Minimalizm Oczyszczanie przestrzeni

5 rzeczy, których się pozbyłam (i nie żałuję)

20/11/2016

Przez ostatnie kilka lat, czyli odkąd odkryłam filozofię minimalizmu, do spółki z mężem pozbyłam się  mnóstwa rzeczy. Wiele z nich leżało i się kurzyło, część nie była już w ogóle potrzebna. Większości z tych przedmiotów już wcale nie pamiętam, ale dziś chcę przywołać 5 rzeczy, których się pozbyłam i wcale tego nie żałuję.

Mikrofalówka

Zaraz po jednej z szaf (dzięki ostrej selekcji ciuchów) kuchenka mikrofalowa była jednym z największych sprzętów, jakich się pozbyliśmy na początku naszej przygody z minimalizmem. Mikrofalówka była pierwszym zakupem po tym, jak  zamieszkaliśmy razem z Bartkiem na swoim. Rzeczywiście przez pierwszych kilka miesięcy korzystaliśmy z niej non stop, namiętnie odgrzewając obiady czy rozmrażając filety rybne. Po przeprowadzce do drugiego mieszkania przestaliśmy jej używać – zupę wolałam odgrzać bezpośrednio w garnku, a rybę rozmrozić wyciągając dzień wcześniej z zamrażalki. Bartek używał mikrofalówki tylko po to, by podgrzać sobie mleko (sic!) i jak po jakimś czasie stwierdziliśmy, nie była to czynność warta zatrzymania tego sprzętu. Kuchenkę sprzedaliśmy za część pierwotnej ceny sympatycznemu młodemu małżeństwu.

Siekacz do ziół

Nóż do siekania ziół wraz z drewnianym bloczkiem był marzeniem mojego męża, które szybko zrealizowaliśmy. Przez bardzo długi czas siekacz służył nam jedynie do siekania świeżej bazylii na sałatkę caprese, inne zioła wolałam kroić ręcznie naszym jedynym dobrym nożem. Ten tasak był fajny, ale mimo wszystko wymagał ode mnie jakichś dziwnych ręcznych manewrów. Bez skrupułów pozostawiliśmy siekacz do ziół na starym mieszkaniu, nasz jeden nóż “do wszystkiego” kroi bazylię równie dobrze.

Prostownica

Historię długości (i tekstury) moich włosów już znacie. Mam naturalnie kręcone włosy i pół życia z nimi walczyłam. Loki są fajne, ale mają taką właściwość, że potrafią fatalnie się ułożyć właśnie wtedy, gdy akurat musisz wyglądać dobrze. Prostownica przez długi czas była moją przyjaciółką, do czasu aż… zaakceptowałam naturę moich włosów. Poza tym, z czasem stałam się bardziej leniwa i nie chciało mi się prostować tych kilku odstających kosmyków. Mój Philips sprzedał się po dwóch dniach wystawienia na OLX.

Pędzle do makijażu

Kiedyś – głównie pod wpływem kanałów urodowych na YouTube – miałam dwie pełne szuflady różnych produktów i akcesoriów do makijażu. Pędzle, nie pędzle, konturówki, zalotki, cuda wianki. Tak naprawdę nigdy nie umiałam z nich dobrze korzystać, a z czasem zrezygnowałam z pełnego makijażu na korzyść bardzo delikatnego. Nie potrzebowałam już trzech pędzli do pudru, dwóch do różu, rozświetlacza, bronzera, ukośnego do cieni czy takiego do kresek. Pozbyłam się ich wszystkich bez skrupułów zostawiając tylko jeden mały podróżny zestaw, który gdzieś tam leży w kosmetyczce na tzw. wszelki wypadek (bo teraz prawie wcale się nie maluję).

Odtwarzacz CD

Podobnie jak mikrofalówkę, odtwarzacz płyt CD z radiem kupiliśmy po zamieszkaniu razem. Obydwoje z mężem mieliśmy pokaźną kolekcję płyt, więc stwierdziliśmy, że będziemy ich namiętnie słuchać. Szczerze mówiąc bywały czasy, że przez miesiąc w kieszeni leżała jedna i ta sama płyta, której i tak nie słuchaliśmy. Przekładanie wielu płyt, by wysłuchać kilku dobrych kawałków stało się męczące. Dużo wygodniejsze było dla nas puszczanie cyfrowych playlist z laptopa podłączonego do głośników. Teraz zupełnie przerzuciliśmy się na cyfrową muzykę (w abonamencie Spotify), a nasz odtwarzacz wykorzystuje lokatorka poprzedniego mieszkania. Płyty też powoli znajdują nowych właścicieli.

