Goście Proste życie

Choroba naszych czasów: FOMO. Rozmowa z psycholog Moniką Kotlarek

25/01/2017

Maile, powiadomienia, nieodebrane połączenia. Facebook, Twitter, relacje na żywo, podgląd na trzy kanały tv jednocześnie. Te wszystkie najnowsze wynalazki wprowadzają w nasze życie nerwowe oczekiwanie na niusy i wiadomości. Wcale nietrudno popaść w chorobliwy strach przed przegapieniem ważnych wydarzeń, informacji, wypadnięciem z obiegu. O FOMO, bo o nim mowa, rozmawiam z Moniką Kotlarek, psycholog, terapeutą, autorką bloga Psycholog pisze.

Co to jest FOMO? Czym się objawia?

Monika Kotlarek: FOMO, czyli Fear of Missing Out, to wszechogarniający lęk przed tym, że coś może nas ominąć, usilna potrzeba bycia na bieżąco. Najczęściej dotyczy aktualnych informacji, wiadomości, nowinek technologicznych. FOMO objawia się najczęściej poczuciem, że coś nas omija. Chorobliwie, nerwowo i bardzo często sprawdzamy powiadomienia, maile, wiadomości na Facebooku. Dodatkowo od niedawna podłącza się pod to odarcie się z prywatności i przymus wrzucania wszędzie swoich zdjęć, tylko po to, by dostać akceptację. Natomiast gdy nie mamy możliwości sprawdzenia tego wszystkiego, na czym nam zależy, odczuwamy nerwowość, pobudzenie, a nasz poziom lęku znacznie wzrasta.

Patologiczne sprawdzanie i chęć uczestniczenia w niemal każdym wydarzeniu (byle tylko nic nas nie ominęło), to forma zaspokajania potrzeby bycia ważnym, bycia na bieżąco i ucieczka od rzeczywistości. Czasem od rzeczywistości związanej z codziennymi problemami. Według psychologów FOMO bierze się z psychologicznego poczucia braku satysfakcji życiowej. FOMO jest rodzajem uzależnienia.

Czy ten syndrom jest rzeczywiście związany z najnowszymi zdobyczami techniki czy też podobne zaburzenia w psychologii opisano wcześniej?

Potrzeba bycia na bieżąco i presja by być zawsze na czasie, istniała od zawsze. Jednak to te tak zwane „nasze czasy” i era telefonów komórkowych, smartfonów i internetu sprawiły, że FOMO stało się coraz częstsze wśród ludzi. W dzisiejszym świecie bardzo często nie ma czasu na zastanowienie i przystopowanie, dlatego uciekamy się do szybkich, krótkich informacji, które wydają nam się niezbędne do funkcjonowania i mają stworzyć złudzenie fantastycznego życia oraz dać nam satysfakcję i zaspokoić nasze potrzeby.

W jaki sposób można pomóc sobie i innym, którzy boją się stracić ciągłość informacji?

Przede wszystkim należałoby się zastanowić dlaczego dzieje się tak, że zawsze musimy być na bieżąco. Dlaczego nie możemy po prostu wyłączyć komputera i pozwolić sobie na refleksję nad sobą, swoim życiem i tym, co naszym zdaniem, nie daje nam radości i spełnienia.

W trudniejszych przypadkach, osoby, które nie poradzą sobie z przystopowaniem, warto dać sobie szansę i skorzystać z pomocy specjalisty. Jako, że FOMO to swego rodzaju uzależnienie, warto czasem spojrzeć na problem oczami kogoś niezależnego i dać sobie pomóc terapią.

Spotkałam się też z pojęciem JOMO, czyli joy of missing out

JOMO to zupełne przeciwieństwo FOMO. Jest to poczucie radości i zadowolenia, które są związane z ucieczką od natłoku informacji, internetu, smartfonów i mediów społecznościowych. Powoli ten trend wchodzi także do Polski. Coraz więcej osób, zmęczonych pędzeniem i szybkim trybem życia, ucieka od nadmiaru wszelkich informacji. Potrafią wyłączyć laptopa po skończonej pracy, wyciszyć telefon, skupić się na sobie i swoich potrzebach, pozwalają sobie na refleksję nad życiem, żyją spokojnie. Warto znaleźć złoty środek i sprawdzać istotne informacje, ale nauczyć się też żyć codziennością, czerpać z niej radość i nauczyć się także czerpać satysfakcję z tego, co mamy na co dzień. Być szczęśliwymi.

Dziękuję za rozmowę.

***

Monika Kotlarek jest psychologiem, ukończyła Uniwersytet SWPS we Wrocławiu, obecnie szkoli się na psychoterapeutę poznawczo-behawioralnego. Od 2012 roku prowadzi bloga Psycholog Pisze. Dzieli się na nim cząstką świata psychologii i psychoterapii, który dotyczy nas wszystkich. Fascynuje ją człowiek, dlatego z przyjemnością dzieli się wiedzą o nim.

***

Bliżej Wam do FOMO czy JOMO? Czy zauważacie podobne uzależnienie u bliskich? A może skutecznie walczycie z potrzebą bycia na bieżąco i możecie podzielić się swoimi poradami? Proszę, napiszcie wszystko w komentarzach.

