Dobre życie

Ku świadomemu jedzeniu

09/09/2016

Emocje przeprowadzkowe opadły, więc wydawało się, że główna przyczyna mojego stresu i związanych z nim problemów zdrowotnych zniknęła. Jednak nadal nie czułam się dobrze, byłam zmęczona, nie miałam na nic ochoty, większość czynności wykonywałam automatycznie. Zauważyłam, że nie wiadomo kiedy, przybrałam na wadze. Mogłam się jedynie domyślać, co było tego przyczyną.

Jestem małą kobietą (mam 158 cm wzrostu i drobną budowę ciała), dlatego każdy nadprogramowy kilogram odczuwam wyraźnie. Przygotowując dla Was cykl “Z małej szafy” zauważyłam, że niezbyt dobrze czuję się w ubraniach, w których do tej pory było mi dobrze. Waga wskazywała ponad 50 kg, ostatni raz przekroczyłam tę granicę będąc w ciąży. Zdaję sobie sprawę, że jest to normalna waga, nic szczególnego, jednak ważąc te kilka kilogramów więcej niż zazwyczaj czułam się ciężko, nieswojo, “zawalato”. Ostatnio trochę odpuściłam w bieganiu, regularną jogę też zaniedbałam, a jadłam tyle, co do tej pory (jeśli nie więcej). Postanowiłam poobserwować siebie i znaleźć wyjście. Przez tydzień zapisywałam wszystko, co jadłam powołując się na orientacyjne zawartości kaloryczne w posiłkach. Już po kilku dniach takich obserwacji wszystko stało się jasne – pochłaniałam duuużo więcej kalorii, niż wynosi moje zapotrzebowanie. Dopadło mnie to, o czym wspominała Ania Mularczyk-Meyer w “Minimalizmie dla zaawansowanych”: niezdrowe podejście do jedzenia. Świadomie kupuję, świadomie nie-gromadzę, a brakuje mi świadomości w momencie spożywania posiłków. Jem za dużo cukru, a za mało warzyw. Moje porcje są za duże, a mało treściwe. Postanowiłam to zmienić.

Zważając na moje eksperymenty z przeszłości wiem, że nie jestem w stanie być na diecie, nie umiem sobie odmówić jedzenia czy podjadania. Postanowiłam więc działać zgodnie ze sobą i po prostu inaczej komponować posiłki: zamienić biały cukier na owoce, a zamiast jednej surówki do obiadu podać dwie. No i zupy, przeprosiłam zupy, których do tej pory nie znosiłam. Zaczęłam czerpać z przepisów wegańskich i wegetariańskich nie tyle z pobudek etycznych, ile z chęci wprowadzenia warzyw do diety. Zmniejszyłam porcję mało wartościowego jedzenia zwiększając jednocześnie porcje surówek do obiadu. No i regularny ruch – jeśli nie joga, to ćwiczenia obwodowe, jeśli nie bieganie, to spacery. Opłaciło się.

Jestem jedną z tych osób, które łatwo przybierają na wadze, ale i łatwo tracą kilogramy. Już po dwóch tygodniach świadomego jedzenia i regularnej aktywności fizycznej zaczęłam nie tylko spadać na wadze, ale przede wszystkim czuć się lepiej. Nie odmawiałam sobie przyjemności w postaci ciasta czy babeczki, ale po prostu brałam mniejszy kawałek i na jednym kawałku kończyłam. A potem szłam na spacer. W ogóle zmiana miejsca zamieszkania sprawiła, że mogłam zamienić samochód na nogi. Sześć kilometrów dziennie to teraz taki standard, czasem spaceruję w ciągu dnia z Mają, czasem samotnie przed szóstą rano. Odkryłam, że chodzenie przynosi mi więcej przyjemności niż bieganie. Jeśli mam ochotę, to zakładam buty do biegania i idę w trasę. Słuchając siebie ocenię, czy ją przebiegnę, czy przejdę szybkim krokiem.

