12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – lipiec

02/08/2017

Wakacje to idealna pora na zdobywanie nowych doświadczeń, próbowania nowego jedzenia, odkrywania świata. Mimo to w lipcu uczestnicy wyzwania 12 niecodziennych rzeczy przystopowali w pogoni za niecodziennościami, a może po prostu chcieli to wszystko zachować dla siebie. Co trzy dziewczyny zrobiły niezwykłego w lipcu?

Moje #12niecodziennych

W lipcu zrobiłam sobie wakacje, o ile można nazwać w ten sposób dni wypełnione domowymi obowiązkami. Mimo to miałam więcej niż do tej pory czasu na czytanie, odpoczynek, naukę języków, a w deszczowe dni – picie herbaty. I to nie byle jakiej, bo zielonej mieszanki o nazwie Inspiracja, którą otrzymałam w prezencie-niespodziance od jednej z uczestniczek #12niecodziennych. Fajna sprawa.

Ten czas domowych wakacji wykorzystałam na wzmożone kulinarne eksperymenty. Po zakupie bardzo inspirującej książki “Smakowita Ella” włączyłam do codziennego jadłospisu wegańskie i wegetariańskie potrawy. Po raz pierwszy zrobiłam (i jadłam) falafele i muszę przyznać, że zasmakowały nie tylko mnie, ale i dwójce pozostałych domowników. Maja prosiła o dokładkę “mięska” (a ona lubi mięsko), a Bartek wziął sobie kilka kotlecików z kuskusem na lunch do pracy. Udany eksperyment.

Odświeżyłam również wspomnienia smaku ślimaków we francuskim bistro z prawdziwego zdarzenia w Gliwicach. Wszystkim polecam wizytę w “Paris Paris” w samym centrum tego miasta. Uroczy klimat, przepyszne jedzenie i obsługa na wysokim poziomie. Na pewno jeszcze tam wrócimy. A co do samych ślimaków… no cóż, na co dzień raczej bym nie jadła, ale raz na te… 15 lat może być.

Klaudia

checkingmyself.wordpress.com

Lipiec… zaczęłam od wyjścia za mąż. To dość niecodzienna rzecz. I makijaż na mojej twarzy prosto jak z okładki, nawet rzęsy doczepiłam. Raz można. Ale ja wcale nie o tym chciałam, tylko nie mogłam nie wspomnieć, miło było. Spokojnie, jak lubimy.

Cały lipiec jestem na swoim pierwszym w życiu urlopie – w dodatku zaraz po nim idę do nowej pracy. Oho, ktoś pomyśli, zmiany grubego kalibru, ale też nie o nie chodzi. Jestem na urlopie, więc dużo czytam, analizuję, wgłębiam się. I robię niecodzienne rzeczy. Niecodzienne dla mnie.

Wyszłam bez podkładu kilka razy. Zrobiłam ciasto czekoladowe z fasoli. Próbuję prowadzić auto. Zaczynam mówić bliskim, że prowadzę bloga (od dwóch lat). Nie nastawiałam budzika. Zaczęłam pisać dłuższe formy literackie. Zamieniłam biały papier toaletowy na szary, z recyklingu (a w dodatku rodzice też się przekonali). Myłam się w misce, bo tak komfortowe wakacje nad jeziorem spędzaliśmy po ślubie (i opowiadałam o tym nieco za głośno w pizzerii – miny młodzieży bezcenne). Robiłam zdrowe koktajle. Rozkoszowałam się szczawiową. Zaczęłam uczyć się pozycji kruka w jodze.

I wstawałam z uśmiechem. Szczęśliwa, jak dawno nie byłam.

Iza

Lipiec za nami, trochę szkoda, że ten letni czas mija tak błyskawicznie… Mi osobiście mija podwójnie szybko, bo za moment zacznę się przeprowadzać do nowego mieszkania, tak więc lipiec spędzałam na wyliczaniu szafek do kuchni i płytek do łazienki, co jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem.

Z moich trzech punktów, które realizuję w ramach naszej akcji, chyba najsłabiej wyszło mi odkrywanie czegoś nowego w ramach rękodzieła. Jakoś tak zdecydowanie wolałam poświęcić czas na zrobienie nowego scrapu z własnych zdjęć niż uczenia się czegoś nowego. Ale żeby nie było – nauczyłam się korzystać z opalarki do drewna. Pomagałam bratowej ściągać stary lakier z zabytkowej szafy. Powiem tak – to jednocześnie fascynujące i bardzo monotonne zajęcie :). Ale pomaga uświadomić sobie, ile czasu i sił trzeba włożyć w odnawianie takiego mebla.

