12 niecodziennych rzeczy

12 niecodziennych rzeczy – maj

03/06/2016

To już piąty miesiąc naszego wspólnego wyzwania 12 niecodziennych rzeczy, w ramach którego zamiast zbierać rzeczy kolekcjonujemy doświadczenia. Jak to często z noworocznymi postanowieniami bywa niektórzy uczestnicy po drodze się wykruszyli, ale mam cichą nadzieję, że nadal zbierają doświadczenia, ale niekoniecznie chcą się nimi dzielić na forum. Maj w wyznaniach uczestniczek wydaje się być miesiącem zmian, większej refleksji, wypróbowania nowych rytuałów, wyjścia ze strefy komfortu. 

Moje majowe niecodzienne doświadczenia

Maj tradycyjnie w naszym kraju rozpoczyna się długim weekendem, który jak co roku wykorzystujemy na kilkudniowy wyjazd. Tym razem wybraliśmy się do Trójmiasta po drodze zaliczając po raz enty Warszawę. Postanowiliśmy jednak zobaczyć inną część stolicy niż zwykle, omijając znane trasy – o nowych odkryciach pisałam już w poście o powolnym podróżowaniu z dzieckiem. Ta wyprawa dała nam wiele przyjemności, odkryliśmy, że Maja uwielbia zabawę w piasku i że mimo ostatniego szybkiego tempa życia potrafimy zatrzymać czas i nie myśleć o niczym innym jak o tym, co tu i teraz. Polskie morze nie powitało nas ciekawą pogodą, ale muszę przyznać, że siedzenie na plaży zawsze jest przyjemne, czy to w stroju kąpielowym, czy w kurtce. Zbieranie muszelek (które potem dziecko zakopuje w piasku), chłodna bryza, lekkie powietrze w płucach, wygrzewanie się na molo to naprawdę niezwykłe doświadczenia, które chciałoby się powtarzać częściej.

Dość niecodziennym doświadczenie była nasza majowa wyprawa po idealną, używaną sofę. Miałam na oku parę modeli sof do nowego salonu, ale ceny niektórych nijak nie pasowały do założonego przez nas budżetu. Wiedząc, że na różnych portalach ogłoszeniowych można znaleźć prawie nowe używane rzeczy postanowiłam z ciekawości przejrzeć ogłoszenia. Wśród różnych ciekawych sof w dobrym – i świetnym – stanie znalazłam jedną, idealną, która dodatkowo okazała się być modelem z naszej wishlisty. Miała piękny, intensywny kolor i na zdjęciach wyglądała na prawie nieużywaną, a cena była niższa o prawie połowę od takiej z salonu. Spory minus – była do odbioru w Warszawie. No ale co to dla nas? Udało nam się na szybko skombinować znajomego z dostawczakiem i kilka dni później byliśmy w drodze do Młocin. Sofę kupiliśmy od przemiłych młodych ludzi, którzy na swoją nową kanapę mieli czekać jeszcze dwa tygodnie… Sama wyprawa upłynęła w przyjemnej atmosferze i nadal uważamy, że warto było spędzić te 6 godzin w trasie Katowice-Warszawa, by zdobyć tę perełkę. Niedługo rozwiniemy ją z folii i stanie na honorowym miejscu w salonie.

Oprócz tego po kilku miesiącach przerwy ponownie wsiadłam na rower. Dokładnie rok temu wyznałam, że nie umiem jeździć na rowerze i że jestem zmotywowana do nauki. W tym roku idzie mi już naprawdę dobrze i nawet planuję zakup używanego roweru, by móc częściej trenować. Miasteczko, w którym zamieszkamy jest niewielkie i poruszanie się po nim w aucie wydaje się grzechem, a piesze wycieczki jednak zajmują trochę czasu, więc wolałabym przemóc się i śmigać na targ na rowerze. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo na samą myśl o jeździe po prawdziwej ulicy ogarnia mnie lekka panika, ale skoro po tylu latach przemogłam się i wróciłam do nauki jazdy na dwóch kółkach, to muszę wyjść ze sławetnej strefy komfortu i wykorzystać zdobyte umiejętności. Trzymajcie kciuki!

