12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – sierpień

01/09/2017

Powoli żegnamy lato i wyglądamy jesieni. Stopniowo wchodzę w jej melancholijny klimat coraz częściej robiąc sobie herbatę, przesiadując w fotelu zamiast na kocu w ogrodzie i z tęsknotą wypatrując deszczu. Sierpień w naszym małym białym domu upłynął pod znakiem chorowania, a więc i pewnego rodzaju stand-by’a. Trudno wraca się do codziennej rutyny, ruchy stają się powolniejsze, bo przez kilka tygodni ciało oduczyło się znajomych sekwencji. Zamiast kolekcjonować nowe doświadczenia skupiłam się na tym, by jak najszybciej powrócić do sprawności i zadbać, by dwójka pozostałych domowników też porządnie się wyleczyła. Mimo to wyzwanie 12 niecodziennych rzeczy trwa nadal, co udowodnili jego uczestnicy.

Ola

punktstwarzania.wordpress.com

Sierpień zaczęłam z przytupem, bo od postanowienia, że wyjdę z szafy i zmierzę się ze światem. Nie tylko publikowałam na blogu, ale jeszcze chwaliłam się tym przed ludźmi. Uruchomiłam stronę na FB i zaczęłam komentować. Nie przejmując się, że moje poczynania w globalnej wiosce śledzi połowa rodziny, zdradziłam poglądy na związki i szczegóły dotyczące moich relacji z mężczyznami.

Poza tym już rzeczy mniejszego kalibru – zaśpiewałam na ulicy przy akompaniamencie kontrabasu, wciągnęłam się w nowy serial Sherlock Holmes, przejechałam na rowerze górskim 45 km po Pirenejach, zaczęłam wychowywać psa i zarobiłam pierwszy milion euro.

Ha ha wszystko powyższe jest prawdą prócz tego miliona, zarobię go w jakimś innym sierpniu ;-)

 

Kasia i Alfonso

kawacaffe.pl

Niecodziennością sierpnia i w ogóle całego lata było dla nas ciągłe odkrywanie Krakowa i szukanie w nim włoskich śladów. Przeszliśmy chyba dziesiątki kilometrów i pochłonęliśmy setki kalorii świetnie się przy tym bawiąc. Dzięki naszemu letniemu projektowi dowiedziałam się, że w Krakowie są winnice niczym w Toskanii (Srebrna Góra) i odwiedziłam klasztor kamedułów, do którego kobiety mogą wejść tylko przez 12 dni w roku. Polecam każdemu taki sposób poznawania własnego miasta, poprzez wybranie jakiegoś tematu przewodniego.

Drugą mocno niecodzienną sprawą była samodzielna zmiana szablonu bloga i stworzenie wersji językowej, mimo że moje umiejętności w tym temacie pozostawiają wiele do życzenia.

 

Iza

Mój sierpień był bardzo, bardzo pracowity i zupełnie niezwykły. Na początku miesiąca odebrałam klucze do mieszkania i przez trzy tygodnie urlopu mierzyłam się z różnymi wyzwaniami: malowaniem i tapetowaniem ścian, kafelkowaniem kuchni, zamawianiem mebli i nieustannymi niespodziankami. Wystarczy wspomnieć, że na dostawę większości rzeczy czekam od dwóch do czterech tygodni od zamówienia, a upatrzone sosnowe łóżko przyjechało z zamalowanym bejcą grzybem i bez dziur na wkręty… Traktuję to wszystko jako wielką lekcję cierpliwości i pokory wobec rzeczywistości oraz nauczkę dla mnie, by myśleć optymistycznie, ale i bardziej realistycznie. Jednak ogromnie się cieszę z tych wszystkich wydarzeń, bo oto spełnia się moje marzenie.

Skoro już mam swoje M, to jednym z zadań w ramach mojego wyzwania DIY było pomalowanie klasycznych ikeowskich mebli (komody i stolika nocnego) tak, jak mi się spodobało – wykorzystałam białą farbę, olej i wosk do drewna. Z efektu jestem zadowolona, oby jeszcze tak potraktowane meble sprawdzały się w użytkowaniu.

Jeśli chodzi o nowe miejsca, to jeszcze przed zamieszaniem remontowym wybrałam się na wycieczkę pociągowo-rowerową. Pojechałam ze znajomym do Pęgowa, stamtąd rowerami przez Uraz (gdzie jest mała, sympatyczna marina) wzdłuż Odry aż do Brzegu Dolnego. Pęgów zaskoczył nas figurkami królików umieszczonych w różnych punktach miasteczka. To prawdopodobnie twórczość lokalnego artysty, którego ogród pełen jest różnych figurek, z Krecikiem na honorowym miejscu. Odpuściłam sobie natomiast nową potrawę, bo na eksperymenty kulinarne nie mam za bardzo czasu ani miejsca…

I jeszcze jedna niezwykłość – przez trzy tygodnie opiekowałam się patyczakami moich przyjaciół. Fantastyczna przygoda i lekcja biologii w jednym.

***

A co niecodziennego spotkało Was w sierpniu? Proszę, podzielcie się wszystkim w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Anna Ogrodnik

    Sierpień minął kulturowo i sportowo. Obejrzałam film “Zawsze czas na miłość”,z okazji festiwalu Singera z wielką przyjemnością wysłuchalam recitalu Moniki Chrząstowskiej Od serca do serca piosenki Wiery Gran. A w związku,że spędzałam czesciowo urlop w swoim rodzinnym mieście organizowalam sobie leśne i nie tylko wycieczki rowerowe. Do tego troszeczkę przetworów na zimowe dni i odrobina leniuchowania z książką. Pozdrawiam z dużą dawką energii na wrześniowe dni.Ania:-)

  • Poszłam na kino letnie na molo w Sopocie wraz z siostrą i było super! Oraz byłam na koncercie “Męskie Granie” ale to już w sumie było pod koniec lipca. Dwa niecodzienne przeżycia :)