12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – wrzesień

02/10/2017

Bardzo lubię jesień. Co roku pod koniec sierpnia z przyjemnością wciągam rześkie powietrze zwiastujące zbliżające się zmiany. We wrześniu czas zwalnia. Dzięki chłodom i krótszym dniom mam wymówkę, by cały wolny czas poświęcić na czytanie. Tak było i w ubiegłym miesiącu, kiedy to udało mi się skończyć trzy razy więcej książek niż przez całe osiem miesięcy tego roku. Czy mnie i uczestniczki wyzwania #12niecodziennych spotkało jeszcze coś niecodziennego?

Wrześniowe niecodzienności

Czwartego września – żeby pominąć przerwę w nowościach – Maja poszła do nowego przedszkola. Byłam bardziej wyluzowana niż inne mamy na korytarzu, ale i tak z niepokojem zastanawiałam się, jak córka zniesie tę zmianę. Ja sama miałam przedszkolną traumę – bardzo długo urządzałam płaczliwe sceny przy pożegnaniu z mamą, a leżakowanie to był dla mnie koszmar. Po raz kolejny okazało się, że Maja – mimo że tak podobna z wyglądu – jest moim zupełnym przeciwieństwem. Uwielbia to nowe miejsce, podobno śpi na leżakowaniu, a ostatnio nawet nie chciała iść do domu, bo “ona będzie nocować w przedszkolu”. Mamy do niego bardzo blisko, więc chodzimy pieszo, chyba że wyjątkowo długo śpimy, a ostatnio zdarza nam się to częściej niż zwykle…

We wrześniu zrobiłam też bezśmieciowy eksperyment, który opisałam w ostatnim poście. Nadal staram się kierować zasadami zero waste w codziennych wyborach – bawełniane chusteczki do nosa to jedna z najlepszych zmian, na jakie mogłam się zdecydować. Od dnia zakupowego eksperymentu regularnie piekę chleb i wyszukuję wskazówki na temat kreatywnego wykorzystania resztek jedzenia. To, co niecodzienne, powoli staje się codziennością.

Iza

Wrzesień stał się dla mnie cały jedną wielką niecodziennością. Nareszcie doczekałam się montażu kuchni, dojechały najważniejsze pozamawiane rzeczy i mogłam się nareszcie przeprowadzić do nowego mieszkania. Oswajam je, oswajam swoją obecność w nim, poznaję sąsiadów. Uczę się gotować na kuchence z płytą ceramiczną – do tej pory całe życie korzystałam z gazowej. Poznaję okolicę – we wrześniu, zamiast jednej większej wyprawy w nowe miejsce postanowiłam pozwiedzać uliczki wokół mojego osiedla, pochodzić po Lesie Leśnickim, który mam obok, i sprawdzić, gdzie jeżdżą autobusy z pobliskiej pętli. Właśnie, jeśli chodzi o miejski transport – zaczęłam dojeżdżać do pracy pociągiem! Wprawdzie to tylko cztery przystanki (nadal mieszkam w granicach Wrocławia), ale po pierwsze nie stoję w gigantycznych korkach, a po drugie jest to szybszy sposób niż jazda autobusem czy tramwajem. No i na razie sprawia mi to całkiem niezłą frajdę. A przy okazji mam czas na czytanie książek.

Ogarnianie nowego mieszkania spowodowało, że także w tym miesiącu nie starałam się aż tak pilnie realizować swojego planu poznawania nowych rzeczy. Zresztą tyle rzeczy było dla mnie nowych! Zrobienie samodzielnie zaplanowanej ławy muszę przesunąć na następny miesiąc, bo czekam na paczkę z drewnianymi nogami. Nie eksperymentowałam w kuchni, ale udało mi się zrobić omlet z jarmużem. Zapisałam się za to do nowej miejskiej biblioteki, która powstała w zabytkowych wnętrzach wrocławskiego Dworca PKP. Jest przepiękna, przestronna i przypuszczam, że w chłodniejsze dni będę tam często zaglądała.

Agata

sarniezycie.pl

Wrzesień – czyli czas na szkołę! I to dosłownie. Edgar zaczął drugą klasę, a ja właśnie we wrześniu dowiedziałam się, że zostałam przyjęta na studia. W sumie wyszło to dość ciekawie. Gdy Edgar miał rok, też poszłam do szkoły – na kurs trenerów biznesu. Spędziłam później na sali szkoleniowej setki godzin i świetnie wspominam ten czas, a nawet wciąż lubię wracać do prowadzenia szkoleń i warsztatów. To dobrze wróży i tym nowym studiom – może w aranżowaniu wnętrz też się sprawdzę? Jak widzicie, sprawa jest wielce niecodzienna, bo od poprzednich studiów minęło sześć lat, a w dodatku kierunek zupełnie nie jest związany z moją ścieżką zawodową, za to bardzo z hobbystycznymi potrzebami. Proszę trzymać kciuki.