12 niecodziennych rzeczy - maj

Janka

W maju kupiłam wyciskarkę do soków i codziennie piję zielony sok! Podstawą jest kapusta, seler naciowy i zielony ogórek. Reszta zależy od tego co mi w ręce wpadnie: rzodkiewki, jabłka, pomarańcze, szpinak, rzeżucha, imbir… Posypuję sproszkowaną acai albo kurkumą, kapką oliwy i tak co rano. Nie wizę póki co jakichś spektakularnych efektów, ale świadomość, że codziennie dostarczam sobie tyle zdrowotności, jest bezcenna.

Janka jest autorką bloga Jamaska.pl.

Bogusia

Moja niecodzienna majowa rzecz to uczestnictwo w zorganizowanych zajęciach jogi. Wcześniej ćwiczyłam wyłącznie w domu przed komputerem. Owszem chciałam bardzo ćwiczyć pod okiem instruktora, ale z różnych względów musiałam odłożyć to w czasie. W grę wchodziły pieniądze i czas: na dojazd, zajęcia i powrót do domu. Ale kiedy zobaczyłam ogłoszenie na słupie o zajęciach jogi organizowanych na moim osiedlu – nie szukałam więcej wymówek. Zajęcia organizowane są w osiedlowej szkole co tydzień na pasująca mi godzinę 20. Więc od razu się zapisałam. Mam zaledwie 10 minut pieszo i już mogę ćwiczyć. Domowe praktykowanie nie poszło na marne, wiedziałam jak poprawnie wykonać większą część figur, niektóre potrzebowały korekty i bardzo się cieszę, że mogłam w końcu ćwiczyć w grupie i pod okiem instruktorki. Która na kolejnych zajęciach namówiła mnie do stania na głowie – czego nie robiłam nigdy wcześniej w życiu, bo się po prostu bałam. Ale rozwiała wszelkie moje wątpliwości, wytłumaczyła co i jak i udało się! Niesamowite uczucie. Wracałam tego dnia do domu jak na skrzydłach. I już nie mogę doczekać się kolejnego czwartku.

Bogusia prowadzi blog Piękno i minimalizm.

Marta

Tyle u nas niecodziennych rzeczy w maju! Po pierwsze, nowy blog, nowe miejsce w sieci. Bardzo jesteśmy podekscytowani, różnimy się bardzo, ale pięknie i jesteśmy ciekawi, co z tego wyniknie. [Marta – znana też jako Pani Poczytalna – i jej mąż połączyli siły, by stworzyć nowe klimatyczne miejsce w sieci – Na wolnym biegu. Na pewno z przyjemnością będę tam zaglądać.]

Po drugie: podróżowaliśmy z dziećmi, przełamując nasze opory, spędziliśmy weekend w Warszawie. Ja pracowałam na targach książki, a dzieci wraz z Łukaszem spędzali czas ze znajomymi. Ja inaczej niż Ty, nie przepadałam za tym, mam w sobie pewne napięcie, związane z dyskomfortem moich dzieci, najczęściej głośno manifestowanym. Ale zmienię zdanie. Podróże dla dzieci dają dzieciom tyle frajdy, zwłaszcza starszej córce, że warto znieść trochę niewygód. No i prowadziłam spotkanie autorskie – od czasu do czasu mi się zdarza, choć to zdecydowanie niecodzienna rzecz. zawsze mnie to trochę kosztuje, bo mam raczej introwertyczną naturę, ale uwielbiam w ten sposób przełamywać swoje granice. Baaaardzo było udane, miałam dużo satysfakcji.

Ania

Przede wszystkim wyjaśniłam długo nawarstwiające się konfliktowe sprawy z bliską mi osobą. Kolejny raz przekonałam się, że NIGDY nie warto kumulować w sobie emocji, zwłaszcza jeżeli dotyczą bliskich. Trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać! (…)

Maj utwierdził mnie także w przekonaniu, że wszystko co robimy w życiu ma sens i nie jest dziełem przypadku. Również moja podświadomość działa. Jestem teraz bardziej pewna słuszności moich decyzji i pozytywnie patrzę w przyszłość. Bo tylko w taki sposób, uważam, jesteśmy w stanie sensownie przejść przez obecne życie.

