Minimalizm Oczyszczanie przestrzeni

5 rzeczy, których się pozbyłam (i nie żałuję)

20/11/2016
minimalizm

Przez ostatnie kilka lat, czyli odkąd odkryłam filozofię minimalizmu, do spółki z mężem pozbyłam się  mnóstwa rzeczy. Wiele z nich leżało i się kurzyło, część nie była już w ogóle potrzebna. Większości z tych przedmiotów już wcale nie pamiętam, ale dziś chcę przywołać 5 rzeczy, których się pozbyłam i wcale tego nie żałuję.

Mikrofalówka

Zaraz po jednej z szaf (dzięki ostrej selekcji ciuchów) kuchenka mikrofalowa była jednym z największych sprzętów, jakich się pozbyliśmy na początku naszej przygody z minimalizmem. Mikrofalówka była pierwszym zakupem po tym, jak  zamieszkaliśmy razem z Bartkiem na swoim. Rzeczywiście przez pierwszych kilka miesięcy korzystaliśmy z niej non stop, namiętnie odgrzewając obiady czy rozmrażając filety rybne. Po przeprowadzce do drugiego mieszkania przestaliśmy jej używać – zupę wolałam odgrzać bezpośrednio w garnku, a rybę rozmrozić wyciągając dzień wcześniej z zamrażalki. Bartek używał mikrofalówki tylko po to, by podgrzać sobie mleko (sic!) i jak po jakimś czasie stwierdziliśmy, nie była to czynność warta zatrzymania tego sprzętu. Kuchenkę sprzedaliśmy za część pierwotnej ceny sympatycznemu młodemu małżeństwu.

Siekacz do ziół

Nóż do siekania ziół wraz z drewnianym bloczkiem był marzeniem mojego męża, które szybko zrealizowaliśmy. Przez bardzo długi czas siekacz służył nam jedynie do siekania świeżej bazylii na sałatkę caprese, inne zioła wolałam kroić ręcznie naszym jedynym dobrym nożem. Ten tasak był fajny, ale mimo wszystko wymagał ode mnie jakichś dziwnych ręcznych manewrów. Bez skrupułów pozostawiliśmy siekacz do ziół na starym mieszkaniu, nasz jeden nóż “do wszystkiego” kroi bazylię równie dobrze.

Prostownica

Historię długości (i tekstury) moich włosów już znacie. Mam naturalnie kręcone włosy i pół życia z nimi walczyłam. Loki są fajne, ale mają taką właściwość, że potrafią fatalnie się ułożyć właśnie wtedy, gdy akurat musisz wyglądać dobrze. Prostownica przez długi czas była moją przyjaciółką, do czasu aż… zaakceptowałam naturę moich włosów. Poza tym, z czasem stałam się bardziej leniwa i nie chciało mi się prostować tych kilku odstających kosmyków. Mój Philips sprzedał się po dwóch dniach wystawienia na OLX.

Pędzle do makijażu

Kiedyś – głównie pod wpływem kanałów urodowych na YouTube – miałam dwie pełne szuflady różnych produktów i akcesoriów do makijażu. Pędzle, nie pędzle, konturówki, zalotki, cuda wianki. Tak naprawdę nigdy nie umiałam z nich dobrze korzystać, a z czasem zrezygnowałam z pełnego makijażu na korzyść bardzo delikatnego. Nie potrzebowałam już trzech pędzli do pudru, dwóch do różu, rozświetlacza, bronzera, ukośnego do cieni czy takiego do kresek. Pozbyłam się ich wszystkich bez skrupułów zostawiając tylko jeden mały podróżny zestaw, który gdzieś tam leży w kosmetyczce na tzw. wszelki wypadek (bo teraz prawie wcale się nie maluję).

Odtwarzacz CD

Podobnie jak mikrofalówkę, odtwarzacz płyt CD z radiem kupiliśmy po zamieszkaniu razem. Obydwoje z mężem mieliśmy pokaźną kolekcję płyt, więc stwierdziliśmy, że będziemy ich namiętnie słuchać. Szczerze mówiąc bywały czasy, że przez miesiąc w kieszeni leżała jedna i ta sama płyta, której i tak nie słuchaliśmy. Przekładanie wielu płyt, by wysłuchać kilku dobrych kawałków stało się męczące. Dużo wygodniejsze było dla nas puszczanie cyfrowych playlist z laptopa podłączonego do głośników. Teraz zupełnie przerzuciliśmy się na cyfrową muzykę (w abonamencie Spotify), a nasz odtwarzacz wykorzystuje lokatorka poprzedniego mieszkania. Płyty też powoli znajdują nowych właścicieli.

***

A czy Wy możecie wymienić kilka rzeczy, których się pozbyliście i zupełnie tego nie żałujecie? A może odwrotnie – tęsknicie za przedmiotem, który wyrzuciliście bez refleksji? Proszę, napiszcie w komentarzach.

Przeczytaj także