12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – styczeń

02/02/2017

“12 niecodziennych rzeczy” po roku regularnie zbieranych doświadczeń stało się elementem mojej codzienności. Moja podświadomość cały czas od momentu wymyślenia całej akcji podpowiada mi, że niezwykłe rzeczy to nie tylko wizyta u kosmetyczki czy spektakl w teatrze raz w roku, ale również całkiem przyziemne rzeczy robione po raz pierwszy lub pierwszy raz po długiej przerwie. Planowałam w styczniu pójść sobie zrobić paznokcie i iść na randkę z mężem do kina, jednak nic z tego nie wyszło. To wcale nie znaczy, że w ubiegłym miesiącu nie zdobyłam nowych doświadczeń.

Moje #12niecodziennych

Może wstyd się przyznać, ale w styczniu po raz pierwszy w życiu wzięłam się za samodzielne przesadzanie kwiatów. Jedna z naszych pachir wodnych od jakiegoś czasu zaczęła podupadać na zdrowiu, a ja trochę bałam się ingerować. Mimo że marzę o domowej dżungli, to cały czas uczę się moich roślin doniczkowych. Kiedyś w pokoju mogłam mieć tylko kaktusy, a i je ostatecznie dobiłam… W połowie stycznia więc powzięłam decyzji o ratowaniu pachiry. Bałam się uszkodzić jej korzenie, ale zajęłam się nią jak mogłam najlepiej. Na efekty muszę jeszcze zaczekać, ale jestem dobrej myśli. Przy okazji wymieniłam też ziemię innym podejrzanie zachowującym się kwiatom i mam wrażenie, że odżyły. Wniosek? Nie bać się, działać.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam zdolności manualnych. Często brakuje mi również cierpliwości do tworzenia rękodzieła. Od pewnego czasu jednak zauważam, że wcale nie jest ze mną tak źle. Coraz lepiej wychodzi mi pakowanie sklepowych wysyłek (wszystkie zamówienia idą zapakowane w szary papier przewiązany kokardką z dratwy) i niewielkie próby typu zrób-to-sam. Tydzień temu w końcu się zawzięłam i zrobiłam ozdobną girlandę na ścianę do pokoju Mai (wspominałam o tym w poprzednim poście o odkryciach styczniach). Jestem bardzo zadowolona z efektów, a Maja cały dzień nie mogła nacieszyć się z tej niespodzianki. Udane DIY dało mi więcej wiary w moje “artystyczne” możliwości.

Nie do końca udanym eksperymentem było postanowienie o codziennej nauce medytacji. Pierwsze trzy dni krótkich, sześciominutowych sesji medytacji prowadzonych miłym kobiecym głosem były bardzo ciekawe. Po tych kilku minutach łatwiej mi było zebrać myśli, czułam się pobudzona i bardziej skora do działania. Nie wiem, może to autosugestia. Niestety, nie udało mi się regularnie medytować, głównie z powodu tego, że w ciągu dnia nie mogłam znaleźć chwili ciszy i spokoju, a wieczorem w łóżku jednak wolę poczytać. Nie była to jednak moja ostatnia próba regularnej medytacji, jestem tego pewna.

W tym miesiącu postanowiłam pójść do innego fryzjera. Z Danielem jestem związana od kilku lat, zawsze jestem zadowolona z efektów, ale poczułam, że – skoro zbieram doświadczenia – czas coś zmienić. Chciałam sprawdzić, jaką wizję mnie będzie miał inny fryzjer. Na razie jestem zadowolona z efektów. Im krótsze włosy tym lepiej się czuję.

A co niecodziennego spotkało inne uczestniczki wyzwania?

Agnieszka

Dla mnie zima to czas wycofania. Zapadam w tym okresie w rodzaj hibernacji. Oczywiście nie mogę sobie pozwolić na odpoczynek od pracy – o dziwo w tym roku styczeń jest dość intensywnym miesiącem – ale odpuszczam w życiu prywatnym. Z chęcią podzielę się nowymi rzeczami, nie będą one spektakularne w wyniku zimowego wycofania, ale dla mnie są dość istotne.

Po pierwsze, zdecydowałam się, że w tym roku nie zrobię żadnego postanowienia noworocznego. Zrobiłam lekkie podsumowanie ubiegłego roku i postanowiłam w styczniu nic od siebie nie wymagać. Do tej pory czułam wręcz przymus, żeby założyć sobie jakieś cele do osiągnięcia. Znam już jednak swoją głowę i wiem, że dla mnie najlepszym czasem na dokonywanie jakichkolwiek postanowień jest wiosna. Urodziłam się wiosną, jestem dzieckiem wiosny, a moja wewnętrzna energia notuje w tym okresie gwałtowny wzrost. Wtedy jest mój naturalny czas na zmiany i mam zamiar za to się zabrać.