***

A czy Wy możecie wymienić kilka rzeczy, których się pozbyliście i zupełnie tego nie żałujecie? A może odwrotnie – tęsknicie za przedmiotem, który wyrzuciliście bez refleksji? Proszę, napiszcie w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Nie wiem jak wygląda siekacz do ziół :) Odtwarzacz CD nic dziwnego, że zniknął, bo nie oszukujmy się, to już przeżytek :D Prostownicy też się pozbyłam kilka lat temu. O, pędzli do makijażu mam 5 i ich używam, więc będą ze mną ;) Ale mikrofalówką mnie baaardzo zaskoczyłaś! Pierwszy raz słyszę o kimś, kto z własnej woli jej nie ma :) Aż sama zaczęłam się zastanawiać jak często jej używam i czy jest rzeczywiście taka niezbędna – muszę to zbadać ;)

    • O, mieliśmy dokładnie takie coś: https://dukapolska.com/kitchen-siekacz-do-ziol-bakali.html

      A mikrowela naprawdę, dla nas zbędny sprzęt, opcje, z których w niej korzystałam (to odmrażanie głównie) mam teraz w piekarniku :)

      • Hehe, dzięki, teraz już wiem o co chodzi :) A no widzisz nie wpadłam na to, że są piekarniki z taką opcją :D Pewnie dlatego, że sama mam przedpotopowy gazowy :D

    • disqus_TEDIsvII1h

      Ej no, serio? Ja też nie mam mikrofalówki z własnej woli. Co prawda nie pozbyłam się jej, bo nigdy jej nie kupiłam, ale też nigdy nie chciałam jej mieć.

  • Dan Ada

    Mikrofalówki celowo nie kupiliśmy- stwiersdziliśmy, ze nam się nie przyda- za to zostaliśmy obdarowani dokładnie takim siekaczem do ziół. Wygląda ładnie. Użyliśmy go aż raz przez jakieś dwa lata. Dziękuję za przypomnienie, że mamy coś takiego. Wnioski same się nasuwają ;)

  • Beata

    …pozbyliśmy się z telewizora. Od prawie już 10 lat sami dozujemy sobie informacje z mediów. Robimy to bardzo świadomie i ze spokojem w sercu. Po awarii piekarnika zakupiliśmy prodiż i jesteśmy do dziś zachwyceni. Potrawy są wypieczone, nie wysuszone i przesiąknięte aromatem. Nie zamieniłabym j
    już nigdy :)

    • My nigdy nie mieliśmy telewizora, więc nie uwzględniłam go na liście, ale też nie żałuję, że nie mamy tego ustrojstwa ;)

      • Małgorzata eS

        Też przez wiele lat nie miałam telewizora. Dostałam go w tym roku w ramach nieco przymusowego prezentu i teraz, gdy robimy remont naszego kawałka podłogi umiejscowienie telewizora jest większym problemem od wyburzenia ściany ;)

  • Małgorzata eS

    Właśnie czeka mnie inwentaryzacja dobytku przed przeprowadzką i nie wiem co ja zrobię z moimi dwiema lokówkami i pudłem termoloków :p A tak poważnie to jakoś dużo łatwiej jest mi uznać rzecz za niepotrzebną jeśli należy ona do mojej połówki. Ba, moja bystra połówka zwróciła mi ostatnio uwagę, że zamiast pytania “Do czego to służy?” w moich ustach zawsze pojawia się na dzień dobry: “A po co nam to?” :)

    • Hihi, no to musisz uważać ;) Też kiedyś miałam zapędy, by pozbywać się mężowych rzeczy, ale szybko przystopowałam. Sam sobie świetnie radzi ;)

  • Gosia

    Ja to mam problem co robić z rzeczami,których chciałabym się pozbyć. Garnki, sztućce,kubki…Nikt tego nie kupi,a szkoda mi wyrzucać. Są portale,na których można oddawać, ale nie zawsze znajdzie się ktoś chętny.Gdy mieszkałam w mieście,wynosiłam karton,i otwarty stawiałam pod śmietnikiem.Zawsze się rozchodziło. A teraz na wsi mam problem.