Podjęłam też szczególnie niecodzienną decyzję o rezygnacji z publicznego żłobka. Szarpałam się z tym długo. A było tak: gdy w kwietniu wracałam do pracy, Eryka miała 8 miesięcy – żłobek by potrzebny szybko, rotacja w publicznych właściwie tylko w trybie roku szkolnego. Zdecydowaliśmy się na prywatny. Gdy później się okazało, że możemy mieć miejsce w publicznym od września, bardzo się ucieszyłam, a później uświadomiłam sobie, jak bardzo to będzie nieprzyjemne dla córki, która już polubiła żłobek i opiekunki. Przestawianie rocznego dziecka, które zdążyło się przywiązać do miejsca – bolała mnie ta myśl. Zrezygnowałam więc z tego miejsca w publicznej placówce. Jestem pewna, że uszczęśliwiłam tym przynajmniej dwie osoby: moją córkę i rodzica przyjętego dziecka. Sprawę podsumował Edgar: „Może i więcej was to kosztuje, ale dostajecie duuuużo uśmiechów.” Hmmmm ;)

A na koniec to, czym chwalę się najmniej, czyli co robię w pracy. Otóż, w pracy – co cieszy mnie niezmiernie – mogę zajmować się tym, co jest mi bliskie, czyli także minimalizmem i filozofią zero waste, choć w nieco innym wymiarze. Odkąd pamiętam (no dobra, odkąd przeczytałam „Tajne służby kapitalizmu” Vadima Makarenki), chciałam zrobić projekt badawczy z Izmałkowa – agencja badawcza specjalizująca się w psychologii kłamstwa i udało się <3 A część wyników opisałam w publikacji, która może się przydać – cóż, powiem nieskromnie i to też będzie jak na mnie niecodzienne – wszystkim mądrym firmom :) PDF można pobrać TUTAJ.

***

A co niezwykłego spotkało Was we wrześniu? Jakie niecodzienności czekają Was w październiku? Proszę, podzielcie się w komentarzach.

 

 

Przeczytaj także

  • Aby docenić co niecodziennego spotkało mnie musiałabym się mocno zastanowić, przeanalizować i jakoś tak na poczekaniu nie przychodzi mi nic do głowy. Ja również eksperymentuje z zero waste ;)

  • Wrzesień był spokojny…

    Nauczyłam się bardziej doceniać zwykłe dni. Wygrzewałam w jesiennym słońcu na leżaku, z wewnętrzną pewnością, że nie muszę się śpieszyć.

    Chyba największą (nie)codziennością jest właśnie ten odzyskany spokój ducha, który stanowi bazę dla wszystkich moich działań.

    Dość oczywiste, ale od czasu do czasu zdarza mi się zapominać, więc sobie przypominam, pisząc na blogu o tym jak zbudować w sobie spokój.

    Zapraszam Cię Kasiu i Twoje czytelniczki do zajrzenia do mnie

    https://punktstwarzania.wordpress.com

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję, że inspirujesz :-)

  • U nas wrzesień przeleciał nie wiadomo kiedy. Głównie pod znakiem lasu. :)

  • Przeprowadziłam się do MM

  • U mnie właśnie wrzesień zawsze leci megaszybko, a w tym roku miałam na głowię urządzenie nowego M i czas jakoś mi się zgubił :)

  • Ruda

    Wrzesień to dla mnie czasu urlopu (latem mamy z mężem takie obłożenie pracą, że branie urlopu byłoby niemożliwe). Polecieliśmy na 8 dni na Sycylię i wylatywaliśmy w czasie, gdy w Krakowie padało i było 12 stopni. Spędziliśmy wspaniałe dni, jeżdżąc rowerem po Favignanie, kąpiąc się w morzu i budując zamki z piasku z dzieckiem. Zjedliśmy dużo pizzy i innych pyszności.
    Poza tym zapisałam się na studia. Myślałam o tym przez cały rok i postanowiłam spełnić moje marzenie jeszcze z liceum i rozpocząć studiowanie filologii angielskiej (oczywiście na studiach zaocznych). Staram się nie myśleć, jak połączyć pracę, dom i studia i przeżyć. Może ktoś wie?

    • Trzymam kciuki za Twoje studia! Jestem pewna, że sobie świetnie poradzisz. Często jest tak, że im więcej zajęć, tym człowiek jest lepiej zorganizowany :)