Dobre życie

Powolne podróżowanie z dzieckiem

24/05/2016

Ja i Bartek, mój mąż, uwielbiamy podróżować. Nie jesteśmy w tej kwestii jakoś bardzo eko, bo wszędzie jeździmy samochodem, dzięki któremu możemy zboczyć z utartych szlaków, zobaczyć coś niespodziewanego czy zatrzymać się dłużej w wyjątkowym miejscu. Kiedy na świecie pojawiła się Maja nie zrezygnowaliśmy z wypraw, jedynie trochę zmieniło się nasze podejście do zwiedzania. W tym wpisie udowodnię, że podróżowanie z dzieckiem też jest przyjemne i uczy nowego spojrzenia na świat.

Maja jeździ z nami od małego – Kraków, Zakopane, Wrocław – te i inne lokalne trasy pokonywała z nami mając kilkanaście tygodni. Na początku staraliśmy się zaadaptować nowego członka rodziny do naszego sposobu podróżowania – czyli przesiadywania w miejscach, do których zaglądają mieszkańcy, nie turyści – ale po pierwszym wielkim ataku płaczu trzymiesięcznej Mai na rynku we Wrocławiu postanowiliśmy w ogóle zrezygnować z wyjazdów z dzieckiem. Nie na długo – dwa tygodnie później spacerowaliśmy sobie po Pszczynie, potem po Wiśle, Krakowie, Warszawie. Jako młodzi, niedoświadczeni rodzice musieliśmy po prostu poznać nasze dziecko, a dziecko nas i w ciągu kolejnych kilku – kilkunastu miesięcy poznaliśmy się wystarczająco dobrze, by wspólnie czerpać radość z wypraw.

Kiedy Maja zaczęła się już sprawnie przemieszczać wybraliśmy się na kilka dni do Warszawy wcześniej sporządzając listę miejsc przyjaznych dzieciom. W przygotowaniu tej listy pomogły mi mamy z forum, w którym tamtym czasie jeszcze się udzielałam (pozdrowienia!), niektóre wyszukałam sama. Obecnie fajnym portalem pomagającym znaleźć miejsca z przewijakami, kącikami dla maluchów, miejscami do karmienia jest MapaMamy.pl, który cały czas poszerza listę wartych uwagi miejsc. Sami zresztą zauważamy, że nowo powstające restauracje od początku myślą o klientach z dziećmi ustawiając krzesełka i montując przewijaki. Nadal jednak spotykają nas rozczarowania na popularnych trasach drogowych, gdzie zdarza nam się krążyć od jednej stacji benzynowej do drugiej nie znajdując przebieraka…

W sierpniu Maja skończyła rok, a już na początku września odwiedziła z nami polskie wybrzeże. W czasie tegorocznej majówki częściowo powtórzyliśmy tę wyprawę. To naprawdę świetna sprawa móc porównać postępy, jakie zrobiła w ciągu kilku miesięcy i zauważyć, jak zmieniły się jej zainteresowania i preferencje. Tegoroczna majówka upłynęła pod znakiem “grapy”, czyli grabek, wiaderka i łopatki tak bardzo przydatnych przy przesypywaniu piasku z jednej kupki na drugą. Co ciekawe, miesiąc wcześniej córka nie wykazywała żadnego zainteresowania zabawą w piaskownicy. Możecie więc sobie wyobrazić nasze zaskoczenie, kiedy nasze dziecko, które nie potrafi zająć się niczym dłużej niż dwie minuty, nagle umiało przez bite pół godziny siedzieć w jednym miejscu wsypując piasek do wiaderka. Odtąd wyprawa na “grapy” to nasze wybawienie – możemy trochę odpocząć obserwując jak nasza mała grzecznie się bawi. W takiej piaskownicy zatrzymuje się czas.

Podróże z dzieckiem zmieniają orientację na cele wyprawy. O ile zawsze unikaliśmy punktów typowo turystycznych i pozwalaliśmy sobie zgubić się w nowych miejscach, o tyle teraz całkowicie omijamy szlaki “do zobaczenia” podążając w kierunkach wybieranych przez lokalnych mieszkańców. Tak było na przykład w czasie naszej niedawnej wycieczki do Warszawy – chcieliśmy zobaczyć coś nowego, skorzystaliśmy więc z rekomendacji bloga Ładne bebe i włóczyliśmy się po Żoliborzu. (Nota bene linka do tego bloga dostałam od Kasi, redaktorki magazynu Joy, co jest ciekawym obrazem tego, jak kolekcjonowane przez nas doświadczenia mogą się przenikać). Spędziliśmy mnóstwo czasu na ogromnym placu zabaw przy placu Wilsona, spróbowaliśmy wypieków z pobliskiej piekarni i obejrzeliśmy różne ciekawe zakątki. Pogoda nie sprzyjała zbyt długim spacerom, więc dalsze zwiedzanie tej części stolicy zostawiliśmy sobie na następny raz.

