Książki

Relektura: “Mniej” Marty Sapały

15/05/2017

Dobrze pamiętam, kiedy pierwszy raz sięgnęłam po “Mniej” Marty Sapały. Był to koniec 2014 roku, początek mojej przygody z minimalizmem. O książce dowiedziałam się z wywiadu z autorką na Chilli Zet, radia namiętnie słuchanego podczas pierwszych miesięcy poznawania się z Mają, która kilka miesięcy wcześniej przyszła na świat. Pamiętam, jak leżąc na turkusowej sofie w naszym mikroskopijnym mieszkaniu połykałam kolejne rozdziały książki wieczorami, kiedy to Bartek przejmował opiekę nad dzidzią. Pamiętam, jak zaraz po lekturze zachwycona przekazałam książkę siostrze (“Musisz to przeczytać!”). Był to czas, gdy “Mniej” opanowało blogosferę w taki sam sposób, jak niedawno zrobiła to książka Beckera, również z “mniej” w tytule, dlatego wtedy nie zdecydowałam się na opublikowanie mojej recenzji na blogu. Poczułam, że nie byłabym w stanie napisać czegoś innego niż reszta równie zachwyconych recenzentów. Z przyjemnością wróciłam do “Mniej” po dwóch i pół roku z głową pełną innych myśli i z bagażem zupełnie odmiennych doświadczeń.

“Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków” Marty Sapały to relacja z rocznego eksperymentu nazwanego przez autorkę Rokiem Bez Zakupów. Grupa zwerbowanych przez nią przez internet osób godzi się na rok dobrowolnej antykonsumpcji na własnych zasadach. Każdy z uczestników ma za zadanie przez rok wydawać jak najmniej i kupować tylko to, co naprawdę niezbędne. Każdy z nich inaczej określi definicję niezbędności, każdy inaczej podejdzie do eksperymentu. Dla niektórych będzie to okazja do zrobienia porządków w szafie i w życiu. Dla innych – pretekst do ostrego zaciskania pasa (czy spłukiwanie toalety wodą zebraną podczas prysznica to jeszcze antykonsumpcjonizm?). Uczestnicy nie tylko nauczą się rozważnie podchodzić do zakupów, ale również odkryją, jak niekupowanie wpływa na ich relacje z ludźmi.

Książka Marty Sapały jest nie tylko wciągającym opisem ludzkich eksperymentów z alternatywnym stylem życia, ale również skarbnicą wiedzy na temat antropologii, marketingu i socjologii. To właśnie te wiadomości, będące komentarzem do kolejnych przygód bohaterów reportażu, przykuły moją uwagę podczas ponownej lektury. Czytając “Mniej” w 2014 roku skupiałam się przede wszystkim na historiach początkujących minimalistów. Ich zmagania z niekupowaniem skłoniły mnie wtedy do przemyśleń i nieśmiałego działania. Razem z Bartkiem narzuciliśmy sobie przez pewien czas rygor, który po kilku miesiącach pozwolił zmienić nasze myślenie o zakupach. W 2017 natomiast zatrzymywałam się co kilka stron, by zapisać tytuły książek (“Za darmo”), nazwiska badaczy (Sulima), nieznane terminy (potlacz). Przypomniałam sobie o wyprzedażach garażowych, wymianie domów i o tym, że chwasty za naszym płotem mogą być jadalne. Uświadomiłam sobie, że rzeczywiście moje dziecko już od przedszkola bombardowane jest niby to niewidocznymi reklamami. To w końcu w przedszkolu poznała kubeczek z napisem Monte, którego niespodziewanie zaczęła domagać się w czasie zakupów.