Po drugie zmieniłam swoje podejście do ćwiczeń. Do tej pory najważniejsza była dla mnie wizyta na siłowni i odbycie tam całego “treningu”. Teraz dochodzę do wniosku, że równie dobrze ćwiczy się w domowym zaciszu. Obecnie zainteresowałam się treningiem interwałowym, jego odmianą – hittem.  W styczniu zmieniłam podejście do ćwiczeń i przekonałam się, że najważniejsze jest to, co się czuje podczas uprawiania sportu. Obecna forma jest dla mnie bardzo wymagająca – o to mi chodziło, ale krótka (całość ćwiczeń zajmuje mi około godzinki) i nie wymaga ode mnie wychodzenia z domu.

Po trzecie zaczęłam zastanawiać się nad wdzięcznością i jej odczuwaniem. Po całym dniu wskazuję wydarzenia lub emocje, za które jestem wdzięczna. Czasami jestem rozdrażniona albo zła i wtedy jest mi trudniej, ale staram się uczynić z tego mój wieczorny nawyk. Nie jest to łatwe, ale na swój sposób wyzwalające. Wdzięczność jest ważna, a jej praktykowanie pomaga dostrzec, że mamy naprawdę dużo i wręcz powinniśmy zamienić narzekanie na uśmiechanie (się) :)

Z mniej ważnych rzeczy: nauczyłam się robić naleśniki według przepisu mojej Mamy. Teraz czekają mnie eksperymenty nad wersją bezglutenową. Chodzę również pierwszy raz w życiu w prawdziwej puchowej kurtce, jestem ogromnym zmarzluchem i mój komfort życia wreszcie się trochę poprawił.

Lepiłam także bałwana! Pierwszy raz odkąd skończyłam podstawówkę. Był to pomysł mojego Narzeczonego i jestem mu ogromnie wdzięczna za ponad godzinę wspaniałej zabawy!

To w wielkim skrócie tyle. Aha, zaczynamy organizować ślub. Czeka mnie dużo nowych rzeczy. Zostało mniej niż 7 miesięcy, a my nic jeszcze nie mamy :) Będzie bardzo wesoło.

Zooo123

Początek nowego roku to idealny czas na robienie pamiątkowych albumów. Zaczęłam tworzyć album Project Life. Tworzenie tego albumu stało się moim nowym hobby. Jest to wspaniały sposób na koniec nudy.

Zaczęłam też tworzyć coś, co nazwałam „zeszyt szczęścia”. Jest to zeszyt, w którym codziennie zapisuję, z czego jestem zadowolona. Jest to prosty sposób, na odnalezienie szczęścia, w małych, codziennych rzeczach.

Ola

Przede wszystkim miałam okazję spotkać się w realu po 10 latach internetowej, blogowej znajomości z Anetą, a przy okazji spędzić fantastyczny weekend we Wrocławiu.

Drugim nowym, ale już bardzo pozytywnym w skutkach doświadczeniem, jest decyzja o zamawianiu zakupów spożywczych z dostawą do domu. Wraz z mężem postanowiliśmy zdecydować się na taki system, aby udoskonalić nasz system oszczędzania. Po miesiącu zakupów spożywczych bez wychodzenia do sklepu, mogę śmiało stwierdzić, że wydaję o wiele mniej na jedzenie oraz nie marnuję go. Zauważyłam sporo innych zalet, temat jest może trochę kontrowersyjny, ale ciekawy, więc prawdopodobnie w przyszłości poświęcę mu wpis na blogu, aby dokładnie opisać swoje spostrzeżenia oraz przemyślenia. Cały wpis znajduje się tutaj

Kasia i Alfonso

Do wyzwania “12 niecodziennych” przyłączyłam się razem z moim chłopakiem. Wspólnie prowadzimy polsko-włoski blog Kawacaffè  i zdecydowaliśmy, że połączymy w jedno nowe i włoskie.

W styczniu postanowiliśmy wybrać się na kolację do miejsca z kuchnią włoską. Dzięki temu poznaliśmy lepiej naszą okolicę (trattoria znajduje się tylko 20 minut spacerem od domu) i spędziliśmy wspólnie miły wieczór.

Niecodziennie, ale już solo, wybrałam się w styczniu do Wenecji. Lubię samotne podróże i przynajmniej raz w roku staram się zaplanować krótki wypad we własnym towarzystwie. Marzyłam o Wenecji zimą. W realizacji tego pomysłu wspierał mnie mój chłopak, który w listopadzie podarował mi bilet lotniczy. To był dla mnie czas totalnego resetu, bycia “tu i teraz”, odkrywania nowych miejsc i mówienia w ukochanym języku.