Dzięki naszym wyprawom z Mają udaje nam się to, o czym zawsze marzymy przy okazji poznawania nowych miejsc – tzn. zwiedzamy oczami mieszkańców. Nie jesteśmy typowymi turystami, potrafimy odpuścić sobie to, co trzeba zobaczyć według przewodnika, by zobaczyć to, co trzeba zobaczyć według tubylców. Nie mamy zdjęcia z warszawską Syrenką, ale piliśmy świeżo wyciskany sok w jednej z nadwiślańskich knajpek. Nie wjechaliśmy na wieżę widokową Pałacu Kultury, ale zjedliśmy świetny obiad w Aioli (niestety, nie ma tam przewijaka, ale krzesełka do karmienia jak najbardziej). Nie biegamy od atrakcji do atrakcji, pozwalamy sobie na luz, doświadczanie świata, nowych smaków, poznawanie ludzi.

Osobiście nie uważam, że zabieranie dzieci w podróż jest jakoś ogromnie kłopotliwe. Fakt, trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność, więc warto wrzucić do walizki dodatkowe ubranka, jednak do tej pory nie musieliśmy się specjalnie wysilać z przygotowaniem naszych wypraw. Wprawdzie jeszcze nie lecieliśmy z Mają samolotem, ale z tego, co mówili inni rodzice taki sposób przemieszczania się niewiele zmienia, aczkolwiek wiele zależy od nastawienia zarówno rodziców, jak i dzieci.

Podróżowanie z dzieckiem to coś zupełnie innego niż podróżowanie samotne, grupowe czy z drugą połówką. Dziecka nie zawsze interesują muzea historyczne, zabytki, przy których trzeba zrobić zdjęcie czy zwiedzanie zimnych kościołów. Dla dziecka ciekawsze będą fontanny, place zabaw, wyprawa metrem – niezwykłości, których nie ma na co dzień, a małe dziecię najbardziej ucieszy się z huśtawek, piaskownicy czy świetnie wyposażonej sali zabaw. Nasze wyprawy z Mają jednak niewiele odbiegają od przyjętego przez nas wcześniej stylu podróżowania, powolnego podróżowania – bez pośpiechu, planu, utartych szlaków, podróżowania z otwartym umysłem, ochotą na zmiany kierunków, miejsc, planów. Bardzo lubimy jeździć z córką i mamy nadzieję, że im będzie starsza, tym bardziej będzie podzielać nasze upodobania do poznawania świata.

A jak wygląda Wasze podróżowanie z dzieckiem? Jakie miejsca polecacie szczególnie? Może macie jakieś porady odnośnie powolnego podróżowania? Proszę, podzielcie się tym wszystkim w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Marta / Pani Poczytalna 24/05/2016 at 13:58

    Ohoho, podziwiam. Ja nie przepadam za podróżami z dziećmi, właśnie się przełamuję w tej materii. Nie lubię głównie wielogodzinnych podróży samochodem pod hasłem kupa-siku i krzyku młodszego w nosidełku, no, nie trafiły nam się “łatwe” egzemplarze. Ale zobaczyć nowe miejsce – bezcenne! Właśnie w weekend byliśmy w Warszawie i mimo trudów podróży bardzo się z tej wyprawy cieszyliśmy.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 24/05/2016 at 15:06

      Ooo, wiem, o czym mówisz. U nas oprócz “kupa, siku” jest jeszcze “daj picie, daj bułę” i oczywiście trzeba dać od razu, bo inaczej wielka histeria ;) Na szczęście Maja jest coraz bardziej zainteresowana tym, co się dzieje za szybą i można ją zagadać. Po prawie dwóch latach wspólnego podróżowania jesteśmy przyzwyczajeni do różnych niespodziewajek ;) Domyślam się jednak, że z dwójką, trójką czy jeszcze większą liczbą dzieci już tak różowo nie jest, bo brak synchronizacji potrzeb i zachcianek daje się we znaki rodzicom…

  • mamanaturalnie 24/05/2016 at 15:09

    Myślę, że warto się nastawić na to, że podróże z dziećmi bywają naprawdę powolne :) my zawsze planujemy nasze wyjazdy z synkiem tak aby się nie spieszyć. Unikamy autostrad, wybieramy tzw. widokówki, i kontemplujemy widoki za oknem :) I często znajdujemy miejsca przepiękne, a na mapie zaznaczone nie są :)

  • BogusiaM 24/05/2016 at 16:48

    Osobiście to w tym temacie nie mam za wiele do powiedzenia – nie mam dziecka, ani nie ma go (jeszcze) moje rodzeństwo czy najbliżsi znajomi. Ale sama dobrze pamiętam, że rodzice rok w rok wyjeżdżali z nami na miesiąc wakacji na drugi koniec polski do rodziny. I stamtąd ruszaliśmy na kolejne wyprawy. A muszę dodać, że mam 3 rodzeństwa, a rodzice przez pierwsze lata nie posiadali samochodu, więc w grę wchodziły pociągi i to z przesiadkami. Jak ktoś chce – to się da, tylko wyprawy trzeba dopasować do wieku i trybu dnia dziecka.

