Minimalizm

Kiedyś i teraz. Jak minimalizm zmienił moje życie?

05/04/2017
Jak minimalizm zmienił moje życie

Nie lubię takich górnolotnych stwierdzeń, jednak muszę przyznać, że zapoznanie się z ideą minimalizmu i dobrowolnej prostoty zmieniło moje życie. Nie tylko uległo zmianie moje postrzeganie świata, konsumpcji, posiadania, ale również siebie. Obserwując swoje nawyki, przyzwyczajenia i potrzeby mogłam zrozumieć, co jest dla mnie ważne, a co jest jedynie zapchajdziurą, kurzołapem i niepotrzebnością. Porównując to, co było kiedyś, zanim dowiedziałam się, o co chodzi z tym minimalizmem z tym, co jest teraz, kiedy już wiem, że prostota u mnie działa, opisuję jak minimalizm zmienił moje życie.

Garderoba

Kiedyś: Moje ubrania zajmowały 3/4 szafy i dwie szuflady w komodzie. Byłam kolekcjonerką pięknych i niewygodnych butów, które nie mieściły się już na półkach. Zazwyczaj “nie miałam się w co ubrać”, kupowałam “bo promocja”, a ciągle chodziłam w tych samych zestawach. Czasami poranne wybieranie ubrań zajmowało mi kilkanaście minut, a i tak nie byłam zadowolona. Kupowałam pod wpływem impulsu, rekomendacji szafiarek, nie zwracałam uwagi na skład ani rzeczywistą potrzebę kupowania. Nawet na krótki wyjazd pakowałam mnóstwo ciuchów, co sprawiało, że musiałam prosić o pomoc w noszeniu walizki.

Teraz: Moje ciuchy zajmują 1/3 szafy i jedną szufladę w komodzie. Ogółem mam ok. 30 sztuk ubrań i pięć par butów. Wszystkie ciuchy do siebie pasują, mogę stworzyć wiele unikalnych zestawów i zawsze wiem, w co się ubrać. Poranne ubieranie zajmuje mi kilkanaście sekund. Od czasu do czasu kupuję sobie coś nowego, ale zawsze są to zakupy przemyślane i rozsądne. Jestem otwarta na ubrania z drugiej ręki. Jeśli coś nie spełnia moich kryteriów – nie kupuję tego. Mogę szybko spakować się na wyjazd do małej i lekkiej torby.

Makijaż

Kiedyś: Produkty do makijażu zajmowały całą półkę w szafce. Miałam kilka rodzajów podkładów, trzy odcienie różu do policzków, kilka eyelinerów, rozświetlacze i pełno pędzli w różnych rozmiarach. Malowanie przed pracą zajmowało mi prawie pół godziny. Baza, podkład, korektor, puder, róż, rozświetlacz, dwa kolory cieni, kreska na oku i wytuszowane rzęsy. W weekend rezygnowałam jedynie z jednego cienia. Nie byłam mistrzynią makijażu, a po kilku godzinach nie było po nim nawet śladu.

Teraz: Rzadziej się maluję. Po kilkutygodniowym detoksie wróciłam do malowania się przed wyjściem, jednak jest to szybki i minimalny makijaż. Lekki podkład, korektor na ewentualne niedoskonałości, puder i tusz do rzęs. W mojej kosmetyczce nie ma już żadnego pędzla, nie używam różu, bronzera ani rozświetlacza. Nie maluję oczu, jedynie rzęsy. W ciągu dnia nie czuję potrzeby robienia poprawek i czuję, że jestem sobą.

Pielęgnacja

Kiedyś: Krem na dzień, krem na noc, apteczne peelingi, hydrolaty, ampułki z kwasami, specyfiki do mycia twarzy. Żele, pianki, lakiery do włosów. Rano i wieczorem zajmowałam łazienkę na co najmniej pół godziny.

Teraz: Stawiam na naturalną pielęgnację w postaci olejku do mycia twarzy i peelingu miodowo-solnego. Po zmyciu makijażu przemywam twarz płynem micelarnym. Od czasu do czasu przecieram twarz roztworem z octu jabłkowego i robię sobie maseczki z glinki. Nie stylizuję włosów, układam je tylko palcami podczas suszenia. Moja poranna i wieczorna toaleta zajmuje kilka minut.