Więcej o refleksyjnych doświadczeniach Ani przeczytacie na jej blogu.

Ewa

Ten maj przeleciał mi jednak niesamowicie szybko, nie zdążyłam się nim nacieszyć i nasycić. Za to narobiłam strasznie dużo kilometrów – w biegu, na pieszo, na rowerze i… samolotem. To najważniejsza niecodzienna rzecz jaka się zdarzyła. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem i było to dla mnie wielkie przeżycie. 

Kolejną niecodzienną dla mnie rzeczą, również związaną z komunikacją, jest pojawienie się w moim mieście roweru publicznego. Czekałam na ten moment odkąd dowiedziałam się, że coś takiego istnieje, bo nie posiadam roweru i prawdopodobnie długo nie będę posiadać, ze względów “lokalowych”. Już kilka dni po zainstalowaniu rowerów w Łodzi znalazłam sobie pretekst do przejażdżki. Cudowne uczucie! Rowery do najlżejszych nie należą i wiele osób marudzi, że to nie działa, a tamto jest jakieś takie, a ja jestem zachwycona. 

Ostatnia rzecz to sukienka. Nie jestem typem sukienkowym, (…)lubię chodzić w spodniach, lubię czuć się swobodnie i wygodnie, ale od urlopu spędzonego w Łebie (2014r.) zachciało mi się mieć sukienkę. Dzianinową, prostą. No i rozglądałam się to tu, to tam, ale albo nie taka, albo siaka, albo za droga, albo nie było jak przymierzyć… A teraz mnie znalazła ta sukienka – leżała sobie w Lidlu, kosztowała 25zł i miała napis KUP MNIE. Mała czarna, prosta, za niewielkie pieniądze – na test, czy ja w ogóle chcę to nosić – idealna. Kupiłam.

Więcej o wrażeniach Ewy z tych niesamowitych doświadczeń przeczytacie na jej blogu Przygoda Yvette.

Kasia

Maj był zwieńczeniem kilkumiesięcznych prac nad projektem wspólnej szafy dla mieszkańców Poznania, czyli Giveboxa. Dzięki współpracy kilku wyjątkowych osób i sprzyjającemu zrządzeniu losu szafa stanęła na poznańskich Jeżycach. Co prawda wczoraj musieliśmy ją delikatnie przemieścić, ale nadal zajmuje reprezentatywne miejsce przed Centrum Amarant na ul. Słowackiego. Po dwóch tygodniach od postawienia mebla obserwujemy, że:
1. Jest ruch! Przybywa nowych przedmiotów, a znikają stare.
2. Zdarza się bałagan, ale użytkownicy szafy czują się za nią odpowiedzialni i niektórzy robią porządki.
3. Zespół stworzony wokół szafy (ok. 12 osób na dzień dzisiejszy) regularne dogląda szafy, tak by nie działy się z nią niepożądane rzeczy.
4. W poniedziałek byłam w telewizji WTK (Wielkopolska Telewizja Kablowa), by opowiedzieć o idei dzielenia się i o samej szafie. Program był na żywo w audycji porannej, zrobiono mi makijaż i – czego nie robię zazwyczaj – podkolorowano usta, także było to całkowicie niecodzienne doświadczenie!
5. Pomysł na szafę powędrował dalej. Inne dzielnice Poznania zaczynają dyskutować na temat swojego Giveboxa. A inne miasta? Zobaczymy!

Poza tym, niecodzienność stała się rytuałem – zaczęłam myć twarz ściereczką z mikrofibry, by zredukować ilość wytwarzanych śmieci w łazience oraz podjęłam wyzwanie sportowe (squat challenge), w którym celem było wykonywanie przysiadów w 3-dniowych cyklach. Przysiady zmęczyły moje kolana, ale dały mi poczucie, że robię coś dla mojej formy fizycznej, by przygotować się na lato. Choć ostatecznie postanowiłam się nie przejmować tym, jak wyglądam, tylko cieszyć z tego, że żyję.

Gratuluję Kasi udanego projektu! Byłam dość sceptycznie nastawiona do samej idei Givebox, ale trzymam mocno kciuki za powodzenie tej akcji i spopularyzowanie jej w kolejnych miastach. O Giveboxie przeczytacie więcej TUTAJ, a więcej majowych niecodzienności Kasi odnajdziecie na jej blogu Ograniczam się.

