Proste życie

Pochwała krótkich włosów

22/04/2016
Zalety krótkich włosów

Większość życia nosiłam długie włosy. Nie powiem, żeby to była moja świadoma decyzja, po prostu od najmłodszych lat “hodowałam” długie, więc i takie nosiłam, w późniejszym czasie spinając je po prostu w kucyk, bo rozpuszczone wkurzały i były niepraktyczne. Z wiekiem skracałam włosy po kilka centymetrów z różnym skutkiem dla mojej fryzury – nie każdy fryzjer umie obchodzić się z naturalnie kręconymi włosami. Dopiero kiedy niedawno ostatecznie zdecydowałam się na radykalne cięcie przekonałam się, jak wiele mnie ominęło, kiedy przechodziłam życie w długich włosach.

W sporej mierze długie włosy zawdzięczam mojej mamie, której zawsze było “szkoda takich włosów”. Za każdym razem, kiedy – już będąc pełnoletnia – wracałam od fryzjera z pasmami krótszymi o kilka centymetrów mama nie umiała tego odżałować. (Sama jednak w czasach liceum, kiedy przebywała w internacie, po kryjomu dała się obciąć na modnego w tamtych czasach boba.) Lubiłam moje długie włosy bardziej z przyzwyczajenia, nie robiłam sobie wymyślnych fryzur, a od kiedy zaczęły mi się kręcić (w wieku 12 lat) stały się jedynie utrapieniem. Kręcone włosy mają to do siebie, że raz mogą wyglądać zjawiskowo (najczęściej wtedy, kiedy człowiek nie musi się nikomu pokazywać), a na drugi dzień można je przyrównać do fryzury mokrego psa (głównie wtedy, kiedy człowiek ma wystąpienia publiczne). Nie mówiąc o tym, jak komicznie wyglądałam z tymi lokami, kiedy w okresie nastoletnim słuchałam gangsta rapu i nosiłam się jak skejt…

Bałam się jednak radykalnych zmian – z perspektywy czasu uważam, że był to ten sam strach, który towarzyszy przeglądom szaf i pozbywania się rzeczy ze schowków. Człowiek przyzwyczajony całe życie do pewnych zachowań czy rytuałów nie bardzo ma ochotę na poznawanie czegoś nowego. Bardzo długo zajęło mi dojście do tego, że krótkie włosy są praktyczne i naprawdę twarzowe. Wiecie, wydawało mi się, że moje długie loki to atrybut kobiecości, który stracę bezpowrotnie obcinając je na krótko. Podjęcie decyzji o wizycie u fryzjera ułatwił fakt, że po ciąży zaczęłam nadmiernie tracić włosy i nie mogłam zbyt wiele zrobić, by to zamaskować, trzeba je było obciąć. I całe szczęście! Uwielbiam moje krótkie włosy! A jak się okazuje, nie zatraciłam żadnej kobiecości, po prostu ewoluowała. To nie fryzura zdobi człowieka – aczkolwiek może mu w tym pomóc – a to, co promieniuje z wnętrza.

Po moich kręconych włosach nie ma już śladu, są krótsze więc i cięższe, co uniemożliwia mocny skręt. Od czasu do czasu coś tam mi się zawija nie tak, jak bym tego chciała, jednak zaakceptowałam to. Dla mnie krótkie włosy to kolejny krok na drodze do minimalizmu – nie wymagają już tyle zabiegów pielęgnacyjnych, czasochłonnego układania, wiecznego poprawiania w ciągu dnia. Mogłam pozbyć się prostownicy, gumek, spinek, wsuwek, specjalistycznych grzebieni czy piankowych papilotów. W czasie upałów nie muszę kombinować, co zrobić z włosami, żeby nie umrzeć z gorąca, a podczas deszczu nie muszę się bać jego szkodliwych efektów. Jestem przekonana, że przez najbliższe lata nie zdecyduję się na zapuszczanie loków – cały czas pamiętam, jak niepewnie czułam się w długich pasmach i porównuję to z moim świetnych samopoczuciem teraz, kiedy noszę je krótkie.