Przeczytaj także

  • makate

    U mnie chyba częściej pojawia się FOMO, ale przyznam, że czasem też przeżywam JOMO – bardzo lubię wyjazdy w góry albo za granicę w czasie których postanawiam wyłączyć zupełnie internet i telefon. I to jest chyba jakiś mój sposób na walkę z FOMO – nie chodzi tylko o to, że na tym wyjeździe się świadomie wyłączam, ale też o to że po powrocie łatwiej mi zachować pewien dystans, nie rzucać się od razu w codzienne siedzenie na fb. Czasami mam takie postanowienie, żeby przez jakiś konkretny czas (np. miesiąc) nie wchodzić w ogóle na fb i blogi (albo wybieram sobie kilka ulubionych i tylko na nie wchodzę). I to się czasem sprawdza, a czasem nie. Najtrudniej mi wytrwać w takim dobrym złotym środku, bo nie chcę się całkiem odcinać od netu, ale też nie chciałabym czuć tego szaleństwa gonienia za wszystkim co się dzieje…
    A najtrudniejsze jest dla mnie to, że bardziej niż lęk przed przeoczeniem czegoś “ważnego” pojawia się u mnie taka obawa, że skoro nie wrzucam swoich zdjęć na fb i instagrama, nie piszę o tym co fajnego robię, to ta rzecz staje się mniej atrakcyjna…

    • Myślę, że dopóki te wszystkie powiadomienia i informacje nie powodują u nas porzucenia codziennych zadań na ich korzyść, to nie dzieje się nic strasznego. Trzeba mieć tylko nad tym kontrolę. Tak jak piszesz – zachować pewien dystans, od czasu do czasu wyłączać telefon i spojrzeć bez stresu na świat.

  • Екатерина Kasia

    Zdecydowanie bliżej mi do JOMO. Nigdy nie byłam wielkim zwolennikiem portali społecznościowych, zaglądam bardzo rzadko, nie używam aplikacji fb na telefonie, a sam profil mam raczej z konieczności związanej ze studiami. Nieraz bywa tak, że do tego stopnia jestem “zapóźniona”, że ktoś jest wręcz na mnie zły – jak mogę o czymś tam nie wiedzieć, przecież było to wszem i wobec ogłoszone na Facebooku. Ale nie mam wtedy wyrzutów sumienia, a raczej wręcz satysfakcję, bo nie muszę interesować się życiem wszystkich wokół, przeżywać rzeczy, które na moje życie nie mają wpływu itd. Zawsze mówię, że gdyby nie powód studiów to chętnie bym się pozbyła w ogóle konta, mam nadzieję, że kiedyś się to uda :) Z natury mam tak, że im mniej wiem tym jestem szczęśliwsza i spokojniejsza. Nie potrafię też do końca zrozumieć tej mody, potrzeby? pokazywania w sieci niemal każdego aspektu swojego swojego życia prywatnego, pewnie dlatego, że sama należę do skrytych osób i jest mi z tym dobrze. :) Bardzo dziękuję za ten tekst. Krótki, treściwy i sporo mi wyjaśnił :)

    • W przeszłości miałam kilka podejść do rezygnacji ze wszystkich portali społecznościowych, ale teraz, kiedy blog nabrał rozpędu, Facebook i Instagram to główne platformy do kontaktu z czytelnikami, część blogowej otoczki. Rzadko z nich korzystam do kontaktów osobistych, co czasami źle się kończy, jak np. ostatnio, kiedy przegapiłam spotkanie autorskie z Anią Mularczyk-Meyer w mieście obok. Nie wchodziłam wtedy na FB ani nie zaglądałam na ulubione blogi i informacja do mnie nie dotarła :( Znak naszych czasów – nie jesteś online, coś cię ominie…

      • Екатерина Kasia

        Tak to prawda, że coś zawsze może nas ominąć, tak jak właśnie w tym przypadku spotkanie z jedną z cenionych blogerek, czy jakieś wydarzenie związane z naszymi zainteresowaniami. Ja jednak wychodzę z założenia, że tego typu wydarzenia mogą mnie ominąć i nie będę długo zawiedziona z tego powodu. Dla mnie najważniejsze, żebym nie przegapić w swoim życiu tego co według mnie daje człowiekowi solidną podstawę do szczęścia.:) Dlatego też eliminuje to co nie przybliża mnie do mojego celu i nawet nie cieszy. Wiadomo, że zupełnie inaczej wygląda sprawa kiedy ktoś prowadzi bloga. Jeśli ma szlachetne przesłanie to warto go promować. :)

        • Kasiu, mam nadzieję, że uważasz, że mój ma jakieś przesłanie ;) Masz rację, można przegapić wydarzenie, przegapić życia nie warto.

          • Екатерина Kasia

            Tak, już kiedyś chyba nawet wspominałam o tym, że Droga do minimalizmu jest dla mnie bardzo ważnym miejscem w sieci :) i niedługo minie rok odkąd odwiedzam. :)