Swoje zrobiła też Dominique Loreau, po której książki sięgam raczej z ciekawości niż z zamiłowania. W pozycji “Sztuka umiaru” porusza kwestię tego, że współcześni mieszkańcy zachodu jedzą ponad miarę nie zastanawiając się zupełnie nad tym ile i jak spożywają. O ile pani Loreau przez całą książkę mówi właściwie o tym samym, to sposób, w jakim pisze o spokojnym przygotowywaniu potraw, dzieleniu posiłku na porcje, o prostocie na talerzu bardzo do mnie przemówił. Z ciekawością odkryłam dołączone do tej pozycji przepisy na proste dania tworzone z zamkniętej listy składników, niektóre z nich planuję niedługo wypróbować.

Po etapie świadomego budowania szafy, świadomego oczyszczania przestrzeni, świadomej rezygnacji z nadmiaru zobowiązań, przyszła pora na świadome podejście do jedzenia. Nie chodzi tu tylko o te niby nadprogramowe kilogramy, bardziej o to, jak traktuję swój organizm i swoje ciało. Poza tym, jako osoba odpowiedzialna za gotowanie członkom rodziny mam w obowiązku dbać o ich zdrowie, a także wpływać na ich wybory żywieniowe. W końcu dziecko uczy się wszystkiego najpierw od rodziców. Jedzenie przecież nie tylko daje energię, ale przede wszystkim wpływa na nasz rozwój, sprawność, zdrowie. Nasze ciało to my, jeśli je zaniedbamy, to przestaniemy prawidłowo funkcjonować. Kontynuuję więc naukę świadomego żywienia i jestem na bardzo dobrej drodze.

***

Spożyte kalorie śledziłam w aplikacji Fitatu. Wegańskich przepisów szukam głównie na Jadłonomii. Codzienną aktywność rejestruję dzięki Endomondo. Treningi pomaga mi układać Nike Training Club. O moich doświadczeniach z jogą pisałam TUTAJ. Książkę Dominique Loreau “Sztuka umiaru” możecie kupić tutaj:

Przeczytaj także

  • Ciekawe, co piszesz o odczuwaniu siebie w swoim ciele.
    Też korzystam z przepisów wegańskich i wegetariańskich. Kiedy zaczęliśmy rozszerzać dietę, wydały się naturalnym i zdrowym sposobem na karmienie Majsona.

    • O tak, kiedy zaczęłam rozszerzać dietę Mai to częściej przechodziłam na “zieloną stronę mocy”, ale ostatnio bardzo to zaniedbałam… Bardzo smacznie jest wrócić do trawy ;)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Mam to samo i jestem dokładnie 1 cm niższa od Ciebie ;-) W tej chwili ważę 51,2 kg i bardzo mi to przeszkadza. Oczywiście zmniejszyłam jedzenie, zrezygnowałam z nadmiaru czekolady. Staram się jeść do godziny 20 i później odpoczywać. Zintensyfikowałam ćwiczenia na siłowni, to znaczy dołożyłam do nich bieganie. Źle jak jest więcej kilogramów, chce się spać i nic się nie chce. Niestety moim zdaniem latem łatwiej jest przytyć: świeże owoce mają bardzo dużo cukru, a ciężko poprzestać na jednej śliwce czy brzoskwini albo odmówić sobie jedzenia owoców wieczorem. Najlepiej owoców z lodami i później spodnie robią się podejrzanie obcisłe na udach ;-)

    • Wiesz, z tym wzrostem to kwestia sporna, bo ostatni raz mierzyłam się przy okazji składania wniosku o dowód, kto wie, może przez te 12 lat urosłam? :D A tak na poważnie, to cieszę się, że nie jestem sama z tym “problemem”. Ludziom się wydaje, że jak ktoś jest mały i szczupły, to nie ma problemów z nadmiarem kilogramów… a jednak takie się odczuwa. Jeśli Cię to pocieszy, to lato się kończy, wiesz, mniej pokus owocowych, a jabłka są lekkostrawne :D

      • Agnieszka Kulawczyk

        Melduję się pół kilo lżejsza i faktycznie jest lepiej :) A wystarczyło tylko ograniczyć podjadanie i zamknąć jedzenie w 4-5 posiłkach i ewentualnie jednej małej przekąsce typu kostka czekolady (jedna!) lub gałce lodów :)