Kiedy kilka lat temu przeczytałam, że Leo Babauta – guru minimalistów – goli się na łyso, by ograniczyć do minimum zabiegi pielęgnacyjne związane z utrzymaniem fryzury, wydało mi się to dziwne. Nadal zastanawiam się, czy rzeczywiście dzięki goleniu głowy oszczędza czas, który mógłby poświęcić na jej mycie np. pod prysznicem, jednak mogę się domyślać, dlaczego podjął taką decyzję. Krótkie włosy to dla mnie spore ułatwienie i wygoda, mniej trosk (jak się uczesać? czy dzisiaj się pokręcą? gdzie jest moja prostownica?) i wiele czasu zaoszczędzonego na zabiegi pielęgnacyjne, za którymi nie przepadam. To prawda, muszę częściej odwiedzać fryzjera (krótkie włosy zbyt szybko rosną), ale jest to jedna z niecodziennych przyjemności, bo u mojego mistrza (Daniel Pasierb jest najlepszy!) panuje rodzinna atmosfera, kawa jest pyszna, a muzyka w tle bardzo mi pasuje. Podobno kobieta, która skraca włosy zmieni swoje życie. Chyba coś w tym jest.

Więcej o mojej decyzji i motywacji związanej ze skróceniem włosów przeczytacie w archiwalnym wpisie sprzed roku “Krótko coraz krócej“.

Przeczytaj także

  • magda

    Mi byłoby szkoda tak pięknych włosów, sama miałam długie i ze względów zdrowotnych osłabiły się i musiałam je skrócić. A z punktu widzenia minimalizmu sądzę że nie jest to aż taki problem Teraz mam średniej długości, a dawniej miałam długie a i tak używam tyle samo szamponu co wtedy Nie farbuję ich i jakoś szczególnie nie stylizuję także wydatki są organiczone A czas jedynie tyle co na umycie Może chwilę dłuzej trwało rozczesywanie ale to bardziej ze względu na gęstość Lubię minimalizm (choć nie skrajny), ale akurat co do włosów nie mogę przyznać racj. Każdy ma prawo do własnego zdania i post nie ma być krytyką tylko przedstawieniem innego punktu widzenia. Osobiście nie łączę długości włosów z siedzeniem przed lustrem i wydawaniem na kosmetyki ( sama wiem że o ile są mocne to są piękna, a jak się osłabią to drogie odżywki na niewiele się zdają) Dla mnie włosy to jedna z tych ozdób, które są naturalne i nie wymagają wizyty w sklepie

    • Jasne, zgadzam się z Tobą! Każdy ma też inny typ włosów, inaczej mu się układają. Ja miałam spore problemy z układaniem, a nawet jak miałam półdługie (jak na zdjęciu z 2012), to niby nie musiałam ich długo stylizować, a jednak w ciągu dnia wyglądały fatalnie, traciły objętość, podkręcały się… Dlatego w poście podkreślam “dla mnie”, bo to moje doświadczenia z długimi i krótkimi włosami, nikogo nie zamierzam przekonywać, że to jedyna droga. :)

  • MartaObdarta

    Witaj Kasiu :) o włosach to ja się muszę odezwać :) wiesz….nigdy nie myślałam, że włosy krótkie to minimalistyczne….ale i tak do tego można podejść. Ja z natury chomik….zawsze wszystko zbierałam, ale z włosami szalałam od zawsze…..Teraz mam króciutkie i ciemne….a całe życie byłam blondynką….ale jak przyszła wiosna…trzeba było coś odmienić. Moja fryzjerka się śmieje, że lubi takie klientki…miewałam włosy krótkie, nawet z podgoleniem, a potem zapuszczałam i miałam trwałą, a potem znowu ścinałam na króciutko :) tak kilka razy…włosy odrosną, a metamorfoza dla kobiety bezcenna :) a co do kobiecości….mój mąż zawsze lubił krótkie włosy i dzięki nim tak naprawdę go zdobyłam….zresztą jakoś zawsze mnie jako kobiecie podobały się filigranowe dziewczyny z krótkimi włosami i wydawały mi się niesamowicie seksowne :) także trzeba próbować różnych rzeczy :) a moja mama…kocham ją nad życie, ale od zawsze jak wracałam od fryzjera, to się jej nie podobało, bo za krótka grzywka, albo za ciemne włosy….a potem jakoś się przyzwyczajała :) także jak szaleć to szaleć :)