Natalia

Natalia znana też jako MinimalNat w maju postanowiła oddać krew.

W końcu się odważyłam. Bałam się, chciałam zrezygnować i uciec, ale wytrzymałam. W ramach mojego wyzwania #12niecodziennych po raz pierwszy w życiu oddalam krew. I do tej pory nie wiem o co tyle hałasu… Powiem szczerze, że bałam się okropnie. Pierwszy raz jest najgorszy, bo nie wiemy jak zareaguje nasz organizm. Nie bałam się strzykawki czy bólu. Z tym sobie radzę, zawsze sama sobie robię zastrzyki. Najgorsze było to, że bałam się zemdleję, osłabnę, będzie mnie boleć głowa. Tyle historii krążyło wokół. Ale okazało się, ze nic się nie stało. Teraz już wiem, ze za trzy miesiące oddam znowu krew. Te dziesięć czekolad to tylko miły dodatek.

Świetnie! Oby ten opis zainspirował kolejne osoby do oddania krwi. Sama zawsze chciałam to zrobić, ale nigdy nie osiągnęłam magicznej minimalnej wymaganej do oddania wagi… A czy Wy jesteście honorowymi dawcami krwi? Może warto nad tym pomyśleć?

Uczestnicy akcji 12 niecodziennych rzeczy ciągle robią coś nowego. Kolekcjonowanie doświadczeń wchodzi w krew tak samo jak kiedyś wchodziło im gromadzenie przedmiotów, a jest o wiele bardziej przyjemne i rozwojowe. Mam nadzieję, że powyższymi relacjami zainspirowaliśmy Was do podobnych, niecodziennych, niezwykłych działań. Podzielcie się swoimi majowymi doświadczeniami w komentarzach, na Facebooku, Instagramie lub wysyłając mi maila na adres kasia@drogadominimalizmu.pl. Pamiętajcie, by zawsze dodawać tag #12niecodziennych.

A co Wy niecodziennego zrobiliście w maju?

Przeczytaj także

  • Ile wspaniałości! Janka, też używam wyciskarki, czekam na nowe świeże owoce i warzywa, by komponować odświeżone mieszanki soków. Szczerze kibicuję Marcie i jej mężowi, bo ich nowa przestrzeń w sieci ma potencjał! (Może jak ćwiczyć uważność podczas warzenia piwa?) I podziwiam Natalię za oddanie krwi, może sama się w końcu ośmielę?

    • Ja czasem się śmieję, że możliwość oddania krwi jest dla mnie motywacją do tycia ;) No ale jakoś tej magicznej granicy 50 kilo nie umiem przekroczyć, więc Kasiu, imienniczko moja, jeśli pójdziesz kiedyś oddać krew, to daj mi znać i prześlę Ci dodatkową porcję czekolad :)

      • Jakoś nie mogę uwierzyć w to, ze tak mało ważysz :) To niesamowite, że są osoby, dla których niska waga jest problemem. Ja zazwyczaj dbam o to, by bardziej nie przytyć, co jest szczególnie trudne po drugim porodzie. Ale nic to, obyś kiedyś w takim razie przekroczyła magiczną granicę 50 kilo albo obym ja dostała te ekstra czekolady ;)

  • Monika

    Ja też zaczęłam chodzić na jogę. Wprawdzie pierwsze zajęcia były końcem kwietnia, ale w maju pokochałam ją miłością wielką i zastanawiam się: jak przeżyłam niemal 30 lat bez jogi? A krew oddawałam kiedyś w miarę regularnie, obecnie mam długą przerwę ze względu na ciążę i karmienie piersią. I potwierdzam: to nie boli, chociaż rzeczywiście każdy może reagować inaczej (ale za pierwszym razem przez cały czas pielęgniarka ma obowiązek stać i pilnować oddającego, więc w razie czego szybko udzieli pomocy). Z mężem próbujemy też wielu nowych potraw (na razie mamy kasze na tapecie, wczoraj było pyszne pęczotto). To nowość dla niego, bo on do posiłków podchodzi bardzo konserwatywnie, ale zgodził się próbować (i gotować!). No i w maju wróciłam do pracy po macierzyńskim (niecodziennym doświadczeniem był budzik dzwoniący nad ranem – jak ja go dawno nie słyszałam!). Po czym i tak po dwóch tygodniach dowiedziałam się, że wygrałam konkurs i od lipca będę mieć nową pracę, tak więc się kręci.