        • No to pięknie! Ja w ciągu miesiąca straciłam jeden i trochę i też potwierdzam, że to zmiana na plus. Poza tym “oswojenie” warzyw dobrze wpływa na moje ogólne samopoczucie. Warto jednak dokonywać świadomych wyborów :)

  • Gosza

    Pani Kasiu jest Pani drugą autorką bloga która śledzę pierwszą jest Maria z ubieram się klasycznie, którą Pani tez odwiedza z tego co zdążyłam się zorientować ale do rzeczy… bardzo spodobał mi się Pani blog nie tylko wizualnie ale przede wszystkim teksty… niestety podobnie jak Pani mam 159 cm wzrostu i szybko odczuwam zbędne kilogramy a te szczególnie w lecie o dziwo lubią się u mnie odkładać wraz z nadejściem wakacji i końcem zajęć sportowych na które chodzę odzywa się we mnie zaraz chęć sięgnięcia po coś słodkiego w połowie lipca zamienia się to czasem w swoiste objadanie się… nie mogę tego zwalczyć i nie wiem jak… całe szczęście że zaczął się wrzesień obiecałam sobie że następne lato spędzę bez dodatkowych kilogramów nie wiem jak to jeszcze zrobię ale chęci są planu narazie brak coś się wymyśli może u Pani na blogu znajde inspirację pozdrawiam

    • Gosza, dziękuję za miłe słowa. To niesamowite wiedzieć, że jest się w gronie kogoś ulubionych blogerów obok Marii.
      Jeśli mogę Ci coś podpowiedzieć, to naprawdę duuużo zmienia to chodzenie. Codzienny marsz naprawdę dużo mi dał. A jeśli chodzi o podjadanie, to załatwiłam to w ten sposób, że kroję sobie w słupki surową marchewkę albo robię sałatkę z ogórków i jak tylko mam ochotę coś skubnąć, to sięgam po takie gotowe zestawy do lodówki. I wiesz, ostatnio nie mam takich ciągot. Udało mi się tak zbilansować moje posiłki, że nie chodzę głodna, wprost przeciwnie – czasem nie jem kolacji, bo najadłam się warzyw na obiad ;) Postaram się podrzucić na blogu jeszcze inne pomysły, ale pozwól, że jeszcze trochę poeksperymentuję. Pozdrowienia!

  • Magda

    I ja dołączam do niewysokich z moimi 157 cm. Tak mi się wydawało, Kasiu, gdy oglądałam Twoje zdjęcia, że mamy podobne sylwetki. Również nie jest trudno mi przybrać na wadze, dlatego muszę się pilnować i zwykle to na lato te kilogramy nabieram, a po lecie zaczynam chudnąć, nie jest to dużo, ale te dwa kilogramy więcej już mi przeszkadzają, a lubię ważyć właśnie poniżej 50. Super pomysł z podwójną surówką do obiadu. Skorzystam!

  • Anvariel

    Zazdroszczę organizmu, który łatwo pozbywa się nadprogramowych kilogramów. U mnie, pewnie ze względu na problemy z tarczycą i kilka innych, nie jest tak łatwo. Jestem szczupła, aczkolwiek kosztuje mnie to sporo wysiłku, zrzucenie kilogramów jest bardzo dużym wyzwaniem.
    Ruszam się generalnie sporo. Mam biurową prace, ale staram się do niej iść i z niej wracać – 40 minut spaceru w jedną stronę (teraz szykują się zmiany, ale mam nadzieję, że w nowym miejscu też będę mogła chociaż kawałek chodzić :)) Poza tym ćwiczę.
    W kwestii żywienia jestem mocno świadoma, chociaż moja dieta nie jest idealna. Z jednej strony mam zespół jelita drażliwego, muszę więc bardzo uważać. Z drugiej od lat walczę z zaburzeniami odżywiania. Świadome jedzenie jest więc nieodłącznym elementem mojego życia.
    Czytałam książkę “Sztuka umiaru”, ale nie podobała mi się ona. Może jako umysł techniczny nie byłam w stanie zrozumieć jej przesłania, odniosłam bowiem wrażenie, że autorka promuje świadome głodzenie się. Sama nie wiem. Generalnie nie podobają mi się książki tej autorki. Jej podejście do mnie nie przemawia. Przeczytałam już kilka i w sumie wszystkie sprzedałam po przeczytaniu ,czego nie robię z dobrymi pozycjami. Fajna jest książka “Jedz to co kochasz, kochaj to co jesz”. Pomaga zarówno w kwestii świadomego żywienia, jak i walki z zaburzeniami odżywiania. Polecam.
    Powiem szczerze, że na zdjęciach wydajesz się wyższa. Myślałam, że jesteś mojego wzrostu – czyli w okolicy 170 cm. Sylwetkę masz moim zdaniem bardzo ładną, ale jeśli faktycznie nie czujesz się z obecną wagą ok, to warto na tym popracować. Ja przykładowo czuję się najbardziej komfortowo na granicy niedowagi. Wynika to zapewne ze wspomnianych wcześniej zaburzeń odżywiania, ale również z tego że zawsze byłam duża . Teraz chcę być mała. Ciężko jest być małą mając 170 cm wzrostu, Mogę się więc zmniejszyć będąc szczupłą :) Takie szalone podejście. Wbrew pozorom tobie jako osobie niskiej jest ciężej, bo każdy kilogram bardziej widać.

    • Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz. Wiesz, dla mnie książki D. Loreau nie są najlepsze, ale przyznaję, że jej przepisy mnie zaciekawiły.
      Kiedyś cierpiałam z powodu niskiego wzrostu, ale zaakceptowałam go,no bo akurat z tym nic nie mogę zrobić ;) To miłe wiedzieć, że wyglądam na wyższą :)

      • Anvariel

        Z tym wzrostem to słusznie. Co nam da zamartwianie się rzeczami na które nie mamy wpływu? Nic. Więc nie ma sensu tego robić. :)

  • Agnieszka

    A ja mam 173 cm i ten sam problem co wy dziewczyny. Zbędne kilogramy odkładają mi się w brzuchu. Kasiu podjęłam walkę bo również zaobserwowałem, że chodzi nie tyle o kilogramy co złe samopoczucie. Jestem na początku mojej drogi, ale udało mi się wprowadzić w codzienność spacery i potwierdzam ruch na świeżym powietrzu działa cuda. Mnie za to przekonała Cameron Diaz i jej książka “Ja, kobieta. Jak pokochać i zrozumieć swoje ciało”. Według mnie lektura, która powinna znaleźć się na półce każdej kobiety zawiera bardzo wiele cennych wskazówek i nie jest o diecie. Ja zaglądam na blog “Więcej niż zdrowe odżywianie” prowadzony przez małżeństwo, dla których zdrowe odżywianie stało się pasją i pragną się tą wiedzą dzielić. Bardzo ważny temat poruszyłaś Kasiu w tym poście, bardzo dziękuję i czekam na więcej.

    • Dzięki za polecenie kolejnej książki do przeczytania. I zgadzam się, że ruch – nawet niewielki – działa cuda. Nie wiem, czy jestem w stanie napisać jeszcze coś odkrywczego w temacie świadomości ciała, ruchu, odżywiania, ale jeśli na coś wpadnę, to na pewno się podzielę.

  • Nie myślałam, że jesteś tak niska, oczywiście nie obraź się za to określenie. Chociaż nie widziałam też byś była bardzo wysoka, ale według mnie Twoja figura jest idealna i nie trzeba z nią nic robić. Oczywiście zdrowe jedzenie, a tym bardziej więcej roślin – jestem na tak!
    Przeczytałam też wszystkie komentarze poniżej, bo to bardzo ciekawe jak kobiety postrzegają siebie.
    Ja mam 163 cm wzrostu i ważę 60-62 kg i czuję się z tym dobrze. Co jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia, bo wydawało mi się, że przy wadze 55 kg wyglądam najkorzystniej. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy wyglądałam jak: “cipka i kręgosłup” – jak to pięknie podsumował mój szczery do bólu wujek (bardzo przeze mnie lubiany). Fakt, że przez ćwiczenia i dobrą dietę udało mi się zrzucić zbędne centymetry i trzymać ciało w ryzach. Teraz już nie ćwiczę i nie jem po to by schudnąć, ale przede wszystkim by być zdrową.