    • O tak :) Niektórzy lubią radykalne zmiany, inni lubią to, co znane. A mamy chyba już tak mają ;) Ciekawa jestem, co wymyśli kiedyś moja Maja, bo kręcone włosy odziedziczyła po rodzicach :D Na razie wygląda jak mały aniołek z tymi loczkami, zobaczymy, co będzie później…

  • Anna Sroczyńska

    Kasiu nic dodać nic ująć :) ja tylko dodam że pod Twoim wpisem z przed roku pisałam że boba nie zmienię a jednak rok później zmieniłam go na rzecz jeszcze krótszej fryzurki :)

    • A kusiło Cię ostatnio, żeby zapuszczać? :)

      • Anna Sroczyńska

        nieeee, wręcz przeciwnie kusi mnie coraz krócej ;)

        • Też zawsze Danielowi mówię “krócej, krócej!”, ale ufam mu, bo zawsze wie, co mam na myśli :)

          • Anna Sroczyńska

            najważniejsze to trafić na odpowiedniego fryzjera i chyba obie tak trafiłyśmy :) ja przyznam szczerze że zawsze mi się podobały krótkie fryzury i teraz można powiedzieć że spełniło się moje marzenie o wygodnej krótkiej fryzurze :D a z krótkimi też można szaleć i zmieniać :)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Moja włosowa historia to sinusoida. Najdłuższe miałam w liceum. Zawsze ścięcie włosów oznaczało zmiany w sercu. Największa z zmiana: z włosów za ramiona obcięłam na takie przed ucho! (Niestety u niekompetentnej fryzjerki więc zamiast pięknej krótkiej fryzury miałam postrzępione coś). Później zapuszczałam i trochę eksperymentowałam z cięciem, by w 2013 roku na wiosnę wylądować znowu w krótkich.
    Od listopada zapuszczam. Lubię moje włosy, są bardzo ładne i chcę, aby były moją ozdobą. Zabiegi pielęgnacyjne nie są uciążliwe, wypracowałam po prostu dobre nawyki. Trochę więcej pieniędzy przeznaczam na kosmetyki do włosów, ale nie wydaję na makijaż, kosmetyczkę, minimum na ubrania, więc czuję się usprawiedliwiona :) Chciałabym włosy do ramion :) Jak zaczną mi przeszkadzać albo się znudzą, to pomyślę nad cięciem :)
    Twoje kręcone w 2002 coś niesamowitego <3

    • Oj moje włosy z 2002 nie utrzymały się długo (jak zresztą widać w 2008), jakby były takie cały czas to pewnie nadal nosiłabym długie…

      Moje włosy zawsze był kapryśne i kiedy wydawało mi się, że już znalazłam idealną kompozycję specyfików nagle coś się działo i trzeba było szukać dalej. Dla mnie więc krótkie pasma to wybawienie, ale nie utrzymuję, że dla każdego tak musi być :) Trzymam kciuki za Twoje zapuszczanie :D

      • Agnieszka Kulawczyk

        moje też są kapryśne i lubią się wywijać po swojemu, kciuki się przydadzą :) Ale czego się nie robi, aby pięknie wyglądać w “tym” dniu :P

        • Ja w “tym” dni je tak pospinałam, że wyglądałam trochę jak łysa ;) Ale każdy ma jakąś wizję, którą po kilku latach weryfikuje… Tym bardziej Cię wspieram w zapuszczaniu!

