Książki

Marie Kondo “Magia sprzątania”

13/04/2016

Jeszcze niedawno śmiałam się, że przeczytałam już tyle recenzji książki Marie Kondo “Magia sprzątania”, że właściwie nie muszę do niej zaglądać. Znalazłam dobrą promocję na jej wersję elektroniczną, więc postanowiłam jednak zasiąść do lektury tej szeroko komentowanej pozycji i sama się przekonać, czy metody sprzątania według KonMari  rzeczywiście działają, jak uważają niektórzy, czy też są mało odkrywcze – jak sądzą inni. 

Do “Magii sprzątania” podeszłam z otwartym umysłem, ale z pewnym bagażem doświadczeń na polu sprzątania małego mieszkania ludzi dążących do minimalizmu. Z każdą kolejną linijką odkrywałam, że pomimo bycia bałaganiarą (w przeciwieństwie do Marie Kondo) podobnie jak ona sama dochodziłam do pewnych “objawień” na polu oczyszczania przestrzeni. Zamiast pozbywać się rzeczy wymyślałam coraz to ciekawsze sposoby na ich gromadzenie, a dopiero po pewnym czasie doszłam do wniosku, że lepiej jest pozbyć się tego, co niepotrzebne, by oszczędzić czas, energię i pieniądze poświęcane na kategoryzowanie, układanie, przecieranie, przekładanie…

Początkowo miałam wrażenie, że KonMari – bo taki przydomek przyjęła autorka – w “Magii sprzątania” poświęca więcej czasu na opowiadanie o genezie swojej pracy i doświadczeniach ze sprzątaniem domów swoich klientów niż na przekazanie, co takiego nowatorskiego jest w jej metodzie. Nie da się jednak ukryć, że  rozpoczęcie sprzątania domu od pozbywania się tego, co niepotrzebne, nie jest w naszej zachodniej kulturze aż tak rozpowszechnione. Pionowe układanie przedmiotów na półkach i w szufladach czy kolorystyczne uporządkowanie ubrań w szafie to też metody, z którymi nieczęsto spotykamy się w poradnikach dla perfekcyjnych pań domu. Ale już przechowywanie toreb jedna w drugiej czy wykorzystanie pudełek po butach na przechowywanie jest dla mnie od dawna oczywiste. Weźmy jednak pod uwagę, że każdy ma inne doświadczenia i przyzwyczajenia i nawet tak ewidentne rzeczy dla niektórych mogą być niemałą rewelacją (jak np. nietrzymanie kosmetyków pod prysznicem czy chowanie gąbek i płynu do naczyń, by nie zagracać kuchennego zlewu).

W wielu recenzjach książki Marie Kondo wyśmiewa się niektóre dziwne zwyczaje autorki, tj. rozmowy z rzeczami czy dziękowanie tym przedmiotom, z którymi się rozstajemy. Szczerze mówiąc być może takie podziękowania są dziwne, ale bardzo przekonuje mnie argumentacja KonMari:

Moi klienci nauczeni traktować swoje ubrania z szacunkiem, zawsze mówią mi: “Moje ubrania starczają na dłużej. Swetry nie mechacą się tak łatwo, nie oblewam ich też bez przerwy”. To pokazuje, że dbanie o własne rzeczy jest najlepszym sposobem na zmotywowanie ich do wspierania ciebie jako właściciela. Kiedy dobrze traktujesz swoje rzeczy, zawsze ci się odwdzięczą.