    • Moniko, Twój maj był jeszcze bardziej emocjonujący niż bohaterek z posta! Powodzenia w nowej pracy i trzymam kciuki za kolejne niezwykłe doświadczenia. Proszę, prześlij mi maila pod koniec czerwca z kolejnymi niecodziennościami, bardzo chętnie umieszczę je w podsumowaniu :)

  • Piękna sofa! *.*

  • Justyna

    Ja w maju uczestniczyłam w trochę innej jodze – Taniec Smoka. Zajęcia trochę inne niż zazwyczaj, zresztą ostatnim czasem nie mam zbytnio możliwości uczestniczenia w zajęciach jogi (małe,wymagające i żywiołowe dziecko), to byłam naprawdę szczęśliwa, że się mi udało wybrać. No i zaczęłam sezon rowerowy w pełni :)

    • Taniec smoka? Brzmi intrygująco :) Ja muszę się wreszcie wybrać na jogę w parku – zajęcia zaczęły się już maju, więc muszę wreszcie skorzystać z tej dobroci darmowej jogi z instruktorem ;)

      • Justyna

        Byłam na takiej jodze w parku dwa lata temu, coś innego, darmowego bardzo zachęcam do wzięcia udziału w takim sposobie ćwiczeń.

        • Ja chodzę co roku od dwóch lat, może nie jakoś super regularnie, ale od czasu do czasu mi się zdarza. Szczerze mówiąc jakoś nie szaleję za tym typem ćwiczeń jogi (zdecydowanie wolę własne tempo w domu), ale wiele razy skorzystałam z podpowiedzi instruktorów właśnie z jogi w parku.

  • Kasiu, czekam z niecierpliwością by zobaczyć Twoją nową kanapę! Super, że udało Ci się znaleźć pośród używanych;)

    Gratuluję i podziwiam też inne osoby i ich niecodzienne rzeczy:) Każdy mały – wielki krok, ogrom radości, refleksji;)

    • Też się cieszę, że udało się znaleźć coś używanego w świetnym stanie – chcieliśmy w domu więcej tego typu rzeczy, ale nie zawsze udało się połączyć naszą wizję, fundusze i jakość w jeden dobry zakup. Ta sofa to wyjątek :)

      • Zdaje sobie sprawę. Bo najczęściej ludzie śmieci chcą sprzedać za jakąś wygórowaną cenę. Ja tak chciałam krzesła i stół kupić do kuchni, ale sprzątnęli mi z przed nosa:/

  • Kasiu, Twoje wyzwanie jest moim pierwszym w życiu noworocznym postanowieniem, którego się tak mocno trzymam i które sprawia mi tak wiele przyjemności :)

    Powodzenia w nauce jazdy na rowerze! :)

  • Trzymam kciuki za kolejne przejechane kilometry! Rower to cudowna alternatywa dla biegania, ja walsnie odkurzyłam swojego starego przyjaciela i juz zaczynam planowanie dalszych i bliższych wycieczek :D

  • Jak to fajnie, że zaczęłaś jeździć na rowerze! Będziesz to uwielbiać, jazda rowerem z koszykiem to coś wspaniałego! Gratuluję zakupu sofy – pamiętam jakie to było okropne u nas, mamy nietypowe wymiary “dziury” na sofę…

    Natalii gratuluję oddania krwi, to coś, co jest dla mnie nieosiągalne, bo nieustająco zmagam się z niedokrwistością, ale bardzo bym chciała. Niewielki gest a taki ważny…

  • W maju nie wzięłam udziału, ale w czerwcu zgłoszę się na pewno. :-) I wciąż próbuję znaleźć trochę czasu żeby zajrzeć na te blogi, które tu się pojawiają. Dziewczyny są świetne. Ich niecodzienności fascynujące. Nic tylko czerpać garściami. :-)