  • Kasiu! Ja tak samo jak Ty nosiłam długie włosy – bo oczekiwali tego ode mnie rodzice, bo im się takie podobały i wszystkim dookoła tylko nie mi samej. Tyle, że moje były proste jak druty, chociaż chciałam kręcone. Nie dogodzisz kobiecie…Więc wieku 18 lat obcięłam na krótko, czując ogromną ulgę i satysfakcje. I nawet do ślubu szłam w krótkich włosach:) Później zapragnęłam znowu mieć dłuższe włosy, może dlatego, że nastała moda na włosomaniactwo i długie włosy (jak to nazywa jedna ze znanych mi pań “moda na topielicę”), zapuszczałam, dzielnie pielęgnowałam i nawet katowałam się piciem drożdży dla szybszego porostu. Ok, ponosiłam, podobały mi się, ale znowu naszła mnie ochota na zmianę. O której już wiesz. I uwielbiam swoją nową fryzurę! Jest prosta w utrzymaniu i pielęgnowaniu, co oszczędza mi sporo czasu i nie muszę się zastanawiać rano myć? nie myć? a może spiąć? itd…

    • Mamy wiele wspólnego :) miałam podobne dylematy. Trochę żałuję, że obcięłam się na krótko dopiero niedawno.

      • Do niektórych decyzji trzeba dorosnąć:)

  • Wszystkie fryzurki świetne: to mega uczucie, odnaleźć w końcu swoją ulubioną fryzurę :) Ja mam zbyt słabe włosy na krótkie cięcie (nosiłam wiele lat boby, grzybki i inne takie, ale zawsze był przyklap), więc wciąż szukam idealnej długości. Krótkie to było ciągłe odgarnianie, codzienne mycie i suszenie do zupełnie suchych. Brrr. Na razie: równe do ramion, żadnych cieniowań. Od 4 lat nie farbuję włosów – to jest dopiero oszczędność! Za fryzjera robi mój chłopak. A moja ulubiona fryzura to taki trochę poplątany koczek – w nim czuję się najbardziej sobą i jakby się dało, to bym go przykleiła na trwałe :D

    • Cieszę się, że zostawiłaś komentarz :) nie uważam, że krótka fryzura jest dla każdego. U mnie działa, ale u Ciebie np. się nie sprawdziła. I tak jak piszesz – fajnie w końcu znaleźć swoją ulubioną długość :)

  • Miałam krótkie przez około 10 lat (23-33 rok życia) i mam mieszane uczucia. Mam naturalnie proste włosy, gdy są krótkie sterczą jak patyki albo ulizują się pod czapką. W dodatku rosną bardzo szybko i ciągle musiałam je strzyc, z tym, że nosiłam bardzo krótkie – mniej więcej na palec po strzyżeniu, a strzygłam się sama. Moim zdaniem wymagały więcej pracy niż długie, a jedyną zaletą było szybkie wysychanie. Teraz mam długie i praktycznie nic nie muszę z nimi robić.
    Ponadto istnieją ciekawe teorie mówiące o tym, że długie włosy, zwłaszcza u kobiety (oraz broda u mężczyzny) służą jako naturalne anteny przekazujące energię (?) czy inne informacje o otaczającym świecie, raczej tym pozazmysłowym (?). Te teorie można poczytać na przykład na różnych neosłowiańskich portalach. Ponoć włosy rozpuszczone wydatkują energię na zewnątrz – na przykład kobieta nie powinna chodzić tak po ulicy, związane w kucyk dodają energii, ale mogą prowokować agresję, natomiast najkorzystniejsze są upięcia w postaci różnych warkoczy. Ponoć odczucie przypływu energii po strzyżeniu jest spowodowane tym, że nagle i jednorazowo uwalnia się duża energia zmagazynowana we włosach. Nie wiem, na ile w tym prawdy (chyba jestem jednak zbyt racjonalna…), proponuję potraktować zatem tę niewątpliwie interesującą teorię z przymrużeniem oka. ;)

    • Catherine Sophie

      Mam dokładnie tak samo.