Zakupy

Kiedyś: Zdarzało mi się odwiedzać centrum handlowe z nudów, żeby tylko popatrzeć, pochodzić bez celu. Miałam listę zakupów, której nigdy się nie trzymałam. Zawsze kupowaliśmy rzeczy nowe, nie biorąc po uwagę nawet czegoś z drugiej ręki.

Teraz: Nie znoszę chodzić na zakupy. Trzymam się z daleka od centrów handlowych, nie lubię tego tłoku i hałasu. Robiąc zakupy spożywcze staramy się trzymać ustalonej wspólnie listy zakupów. Jeśli chcemy kupić coś większego, to najpierw wpisujemy to na listę życzeń i po jakimś czasie weryfikujemy tę potrzebę. Zazwyczaj zaczynamy od przejrzenia ogłoszeń na portalach z lokalnymi ogłoszeniami. Tym sposobem kupiliśmy naszą wyjątkowo fotogeniczną używaną sofę w prawie idealnym stanie (po znacznie niższej cenie niż ta prosto z magazynu). Zaoszczędzone pieniądze możemy wydać na niematerialne przyjemności – podróże i poznawanie nowych smaków.

Dom

Kiedyś: 30 metrów zawalone meblami, schowkami, pudełkami, bo przecież wszystko potrzebne.

Teraz: 100 metrów z minimalną liczbą mebli i kilkoma ozdobami. Dzięki temu, że odkryliśmy minimalizm mieszkając w małym mieszkaniu mogliśmy zdecydować, co tak naprawdę jest nam w życiu potrzebne. W nowym domu nie musieliśmy instalować wielkich zabudowanych szaf, kupować kilku komód i projektować kuchennych szafek po sam sufit. Mamy mnóstwo przestrzeni i światła. Nie gromadzimy i (prawie) nie kupujemy.

Sprzątanie

Kiedyś: Małe mieszkanie sprzątało się szybko, ale wszystkie drobiazgi, pudełka, figurki, ramki stojące poza szafkami zbierały mnóstwo kurzu. Pod łóżkiem i sofą mieszkały zapomniane pudła trochę większe od tych, które rezydowały na szafach. Różnego rodzaju detergenty zajmowały pół łazienki.

Teraz: Odkurzanie w stumetrowym domu zajmuje więcej czasu, jednak możemy go oszczędzić na wycieraniu szafek. Nie musimy już podnosić miliona drobiazgów, żeby dobrze to zrobić. Sprzątanie naturalnymi środkami wzięło górę nad chemią. Soda, ocet, boraks, sól, ewentualnie olejki eteryczne. Wszystko tanie i uniwersalne, a przede wszystkim nieszkodliwe.

Jak minimalizm zmienił moje życie?

To wszystko to tylko materialne aspekty przyjęcia postawy minimalistki. Łatwo jest je zmierzyć i zauważyć różnice. Przy tylu zmianach, jakie dokonały się w moim życiu w ciągu ostatnich kilku lat (dziecko, własna firma, przeprowadzka), nie jest jednak tak prosto porównać to, co jest teraz z tym, co było kiedyś jeśli chodzi o duchowe aspekty minimalizmu. Zmianie uległo moje myślenie i postawa wobec codziennych wyborów. Na pewno mniej żyję przeszłością skupiając się głównie na teraźniejszości. Daję sobie prawo do odpoczynku, ruszam się, odkrywam nowe rzeczy. Priorytetem jest spędzanie czasu z bliskimi, nie posiadanie ładnych rzeczy. Mogę dzielić się moimi doświadczeniami z upraszczaniem życia pomagając w porządkach w kobiecych garderobach i nie tylko. Prowadzę bloga, który inspiruje innych do przemyśleń i ulepszania swojego życia. Minimalizm to był dobry wybór.

***

A jakie jest Wasze “kiedyś i teraz”? Czy Wasze życie poprawiło się po odkryciu idei minimalizmu? A może jesteście dopiero na początku drogi? Proszę, podzielcie się tym wszystkim w komentarzach. 