  • jamaska 24/05/2016 at 20:50

    W tym roku planujemy wyjazd nad Bałtyk, ale po niemieckiej stronie (mamy zaprzyjaźnione miejsce). Poprzednio trasę Lublin-Szczecin pokonywaliśmy samochodem 2 dni z jednym dzieckiem. Teraz z dwójką planujemy pojechać pociągiem. W lecie musimy jeździć z klimą na full, bo inaczej dzieci pawie puszczają :0

  • Ula | Pani Strzelec 26/05/2016 at 11:52

    Z dzieckiem da się podróżować, jest inaczej, wolniej, ale nie ma tragedii. Jedynie ciężko może być, kiedy dziecko buntuje się w samochodzie.
    My jeździmy “brum fa fa bam pat oda” ;) – czyli samochodem do kaczek i wrzucać patyki do wody.
    Z moich obserwacji wynika, że w nowym miejscu wystarczy spacer i jedzenie, przynajmniej dla dwulatka.

  • Ruda 26/05/2016 at 19:51

    Naszą pierwszą wycieczką zaplanowaną specjalnie pod dziecko była podróż pociągiem z Krakowa do Wieliczki. Dziecko było zafascynowane pociągiem, kupowaniem biletów, konduktorem. Potem poszliśmy na rynek, ale nic nas nie zaciekawiło i usiedliśmy w ogródku restauracji w parku. Początkowo mieliśmy tylko napić się czegoś, ale jakoś zgłodnieliśmy i zamówiliśmy żurek (ulubiona zupa mojego dziecka – po prostu pewniak) i wróciliśmy w sam raz na popołudniową drzemkę (W. miał wtedy ok. 2,5 roku). Wszytko bez pośpiechu i bez wielkich, niepotrzebnych ambicji.

  • Oszczędnicka 26/05/2016 at 21:15

    Zanim urodził się Junior mieliśmy WIELKIE plany :) łącznie z kolejną wyprawą do Azji lub Ameryki Płd (żal było przecież nie skorzystać z macierzyńskiego). Rzeczywistość jednak okazała się inna, niż to sobie wyśniliśmy… Pomimo 2 pierwszych miesięcy ciągłego płaczu, kiedy Junior (prawie) skończył 3, postanowiliśmy wybrać się nad morze… (ok 4,5 h jazdy)… Teraz ten wyjazd wspominam dość dobrze (nie licząc niemal ciągłego darcia się (Juniora rzecz jasna) w aucie i zestresowania za każdym razem, kiedy zaczynał płakać w pokoju), ale pamiętam, że cieszyłam się, kiedy wróciliśmy do domu.
    Kolejne podejście mieliśmy 3 miesiące później. Tym razem podczas samego pobytu było ok, ale podróż dalej okraszona krzykiem…
    Właśnie znowu wróciliśmy znad morza i tym razem podróż przebiegła całkiem spokojnie, ale za to na miejscu momentami było ciężko. Junior (teraz ma już 15 mies) nie usiedzi na miejscu, nie chce też chodzić za rękę, ciągle tylko biega, ucieka i zrzuca wszystko co mu się nawinie pod rękę…

    Jeszcze jakiś czas temu znowu nam się zamarzyła ta Azja, ale ostatni wyjazd skutecznie wybił nam to z głowy :)

    Myślę, że podróżowanie z dzieckiem jest po prostu zupełnie INNE… czy fajne czy nie… zależy przede wszystkim od temperamentu malucha i cierpliwości rodziców, Nie można wszystkich “wrzucać do jednego worka” i mówić, że podróżowanie z dziećmi jest super :) Bo nie zawsze jest :P

    • Kasia | Droga do minimalizmu 27/05/2016 at 04:34

      Jasne, że nie, ale podróżując z dzieckiem trzeba zapomnieć o swoich ambitnych planach i dać się poprowadzić dziecku. Twój Junior to taki młodszy kolega Mai, dziewczynki hiperaktywnej i szybko nudzącej się, ale przyzwyczajona jest już do cosobotnich wyjazdów. Początki dla nas też był trudne, bo czasem musieliśmy się najeść wstydu, ale dotarliśmy się. Jestem pewna, że i Wam się uda, tylko może najpierw zacznijcie od pobliskich tras, a i Azja nie będzie Wam straszna :)

      • Oszczędnicka 28/05/2016 at 21:08

        Zdaję sobie sprawę, że ta moja “frustracja podróżnicza” wynika ze zbyt wygórowanych oczekiwań. Naczytałam się po prostu takich książek jak “Pępek świata” czy blogów rodzin podróżujących z maluchami :)

        • Kasia | Droga do minimalizmu 29/05/2016 at 06:49

          Każde dziecko jest inne, ale skoro można je przyzwyczaić do różnych rytuałów to do podróżowania też się da :) Trzymam kciuki za Waszą Amerykę Południową! A o którym kierunku myślicie dokladniej?

