12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – listopad

03/12/2017

Listopad był dziwnym miesiącem. Z jednej strony dał nam sporo kulturalnych wrażeń, z drugiej – kazał siedzieć w domu zrzucając na nas okołozawodowe zobowiązania. Zupełnie dla nas niecodziennie nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, niewiele ciekawego zobaczyliśmy i wieczory spędzaliśmy w domu układając puzzle, budując metrowe wieże z klocków i tańcząc do pozytywnych egzotycznych rytmów. Też fajnie. Co niecodziennego, oprócz niespodziewanego śniegu po kostki, spotkało nas w listopadzie?

Listopadowe niecodzienności

Przesiadywanie w papierach i chowanie się przed zimnem pod kocem sprawiło, że listopad był taki nijaki. Na szczęście mieliśmy zaplanowany udział w dwóch wydarzeniach kulturalnych, dzięki którym mogliśmy oderwać się od codzienności. Najpierw – musical “Dzień świra” z Maciejem Miecznikowskim w roli głównej. Film o tym samym tytule jest jednym z ulubionych mojego męża, więc musieliśmy zobaczyć to ciekawie zapowiadające się widowisko. Ja “Dnia świra” nigdy nie widziałam, ale nie są mi obce pewne sceny czy cytaty (słynna powtórka z angielskiego). Poza tym nigdy nie byłam w katowickim Pałacu Młodzieży, nie licząc wizyty na strzelnicy w liceum. Tyle niecodzienności w jeden wieczór! Musical był fantastycznie zrealizowany, dynamiczny i pełny specyficznego humoru (możecie sobie wyobrazić śpiewanie odmiany “to be”?). Naprawdę było warto wyjść spod koca.

Jeszcze większe emocje wzbudziła w nas kolejna wizyta w przybytku kultury i to znowu z inicjatywy Bartka. Video Games Live w NOSPR to raj dla nerdów. Połączenie muzyki klasycznej granej na żywo i rozgrywki starych i nowych gier komputerowych na wielkich telebimach to coś zupełnie niecodziennego, a co więcej – to bardzo udana kombinacja. Mimo że moja znajomość gier ogranicza się do Simsów, New York City Tycoon i okazjonalnego ciorania w Tekkena, to świetnie się bawiłam. Zgadzam się z twórcą show, Tommym Tallarico, że taki event to dobry pomysł na przyciągnięcie do sali koncertowych tych, którzy nigdy nie mieli tam po drodze. Na pewno pojawimy się na kolejnej edycji.

video games live

Kasia i Alfonso

kawacaffe.pl

Dla nas ostatnie miesiące były głównie czasem podróży. Na przełomie września i października spędziliśmy dwa tygodnie na Południu Włoch, w Kalabrii i Kampanii. Zwiedziliśmy trochę nowych miejsc, spróbowaliśmy lokalnych dań, ale też spotkaliśmy się z rodziną i przyjaciółmi Alfonso w Neapolu.

Po powrocie ogarnęliśmy szybko przeprowadzkę, po czym znów uciekliśmy do Włoch, tym razem na północ- do Wenecji, Padwy i Monselice. Wyjazd do Wenecji zbiegł się ze świętowaniem naszej rocznicy. Przywiozłam też kilka inspiracji kulinarnych, które chcę wypróbować w najbliższym czasie.

Ponieważ “włoskości” generalnie jest u nas wiele na co dzień, nie tylko w podróży to po powrocie udało się nam wypróbować nowy lokal z kuchnią włoską w Krakowie- l’Officina della Pasta, który możemy polecić. Wybrałam się też na spotkanie z redaktorem dziennika Il Mattino i autorem książki o moim ukochanym Neapolu, w której się aktualnie zaczytuję.

Iza

Idą święta, a mi tak troszkę żal, że listopad już mija. To był dobry miesiąc, bez względu na chłody i deszcze. Chyba zaczęłam lubić jesień, nawet tę późnolistopadową…

W ramach niecodziennych przeżyć wybrałam się na oprowadzanie kuratorskie po wystawie “Moda na Cranacha”. Był to z jednej strony strzał w dziesiątkę, bo mogłam się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o tamtej epoce, reformacji i jej związkach ze sztuką, ale z drugiej strony na ten sam pomysł wpadło mnóstwo innych osób… Po wizycie w muzeum wybrałam się na planowany od dawna spacer odremontowanymi i przebudowanymi bulwarami nadodrzańskimi. Ogromnie mnie cieszy, że po latach traktowania Odry jako nieistotnego elementu wrocławskiej przestrzeni miejskiej zwróciliśmy się ponownie w jej stronę. Teraz to jest naprawdę fantastyczne miejsce na spacery i podziwianie miasta. Moim celem była nowa rzeźba na Wyspie Daliowej, która faktycznie intryguje. A przede wszystkim przyciąga wielu turystów i mieszkańców w miejsce, które jeszcze do niedawna było zapuszczoną kępą chwastów.