    • Pionierka

      Tu nie o media chodzi. Ja mam “naciągnięte” ;) 160 cm wzrostu i moją najlepszą wagą jest 47-48 kg, przy takiej wadze czuję się najlepiej. Chodzi o poczucie ciała, nie o wygląd, bo ja nawet lustra dużego w domu nie mam. Teraz ważę 50 kg i już czuję, że muszę te dwa zrzucić, ruszyć się trochę, i zdrowiej zjeść. Ale ja jestem z natury drobna.

      • Nie mam zamiaru się o to kłócić :P Najlepiej w ogóle nie sugerować się wagą.

        • @bogusiam:disqus @gola_pionierka:disqus właśnie miałam napisać podobny komentarz, co Pionierka – też nie mam lustra w domu i to od jakichś 7 lat… Jak Bogusia uważam, że nie ma co się sugerować wagą, bo waży też woda, tłuszcz i mięśnie. Mimo wszystko obserwując siebie od dobrych kilkunastu lat wiem, że źle się czuję ważąc więcej niż 48 kilo, być może siedzi to w mojej głowie, ale z drugiej strony nie mam obsesji. Myślę, że – jak we wszystkim – warto zachować umiar, a nikomu jeszcze nie zaszkodziło, tak jak mówi Bogusia, postawić na zdrowe roślinne jedzenie :)

          • Bo wiesz, niektóre nie mają lustra, ale jak tylko zobaczą kilogram więcej na wadze to życiowa tragedia;p

          • Pionierka

            Ja nie mam ani lustra ani wagi :) To jest kwestia czucia ciała, nie wiem jak to wytłumaczyć. Po prostu rejestruję że zaczynam się gorzej czuć, że mam mniej energii, że ciało nie pracuje tak, jak powinno. No to wskakuję przy okazji wizyty u rodziców na wagę i wszystko jasne, 50,5 kg. No to dieta, więcej ruchu i odzyskuję “moje” ciało. I co się okazuje? 48 ważę. Myślę, że to może być też związane z tym, że te 2-2,5 kg nabieram, kiedy gorzej jem i mniej się ruszam, więc złe samopoczucie nie jest efektem przybrania na wadze tylko tego. Ale jakoś to się zgrywa. Przy czym ja mam dość mocno wywalone na tzw. kanony – na co dzień w ogóle się nie maluję, noszę te same ubrania od lat, niektóre od czasów szkolnych, a jestem po 30., więc to nie o wygląd chodzi.

          • Mamy wiele wspólnego :)

          • Emilka

            Dziewczyny, zgadzam się w 100 proc. Najważniejsze to czuć się dobrze we własnej skórze. Nie ważny jest wzrost, waga.
            Piątkę przybijam za “wywalone na tzw. kanony”, brak makijażu i ciśnienia na “modne” ciuchy! Czasem, gdy mam gorszy dzień, wydaje mi się, że tylko ja mam takie podejście i czuje się wtedy osamotniona. Dobrze, że jesteście :) Dziękuję!

          • Ale pozytywny komentarz, dzięki Emilko! :)

          • Emilka

            Kasiu, to ja dziękuję za wartościowego bloga :) Obserwuję od jakiegoś czasu, jednak po raz pierwszy zostawiam komentarz. Pozdrawiam serdecznie!

          • Emilia

            Ja też jestem Emilia, 160 cm 48 kg i idealne odczucia jak wszystkie panie powyżej. We wszystkim chodzi o dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne :)

  • Manufaktura Zdjęć

    “Lubię to” :) Mam ten sam problem – oponka+podjadanie+lenistwo ruchowe. Ale staram się z tym walczyć. Ostatnio pomaga mi mój zegar biologiczny – jem w mniej więcej w tych samych porach, w pewnym przedziale czasowym, wysypiam się, a organizm sam domaga się ruchu. I jakoś te kilogramy powoli znikają. Mam nadzieję – trwale

  • Jako osoba która przeszła piekło zaburzeń odżywiania (schudłam kiedyś 25kg w rok), a teraz przechodzi piekło różnorakich alergii pokarmowych nie wierzę, że jest coś takiego jak zrównoważone jedzenie w moim przypadku. Ale walczymy, zwłaszcza z uczuleniem na mleko, masło etc. Nie jest łatwo :(

    • Karo, przykro mi, że masz pod górkę, jednak jestem pewna, że w końcu uda Ci się osiągnąć równowagę i znaleźć niealergiczne potrawy. Trzymam kciuki!