          • Oszczędnicka 30/05/2016 at 21:10

            Mnie ciągnie bardziej do AmPłd (przede wszystkim ze względu na język! <3) szczególnie Peru (mój ukochany kraj), ale Oszczędnicki woli albo Azję albo (tylko!) Boliwię (a ja "nerwowo" w Boliwii nie wytrzymam z dzieckiem :P).
            W każdym razie na pewno nie wcześniej niż późną jesienią bądź zimą byśmy się zdecydowali :)

          • Kasia | Droga do minimalizmu 31/05/2016 at 08:43

            Ahm, Boliwia, no nieźle ;) Ja bym w życiu tam nie pojechała sama, a co dopiero z dzieckiem, ale z drugiej strony Wy jesteście bardziej zaprawieni w tego typu wyprawach, macie inne doświadczenia. Będę śledzić Wasze kierunki i chętnie skorzystam z podpowiedzi :)

  • Kasia W | Ograniczam Się 30/05/2016 at 14:35

    Tak jak napisałaś, żeby podróżować z dzieckiem, trzeba je najpierw dobrze poznać. I chyba warto postawić się przez chwilę na jego miejscu. Na przykład mój 3,5 letni synek zazwyczaj się bardzo niecierpliwi na dłuższych trasach, ale ostatnio uczy się liczyć i wielką frajdę sprawiają mu zagadki typu: znajdź 10 znaków drogowych, a teraz 3 czerwone auta. Pomagają przetrwać zniecierpliwienie kolejnymi kilometrami. Mała Ada za to musi mieć przekąski i zabawę w “akuku”. Ja się chowam, a potem ona. I czas na jakieś pół godziny zagospodarowany. Potem trzeba włączyć kreatywność albo …zrobić przerwę. Powoli zastanawiamy się nad dłuższymi trasami, np. zagranicę, ale boimy się, jeszcze się boimy. Wolimy eksplorować nasze polskie zakamarki ;)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 31/05/2016 at 08:41

      Maja lubi czytać w podróży, musi mieć zapas książeczek, żeby szukać w nich dziki (dzik i lis to ostatnio jej ulubione słowa). Ale czasami musimy wymyślać jakieś zabawy na jej poziomie i tylko czekam, aż będę mogła z nią grać w te gry, o których wspomniałaś w związku z synkiem :) Ale poznanie dziecka wydaje się kluczem do wszystkiego.

  • Ema 05/06/2016 at 22:44

    Podróże kształcą …także rodziców, jak mają organizować wyjazdy z dziećmi. Choc daleko nam do podróżników, sporo jeździlismy przed urodzeniem się dzieci i nie chcieliśmy rezygnować z wyjazdów. Mamy 3 latka i prawie roczniaka. Mamy za soba 3 podróże zagraniczne i kilkanaście krajowych, mnóstwo lokalnych. Wszystko organizujemy sami, najchętniej jedziemy tez sami choć mamy póki co fajne doświadczenia z podróżami z innymi rodzinami. Największym wyzwaniem były i są jazdy samochodem, ale nie poddajemy się i widzimy ze okres darcia się z nudy mija między 2 a 3 rż. Co do samych wyjazdow to warto organizować je tak żeby robić podobne rzeczy co w robi się na co dzien (lub nie robić tego czego nie robi sie na co dzień) np Dzieci zabieramy wszędzie do sklepu, urzędu, restauracji czy myjni. Na co dzień moj starszy syn chodzi piechotą, drugi jest mega cierpliwy w wózku. Dlatego rodzinne szwędanie się po różnych miejscach jest takie normalne. Straszemu daje sie wytłumaczyć wiele rzeczy i rozbudzić zainteresowania. Poza tym jak piszecie: trzeba znać swoje dziecko i odpowiedać na jego potrzeby zawczasu, a i ono będzie wsporacujące i pozwoli obejrzeć jakiś zabytek:)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 07/06/2016 at 08:47

      Świetnie napisane! Jeśli poznamy dobrze siebie i nasze dzieci, to każda wyprawa będzie przyjemnością, nie torturą.