    • Bardzo ciekawe informacje, ale rzeczywiście traktuję je z przymrużeniem oka. Mam wrażenie, że moje długie loki odbierały mi energię, bo teraz czuję się o wiele lepiej :)

  • Catherine Sophie

    Ciekawostka – u naturalnie żyjących ludów: słowian, indian, rasta, itd – nie znajdziemy ludzi (nawet mężczyzn) ze ściętymi włosami, wszyscy noszą długie. Nasze włosy są trochę jak wąsy kota – obcięte upośledzają nas. Według mnie wyglądałaś dużo lepiej i młodziej w długich włosach. Ale to tylko moje zdanie.

    • Wyglądałam młodziej, bo byłam młodsza ;) A tak na serio to wygląd nie jest ostatnio moim priorytetem. Stawiam na dobre samopoczucie, a to niewątpliwie dają mi krótkie włosy :)

  • Ostatnio siedziałam u fryzjera i byłam gotowa na drastyczną zmianę długości. Skończyło się na skróceniu tylko o 2 cm, a to dlatego, ze przy gremialnym porównywaniu twarzowości zmiany wszyscy fryzjerzy doszli do tego, że w dłuższych lepiej. Cóż. Z pomocą przyszła mi jednak szczotka, dzięki której bez problemu mogę rozczesać włosy po umyciu. To mnie ratuje, ale szkoda, ze musiałam coś kupić po to, żeby zlikwidować problem.

    • Jasne, krótkie włosy nie są dla wszystkich. Dużo zależy od samych włosów i osobistych preferencji. Ja tak bardzo cieszę się z posiadania krótkiej fryzury między innymi dlatego, że wystarczy je umyć i wysuszyć. W ciągu dnia przeczesac palcami i już :)

  • Lotus Eater

    Kasiu miałaś przepiękne włosy. Ale szczerze to w tych krótkich wyglądasz lepiej, nie wszystkim taka fryzura jak masz obecnie pasuje. Ty wyglądasz ślicznie:) Ja kiedyś obciełam się troszkę dłużej niż Ty teraz i płakałam przez pół roku dopóki mi nie zaczęły odrastać tak zebym mogła je związać. Krótkie zwyczajnie mi nie pasują, pamiętam jak wszyscy mi mówili dyplomatycznie że lepiej mi w dłuższych, tylko po to żeby mi nie powiedziec “wyglądasz okropnie”, ale tak sie czułam. Dlatego teraz mam długie, uwielbiam warkocze , kucyki itp. Tym bardziej że w przeciwieństwie do Ciebie, całe dzieciństwo mama mnie scinała na krótko i zawsze jak mi trochę podrosły znowu mi ścinała , zazdrościłam koleżankom ich długich włosów. No i skoro mam teraz wybór to stawiam na długie. Ale jak wiadomo to indywidualna sprawa kazdej osoby:)

  • Ja mam długie włosy z lenistwa. Rano zaplączę, przyszpilę i mam z głowy (nota bene). Nie poprawiam fryzury w ciągu dnia, a krótkie włosy chyba tego wymagają jeśli chce się wyglądać “jakoś”.

  • Ja też zawsze miałam długie i w końcu się zbiesiłam (mam krótkie od 2 miesięcy a moja mama nadal lamentuje:P) Kocham moją fryzurę i żałuję, że tak późno się zdecydowałam.

