Różności

Offline

23/05/2017
Kasia, autorka bloga Droga do minimalizmu

Niedziela. Jemy mało wychowawcze śniadanie w łóżku krusząc przy tym niemiłosiernie. Potem oglądamy równie mało wychowawcze bajki odpuszczając po godzinie na rzecz bardziej wychowawczych książek. Pół dnia spędzamy w piaskownicy i na dzień wcześniej skoszonej trawie. Pieczemy ciasto jogurtowe, Maja przesypuje mąkę, a potem jedzie z tatą na rower. W ciszy czytam, ćwiczę jogę. Rowerzyści wracają, więc jemy kolację z lodówkowych resztek. Podlewamy rzodkiewki, sałaty i truskawki. Kąpiemy się, opowiadamy bajki, idziemy spać. Znowu czytam i spokojnie zasypiam.

Dzień offline. Mimo że funduję go sobie od czasu do czasu, to dopiero teraz poczułam, jak dobry to jest dzień. Nie zaglądając na strony z szybkiego wybierania, nie podgladając Instagrama, nie sprawdzając komentarzy na blogu zrozumiałam, w czym tkwi różnica pomiędzy dniami offline a online. Ta niedziela była pozbawiona negatywnych emocji. Nikt na nic nie narzekał, nikomu nie zazdrościłam domowej dżungli czy idealnych sandałów, nie martwiłam się, czy mój komentarz w internetowej dyskusji został dobrze zrozumiany. Nie musiałam reagować na powiadomienia ani momentalnie odpisywać na maile. Nie musiałam się zastanawiać, jak się ustawić, żeby zrobić dobre zdjęcie na Insta ani wymyślać chwytliwych tagów. Nie dowiedziałam się również, czy miała miejsce jakaś katastrofa, czy nazajutrz znowu będzie padać, czy też spadnie temperatura do poziomu wyciągania kurtek z szafy.

Przez cały dzień offline towarzyszył mi spokój i uśmiech.

Postanowiłam w końcu odważyć się na przerwę. Lubię prowadzić bloga, ale chcę to robić dla przyjemności, nie z przymusu. Uwielbiam mieć kontakt z czytelnikami, ale nie chcę komunikować się z Wami kosztem czasu z bliskimi. Chcę pisać o tym, co dla Was pomocne, ale jednocześnie o tym, co mi bliskie. Nie mam ochoty tworzyć czegoś na siłę jednocześnie dbając o zielony wskaźnik SEO.

Przerwa nie oznacza pożegnania. Nadal będę publikować nowe teksty, ale tylko wtedy, kiedy będę na to gotowa, a nie wtedy, kiedy z przerażeniem zdam sobie sprawę, że od tygodnia nie wrzuciłam nowego posta. Pewnie będę na Instagramie chwaląc się ogrodowymi truskawkami, potem cukiniami i nowym fotelem w salonie. Przypomnę się też na Facebooku, jeśli tylko uznam, że mam coś dla Was wartościowego. No i oczywiście będę nadal zbierać Wasze niecodzienności, bo skoro podjęłam się tego zadania, muszę doprowadzić je do końca.

Jak widzicie, przerwa to nie koniec, to właściwie początek. Nadszedł chyba ten moment, kiedy minimalizm wkracza do innych stref mojego życia, wychodząc z szafy, regału czy biurka. W rezygnacji z bieganiny za promowaniem bloga towarzyszy mi spokój i uśmiech.

Zdjęcie: Katarzyna Wojniak

Przeczytaj także

  • Tomasz Jadowski 23/05/2017 at 08:09

    Ja mam podobne doświadczenia, pisałem u siebie na blogu https://mnmlista.pl/offline/dlaczego-zyje-offline/

  • Gosza 23/05/2017 at 12:00

    wszystko rozumiemy nic na siłę a zwłaszcza przyjemności ale proszę te truskawki i cukinie wrzucać tez na fejsa bo nie wszyscy mają instagrama… pozdrawiam… ps. ciasto jogurtowe przyjęło się u mnie w domu więc dziękuje bardzo za ten przepis i nie tylko =)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 25/05/2017 at 07:36

      Zobaczę, co da się zrobić :)
      A ciasto jogurtowe to też mój hit. Pyszne i proste, zawsze można dodać owoce albo inne składniki. Cieszę się, że coś podpowiedziałam :)

  • Magda Kędzierska 23/05/2017 at 12:20

    Mam podobne odczucia. I właśnie w weekend postanowiłam przenieść blogową działalność bardziej na fb i instagram, a blog potraktować trochę jako zaplecze na dłuższe teksty. Lubię swoich czytelników, lubię pisać, lubię mojego bloga, ale nie da się wszystkiego pogodzić, a życie w pogoni jest dla mnie bez sensu.

