Dobre życie

Dostałam pracę!

09/12/2017

Po kilku miesiącach poszukiwań, paru testach umiejętności i czterech rozmowach kwalifikacyjnych w końcu dostałam pracę. Czeka mnie teraz prawdziwa rewolucja. W biurowej stylizacji muszę codziennie na 7.30 śmigać do Katowic i przez osiem godzin robić coś, o czym (jeszcze) nie mam pojęcia. Dlaczego zrezygnowałam z pracy freelancera i znalazłam pracę na etacie? Jak bardzo zmieni się moje życie i… jakie zmiany czekają moją minimalistyczną szafę?

Nie każdy może być freelancerem

Oczywiście, że każdy może być freelancerem, co nie znaczy, że każdemu się uda. Potrzebna nie tylko determinacja i dobra organizacja, ale i pracowitość oraz ogromne zaangażowanie. No i konsekwentnie realizowany pomysł na siebie. Kiedy zakładałam firmę ponad dwa lata temu miałam pomysł i determinację.

Nie jestem za to mistrzynią organizacji, ale wypracowałam pewne rytuały, dzięki którym mogłam być dla siebie dobrą szefową. Prowadziłam kalendarz, narzucałam sobie deadline’y, robiłam kosztorysy. Codziennie o 8.00 siadałam przed komputerem i ogarniałam sprawy: pisałam teksty, nawiązywałam kontakty, robiłam promocje, reklamy i plany kolejnych działań. Kiedy otworzyłam sklep przyjmowałam zamówienia, pakowałam i wysyłałam paczki, jeździłam po towar i spotkałam się z artystami-zleceniobiorcami. A potem o 13.00 odbierałam Maję z przedszkola i… kończyłam pracę. Zaczynałam gotować obiad, sprzątałam i bardzo rzadko zaglądałam do “roboty”. Przez długi czas taki rozkład dnia bardzo mi odpowiadał. Intensywnie rano, spokojnie po południu, a wieczory w trójkę poza domem.

Dlaczego zawiesiłam działalność?

Niestety gdzieś po drodze zgubiłam zapał, chęci, pomysły, siłę i pewność siebie. Poza tym okazało się, że nie lubię pisać tekstów na zamówienie, co, oprócz tłumaczeń, miało być podstawą mojej działalności gospodarczej. Brakowało mi również zwykłych kontaktów z ludźmi. Mimo że jako urodzona introwertyczka i zdeklarowana domatorka zawsze marzyłam o samotnej intelektualnej pracy w domu, zaczynałam mieć wrażenie, że dziczeję.

To wszystko zaowocowało decyzją o poszukiwaniu “normalnej” pracy. A szukanie pracy po trzydziestce, z bogatym doświadczeniem zawodowym i epizodem w samozatrudnieniu nie należy – jak się okazało – do prostych zadań. Szczególnie, jeżeli niekoniecznie chce się wrócić na stanowisko w dziale handlowym. Kiedy wysłałam więcej CV niż mam lat i nie otrzymałam żadnej informacji zwrotnej zaczęłam się martwić. Byłam na kilku rozmowach, a do pracy w miejscu, do którego będę od teraz jeździć, miałam trzy podejścia. Na szczęście sprawdziło się powiedzenie “do trzech razy sztuka”.

Jakie zmiany czekają moją minimalistyczną szafę?

Nowa praca to nie tylko nowy rozkład dnia, reorganizacja życia rodzinnego i błądzenie po omacku, ale i zmiany w szafie. Postanowiłam na początek wykorzystać cały potencjał mojej minimalistycznej garderoby i nie kupować niczego nowego. Na szczęście nie muszę przestrzegać specjalnego dress code’u, wystarczy, że będę wyglądać schludnie i profesjonalnie.

Mimo że moja szafa liczy tylko dwadzieścia ubrań, to z powodzeniem mogę stworzyć kilka, a nawet kilkanaście typowo biurowych zestawów. Nie chcę rezygnować z ulubionych soczystych kolorów, jednak muszę je odpowiednio stonować. Podstawą moich zestawów są spodnie, ale wystarczy założyć do nich marynarkę i buty na obcasie, by mój codzienny look zamienić w biurową elegancję.

ubrania do biura

Biurowy potencjał mojej minimalistycznej szafy

Nowa praca to życiowa rewolucja

Nie ulewa wątpliwości, że zmiana pracy pociąga za sobą wiele zmian. Nagle trzeba nastawić budzik na 5.00, poprosić babcię o odebranie dziecka z przedszkola i przygotowywać sobie drugie śniadanie. Trzeba też gotować obiad dzień wcześniej albo chociaż narobić kotletów na tydzień. Nie można już beztrosko umówić się do dentysty na godziny dopołudniowe ani pójść na zakupy zaraz po otwarciu marketu. Zmianie muszą ulec przyzwyczajenia i rytuały. I bardzo dobrze. Ja lubię zmiany, a te nie mogły nadejść w lepszym momencie. Przyznaję, że się rozleniwiłam i porzuciłam stałą rutynę. Przestałam regularnie ćwiczyć, pisać czy planować dzień. Moje życie przez ostatnie kilka miesięcy jest dowodem na to, że im człowiek ma więcej czasu, tym mniej rzeczy robi. Kiedy czasu jest mało, człowiek potrafi się zorganizować, ugotować, posprzątać, zrobić zdjęcia i opublikować posta, a potem jeszcze porysować z dzieckiem, poczytać książkę, nałożyć maseczkę i iść spać o normalnej porze. Wiem, że się da, bo przecież już kiedyś pracowałam na etacie. Bez żalu więc żegnam się z profesją freelancera i z niecierpliwością czekam na biurowe wyzwania.

Zdjęcie główne: Katarzyna Wojniak

Przeczytaj także