  • A ja w ciąży zaczęłam zapuszczać włosy. Nie straszne mi było nawet wypadanie po… Teraz mam za łopatki i czuję się wspaniale. Chociaż w krótkich (za ucho) też dobrze się czułam… Jednak na takie mega krótkie, trzeba mieć i charakter i “kształt głowy” (nie wiem jak to określić :P)

    Najbardziej podoba mi się Twoja fryzura z 2008 <3 Zawsze marzyłam o takich włosach :)

  • Marta

    Ja odkąd ścięłam włosy muszę się bardziej nabiedzić, żeby wyglądały. Wydaje mi się, że najwięcej zależy od indywidualnych preferencji włosa i człowieka. :) Ale przyznam, że samo ścięcie było w pewien sposób oczyszczające i dobre (ścięłam rok temu, na peruki dla chorych dzieci). Teraz je zapuszczam, ale nauczyłam się i uczę wciąż wielu rzeczy o sobie dzięki temu. :)

  • Gosia

    A ja powiem tak. Wiek wiekiem ale w dłuższych włosach wyglądasz jak dziewczynka (nawet w 2012 roku) a w krótszych wydajesz się być pewną siebie, zadowoloną, młodą kobietą. Przynajmniej takie mam wrażenie skupiając się tylko na tym co emanuje ze zdjęć. :) I w mojej opinii zdecydowanie lepiej Ci w krótkich. :) Przyznam, że zawsze podziwiałam kobiety w krótkich fryzurach bo wydaje mi się, że trzeba być naprawdę pewną siebie i swojej kobiecości osobą aby zdecydować się na taką fryzurę w czasach w których większość deklaruje, że kobieta powinna mieć długie włosy i koniec kropka. Jakby to właśnie one były wyznacznikiem “kobiecości”. Bez przesady. Sama całe życie nosiłam włosy praktycznie do pasa bo? Właśnie dlaczego? Bo taka była wizja wszystkich dookoła, bo tak się nosiło większość dziewczyn i teoretycznie tak było wygodniej “w razie czego upnę w ogon i po sprawie”. Jednak mając bardzo gęste włosy noszenie ich spiętych cały dzień odciska się bólem skalpu wieczorem. >.< A mówi się, że to posiadaczki gęstych włosów powinny je nosić długie… ooo nie… no way! Przecież to swoje waży! Po 26 latach w końcu ścięłam włosy do ramion i jestem zachwycona. Tyle mnie ominęło. Nic mi nie ciąży… nie są one ani krótkie ani długie… na tę chwilę czuje, że to idealna długość dla mnie.Tak więc dziewczyny nie bójcie się eksperymentować po swojemu. Włosy nie ręka, odrosną. A w życiu są poważniejsze problemy i potrzeby niż ciągła próba sprostania wciąż żyjącym stereotypom. Czasami trzeba być egoistą i pomyśleć o swoich potrzebach choć mam wrażenie, że do ścięcia włosów i zaakceptowania krótszej fryzury trzeba po prostu dorosnąć. ;)

    • Dziękuję za ten komentarz! Potwierdziłaś to, co chciałam przekazać, że każdy powinien szukać swoich rozwiązań, bo mogą dać niespodziewane rezultaty. No i widzę, że mamy podobne doświadczenia (ale inne włosy, ja mam cienkie i rzadkie, ale dzięki krótkiej fryzurze wyglądają na gęste).

  • Małgorzata eS

    Temat na tyle mnie zainteresował, bo i mnie dotyczy, że postanowiłam nawet go zilustrować zdjęciami. Dla lepszego kontrastu oba zrobione są na tle tej samej ściany :) To moje włosy przed i po ścięciu (podczas jednej wizyty, a ścięte włosy powędrowały do fundacji, także nic się nie zmarnowało).
    Wiele osób uznało moją decyzję za bardzo odważną, bo przecież miałam takie ładne włosy. Ano miałam, bo bardzo o nie dbałam, co też wymagało wiele zachodu, ale efekt był tego wart: włosy były miękkie, gładkie i lśniące (często pytano mnie o to, czy używam prostownicy;). Jednak zauważyłam, że od kilku miesięcy moją ulubioną fryzurą stał się kok lub warkocz i że naprawdę muszę mieć dobry nastrój i motywację, żeby wyjść w rozpuszczonych.
    Dlatego zapadła decyzja o zmianie, a długość tej zmiany podyktował artykuł o fundacji zbierającej włosy na peruki, bo na początku chciałam zostawić trochę krótsze, ale wtedy te ścięte byłby za krótkie, by mogły zostać wykorzystane. Poza tym bardzo pomógł mi w decyzji mój narzeczony i to jednym zdaniem: „No przecież odrosną” ;)
    I jestem baaaaardzo zadowolona z tej zmiany. Co prawda teraz muszę się bawić w modelowanie, ale mam tak dobrze ścięte włosy, że nadawanie im kształtu zajmuje góra 10 minut i tak trzymają się cały dzień! Poza tym fryzura jest tak uniwersalna, że pasuje i na co dzień i na okazje (a przy długich, na okazje, jednak nie obeszło się bez wizyty u fryzjera).