Przeczytaj także

  • Kasia Antosiewicz

    Kasiu, bardzo potrzebny tekst i minimalistycznie prosty a jednocześnie treściwy w przekazie. Moje kiedyś i teraz … hm … na pewno łatwiej mi było, gdy nie miałam kasy (weszłam w minimalizm właśnie w takim momencie i nie – potrzeba kupowania była dużo łatwiejsza). Teraz zauważyłam, ze trochę nadrabiam – ale uwaga! nie to, że dokupuję, bardziej wymieniam. Moim minimalistycznym “problemem” są książki, które lubię i potrzebuję mieć w papierze (są to dla mnie nagrody , na które przeznaczam część dodatkowych dochodów). W tym aspekcie minimalizm nie ma zastosowania.
    Ale znacznie łatwiej mi się żyje, mniej gratów, mniej rzeczy do sprzątania. kiedyś (zwłaszcza w kuchni) bibeloty i przydasie zajmowały bardzo dużo powierzchni. Teraz – mam niemalże puste blaty, wszystko pochowane (w miarę) i co jakiś czasy globalna czystka (mam taką szafkę przechodnią – wkładam tam rzeczy, które wydaje mi się, że będę używać, a jednak po jakimś czasie bez żalu stwierdzam, że jednak nie). mam znacznie mniej ubrań, butów, kosmetyków itp. Minimalizm jest piękny, moja 12-sto letnia córka też podchwyciła i chociaż jak to nastolatka ma mnóstwo rzeczy, to widzę puste półki w szafie, na regale itp. Mąż z natury jest minimalistą, ale ogóle nie lubi zmian, więc ciężko go przekonać do czegokolwiek. Świat przez ten pryzmat jest znacznie łatwiejszy, piękniejszy i bardziej slow.

    • Kasiu, cieszę się, że u Ciebie też sprawdził się minimalizm. A to że lubisz papierowe książki to przecież nie przestępstwo :) Ja ostatnio znoszę do domu rośliny ;) Każdy ma jakieś słabostki.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Kasiu, sama jesteś sobie winna :D Pisz szybciutko posta o sprzątaniu mieszkania naturalnymi środkami!
    Nie przeszkadzała Wam używana sofa? Ja nie mam problemu z meblami z drugiej ręki, również ozdobami, ale meble tapicerowane oraz talerze, sztućce od obcych ludzi jakoś mnie odrzucają…

    • Kiedy zobaczyliśmy, w jak świetnym jest stanie, to nie mieliśmy wątpliwości, że trzeba ją brać ;) Poprzedni właściciele naprawdę o nią dbali, a przed sprzedażą gruntownie wyprali.
      Co do naturalnych środków… wydaje mi się, że wszędzie już było pełno tego typu tekstów, że mój byłby po prostu wtórny. Ale zastanowię się.

  • Agnieszka Kulawczyk

    A co do minimalizmu, uważam, że czym innym jest minimalizm z wyboru, czym innym oszczędne życie z konieczności. Chociaż dochodzę do wniosku (im częściej o tym myślę), że niezależnie od wysokości wpływów na konto, czy objętości portfela, warto myśleć rozsądnie podczas gospodarowania własnymi finansami. Zaoszczędzone środki mogą pozwolić na kupienie lepszego jedzenia/trwalszych ubrań/ czy zapisania się na dodatkowy kurs/zajęcia. Lub – w przypadku naprawdę sporego zaplecza finansowego – na komfortową realizację własnych pasji i marzeń bez oglądania się na innych. To, jest moje zdanie, jeśli chodzi o pieniądze.
    Mnie minimalizm pokazał, że najważniejsza jestem ja i mój styl życia. Chodzi o to, że ja mogę sprawdzać się w każdej dziedzinie i zobaczyć jak bardzo “mało”, to właśnie moje “mało”. Ile dokładnie to minimum (dokładnie jak u Ciebie z makijażem), które chcę osiągnąć i poniżej, którego będę się źle czuła. Minimalizm pokazał mi, że świadome i przemyślane ograniczenia nie są objawem skąpstwa, czy biedy, ale rozsądkiem relokacji dochodów w inne obszary niż jest to modne (w zdrowe jedzenie zamiast w kosmetyki, w dobre jakościowo kilka sztuk ubrań, zamiast w szafę bubli, w dobre i wysokiej klasy okulary korekcyjne zamiast w 50 parę kolczyków itd.). Może mój styl jest przez to nudny, może moje rachunki na jedzenie mogłyby być nieco niższe, ale może również mogłabym częściej wpadać do galerii handlowej i wychodzić z siatkami zakupów. Nie robię tego, żyję po mojemu minimalistycznie.