Agata

Styczeń mignął mi przed nosem jak Struś Pędziwiatr kojotowi ;) Ale gdy opadł kurz, dostrzegłam styczniowe niecodzienności i jestem bardzo szczęśliwa, że się przydarzyły. Absolutnym numerem jeden jest u mnie zdjęcie aparatu ortodontycznego w górnych zębów. Po trzech latach noszenia żelastwa nawet kolorowe gumki straciły swój urok. A ponieważ mam teraz równe, proste zęby, uśmiecham się szerzej i częściej. Radości nie psuje nawet fakt, że dolny aparat wciąż na miejscu – jego dni też są policzone!

Druga sprawa to decyzja o powrocie do pracy. Eryka jest moim drugim dzieckiem, jednak przy jej bracie nie wracałam do etatowej pracy – prowadziłam wówczas firmę. Teraz, po długiej przerwie (zwolnienie lekarskie w ciąży + macierzyński) miałam wiele obaw, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Jestem więc bardzo zadowolona, bo umówiłam się na rozmowę w pracy, mając jasną wizję tego, co chcę robić po powrocie i… udało się! Kosztowało mnie to nieco stresu, za to po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że wysłana w świat dobra energia i przejrzysta wizja, jest wyłapywana, a szansę na jej realizację rosną.

Izabela

Okazało się, że wyzwanie #12niecodziennych doskonale odpowiada jednemu z moich ważnych celów na ten rok – postanowiłam bowiem co miesiąc robić minimum trzy nowe rzeczy. Co miesiąc chcę: 1. odwiedzić nowe dla mnie miejsce (we Wrocławiu, gdzie mieszkam, lub w jego okolicach); 2. zrobić nowy projekt DIY (kocham rękodzieło i uwielbiam testować, czy dam radę sama to powtórzyć) oraz 3. wypróbować jakiś nowy przepis kulinarny.

Realizacja tych postanowień przyniosła mi dużo dobrej energii, w sam raz na nieco ponury i mroźny styczeń. Po pierwsze – odwiedziłam Muzeum Pana Tadeusza. Działa we Wrocławiu od zeszłego roku, ale jakoś ciągle nie było mi po drodze. Zaplanowałam, że zajrzę tam w któryś wtorek po pracy (bilety po złotówkę!). I zachwyciłam się. Zauroczyła mnie kamienica Pod Złotym Słońcem, w której mieści się muzeum – pewnie inaczej nie miałabym okazji zobaczyć jej pięknych wnętrz. Muzeum jest bardzo nowoczesne, z mnóstwem multimediów, a co chyba najfajniejsze – można wszystkiego dotknąć, zdjąć książkę z półki w bibliotece i wysunąć szufladę, która kryje np. zdjęcia. Bawiłam się tam jak małe dziecko! W dodatku jest tu też drugie muzeum, które zawiera pamiątki przekazane przez Władysława Bartoszewskiego oraz Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Obiecałam sobie, że jeszcze tam wrócę –bo niecałe dwie godziny, jakie miałam na zwiedzanie, to zdecydowanie za mało.

Plan drugi – nareszcie zrobiłam wymarzony stojak na moje przywożone z różnych podróży pamiątkowe ołówki :). Już jakiś czas temu wypatrzyłam na Pintereście geometryczny stojak z szybkoschnącej masy plastycznej i zamarzył mi się taki, oj bardzo! Tylko że czaiłam się i zabierałam do niego jak do jeża. Kupiona masa plastyczna czekała chyba cztery miesiące, aż się odważyłam. I co? I nic, nie było sensu martwić się, że nie wyjdzie, że zepsuję masę… Stojak spełnia swoje zadanie, a ja przekonałam się o dwóch rzeczach: że nie warto się przejmować i poddawać strachowi, tylko działać. I że jak człowiek zrobi pierwszy krok, to potem jest już z górki.

No i plan trzeci – nowy przepis. Powoli planuję eliminować ze swojej diety mięso, które niezbyt mi służy, i przerzucać się w większym stopniu na warzywa i owoce. Dlatego spróbowałam i zrobiłam kotlety mielone kalafiorowe wg przepisu Jadłonomii. Wyszły super! Są świetne i na ciepło, i na zimno (jako burgery). Przy okazji ze zdziwieniem odkryłam, że lubię gotować – wcześniej nie byłam tego aż taka pewna.

Oprócz tego z nowych doświadczeń styczniowych mogę dorzucić też fenomenalny koncert Moniki Borzym w ramach EthnoJazz Festival, na który zabrała mnie siostra. Odkryłam zarówno Monikę (ten głos!), jak i piosenki Joni Mitchell (którą znam słabo, a jak się okazuje, warta jest tego, by zaprzyjaźnić się z jej twórczością o wiele bliżej). O ile byłabym uboższa, gdybym na ten koncert nie poszła!