    Poza tym ta etykietka o odmładzającym działaniu, przyczepiona do długich włosów, nie sprawdza się na wszystkich, bo ja akurat w krótszych włosach czuję się i wyglądam młodziej ;)

    • Małgosiu, bardzo Ci dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami i zdjęciami. A z tym odmładzaniem to szczerze mówiąc wolę wreszcie wyglądać poważniej, bo zawsze wyglądałam “smarkato” i ludzie czasami lekceważyli moją osobę myśląc, że jestem o wiele młodsza i nie mam nic do gadania ;)

      • Małgorzata eS

        A tak dodałam na marginesie, żeby pokazać, że nawet w kwestii włosowego odmładzania nie ma reguły :)
        Dodam jeszcze taką ciekawostkę, że dopiero teraz, gdy mam dużo krótsze włosy, nabrałam chęci na małe eksperymenty: a to sobie wysuszę na prosto, a to podkręcę lokówką, a to zrobię jakiś ‘artystyczny nieład’ itp. Teoretycznie to długie włosy dają wachlarz możliwości, ale jak widać tu też nie ma reguły ;)

        • Mam podobnie :) zawsze uważałam, że krótkie włosy to więcej możliwości eksperymentow i teraz mogę to potwierdzić.

  • Wow, jakie metamorfozy! Muszę powiedzieć, że w każdej wyglądałaś przepięknie ;)

  • Musiałaś spróbować i teraz wiesz że ta zmiana Ci odpowiada :) Moja próba była bardziej drastyczna, przemawiała za nią chęć zmian i odcięcia się od spraw trudnych. Po zakończeniu bardzo męczącego, pierwszym poważnym związku, jeszcze będąc na studiach ogoliłam głowę. W zasadzie ogoliła mi ją koleżanka i było to tylko pół głowy :P Drugie pół zostało trochę dłuższe. Fryzura która totalnie do mnie nie pasowała i w której wyglądałam okropnie, ale wtedy była mi potrzebna taka zmiana. Efektem tych wariacji na temat włosów jest zdjęcie które nadal mam w dowodzie, a które przypomina mi że włosy to nie zęby i odrastają ;)
    A teraz noszę długie włosy, nie prostuję, nie upinam i jeśli nie muszę to nie suszę ich suszarką. Jedyny absorbujący zabieg to olejowanie, bo i do fryzjera chodzę raz na ruski rok. Total minimal :P

  • Zdecydowanie wyglądasz teraz dojrzalej, z klasą! Pamiętam kiedy miałam tak samo krótkie włosy jak ty! Czy nawet krótsze ;) I żyło mi się z nimi bardzo dobrze, rano faktycznie mialam wiecej czasu dla siebie, myłam je rzadziej, a jesli już, to zajmowało to mniej czasu niż przy długich włosach. Ale chyba najlepiej czuje sie w tej pośredniej długości ;) Bo sześc lat temu wyglądałam jak nieco pyzowaty Justin Biber ;)