Po ponownej lekturze “Mniej” zrobiło mi się trochę dziwnie. Z jednej strony wiem, że przez te parę lat moje nawyki zakupowe uległy całkowitej transformacji. Z drugiej – nie jestem przekonana, czy robię wszystko, by rzeczywiście kupować tylko to, co niezbędne. Nie kupuję książek, staram się wykorzystać w pełni zasoby miejskiej biblioteki (przedwczoraj przyniosłam stamtąd Fromma wspomnianego w “Mniej”). Miałam ochotę odświeżyć garderobę – kupiłam sweter z drugiej ręki od sympatycznej dziewczyny. Oddałam nienoszone spodenki Mai w zamian za naklejki z pingwinkami. Mimo to nie odmawiam sobie wizyt w ulubionych knajpkach, zdarza mi się wyrzucać zepsute jedzenie czy kupować coś nowego, zamiast naprawić stare. Lektura książki Sapały zdopingowała mnie do bardziej uważnego podejścia do codzienności. Mimo że wydawało mi się, że mam to wszystko opanowane, zdałam sobie sprawę, że za bardzo się odprężyłam, odpuściłam i że przecież mogę lepiej. Nie chodzi tu tylko o oszczędzanie, ale też świadome wykorzystanie zasobów i odcięcie się od agresywnych działań rynkowych.

W dniu, kiedy przeczytałam ostatnią stronę zrobiłam kompot z jabłkowych obierek.

Książka “Mniej” Marty Sapały powinna się znaleźć na liście do przeczytania każdego, kto chce żyć świadomie i dokonywać przemyślanych wyborów. To kluczowa pozycja dla tych, którzy odkrywają minimalizm, chcą zmienić swoje nawyki zakupowe czy też czują się przytłoczeni nadmiarem rzeczy, informacji, agresywnego marketingu. Jestem przekonana, że dylematy bohaterów i ich kreatywne podejście do niekupowania skłoni do przemyśleń nawet najbardziej beztroskiego zakupoholika.

Relektura intymnego portretu zakupowego Polaków przypomniała mi jeszcze o czymś – że zawsze miałam ochotę zadać kilka pytań autorce. Zrobiłam to więc teraz.

Czy po tych paru latach od zakończenia eksperymentu nadal Pani nie kupuje?

Marta Sapała: Kupuję:-)

Czy nawyki wyuczone przez rok niekupowania się utrwaliły, czy może uległy rozluźnieniu? 

Niektóre się utrwaliły, inne rozluźniły. Jestem na pewno trudnym obiektem dla twórców reklam. Uważnie wybieram rzeczy na które wydaję pieniądze, ale to jest jakieś takie naturalne, nie angażuję się w to jakoś bardzo świadomie, to się dzieje na automacie.

Wciąż lubimy wymieniać się mieszkaniami, naprawiamy a nie wyrzucamy, większość potrzebnych nam rzeczy pozyskuję z drugiej ręki, należę do kooperatywy i do systemu Rolnictwa Wspieranego Społecznie, a ostatnio z racji tematu mojej nowej książki: dużo czasu spędzam w śmietnikach. Uprawiamy wspólnie ze znajomymi ogródek działkowy i choć w tym roku trochę go zaniedbujemy ogrodniczo, postawiliśmy na nim wreszcie piękny kompostownik.

Czy miała Pani okazję porozmawiać z uczestnikami eksperymentu po jego zakończeniu? 

Z większością z bohaterów jestem wciąż w kontakcie, z niektórymi – w regularnym. O to jak żyją trzeba by ich pytać, ja mam takie ogólne wrażenie, że tym, co przy nas wszystkich pozostało jest duża świadomość.

Od momentu, kiedy przeczytałam “Mniej” po raz pierwszy szczególnie nurtuje mnie kwestia tego, jak żyją teraz uczestnicy eksperymentu. Czy udało się Pani już opisać taki “powrót”?

Nie. I nie będę raczej opisywać.

Jest Pani mamą. Czy nadal wychowuje Pani syna w duchu antykonsumpcji?

Mam teraz dwóch synów. Staram się ich wychowywać tak, żeby byli świadomi tego jak skonstruowany jest świat konsumpcyjnych pokus i żeby umieli sami podejmować decyzje. Do niczego ich nie zmuszam, jedynie pokazuję różne możliwości. Mój starszy syn ma już 6 i pół roku, niedługo pójdzie do szkoły, jest pod silnym wpływem grupy rówieśniczej i co rusz odbywamy rozmowy na temat sensu posiadania (lub nie) tabletów, telefonów i podobnych przedmiotów. Jest też kolekcjonerem klocków Lego. Młodszy syn niedawno skończył 2 lata i jest wciąż na tym cudownym etapie gdy nie potrzebuje wielu rzeczy żeby się dobrze bawić.