Wybierając minimalistyczne myślenie stawiamy na jakość, ale nawet najlepiej wykonany przedmiot nie będzie nam długo służył, jeśli nie będziemy o niego dbać. Właśnie takie “gadanie” do ubrań czy książek, nadawanie przedmiotom cech ludzkich i człowieczego statusu może nam pomóc docenić to, co mamy. Przyznaję, że czasem mam w zwyczaju rzucić gdzieś torebką po przyjściu z domu, jednak ostatnio powstrzymuję się przed tym – nie tylko dlatego, że moja torebka jest piękna i nowa, ale też dlatego, że myślę sobie “Hmm, a co bym poczuła ja sama, gdyby tak ktoś mną rzucił?”. Być może to śmieszne, ale przyjęcie takiej perspektywy sprawia, że inaczej spoglądam na rzeczy, które posiadam. Może rzeczywiście te ściśnięte w segregatorze dokumenty tam się duszą? A może szufladę naprawdę trochę boli jak zamykam ją z impetem zamiast lekko domknąć? Niby to wszystko nieistotne i śmieszne, ale dbanie o własne rzeczy powinno być naszym nawykiem, a ich personifikacja wydaje mi się świetną metodą.

Gdybym przeczytała “Magię sprzątania” kilka lat temu, to na pewno dokonałabym rewolucji w domu. Mimo że do niektórych z metod Marie Kondo doszłam sama i z powodzeniem stosuję je w swoim życiu, to znalazłam tam jeszcze kilka podpowiedzi, co ulepszyć i jak podejść do porządków, by już nigdy nie musieć sprzątać (a taki efekt podobno daje zastosowanie całej filozofii KonMarie). To co proponuje autorka, czyli skupienie się na zatrzymaniu rzeczy dających nam przyjemność, zamiast zwracania uwagi na to, czego chcemy się pozbyć, zdecydowanie ułatwia proces oczyszczania przestrzeni. “Magia sprzątania” to lekka i inspirująca lektura, bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, minimalista i maksymalista, bałaganiarz i pedant. Możecie przeczytać wszystkie recenzje tej książki i na sucho poznać wszystkie metody Marie Kondo, jednak dopiero samodzielna lektura da pełen obraz tego, że warto mieć mniej, by zdobyć więcej.

Jeśli moja recenzja przekonała Cię do przeczytania książki Marie Kondo “Magia sprzątania”, to możesz ją kupić w formie e-booka klikając na poniższy link. Jest to to link afiliacyjny, tzn. że jeżeli dokonasz zakupu za jego pośrednictwem otrzymam niewielką prowizję. Tym sposobem i przeczytasz dobrą książkę, i wesprzesz dalsze funkcjonowanie Drogi do minimalizmu.

Przeczytaj także

  • To moja pierwsza książka o minimalizmie, przeczytałam ją równo rok temu :) po jej przeczytaniu, pozbyłam się jakieś 70% szafy i różnych przedmiotów z domu :) Wiedziałaś, że wydała już kolejną książkę, jeszcze nie zastała przetłumaczona :)

  • Ola

    Nie jesteś ostatnia, zaczęłam czytać ją dosłownie dwa dni temu. Wcześniej słyszałam o tej książce, ale myślałam sobie “co mi jakaś baba będzie mówić jak mam sprzątać, przecież każdy to potrafi”. Czytam powoli, wprowadzam w życie jej rady, a jak uda mi się utrzymać porządek przez dwa tygodnie to chyba wyślę jej kwiaty ;)

    • Haha, no to trzymam kciuki! Też podchodziłam do tej książki z rezerwą, ale wydaje mi się, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, nawet Ci, którzy o sprzątaniu wiedzą wszystko :)

  • Ja przeczytałam jeden rozdział z tej książki. Wyrzuciłam po nim kilka wielkich worków rzeczy i proces ten nadal trwa, więc wiesz… Boję się przeczytać całość… Z jedną rzeczą muszę się z Tobą zidentyfikować – jestem mistrzem w organizowaniu przestrzeni i wymyślaniu nowych szafek, pudełek i innych rzeczy po to, by przechowywać jeszcze więcej :) Takie dwie skrajności…

  • Kasiu, ja książkę czytałam, ale to już pewnie wiesz i np. składanie ubrań w ten sposób praktykuję i sie sprawdza. A co do dbania o torebkę czy buty, odkąd kupuje mądrzej, te dobrej jakości to zawsze pamiętam by schować do szafki w wyznaczone miejsce, tym bardziej, że posiadam kota, który ma ostre pazurki i mógłby nawet niechcący uszkodzić mi te cenne dla mnie rzeczy.