    • Myślę, że tego typu przybory chętnie przygarną domu samotnej matki albo jakieś domy pomocy. Czasami wystarczy, żeby ogłoszenie na portalach powisiało trochę dłużej, może akurat znajdzie się jakiś potrzebujący. A może w Twojej okolicy działa punkt dobroczynny?

  • Kasia Antosiewicz

    Moja przygoda w tej materii zaczęła się całkiem niedawno (niecałe 2 lata temu). Od tamtej pory sukcesywnie oczyszczam i odgruzowuję. Jako jedyny przedstawiciel tej postawy w naszej rodzinie (chociaż tu muszę się lekko pochwalić: Młoda patrzy i powoli się przekonuje, też odgruzowuje i czyści) jest mi bardzo łatwo, bo dokonuję samodzielnie wyborów w obszarze moich rzeczy oraz rzeczy, których ja używam (czyli większości). Oczywiście są rzeczy, których chętnie bym się pozbyła, niemniej oni z nich korzystają (głównie telewizor, ale też mikrofalówka, nadmiar kosmetyków w łazience, jakieś wspólne prezenty robiące za kurzołapki). Jeśli chodzi o mnie – to niczego absolutnie nie żałuję – ani ciuchów, ani biżuterii, ani kosmetyków, ani nadmiaru kuchennych gadżetów, książek, materiałów branżowych (jako trener biznesu miałam naprawdę spory skład różnych przydasiów) … Niczego. Za to jestem naprawdę wolna.

  • Natalia Tourvel

    Fantastyczne wpisy! Przekazujesz bardzo pozytywną energię, serdecznie pozdrawiam!

  • Super! My mikrofali nigdy nie mieliśmy, u mnie w domu rodzinnym nie było, więc nie zdążyłam się przyzwyczaić do tego luksusu:P Fakt, że teraz czasami by się przydała, ale głównie po to by przygrzać jedzenie z puszki dla kotów hehehe. Ale mój mąż podgrzewa je nieraz suszarką do włosów hehhehe:)

    Prostownicę miałam kupioną w zestawie z suszarką do włosów i ja ją jedynie na odwrót- bo podkręcałam nieco grzywkę. Włosy mam same w sobie proste jak druty. Też sprzedałam na olx:)

    Do siekania ziół mam nożyczki, dostałam od siostry i faktycznie z nich korzystam, czy do pietruszki, szczypiorku itd. szybciej niż wyciągać deskę, nóż itd. No i zajmują niewiele miejsca w szufladzie.

    Tzw. “Kino domowe” mamy, bo mąż się napalił i kupił, okazja, od znajomej z pracy, której zmarł mąż czy coś. Dobry sprzęt, drogi. Ale u nas w sumie się kurzy. Namawiam go na sprzedaż, nawet mamy chętnych na poszczególne części, lecz on się upiera, że potrzebuje;p

  • Magda Kędzierska

    Pozbyłam się tony książek – serio, chyba z tysiąc sztuk w sumie poszło, i nie, nie żałuję. Tak samo jak biżuterii, ciuchów i kosmetyków. Teraz na bieżąco walczę z maskotkami dla dzieci (mają 2,5 roku i 4 miesiące), bo co rusz coś dostają od naszych znajomych (rodzina to się zawsze pyta co im kupić), a starsza córka w ogóle nie jest zainteresowana misiami, a synowi zakładam, że wystarczą dwie na własność, a reszta wspólna z siostrą. Dwa pudła maskotek już mam przygotowane do wyniesienia do domu dziecka. Natomiast na wiosnę planujemy z mamą przejrzeć kuchnię i strych (gdzie gnieździ się szkło po babci) i zrobić z tym wszystkim porządek – a dopiero na wiosnę, bo mama będzie na emeryturze to zapowiedziała generalne porządki – i ja się już doczekać nie mogę:)

    • Ooo, ile ja bym dała, żeby moja mama dała się namówic na wielkie porządki… Niestety, u niej wszystko się przyda, wiadomo ;) (Szczególnie 13 tomów encyklopedii z lat 60).

