, ale postanowiłam na koniec roku spojrzeć wstecz.

Moje niecodzienności – pierwszy raz (nie bez pewnych obaw) pojechaliśmy z mężem i synkiem na wakacje z teściami. Baliśmy się ograniczeń i kompromisów, a finalnie Rodzice nas miłe zaskoczyli swoim wsparciem. Teściowa okazała się bardzo towarzyska i świetnie się odnalazła podczas “młodzieżowego” ogniska. Teść okazał się za to bardziej humorzasty niż myślałam, ale to tez lekcja dla mnie i podpowiedź, jak z nim rozmawiać. Po kilku latach miałam okazje spojrzeć na teściów innymi oczami. To cenne.

Z niecodzienności wartych pamiętania są również ostatnie Święta Bożego Narodzenia. Mieliśmy plany wyjazdowe i praktycznie nie robiliśmy żadnych przygotowań. W wigilię cała trójka, ja, mąż i synek pochorowaliśmy się. Zostaliśmy w domu praktycznie bez żadnych potraw świątecznych. Kiedy znajomi zadzwonili z życzeniami i dowiedzieli się, co się wydarzyło, dwie godziny później przywieźli nam cała skrzynkę jedzenia świątecznego. Dzięki nim mieliśmy prawdziwą wigilię. Następnego dnia inni znajomi zawieźli nas do lekarza, czekali z nami na ostrym dyżurze, a potem odwieźli do apteki i z powrotem do domu. Proszenie o pomoc, szczególnie w święta było dla nas trudne i sami na to byśmy się nie zdecydowali. Otrzymaliśmy jednak tyle wsparcia i troski, że autentycznie mnie to wzruszyło. Podarowano nam swój cenny świąteczny czas i dzięki innym mieliśmy święta w domu.

Kasia i Alfonso

kawacaffe.pl

Czy wyzwanie #12niecodziennych mnie czegoś nauczyło? Chyba tego, że mam “niecodzienną codzienność” i w końcu to zauważyłam. Na początku roku myślałam, że będziemy trochę “na siłę” wymyślać, co nowego włoskiego zrobimy w najbliższym miesiącu. Widziałam też w tym projekcie motywację do tego, by szukać nowych możliwości i doświadczeń. I wiesz co? Zapomniałam o tym już gdzieś w okolicy lutego. Okazało się, że te nowe rzeczy przychodzą nam naturalnie tylko, że na co dzień tego nie doceniałam, bo czekałam na coś spektakularnego. To wyzwanie pokazało mi, że niecodzienności są na wyciągnięcie ręki tylko trzeba zacząć je zauważać.

Grazie mille od nas!

Iza

Zaczął się nowy rok, zaczyna się nowe, ale to też czas podsumowań. Kiedy patrzę na te minione 12 miesięcy, to dostrzegam kilka rzeczy. Z jednej strony było sporo niezwykłości, które były wypadkową zmian w moim życiu: przeprowadziłam się do własnego mieszkania, co wiązało się z całym mnóstwem nowych spraw, sytuacji, mierzenia się z różnymi wyzwaniami, ale i towarzyszącej temu radości. W związku z przeprowadzką zmienił mi się tryb życia – dojeżdżam do pracy, ale dzięki temu każdy poranek i popołudnie są inne. Lubię obserwować współpasażerów, iść inną drogą, raz jechać pociągiem, a raz tramwajem. No i mam mnóstwo czasu na czytanie. Już dawno nie przeczytałam w ciągu roku tylu książek, co w 2017 roku!

Z drugiej wiele ciekawych rzeczy zawdzięczam projektowi #12niecodziennych. Przede wszystkim dużą frajdę sprawił mi realizowany w ramach tego projektu mój własny pomysł trzech nowych rzeczy każdego miesiąca: coś nowego do ugotowania, jakieś nowe rękodzieło / DIY do wypróbowania i nowe miejsce do zobaczenia. I tak np. w grudniu pojechałam na wrocławskie Psie Pole, dzielnicę po drugiej stronie Wrocławia. Chciałam obejrzeć mały ryneczek, niedawno odnowiony i ciekawie wyglądający na zdjęciach w prasie. A oprócz tego skończyłam nareszcie odnawianie starej pufy: przemalowałam nogi, zmieniłam tapicerkę. Służy mi fantastycznie w przedpokoju.