Jak cały eksperyment powiązany z wydaniem książki wpłynął na Pani życie? Uważa się Pani za minimalistkę?

Choć wiem, że “Mniej” jest jedną z lektur uważanych za minimalistyczne, ja sama nigdy się nie uważałam za minimalistkę. Napisałam tę książkę bo uważałam że zarówno ja, jak i my, jako społeczeństwo, mamy niepoukładane relacje z konsumpcyjnym stylem życia – jest w nim coś odpychającego i przyciągającego jednocześnie. Chciałam zbadać tę ambiwalencję, dokopać się do jej przyczyn, zobaczyć czy można żyć inaczej i z czego trzeba zrezygnować (nie tylko pod materialnym względem) żeby tak żyć. Chyba mi się to udało.

To miała być książka o świadomej konsumpcji. I po tym roku, połączonym z czasem który spędziłam na jej pisaniu, uważam się za całkiem nieźle uświadomioną konsumentkę. Na pewno jest mnie trudniej naciągnąć, jestem uważniejsza i zadaję więcej pytań, wielu rzeczy nie potrzebuję, ale mam oczywiście wciąż swoje słabości.

Dziękuję za rozmowę.

“Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków” możecie kupić w Małym białym sklepie.

***

Czytaliście “Mniej”? Jakie były Wasze refleksje po tej lekturze? Lubicie do niej wracać czy raczej nie spełniła Waszych oczekiwań? A może ta pozycja jest jeszcze na Waszej liście do przeczytania? Proszę, podzielcie się wszystkim w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Lektura “Mniej” wywołała u mnie spore emocje, czytałam wręcz z wyrzutami sumienia. Uświadomiłam sobie jak głupio nieraz marnotrawię czas i pieniądze. To rewelacyjna książka, by otworzyć oczy :)

  • Ja dosłownie pochłonęłam książkę, wracałam do niej kilka razy. Eksperyment sam w sobie był interesujący, różnorodność bohaterów była jego kluczową zaletą, a komentarze autorki- bezcenne. Książka nie tyle ‘minimalistyczna’, co uświadamiająca.

  • Monika

    Czytałam “Mniej” z wypiekami na twarzy i również przekazałam bratu z informacją “to książka dla ciebie” (jest/był niepoprawnym zakupoholikiem). Po lekturze stwierdził, że z łatwością ograniczy zakupy na rok bo … odkrył w szafie multum nowych rzeczy których ani razu nie założył, a mama daje takie pyszne dania słoikowe, że nie musi chadzać do knajp Po lekturze zdecydowanie wzrasta świadomość, przede wszystkim własnych, czasem bardzo głupich przyzwyczajeń. Poza tym książka urzekła mnie stylem, językiem, słowem. Czytało się genialnie.
    PS. Na razie jest na wypożyczeniu (uświadamia kolejnych :)) ale z pewnością do niej wrócę.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Czytałam “Mniej” i ponieważ interesuję się socjologią i wszystkimi zagadnieniami dotyczącymi społeczeństwa książka była dla mnie bardzo interesująca. Cieszę się, że dostałam ją w formie papierowej – przyjemnie się wraca (paradoks, prawda?) ;-)
    Pamiętam, że za pierwszym razem książka wywarła na mnie duże wrażenie, za drugim było podobnie. Zgadzam się Kasiu,że jest to pozycja obowiązkowa w zakresie świadomego konsumowania. Czuję się po tej lekturze usprawiedliwiona, by nie godzić się na płacenie za bylejakość i nie chodzić na zbyt duże kompromisy w wyborach zakupowych.
    Niemniej odpuściłam trochę ograniczanie ostatnio. Wiem, że i tak mam mniej rzeczy niż przeciętny człowiek (brak pamiątek, mało książek, malutki płyt). Z drugiej strony bardzo mocny nacisk kładę na to, żeby nie wyrzucać jedzenia i kupować tyle, ile zostanie zjedzone (oczywiście nie mówię o produktach, które można długo przechowywać, aczkolwiek te również staram się kupować rozsądnie). Odpuściłam sobie na przykład z kosmetykami do włosów- świadomie mam sporą kolekcję. Doszłam do wniosku, że muszę znaleźć swoje produkty i już ;-) Co nie znaczy wcale, że nie doszłam do momentu, w którym nietrafione szampony oddałam, bo poczułam przesyt ilością kosmetyków w łazience. Teraz koncentruję się na testowaniu 4 nowych produktów i podejrzewam, że długo już nie zdecyduję się na powiększenie kolekcji. Doszłam do momentu, w którym ilość produktów zaczęła mnie przygniatać. Tak więc każdy ma swoje maksimum i kwestia tego, żeby umieć je odnaleźć. Aha i czas, który należy poświęcić, żeby dokonać świadomego wyboru produktu (tak jak w moim przypadku dobrego kosmetyku), jest kosmiczny.
    Cieszę się, że przeprowadziłaś krótki wywiad z Martą – miło znowu mieć poczucie, że to żywy rozwijający się człowiek. I nie mogę się doczekać nowego projektu z grzebaniem w śmietnikach, czuję się zaintrygowana :-)