      • Magda Kędzierska

        Moi rodzice tylko książki mają w ilościach idących w tysiące – lecz nie encyklopedie (ale o dziwo nie sprzeciwiali się kiedy ja swoje zbiory ograniczałam – teraz mam około 50 sztuk), reszta rzeczy jest w użyciu, a co nie w użyciu to wychodzi. Z tym szkłem po babci to mama ma problem co z tym zrobić, bo to taki mocny PRL, pojedyncze sztuki i szkoda wyrzucić bo może się komus przyda, ale z drugiej strony gdzie to oddać – już wymysliłam olx i śmieciarka jedzie, zobaczymy co z tego wyjdzie.

        • Wiesz, PRL jest teraz modny. Zobacz na Patyna Vintage albo na lokalnych targach staroci, może jakiś kupiec zobaczy potencjał tych szkieł.

          • Magda Kędzierska

            oo dzięki, tej strony nie znałam, sprawdzę.

      • Beata Kołakowska

        A ja mam właśnie problem z takimi starymi ksiazkami. Jakies po babci jeszcze, stare encyklopedie. Nie wiem co z tym zrobić. Biblioteki ani antykwariaty tego nie chcą. Wystawilam nawet za darmo, też brak zainteresowania. I tak ciąży i zalega. Czy jedyne miejsce to kontener z makulatura? Co byś zrobiła z tymi 13 tomami encyklopedii?

        • No i to jest właśnie ogromny dylemat, skoro nawet antykwariaty nie chcą takich książek. Też obiecałam mamie wydać komuś potrzebującemu jej stare podręczniki z metodyki czy pedagogiki, ale zero zainteresowania. Szkoda oddać na makulaturę, a z drugiej strony – trzymać to wszystko zamiast zrobić miejsce na nowe, czytane? Z drugiej strony warto popytać w różnych miejscach, wysłać zapytania do internetowych antykwariatów, nigdy nie wiadomo, może akurat u nich będzie zainteresowanie.

  • Przeraziłam się – nigdy nie zrezygnowałam definitywnie z jakiegoś przedmiotu. Przez jakiś czas nie miałam telewizora. Jakoś nie był potrzebny. Teraz wrócił do łask ale to z powodu obcojęzycznych kanałów, które pomagają w nauce języka.
    Do dwóch tygodni żegnam się z prostownicą. Podobniej jak Ty, zakończyłam nierówną walkę z krętymi włosami.

  • Justyna

    Żadnych z wymienionych rzeczy nie posiadałam ani nie zamierzam posiadać ;) … małe sprostowanie mam jeden pędzel do makijażu, którego używam od czasu do czasu.
    Czy żałuję jakieś rzeczy, której się pozbyłam – czasem mam takie myśli, ale są one związane nie konkretnie z tym przedmiotem jako przedmiotem ( bo to przecież tylko rzecz), a emocjami sprzężonymi z tym przedmiotem poprzez pryzmat danej sytuacji z ludźmi ( miłe wspomnienia, pozytywne uczucia itd.)

    • Rzeczywiście, często przedmioty łączymy z emocjami, dlatego tak trudno zrezygnować z niektórych niepotrzebności. Ale nie ma co się zmuszać.

  • Od 13 lat nie mam telewizora :) I nie żałuję :)

  • 1) TV – nie mamy od prawie 10 lat, czasami fajnie by było obejrzeć mecz albo pograć na konsoli, ale trzymamy się twardo :)
    2) Papier w domu – mamy zero papierowych książek, zeszytów, przydasiów. Tylko Kindle.
    3) Notatki ze studiów

    :)

    • Zazdroszczę umiejętności pozbycia się papierów – ja wciąż mam zdecydowanie za dużo różnych dokumentów w formie fizycznej. Trzeba zdigitalizować :)

    • Tak, notatki ze studiów! Też wyniosłam na makulaturę większość z nich, ale zostawiłam kilka zeszytów ze studiów w Hiszpanii, czasami z tego korzystam na zajęciach ze studentami.