Dzięki próbowaniu nowych rzeczy mobilizowałam się do wielu zadań, których być może bez tego bym nie spróbowała. No i pomagało mi się to wciąż rozwijać. Najbardziej jestem dumna z udziału w warsztatach tapicerskich i samodzielnego przerobienia starych krzeseł oraz pufy. W dodatku poznawałam wspaniałe miejsca we własnym mieście, do których być może szybko bym nie trafiła albo odkładałabym to na “później”. Zamierzam ten projekt kontynuować w przyszłym roku, choć może już bez kulinarnych nowości.

To właśnie ten aspekt- wzbogacania mojej codzienności o ciekawe, nieznane, intrygujące nowinki, uczenia się nowych rzeczy – jest dla mnie najważniejszy w #12 niecodziennych. Nauczyłam się, że nie trzeba wydawać mnóstwa pieniędzy, by być bogatszą o wartościowe doświadczenia.

Sylwia

kobietazwalizka.blogspot.com

Grudzień sam w sobie jest miesiącem niecodziennym. Atmosfera zbliżających się świąt wprowadza nas w magiczny klimat. Przesadna komercja niestety trochę w tym przeszkadza, ale warto wyciągać dla siebie jak najwięcej z tego czasu. Już pod koniec listopada postanowiłam, że grudzień tego roku będzie dla mnie czasem wyjątkowym, w którym będę celebrować małe przyjemności i robić rzeczy, które sprawią mi radoość i pozwolą oderwać się od codziennych obowiązków.

I tak w pierwszą sobotę grudnia zakomunikowałam mężowi, że zostawiam syna pod jego opieką i wyrywam się z domu na kilka godzin. Niby nic nadzwyczajnego, ale to był pierwszy samotny wypad, pomijając wizytę u lekarza, od roku, czyli od urodzin młodego. Wcześniej zostawialiśmy syna u dziadków na kilka godzin, ale wtedy spędzaliśmy czas wspólnie. Czułam się jakbym z domu uciekła. Przez pierwszą godzinę tłumaczyłam sobie: oddychaj spokojnie, delektuj się wolnością, nie goń, nie śpiesz się, nic nie musisz, możesz robić, co chcesz. Wsiadłam w autobus, potem w pociąg i pojechałam poszwendać się po sklepach. Super uczucie. Robisz co chcesz, idziesz, gdzie chcesz i robisz to tak długo jak chcesz.

Przy okazji powłóczyłam się po jarmarku świątecznym, zjadłam bułkę z kiełbaską, a największą radość sprawiła mi szklanka, którą sobie kupiłam. Dawno o takiej marzyłam i znalazłam całkiem przypadkiem idealną. Kosztowała majątek, ale za radość, którą mi sprawiła i ręczną robotę było warto. Dokupiłam do niej świąteczną herbatę i delektowałam się zestawem przez cały grudzień.

Kolejną rzeczą, która sprawiła mi frajdę było robienie po raz pierwszy szydełkowych gwiazdek na choinkę. Zrobiłam też samodzielnie wieniec adwentowy. Ukoronowaniem grudnia było ubranie pierwszej żywej choinki, spędzenie pierwszych wspólnych świąt z synkiem, a potem jego pierwsze urodziny.

Cały ten rok był niecodzienny i wyjątkowy, bo wszystko przeżyliśmy pierwszy raz z synkiem. Dzięki temu każda chwila i każda czynność nabierała wyjątkowego wymiaru. W tym roku uczyłam się też odpuszczać pewne sprawy i nie dążyć ciągle do perfekcjonizmu, skupiać się nad tym co ważne, wyrzuciłam połowę ubrań z szafy i ciągle pracuję nad tym by mieć jak najmniej rzeczy wokół. Niestety z różnym skutkiem, bo przy dziecku rzeczy się mnożą zamiast ubywać.