Moje rękodzieło w listopadzie rozpadło się na dwa projekty i w efekcie nie skończyłam ani jednego. Ale na finiszu jest mój wieniec świąteczny, muszę tylko usiąść i połączyć razem wszystkie osobne elementy.

No a kulinarnie – tym razem stagnacja, choć przetestowałam nowy przepis: makaron z brokułami i fetą. Powiem tak – może być, choć nie wiem, czy go jeszcze powtórzę. Może dlatego, że nie przepadam za bardzo za fetą…

Karolina

pinchofsalt.pl

Od kiedy zaczęłam pracę w ciekawej, ale wymagającej branży koncertowej, często ledwo jestem w stanie obejrzeć spektakl czy koncert, który w pocie czoła produkujemy przez kilka miesięcy. Czasami mam ochotę po prostu usiąść na backstage’u, zawinąć się w koc i zdrzemnąć.

Tak zdecydowanie nie było podczas spektaklu Red Bull Flying Illusion. Widziałam go dwa razy i było mi mało, ciągle jest mało. Nie mam nic wspólnego z tańcem, ale magia członków najlepszych na świecie (tak o sobie mówią, bez cienia skromności 😉) z grupy Flying Steps mnie oczarowała. Breakdance i różne jego formy prezentowały się wręcz kosmicznie. Muzyka hipnotyzowała (słucham jej ciągle po miesiącu na moim Spotify), fabuła wciągała, a tancerze robili takie akrobacje, że przecierałam oczy ze zdumienia. Byli do tego bardzo sympatyczni (zalety pracy na backstage’u). Szczególnie poruszył mnie Junior – tancerz chorujący na polio. Choroba postępuje i ma problemy z chodzeniem…co nie przeszkadza mu tańczyć na rękach. Kiedy widziałam, jak utyka w drodze na scenę, a później czaruje publiczność tańcząc na rękach słyszałam w głowie nieustanny głos “a jakie jest Twoje usprawiedliwienie?”. Na pewno wybiorę się na każdy kolejny koncert tej formacji i liczę, że wrócą jeszcze kiedyś do Polski z Flying Bach (breakdance w filharmonii).

***

A jaki był Wasz listopad? Czego doświadczyliście, czego spróbowaliście? Proszę, podzielcie się wszystkim w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Dzień Świra bardzo lubię, ogólnie lubię filmy Koterskiego, bo mają bardzo specyficzny humor, który też niesie w sobie sporo refleksji :)
    Mnie listopad uciekł nie wiadomo gdzie, grudzień przywitałam ze zdumieniem, że już jest. Jednak mam jedną niecodzienność listopadową, niewielką, ale jest.
    Po raz pierwszy założyłam grupę na Facebooku, na której prowadzę wyzwanie #30dnidominimalizmu, myślałam, że nikt się nie zgłosi, a jest nas już ponad 180 osób :)

  • Sylwia G.

    Listopad był zawsze jednym z moich ulubionych miesięcy, bo mam w tym czasie imieniny i urodziny. W tym roku był trochę nijaki, głównie ze względu na pogodę, a przede wszystkim brak słońca. Niewiele też niecodziennych rzeczy robiliśmy. Ale próbując zmienić nawyki i podejście do życia wprowadzam w nie elementy minimalizmu i Slow Life. I w grudzień weszłam z kopyta robiąc wiele niecodziennych rzeczy. Spisuję je póki co i zobaczymy ile się nazbiera do końca miesiąca.
    A tak na marginesie to gratuluję bloga, który nie przytłacza swoją nachalnością i motywuje do zmian.

    • Miło to słyszeć :) Może będziesz miała ochotę podzielić się swoimi niecodziennościami w ostatnim zestawieniu w grudniu?

      • Sylwia G.

        Z miłą chęcią :-)

  • Ja mam nadzieję że w grudniu chociaż raz zrobię coś bardziej nietypowego niż koncert…;)