  • Ruda

    Zawsze byłam osobą oszczędną, ale się do tego nie przyznawałam, bo oszczędność kojarzy się z biedą oraz skąpstwem. Teraz, gdy czytam sobie regularnie blogi skupiające się na tematyce minimalizmu, to przestałam się obawiać tego, że ktoś uzna, że jestem oszczędna (a w konsekwencji np. skąpa). Dzięki blogom takim jak Twój, Anny Mularczyk-Meyer czy Kasi Kędzierskiej wiem, że nie jestem wariatką z lamusa. Wartością dodaną jest fakt, że stworzyłam świetną szafę (capsule wardrobe).

    • Coś w tym jest, że w kraju, gdzie rządzi “postaw się a zastaw się”, oszczędność wydaje się skąpstwem. Troszczenie się o swoje finanse, to jednak bardzo ważna sprawa. Trzeba mieć świadomość tego, ile naszego życia w pracy kosztuje bzdura, na którą niepotrzebnie wydamy pieniądze. To ciekawe, co piszesz, że to dzięki minimalizmowi przestałaś się obawiać o łatkę skąpca… Naprawdę tak jest?

      • Ruda

        Serio, serio. Oczywiście, nie wyłącznie, bo w ogóle po 30-tce dużo mniej interesuje mnie to, co myślą o mnie inni. Niemniej jednak blogi (nie tylko minimalistyczne, ale również o finansach osobistych) były takim potwierdzeniem, że to jest rozsądne. Oczywiście nawet rozglądając się wokół mogę stwierdzić, że moje podejście po prostu działa, ale miło wiedzieć, że nie jest się samemu.

  • Już któryś miesiąc żyję trochę sama, bo Mąż w delegacji. Spędzam czas ze sobą, gotuję trochę mniej, ale i mniej podjadam. Zakupy robię wtedy, kiedy muszę i kupuję to, co jestem w stanie sama zjeść, by później nie wyrzucać. Szafę już uprzątnęłam na wiosenną i okazuje się, że mam mnóstwo rzeczy, w których będę mogła chodzić pomimo ciążowego, rosnącego brzuszka. O dziwo, odpowiada mi takie “wydawanie” pieniędzy. Mija kolejny miesiąc, a ja robię małe zakupy, za ubraniami się nie rozglądam, bo mam i to daje radę :) Można? Można!

  • Mam bardzo podobne odczucia ;) Minimalizm, czy raczej świadomość swoich potrzeb bardzo upraszcza życie. I sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi.

    Chociaż wiele osób, które mnie otaczają, zupełnie nie rozumie takiej postawy. Z jednej strony ciągle dążą do “posiadania więcej i więcej”, a z drugiej widzę, że są w tym pędzie nieszczęśliwi. Ale rzecz jasna nic nie mówię, Każdy musi sam do tego dojrzeć… ;)

    • Otóż to, każdy musi dojrzeć do pewnych rzeczy, a z drugiej strony… minimalizm chyba nie jest jednak dla każdego ;)

  • paula m

    Moja droga do minimalizmu jest trudna. Raz prosta, za chwilę mam jakiś mały kroczek w bok ;) pracuje nad sobą, pracuje nad dzieckiem, nad mężem. Najważniejsze to świadomość potrzeb swoich i swojej rodziny. Są rzeczy do których mam słabość i muszę się kontrolowac. Ale i tak w porównaniu do tego co kiedyś było i tego co kiedyś miałam jestem z siebie dumna ;)

    • Paula, możemy przybić sobie piątkę! Też czasami zbaczam z tego kursu na drodze do minimalizmu… ale trzeba pracować nad sobą i działać dalej.