Przez burzowy sezon moja wizyta w nowym miejscu ograniczyła się do spędzenia niecałych dwóch godzin w Parku Pawłowickim na obrzeżach Wrocławia. Byłam tam pierwszy raz, park jest uroczy, z pięknym pałacykiem i stawem z gloriettą. Niestety, musiałam się ewakuować po krótkim czasie, bo szła taka burza, że pozostawianie w parku byłoby mocno ryzykowne.

Byłam też na meczu korfballu w ramach odbywających się u nas igrzysk sportów nieolimpijskich World Games 2017. Gdyby ktoś mnie spytał pół roku temu, co to jest korfball, pewnie nie umiałabym odpowiedzieć. Okazuje się, że to gra zespołowa będąca połączeniem koszykówki i piłki ręcznej, w dodatku koedukacyjna i bardzo, bardzo dynamiczna! Spodobała mi się, choć w Polsce jest to sport raczej niszowy (choć jest nawet liga korfballu!).

Letnia pora sprzyja za to odkryciom kulinarnym. Upiekłam wegańskie babeczki czekoladowo-kokosowe, odkryłam też kaszę jaglaną na słodkie śniadanie, z jabłkiem, rodzynkami, daktylami i imbirem. Wciąż przymierzam się do owocowej tarty, teraz już chyba z malinami lub jagodami, bo sezon na truskawki się kończy.

Zmierzyłam się też z własnym strachem – po kilku latach musiałam zmienić fryzjerkę, co zawsze jest dla mnie trudnym doświadczeniem :). Na szczęście polecenia od znajomych zwykle się sprawdzają, tak było i tym razem.

***

A jakie niecodzienności zdobyliście w lipcu? Proszę, podzielcie się w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Dopiero wczoraj przypomniałam sobie, że nie wysłałam Ci podsumowania! Lato chyba rządzi się swoimi prawami:) Wyzwanie, oczywiście, kontynuujemy.
    W lipcu zrobiliśmy sobie amatorską sesję zdjęciową, zabraliśmy aparat i statyw i wyszliśmy na miasto w jeden z sobotnich poranków.
    Byliśmy pewni, że w sobotę rano krakowski rynek będzie pusty, a tam już kręciło się mnóstwo turystów. Na szczęście wystarczyło wejść w boczne uliczki żeby mieć miejsce tylko dla siebie:)

    • Miałam nawet do Was pisać z przypomnieniem, ale nie chciałam się narzucać :) W Krakowie na Rynku chyba nigdy nie jest za spokojnie ;)

  • Moja niecodzienność? Wytrwałam tydzień offline-jeszcze nigdy nie naładowałam baterii jak przez ten czas :)

  • Anna Ogrodnik

    U mnie Chorwacja zaliczona,jestem pod wielkim wrażeniem!!!Ogóreczki w słoikach pozamykane i czekają na porę jesień/zima.

    • Jee, zazdroszczę :) Ja w tym roku nazbierałam przetworów od rodziny ;) W przyszłym może sama odważę się ich obdarować ;)

  • Moją niecodziennością było zrobienie po raz pierwszy w życiu makramy :)

    • Ooo, trudne to?

      • Proste :) Jest dużo różnych sposobów wiązań sznurków, ale już z podstawowych można zrobić naprawdę ciekawe ozdoby na ścianę :)

  • Lipiec przyniósł mi pierwsze w życiu spotkanie z Mazurami, a że jestem łasuchem zakochałam się nie tylko w tej krainie ale też w mazurskiej kuchni.

  • Z niecodziennych rzeczy tooo… postanowiłam wreszcie wziąć się w garść i zacząć spełniać marzenia ;)

    • Ooo, to świetna wiadomość. Jakie marzenia udało Ci się spełnić?

      • W zasadzie można powiedzieć, że jestem na drodze ku ich spełnianiu! :) W końcu po kilku latach marudzenia założyłam wymarzonego bloga. Wystawiłam mieszkanie na sprzedaż i postanowiłam spróbować kupić dom. Zaczęłam się zdrowo odżywiać i ćwiczyć, bo chcę w końcu patrzeć na swoje ciało z przyjemnością i nie wyciągać codziennie ze szczotki garści włosów… Także w skrócie – powoli ogarniam swoją rzeczywistość i dążę do życia, jakie sobie wyobraziłam, że mogę mieć! :)