  • Tak jak ty ,cale dzieciństwo marzyłam o dłuuuugich włosach i nigdy nie mogłam zapuścić dłuższe niz do ramion bo moja mama uważała ze ”do ucha” najlepiej dla ciebie. Ta mysl o ”długich” włosach trzymała mnie cala młodość szkolna i czasy studiów. Zapuszczałam cale życie. Tylko raz ścięłam po ślubie gdy od farb miałam zniszczone włosy i poczułam sie z krótkimi wspaniale. Ale znowu zostałam przekonana by zapuszczać- tym razem przez meza.I zapusilam naprawdę długie -prawie do pasa. Marzenie o długich włosach starło sie z rzeczywistością..i nie było z nimi wygodnie. Nigdy nie mogłam ich rozpuścić przez angielskie wiatry, długie suszenie, układanie, maski, olejki i inne zabiegi by utrzymać je w dobrym stanie. Zaczęło mnie to męczyć szczególnie ze moj czas jest ograniczony przez dwa male misiaki;) Do tego zaczęły wypadać i znowu obcięłam. Mam krótsze od ciebie. I czuje sie z ta fryzura fantastycznie. tak jak kiedyś. Rozumiem twój zachwyt krótkimi. Szybka pielęgnacja, brak zmartwień rano;) Nic ich nie ruszy, zawsze wyglądają dobrze, Zawsze dobrze ułożone. Nie każdemu podobają sie krótkie , nie każdy je lubi. Ja uważam ze krótkie włosy sa piękne i czuje sie z nimi wspaniale. to brak zmartwień

    • Nic dodać, nic ująć :) mnie na razie nikt nie przekona do zapuszczania, ale kto wie co będzie za kilka lat. Na razie niezbyt dobre wspomnienia związane z długimi włosami skutecznie od tego mnie odstraszają :)

  • Ania

    Zmusiłaś mnie do niezłej burzy mózgów (a raczej mózgu, bo myślałam sama :D), kim jest Daniel Pasierb, skąd ja znam to nazwisko i mam! Miałam nieprzyjemność oddać mu swoją głowę, szczęśliwie tylko raz :) ale to świetnie pokazuje jak różni ludzie odbierając otoczenie oraz tych samych ludzi w zupełnie różny sposób. Ja czułam się w tym salonie fatalnie, jakbym mu przeszkadzała, a na koniec wyszłam z fryzurą, w której wyglądałam i czułam się fatalnie, włosy się nie układały, koszmar. Ale poszłam tam z polecenia znajomego, któremu świetnie dobrał fryzurę. Niestety po mojej wizycie powiedział, ze no faktycznie, jestem osobą, która od Daniela wyszła z gorszą fryzurą niż przyszła :P ale to było już chyba 4 lata temu.
    Podsumowując, z uśmiechem na twarzy stwierdzam, że dla każdego coś innego (i miłego) i każdy powinien odnaleźć swojego fryzjera (bo ja też już swojego mam – żeby nie było, że jestem taką wiecznie niezadowoloną marudą).
    Pozdrawiam serdecznie :)

    • O widzisz, Aniu, zgadzam się, że trzeba mieć dużo szczęścia, żeby znaleźć dobrego fryzjera, który nas “wyczuje”. Ja już od pierwszej wizyty zostałam stałą klientką Daniela i zawsze wychodzę zadowolona, ale słyszałam różne opinie o efektach jego pracy. Zresztą, on ma czasem różne wizje, nie zawsze zbieżne z naszymi, trzeba czasem go utemperować ;)

  • Słuchałaś jako nastolatka gandsta rapu? :D Nie wyobrażam sobie Ciebie jako skejtówy :)))
    Ja sobie też ostatnio obcięłam włosy – po dekadzie zapuszczania i noszenia szopy niesfornych fal, mam teraz z 15 cm na głowie i czuję się jak łysa :D Czekam więc aż trochę przywyknę do lekkości.

    • O tak, widziałam, że zrobiłaś to w szczytnym celu :) W każdej fryzurze będzie Ci pięknie! I tak, słuchałam gangsta rapu i nadal go chętnie słucham ;) Długo nosiłam gacie z krokiem w kolanach i bandanę na głowie, co za szalone czasy :D

      • O tak, czego to człowiek nie robił jak był nastolatkiem :D Ja byłam punkówą. I w sumie do tej pory mi wiele z tego zostało :D