  • Dodam od siebie, że jeśli posiada się rozsądnej klasy smartfon, to spokojnie można się pozbyć nawigacji GPS (w tym roku jeździłem po Europie na bezpłatnej nawigacji dostępnej na mój telefon – nie zgubiłem się ani razu!), prostego aparatu fotograficznego (i piszę to jako czynny fotograf! Jeśli nie potrzebujemy zaawansowanych funkcji i nie będziemy wywoływać zdjęć w formacie większym niż a4 – aparat w telefonie sprawdzi się super), notatników, odtwarzaczy mp3… Jeden gadżet pomaga posprzątać kilka innych ;)

    • To fakt, dzisiejsze telefony mają praktycznie wszystko. Nigdy nie miałam osobnego GPSa, a aparat kupiłam dopiero niedawno w związku z pewnym projektem zawodowym (ten mój w telefonie to jakiś koszmar). Poza tym wszystko trzymam w chmurach, nie prowadzę papierowego kalendarza… tak, w telefonie mam prawie cały dom ;)

  • Angelika

    Tez pozbyłam sie mikrofali przeprowadzając sie do mieszkania juz naszego a nie wynajmowanego :) Oddałam kuzynce do grzania mleka :D Prostownice zostawiłam siostrze,ja mam w sumie proste i prostowałam tylko grzywkę czasami,a z pędzlami do makijażu-miałam bo wypada kobiecie miec ale nie uzywalam bo zazwyczaj od kiedy poprawiła mi sie cera używam tylko kremu i tuszu i wywalilam :)
    Pozbyłam sie jeszcze grila elektrycznego,zajmował duzo miejsca ,rzadko go uzywalam a patelnia grillowa tez dobrze sobie radzi.

    • Ha! Czyli nie tylko Bartek podgrzewa mleko w mikrofali :D Grill elektryczny, zawsze mnie dziwiło – po co to komu? ;) Ale wiadomo, dla każdego coś miłego :)

  • kpirozek

    Mikrofali używamy namiętnie :) Wiem, ze to nie do końca zdrowe, ale dość wygodne, gdy wracamy wściekle głodni z pracy, albo właśnie do podgrzania mleka. Ale faktem jest, że jak nie mieliśmy tego urządzenia też sobie świetnie radziliśmy :)
    Siekacza do ziół nigdy nie mieliśmy a ja nie miałam prostownicy. Mam lokosuszarke i jest to mój najlepszy zakup jak do tej pory, używam codziennie.
    Z odtwarzaczem CD w domu jest tak samo (zresztą teraz nawet nie mamy żadnego), ale ja lubię posłuchać płyt w aucie i tam mam odtwarzacz. Zwykle określone płyty zamawiam na prezent pod choinkę i wożę je w aucie, bo moja kolekcja jest naprawdę niewielka. Czasem wymieniam się z mamą, jak chcę posłuchać czegoś innego niż mam.
    Miałam kiedyś jakiś niedrogi komplet pędzli do makijażu, ale część wyrzuciłam, jak się okazało, że nie umiem się nimi posługiwać. Obecnie mam tylko taki do różu i do pudru sypkiego, używam ich codziennie. Nigdy nie miałam zalotki – chyba bym sobie zrobiła krzywdę nią ;)

    • A widzisz, ja mam w aucie odtwarzacz na kasety :D Dobrze, że jest taki wynalazek w formie kasety do odtwarzania muzyki z telefonu (czy innego ipoda), bo mogłabym tylko słuchać radia i kaset Spice Girls ;) Możemy sobie przybić piątkę za nieumiejętność korzystania z pędzli ;) Nigdy nie umiałam zrobić prostej kreski na powiece, no nigdy.

  • Sprzedałam większość książek, a pieniądze przeznaczyłam na oszczędności. Resztę rozdałam i ani razu nie żałowałam tej decyzji.
    Notatki z języka włoskiego zajmowały trzy kartony, ćwiczenia, podręczniki ksera, notatki.

    Pozbyłam się telewizora, na co moja mama kupiła mi nowy (bez mojej wiedzy), bo jak, tak można bez telewizora. I teraz stoi. Uciążliwy prezent.

    Pozdrawiam

    • Ojeja, no to mama się nie popisała… Faktycznie też pozbyłam się ogromnej ilości notatek i kserówek, ale sporo też zatrzymałam, chociaż przyznaję się, że bardzo rzadko z nich korzystam w pracy z uczniami… no ale nikt nie jest idealny ;)

      • Ja wielu rzeczy pozbyłam się pod wpływem chwili, przeczytana książka, czy wpis na blogu i mimo, że często nie do końca przemyślałam swoje postępowanie, nie żałuję niczego, nawet tych zbieranych notatek.