  • Samorozwijalnia.pl 24/05/2017 at 09:22

    Czytając Twój wpis przypomniałam sobie czasy, gdy bycie online było czymś rzadkim. Pamiętam czasy, gdy komputery i internet dopiero pojawiały się w domam. Pamiętam też te, gdy internet dopiero zyskiwał popularność wśród użytkowników komórek.. Gdy sięgam pamięcią, tamto życie wydaje mi się prostsze. Nie towarzyszyło mu ciągłe sprawdzanie co słychać na świecie lub znajomych, nie było w nim zbyt wiele kontaktów za pośrednictwem internetu, a wolny czas spędzało się z przyjaciółmi lub czytając książki. Tęsknię za tym.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 25/05/2017 at 07:38

      Po dniu offline zawsze mam takie przemyślenia, że przecież jeszcze niedawno trzeba się było połączyć głośnym modemem, szybko przeczytać i uciekać, bo internet drogi ;) Nie mogę się nadziwić, jak to było możliwe, że ludzie nie mając komórek potrafili się komunikować. A teraz jak nie odbieram po trzech sygnałach to wielka afera ;)

  • Anna Ogrodnik 24/05/2017 at 17:50

    Jak ja lubię poczytać coś napisanego od serca. Serdecznie pozdrawiam pani Kasiu. W niektórych sytuacjach życiowych jest dla mnie Pani inspiracją.Pozdrawiam

    • Kasia | Droga do minimalizmu 25/05/2017 at 07:39

      Aniu, dziękuję za miłe słowa! Mam nadzieję, że wrócę z wielkimi garściami inspiracji :)

  • Kodeks Karoliny 24/05/2017 at 18:48

    To musiał być wspaniały dzień :) Po ostatnim takim weekendzie offline pomyślałam w niedziele wieczorem… wow! czemu jestem taka wypoczęta, a tyle się przecież działo ;) no właśnie dlatego, że było offline, było na świeżym powietrzu i było… wspaniale! :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 25/05/2017 at 07:40

      Ooo tak, człowiek czasami nie zdaje sobie sprawy z tego, ile te wszystkie internety wysysają z niego energii…

  • Madame Malonka 31/05/2017 at 21:11

    Ja czasem mam ochotę wybrać się na urlop gdzieś, gdzie nie ma zasięgu. To zmusiłoby do zostawienia elektroniki w hotelu i “przymusowego” odpoczynku. Na co dzień ciężko się do tego zebrać – zwłaszcza prowadząc bloga – więc gratuluję :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 02/06/2017 at 08:09

      Ja na razie jestem zachwycona tą przerwą, ale też nie jest to do końca całkiem offline, w końcu prowadzę sklep internetowy ;) Ale taki odpoczynek od wiecznych publikacji, promocji, komentarzy to fajna sprawa, daje mnóstwo czasu do przemyśleń i nowych inspiracji.

      • Madame Malonka 02/06/2017 at 17:26

        Ja niedługo mam urlop i zastanawiam się na ile zapomnieć na ten czas o blogowaniu, a na ile przygotować automatyczne publikacje. Kusi mnie jednak ta pierwsza opcja :-)

  • Agnieszka Dec - Deko Zdrowia 15/06/2017 at 08:04

    Ja też postanowiłam zrobić sobie odpoczynek od wszelkich promocji, komentarzy i lęku o to, że już tydzień minął, a ja jeszcze nie zaczęłam pisać nowego posta. Gdzieś w tym wszystkim pogubił mi się sens, blogowania, przestałam myśleć o tym, co mi samej w duszy gra, za bardzo szukałam tego, co chciałby przeczytać tylko i wyłącznie czytelnik.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 16/06/2017 at 20:00

      O właśnie, też niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że za bardzo skupiam się na tym, co “chwytliwe”. Przerwa od blogowania się przedłuża, ale zbieram kolejne inspiracje, spisuję notatki i jestem pewna, że niedługo wrócę z podwójnymi siłami :) Czego i Tobie życzę.

  • gosiowa124 28/06/2017 at 09:01

    Lubie czytac twojego bloga, nasz takie inne pogodne, podejscie do zycia. Ja nie lubie zabaw z dziecmi i pieczenia ciasta. Zwariowalabym chyba przy tym. Dla mnie dzien offline jest wlasnie online. Uwielbiam czytac newsy, dowiadywac sie nowych rzeczy, ogladac filmy, cwiczyc z Chodakowska… W tygodniu nie mam na to czasu. Pamietam te lata bez internetu i to bylo straszne. Zmarnowany czas. Czlowiek byl taki od wszystkiego odciety…

    • Kasia | Droga do minimalizmu 28/06/2017 at 09:56

      Widzisz, dla każdego coś miłego. Przyznaję, że ten mój “urlop offline” nie był do końca offline, korzystałam z dobroci internetu, żeby pouczyć się nowych rzeczy. Była to bardziej przerwa od bloga i całej tej otoczki związanej z pisaniem. Było mi to bardzo potrzebne.