Gratuluję pomysłu z cyklem niecodziennych. Dzięki niemu coraz częściej zastanawiam się, co niecodziennego mogę dla siebie zrobić, co sprawi mi przyjemność.

Agata

sarniezycie.pl

Po całym roku widzę, że wielką zaletą akcji jest spisywanie miesięcznych podsumowań.

Czy grudzień przyniósł mi jakieś niecodzienności? Napisałam poradnik o świętach zero waste: zrownowazoneswieta.pl/ i uświadomiłam sobie (z lekką pomocą Kasi z @Ograniczam się), że właściwie chcieć to móc – jeśli jestem w stanie napisać ebook (i to niejeden), poradnik (też niejeden), to być może jestem w stanie napisać książkę? Przyznać się do tego przed sobą i w dodatku przyznać się również, że coś robię źle, skoro dotąd tego marzenia nie zrealizowałam, to jednak ciężka niecodzienność.

W ogóle udział w akcji ma wiele zalet. Teraz, czytając podsumowania z poprzednich miesięcy, widzę, jak wiele zrobiłam, jak dużo się wydarzyło. Bardziej to doceniam. Mam też kilka wniosków, które sporo mi mówią o mnie:
1. łatwiej mi dostrzec niecodzienności, na które muszę zapracować – nauczyć się czegoś nowego, mieć w nie swój wkład, wysilić się
2. lepiej się czuję, gdy niecodzienności łączą się z różnymi obszarami życia – rodziną, pracą, blogowaniem, rozwojem
3. potrzeba mi więcej konsekwencji – co widać choćby po tym, że w moich podsumowaniach brakuje kilku miesięcy

W kilku słowach co się u mnie zdarzyło niecodziennego, co na pewno będzie wpływać na moje życie także w tym roku:
– rodzinnie – wróciłam do pracy, skracając urlop macierzyński
– zawodowo – zmieniłam stanowisko i zrealizowałam kilak projektów, które były moim marzeniem
– blogowo – zaczęłam tworzyć i udostępniać grafiki własnego projektu
– rozwojowo – zaczęłam nowe studia w School of Form
– wygląd – zdjęłam aparat ortodontyczny i pierwszy raz od kilku lat mam krótkie włosy

Co dalej? Bywajcie na SarnimZyciu – zmiany nadchodzą w najbardziej niecodziennych formach.

***

A jak Wy podsumujecie swój rok z niecodziennościami? Czy był to dobry rok? I jaki będzie ten, który się dopiero zaczął? Napiszcie w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Namysłowska 3 05/01/2018 at 11:30

    Dla mnie 2017 obfitował w wiele niecodzienności. Spora część z nich była konsekwencją przeprowadzki do DE, a za granicą jak wiadomo wszystko jest nowe i niecodzienne. Po 2018 obiecuję sobie wiele dobrego i również nowego.
    BTW możesz napisać, gdzie uczysz się programowania?

  • Wszystkie moje bziki 05/01/2018 at 18:05

    inspirujące! :)

  • kawacaffe 06/01/2018 at 09:56

    Dziękuję Ci za to doświadczenie <3

    • Kasia | Droga do minimalizmu 06/01/2018 at 10:05

      Dziękuję, że wzięliście udział! Tak bardzo się cieszę, że Was “poznałam” – mimo że tylko wirtualnie. Może jak będziesz w śląskich okolicach wyskoczymy na -ahm – kawę? :)

      • kawacaffe 06/01/2018 at 10:12

        Bardzo chętnie! Jeśli będziesz wybierać się do Krakowa to też o mnie pamiętaj:)

  • Henryk, Droga Minimalisty 07/01/2018 at 21:49

    Witaj Kasiu, zapytam o ten kurs kreatywnego pisania. Zdziwiłem się, że przyniósł Ci on też te mniej przyjemne uczucia. Przecież masz bloga z kilkoma tysiącami fanów! Czy Ci inni uczestnicy tego kursu też mogli się takim wynikiem pochwalić? Dlaczego zatem to “nie te lata”?