    • mai

      nie mam niestety komody, ani szuflad więc nie mogę spróbować składania ubrań w ten sposób. Bardzo mnie jednak ciekawi, a co się dzieje, jesli wyciągniesz kilka złozonych koszulek i w szufladzie robi sie pustawo? posostałe przecież nie trzymają pionu? nie przewracają się i nie gniotą?

      • Też nie mam szuflad, układam w kartonach:) Bluzki nie przewracają się, chyba, że są z bardzo lejącego się materiału.

    • Pionowe układanie ubrań w szufladzie uważam za jeden z najlepszych pomysłów na świecie :)

  • Uwielbiam Marie Kondo, choć oczywiście to dziewczyna z jakimiś natręctwami (ale kto ich nie ma?) i z tego powodu część blogosfery się z niej podśmiewa. Po lekturze uporządkowałam właściwie tylko nasze szuflady ze skarpetkami, i o dziwo, ta zamian okazała się trwała. Chyba zawsze starałam się dbać o rzeczy, zwłaszcza te ulubione, co dobrze służą, więc podejście Mari jest mi mentalnie bliskie.

    • To że ktoś lubi robić porządki jest nietypowe, może stąd ten chichot. Mimo że jestem leniwą bałaganiarą to znajduję przyjemność w sprzątaniu, więc częściowo również identyfikuję się z KonMari.

  • Słyszałam, nie czytałam ale po przeczytaniu komentarza Przygoda Yvette zaczynam się zastanawiać czy nie sprezentować jej mojej drugiej połówce ;)

  • Maria Dominics

    Ja przeczytałam Magię sprzątania podczas podróży pociągiem w miniony weekend. Książka mi się podobała i kilka pomysłów Konmari zamierzam wcielić w życie. Oczywiście nie będę oryginalna i zacznę od uporządkowania bielizny i skarpetek. Zgadzam się z Tobą Kasiu że w tym poradniku wiele osób znajdzie coś dla siebie. Mnie bardzo spodobał się pomysł witania się z własnym domem po przyjściu. Według mnie to po prostu formą praktykowania wdzięczności za to ze mamy dach nad głową.

    • Na początku trochę wyśmiałam ten pomysł z witaniem domu, ale szczerze mówiąc wpisuje się to w moje praktykowanie wdzięczności. Nadanie przedmiotom czy domowi cech ludzkich jest naprawdę świetnym pomysłem, by docenić to, co mamy.

      • Ruda

        Nie czytałam książki… Piszecie, że należy się witać z domem? W domu moich teściów jest to praktykowane od dawna i ja też to przejęłam kilka lat temu. Jestem domatorką i gdy wracam do domu po podróży to naprawdę jestem szczęśliwa, że weszłam do mojego mieszkania i jestem u siebie.

  • Anna Zumi

    Cieszę się, że pojawiła się u Ciebie recenzja tej książki. Ja również przeczytałam ją niedawno, po 1,5 roku od rozpoczęcia oczyszczania przestrzeni. Tak jak piszesz, z uwagi na dostępność różnych akcesoriów do organizacji coraz mniej oczywiste staje się „oczyszczanie“ rozpoczęte od wyrzucania przedmiotów. Dwa ciekawe aspekty w tej książce to zakaz gromadzenia rzeczy w domu rodziców oraz zakaz oddawania innym rzeczy bez zastanowienia czy te osoby ich potrzebują lub chcą, a jedynie aby stłumić wyrzuty sumienia. Myślę, że każdy z nas miał choćby pokusę, aby w ten sposób „ukryć“ niechciane przedmioty.

    U mnie bardzo sprawdza się metoda składania ubrań i faktycznie dzięki temu na małej przestrzeni możemy pomieścić dużo więcej.