  • mam 160 wzrostu i z chęcią bym ważyła jakieś 55 kg. No ale nie mogę przytyć :(

    • No właśnie, każda babka coś znajdzie – jak nie schudnąć, to przytyć, jak nie prostować włosów, to kręcić ;)

  • Małgorzata eS

    Ja też odczuwam te kilka nadprogramowych kilogramów, nawet jeśli w lustrze ich za bardzo nie widać, ale też na szczęście potrafię się ich dość szybko i bezboleśnie pozbyć :)
    I mimo, że wiem doskonale, że lepiej mniej, a zdrowiej, to jednak mocno uczepiło się mojej kuchni przyzwyczajenie, że talerz musi być pełen ;)

    • Hehe, wiesz, zawsze może być pełen sałaty albo rukoli. Lubisz rukolę? :)

      • Małgorzata eS

        Rukolę wręcz uwielbiam. Ona ma na tyle wyrazisty smak, że potrzebuje niewiele dodatków: ja dorzucam np. pomidory, mozzarellę, trochę ziół i jest super fit sałatka ;)

        • To prawda! Ja ją lubię też w połączeniu z białym albo kozim serem, genialne połączenie, musisz spróbować :)

  • Myślę, że sierpniowe podjadanie to przygotowywanie się ciała do jesieni. Lato nas nie rozpieszczało! Co innego teraz, kiedy wystarczy wyjść na dwór, by się porządnie spocić i nakarmić witaminą D. Wrzesień jest jak marzenie! Kasiu, cieszę się, że już wracasz do normy i postawiłaś na warzywne dodatki. Nas do tego skłania paczka z RWS-u, którą odbieramy co tydzień. Dostajemy sporą mieszankę warzyw różnych, więc potem kreujemy w garnku i na patelni ;) A jak się miewa Twój warzywniak? Pozdrawiam ciepło!

    • Warzywniak to za dużo powiedziane ;) W zeszłym roku mieliśmy zdecydowanie więcej warzyw, w tym roku odpuściliśmy, bo nie byliśmy pewni, w jakim stopniu budowa wpłynie na ogród. Na cukinię nie będę mogła patrzeć chyba przez następne dziesięć lat, ale ogrom malin jest przyjemny. Niedługo zacznę też mrozić zioła, bo byłoby szkoda nie wykorzystać tego urodzaju pietruszki, lubczyku i mięty.

  • Dorota Czopyk

    A ja nie mam w domu wagi! :)

    Jako nastolatka miałam kompleksy, że jestem gruba, mimo, że ruszałam się wtedy bardzo dużo i teoretycznie zdrowo jadłam. Więcej snu, odrzucenie mięsa i nabiału oraz codzienne proste aktywności (rower, spacer, praca w ogródku) sprawiają, że czuję się lekko i zdrowo i nie pozwalają się zapuścić!

  • Monika Piechut

    Ja też ostatnio poświęciłam więcej uwagi temu co jem. Przede wszystkim starałam się zrezygnować z niezdrowych przekąsek, zadbać o nawodnienie organizmu, no i też zachować odpowiednie przerwy między posiłkami, żeby żołądek miał czas na trawienie. Ostatnio też ograniczyłam znacznie spożycie mięsa, zaczęłam ćwiczyć. I muszę przyznać, że czuję się znacznie lepiej! Ostatnio, szczególnie w zimie, byłam cały czas zmęczona, bez energii. Teraz z dnia na dzień jest coraz lepiej :-) Warto o to zadbać, tym bardziej, że na rezultaty nie trzeba wcale tak długo czekać.

    • Właśnie, im bliżej końca zimy, tym człowiek ma więcej energii. Poza tym nowalijki zachęcają do zdrowego jedzenia, więc trzeba z tego korzystać :)