  • Екатерина Kasia

    Trafiłam na temat minimalizmu przypadkowo słuchając wywiadu z panią Anną Mularczyk- Meyer w radiu i muszę przyznać, że w tamtym momencie zupełnie nie spodobało mi się to, o czym opowiadała autorka Prostego Bloga. Temat wydał mi się na tyle kontrowersyjny, że postanowiłam odszukać w sieci blog pani Anny i poczytać coś więcej. Ostatecznie wyszło tak, że najpierw trafiłam na Twoją stronę i było to moje odkrycie roku. :) Cieszę się, że udało mi się dotrzeć do tematyki minimalizmu właśnie teraz, w tym wieku, bo taka zmiana myślenia pomoże mi uniknąć złych wyborów w przyszłości, a przede wszystkim już teraz widzę mnóstwo korzyści wynikających ze zmian i uświadomienia sobie pewnych spraw na nowo.

    • Cieszę się więc, że do mnie trafiłaś. A możesz zdradzić, ile masz lat? Wydaje mi się, że na różnym etapie życia każdy czerpie coś innego z minimalizmu, dlatego jestem ciekawa, jak to wygląda u Ciebie.

      • Екатерина Kasia

        Mam 22 lata. Myślę, że uświadomienie sobie pewnych spraw pomoże mi w przyszłości uniknąć straty pieniędzy na niepotrzebne, niewygodne lub nie odpowiadające mojemu trybowi życia ubrania, buty. Głównie poczyniłam przez ten rok zmiany w szafie: wiem co mi pasuje, w czym czuję się dobrze, ograniczyłam paletę kolorów i służy mi to. Staram się mniej więcej rzeczy, ale lepszej jakości, a przy tym na tyle klasyczne, żeby nie wyszły z mody. W kwestii kosmetyków jest podobnie. Minimalizm ułatwia mi także sprzątanie i można by jeszcze dużo innych korzyści wymieniać. :) Na razie nie mam własnej rodziny, ale takie proste podejście do życia pozwala uświadomić sobie co jest tak naprawdę najważniejsze i czego nie warto przegapić.

        • Rzeczywiście, odkrycie idei minimalizmu w tak młodym wieku to świetna rzecz. Najważniejsze, że uświadomiłaś sobie swoje priorytety i zaoszczędziłaś wiele niewydanych bezmyślnie pieniędzy :)

  • Odkrycie minimalizmu tak naprawdę pozwoliło nazwać we mnie to, co już miałam wcześniej. Nigdy nie przepadałam za zakupami, ale robiłam je na pewno częściej i bezmyślnie. Pielęgnacja w sumie uprościłam się jeszcze bardziej, czyi używam mydła zamiast żelu do mycia, i kremu bambino do twarzy, który okazał się dla nie najlepszy ( bardzo sucha skóra) Kiedyś też lubiłam ustawiać dużo różnych pierdółek na półkach, teraz nie ma to jak czysty pusty blat :) Kiedyś też na pewno bardziej wahałam się przed wyrzuceniem/oddaniem nietrafionego prezentu. Teraz robię to bez żadnych skrupułów. Mamy z mężem jedyne 32 m kwadratowe, które chce szanować i czuć,że mogę oddychać we własnym mieszkaniu. Jest to dla mnie zupełnie niemożliwe w zagraconych przestrzeniach :)

  • Magda Kędzierska

    Mamy więcej przestrzeni i mniej sprzątania, a więc więcej czasu dla rodziny. Mniej wydanych pieniędzy na niepotrzebne ciuchy i niewygodne buty, i miliony zabawek dla dzieci, którymi i tak by się nie bawiły. Życie zwyczajnie jest prostsze.

  • Daria Spychała

    Dosłownie ja mogłabym ten tekst napisać :)

    • W sensie… że mamy tyle wspólnego? :)

      • Daria Spychała

        Dokładnie tak :) (oczywiście trudno by mi było tak ładnie ująć to w słowa)

  • Coraz częściej o tym myślę by zacząć minimalizować. Na razie mi to nie wychodzi, ale wierzę, że kiedyś przyjdzie ten czas.

    • Nic na siłę. Jestem pewna, że jak już zaczniesz, to polubisz prostotę, ale każdy musi sam do tego dojrzeć :) Trzymam kciuki!