    Książka może nie jest bardzo odkrywcza dla kogoś, kto już przeszedł przez proces oczyszczania, ale tak jak piszesz – pozwala uporządkować pełen obraz własnego postępowania w tym zakresie.

    • O tak, dopiero niedawno namówiłam męża, by ogarnął pozostawiony u rodziców bałagan (wyrzucił wszystko, skoro nie używał tego od ponad 4 lat). Czasami przekazuję niepotrzebne ubrania rodzince, ale jeśli im się coś nie podoba, podają dalej lub wrzucają do kontenerów PCK. Tym sposobem nie mam wyrzutów sumienia, że wciskam im niepotrzebne rzeczy.

      • Dla mnie to jest bardzo ważny aspekt. Wydaje mi się, że często tłumimy własne wyrzuty sumienia tym, że oddajemy coś komuś, kto może nawet to zechce – bo dobre, bo za darmo – ale potrzebuje tej rzeczy dokładnie w tej samej mierze co my. A czy to przypadkiem nie jest tak, że właśnie wtedy powinniśmy mieć wyrzuty sumienia?

        Ja sama byłam wściekła na rodzinę mojego męża, kiedy urządzaliśmy się w nowym (pustym) mieszkaniu, a oni potraktowali to jak okazję do pozbycia się własnego bałaganu. W ten sposób zostałam szczęśliwą właścicielką całej masy fantazyjnych sprzętów z lat 90-tych; trochę zardzewiałych, ale przecież dobrych! Ciotki nawet zapłaciły za transport i za wniesienie na drugie piętro. A kiedy to wszystko wywaliłam, to kto był zły? Ja.

        To jest oczywiście przykład ekstremalny, ale w ogóle często zdarza mi się, że ktoś usiłuje mi coś wciskać; najczęściej ubrania. Odmawiam, ale mimo wszystko te sytuacje raczej nie bywają miłe i wolałabym, żeby się nie zdarzały. Dlatego kiedy ja muszę się czegoś pozbyć, to często wolę tę rzecz wyrzucić i wziąć winę za to marnotrawstwo na siebie.

        Jaki z tego wniosek? Mało odkrywczy: najlepiej nie kupować.

        • O tak, sama już drżę na samo wspomnienie mojej mamy, ilu to rzeczy mi nie da do nowego domu. A ja ich nie potrzebuję i ostatnie co bym chciała na “nowej drodze życia” to jakieś spadki po innych…

          • Anna Zumi

            A kiedy czlowiek nie chce tych “skarbow” to jest niewdzieczny i zly ;)

          • A co najmniej dziwny ;)

          • Anna Zumi

            CO NAJMNIEJ! Bardzo cenie w Tobie Kasiu, ze chetnie wchodzisz w interakcje z czytelnikami! Pozdrawiam :)

          • Nie tylko chętnie z Wami się “integruję”, ale wprost to uwielbiam! :) bez czytelników nie byłoby te bloga, poza tym dyskusje z Wami często inspirują mnie do zmian i własnych poszukiwań.

  • mai

    ta książka była pierwszą jaką w tym stylu przeczytałam. Oczywiste jest, ze niektóre zawarte w niej rzeczy nie przystają do naszej rzeczywistości, więc trzeba samemu wybrać to co możemy z niej wynieść. Z każdą książką tak jest. Jednak, wraz z jej pojawieniem w moim życiu nastąpiła mała rewolucja. W tym roku rozpoczniemy budowę domu, to co wyniosłam z książki zmotywowało mnie,żebym wzięła każdą rzecz do ręki i zastanowiła się : czy chce ją mieć w swoim nowym domu :)

    • Przeprowadzka to świetna okazja, by zastanowić się nad stanem swojego posiadania. Też jestem na tym etapie i wiem, że mnóstwo tego co mam teraz w szafkach nie znajdzie się w nowym domu.