Basia

Styczeń był dla mnie miesiącem pomysłów inspirowanych liczbą 12. Spisałam je w poście podsumowującym na blogu, a także w moim nowym spersonalizowanym planerze zwanym bullet journal. :) W styczniu odkryłam po latach sanki, a saneczkowanie obudziło we mnie dziecięcą radość. Po raz pierwszy zagrałam w kręgle – to dalej w temacie zabawy. Postanowiłam też z nowym rokiem być wdzięczną za wszystko co mnie spotyka. I zamierzam tę wdzięczność kontynuować. 

Więcej o niecodziennościach Basi przeczytacie TUTAJ.

***

Hasłem tegorocznej edycji #12niecodziennych powinno być chyba “Nie bać się, działać!”. Każdy z nas, uczestników wyzwania w tym miesiącu, przekonał się, że warto nabrać odwagi i spróbować czegoś nowego pomimo wszelkich obaw. Może dla niektórych to truizm, ale dla mnie… nowe odkrycie.

A co niecodziennego stało się z Waszym życiu w styczniu? Proszę, podzielcie się w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Ile inspirujących zdarzeń! Z przyjemnością je czytałam i mam ochotę na więcej! U mnie czy było coś niecodziennego? Może to, że poszłam sama na spacer po samochód zostawiony dzień wcześniej na dzielnicy obok u znajomych pod domem. To był prawie godzinny spacer. Samotny bo akurat nikt nie miał czasu. A ja stwierdziłam. Ze pewnie mogę podjechać autobusem ale po co iść kawałek na przystanek by później kawałek jechać (bałam się że mi ucieknie i będę czekać jak głupek kolejne 20-30min) więc ubrałam buty sportowe i przeszlam cala trasę.

  • Konstanty Aniołek

    Nawet chciałem wziąć udział w wydarzeniu, ale brak u mnie systematyczności.
    W styczniu pierwszy raz w życiu doświadczyłem kąpieli w beczce z wodą o temperaturze 35-40 stopni, która była postawiona na zewnątrz przy panującej temperaturze -10 stopni. Bardzo ciekawe doświadczenie :-) Pozdrawiam.

    • Nieźle, słyszałam o takich baliach zewnętrznych, ale nie wiem, czy bym się odważyła ;) Jak było?

      • Konstanty Aniołek

        najfajniej było wyjść z ciepłej wody do tej minusowej temp. Czysta przyjemność :-)

  • Fajnie, że Twoja akcja wciąż trwa, będę się jej przyglądać:)
    Ja też nie lubię prac manualnych, podziwiam, że się przełamujesz.
    Myśmy w tym miesiącu poszli na koncert. Sami z mężem. Tak rzadko nam się to zdarza, wyprawa do kina to wyzwanie, ale w tym roku w ramach prezentów gwiazdkowych postanowiłam zainwestować we wspólny czas i dość spontanicznie (w sensie bardzo pobieżnie znając artystę) zakupiłam bilety. Koncert przypadał w trudnym momencie dla Łukasza, podczas dłuższego okresu bardzo intensywnej pracy, był przemęczony. Ale udało mu się dojechać, niemal w ostatniej chwili i poszliśmy.
    Było to tak diametralnie różne od tego, co wybieramy zazwyczaj, bardzo energetyczne, bawiliśmy się rewelacyjnie, zarażając się entuzjazmem i energią wykonawcy. To była naprawdę fantastyczna niecodzienna rzecz.

    • Genialne! Najważniejsze, że się dobrze bawiliście i że ryzyko się opłacało. To bardzo ważne zrobić coś takiego razem, tylko we dwoje :)

  • Екатерина Kasia

    Tak to prawda, że trzeba działać. Mi w styczniu udało się dokończyć zaliczenie 9 książek na temat historii ZSRR, zdecydowanie zapamiętam to doświadczenie na całe życie. :) W styczniu udało mi się także uświadomić sobie w końcu co najbardziej mi odpowiada w kwestii ubrań. Sporo tutaj zawdzięczam blogowi Ubieraj się klasycznie, na który trafiłam dzięki Twoim wpisom. :) Miło czuć, że po latach prób i błędów, teraz wiem czego unikać a co mi pasuje. Takie bycie w zgodzie ze sobą :)

  • Ja też z tych co zabijają kaktusy :-), ale wiem że to kwestia poświęcenia kwiatom czasu i uwagi, a nie żadne tam – nie mam ręki. :-)
    Wiesz? Bardzo lubię tą akcję. I bardzo się cieszę że trochę nas jest, bo można czerpać inspiracje. :-) A może ja też sobie w końcu zrobię paznokcie. :-)

    • O właśnie, zawsze mówiłam “nie mam ręki do kwiatów”, ale to nie tak. Trzeba ich słuchać, a nawet z nimi rozmawiać, patrzeć, doceniać – jak z ludźmi :)
      Poszłam zrobić paznokcie kilka dni temu. Ciekawe doświadczenie, nie powiem, spróbuj ;)