  • Powodzenia! :)

  • Anna Zumi

    Wielu wymienionych przez Ciebie rzeczy nigdy nie posiadałam… zużyłam natomiast sporo notatników, które jedynie cieszyły oko. Poza tym zniknęły ubrania-prezenty, notatki i orzecznictwo ze studiów. KIlka kubków i talerzyków, każdy z innej parafii. Trochę by się tego znalazło.

  • Ruda

    Wyrzuciłam mnóstwo rzeczy, które mi się w ogóle nie przydawały – ubrania, książki (do biblioteki), papiery (choć czasem wyrzucę jakiś paragon a potem żałuję), sprzedałam nieużywane meble; oddałam mikrofalówkę, telewizor (daję sobie radę bez niego od 10 lat), niesłuchane płyty CD (własne składanki) i filmy, zbędne naczynia kuchenne, stare zabawki dziecka i ubranka.
    Niczego nie żałuję – dzięki odgruzowaniu domu łatwiej utrzymać porządek – w ciągu 15 minut mogę posprzątać każdy pokój.

  • natchnelas mnie – sprzedam prostownice !

  • monia

    Zawsze sądziłam, że nie mam problemu z pozbywaniem się niepotrzebnych rzeczy, jednak czytając Twojego bloga odkryłam słabe punkty: pierwszy to książki (mam nawet zupełnie nieaktualny kodeks cywilny z notatkami przedegzaminacyjnymi oraz stos katalogów z zegarkami), drugi to prezenty od rodziców i teściów (upycham w pawlaczu, jakby zapytali, nadal mam). Postanowiłam jednak poddać się reedukacji i powoli dojrzewam do porządków także w tych zabałaganionych obszarach.
    A co do mikrofalówki. Obywałam się bez niej całe dorosłe życie. Dopiero ostatnio, zmieniając mieszkanie, dostałam to urządzenie w prezencie. Planowałam sprzedać, ale w obliczu rosnącej samodzielności moich dzieci okazała się sprzętem niezastąpionym. Ośmiolatka nieznosząca szkolnych obiadów codziennie odgrzewa w niej zupę.

    • Dopóki rzeczy są używane, to nie ma co świrować, dopiero kiedy już nikomu nie służą i stają się kolejnym przedmiotem do gromadzenia kurzu i uprzykrzania życia, to trzeba się zastanowić komu i gdzie oddać ;)

  • Też ostatnio myślę o pozbyciu się mikrofalówki. Podczas studiów, kiedy na moim stole królowały grzanki z roztopionym serem i gotowe tacki z Biedronki, używałam jej non stop, ale od kilkunastu miesięcy zaglądam do niej bardzo rzadko. Jedyna funkcja, za którą bym tęskniła, to możliwość podgrzania zapomnianej herbaty – ale może byłaby to dla mnie motywacja, by bardziej pilnować, gdzie stawiam kubki :D

    • No proszę :) Też miałam kubkowo-herbacianą obsesję, ale po kilku latach na nowo odkryłam termoso-dzbanek, który dostaliśmy z okazji ślubu. Herbata jest w nim ciepła przez ponad 12 godzin i mogę tylko podejść z (jednym) kubkiem i szybko nalać :D

  • Polyanna

    Ja rozważam ograniczenie ilości artykułów biurowych i ogólnie rzeczy, które znajdują się u mnie na biurku. Zawsze mam tam artystyczny nieład i zaczyna mnie to denerwować, ponieważ łatwo się rozpraszam. Musiałabym ograniczyć ilość rzeczy, jakie zawsze mam na swoim stanowisku pracy do kilku najważniejszych, ale jakoś nie potrafię. To się udaje na chwilę, a potem znowu robię sobie bałagan.

  • PavGot

    Musze szczeze przyznac, ze nie w kazdym wymiarze zycia potrafie byc minimalistka. Ale ostatnio niezmierna przyjemnosc sprawia mi spontaniczne rozdawanie ciuchow. Po prostu kiedy rano stoje przed komoda i zastanawiam sie co ubrac, wpada mi w reke cos, co kupilam dawno temu, i mialam na sobie okolo zero lub jeden raz. Od razu wlatuje do reklamowki i juz nie ma odwrotu. Potem spotykam sie z rodzina i/lub znajomymi, czesto pada pytanie i rzecz ma juz nowego wlasiciela. Wszyscy sa szczesliwi. Polecam