    • Też jestem zaintrygowana tą zapowiedzią nowej książki. Na pewno po nią sięgnę.
      Zgadzam się z tym, co piszesz o czasie – mam podobne przemyślenia. Czasami nie warto tracić energii na usilne poszukiwania i umieć odpuścić. W końcu mamy wybór.

  • Olga Stiefel-Brzezinska

    Czytałam “Mniej” z wypiekami na twarzy i regularnie do tej książki wracam, jak tylko poczuję, że zaczynam się zagalopowywać z zakupami i szeroko pojętym konsumpcjonizmem – za każdym razem działa jak zimny prysznic motywujący do działania

  • Czytałam i mam ochotę odświeżyć tę lekturę:) W mojej głowie po jej przeczytaniu wiele się pozmieniało,ale też ze względu na to w jakim momencie życia akurat byłam. Po wypadku samochodowym, zdiagnozowaniu niedoczynności tarczycy, ogólnie był to dla mnie kiepski czas życia towarzyskiego i ogólnie całego funkcjonowania w społeczeństwie. Wtedy też zrozumiałam co naprawdę jest dla mnie ważne i jak chcę by wyglądało moje dalsze życie.

  • Nie znam tej książki, a bardzo mnie zaintrygowała. Muszę zamówić :)

  • anu

    Na mnie też ta książka zrobiła ogromne wrażenie, parę razy wracałam do niej, ale czytałam już tylko fragmenty.
    W pamięć zapadł mi szczególnie fragment, gdy na końcówce eksperymentu autorka (czy któraś z uczestniczek) próbowała zdobyć jakiś potrzebny jej przedmiot bez kupowania. Zdała sobie wtedy sprawę, jak dużo czasu zabiera handel wymienny. Kupując przedmioty za pieniądze w pewnym sensie odzyskujemy ten czas. Być może dlatego też po upadku PRL, gdy sklepy zapełniły się towarami, Polacy rzucili się do kupowania – wreszcie nie musieli poświęcać długich godzin na to, żeby coś zdobyć. Odzyskali czas.
    A przecież… żeby zdobyć pieniądze, musimy sprzedać swój czas pracodawcy/usługodawcy. Staram się o tym pamiętać za każdym razem, gdy coś kupuję, szczególnie przez internet – pozornie wydaje się, że płacę tylko pieniędzmi, ale tak naprawdę mój czas musiałam zainwestować już wcześniej. I być może, jeżeli będę chciała się pozbyć tego przedmiotu (a nie wyrzucam, o ile coś nie jest już kompletnie niezdatne do użytku), znów będę musiała poświęcić na to czas. Od razu odechciewa się kupować ;-)

    • Właśnie, z jednej strony tracimy czas na poszukiwanie najlepszych opcji, z drugiej – tracimy czas na pozbywanie się nietrafionych rzeczy. Ta świadomość również u mnie sprawia, że szybko rezygnuję z chwilowych zachcianek.

  • Fajnie, że udało Ci się porozmawiać z Martą Sapałą 3 lata po. W sumie z tego co mówi wynika, że potraktowała to jako eksperyment, że część nawyków jednak jej się zmieniła. Czyli właściwie minimalizm to droga, którą restrykcyjnie trudno podążać, ale też trudno kompletnie zapomnieć i wrażliwość na pewne sprawy pozostaje.