Różności

Wiosna. Pozwólcie, że się przedstawię.

27/03/2016

Bardzo lubię wiosnę i co roku czekam na nią z niecierpliwością, mimo że ostatnimi czasy zimy nie są jakoś wielce nieznośne. Wiosną wszystko budzi się do życia, dzień jest dłuższy, robi się cieplej, więc mamy więcej energii do działania. Wiosna często kojarzy nam się także z wielkimi porządkami, chęcią zmian, szukamy więc przepisów na ulepszenie swojego życia. Zapewne wielu z Was trafiło tutaj właśnie dzięki tej wiosennej energii, w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące Was pytania o to, jak mieć mniej, żeby było lepiej. Często tworząc tekst łapię się na tym, że piszę głównie dla stałych czytelników pomijając pewne fakty, o których już wspominałam w przeszłości. Dzisiaj jednak zwracam się do Was, moi nowi goście – pozwólcie, że się przedstawię.

Mam na imię Kasia. Z wykształcenia jestem tłumaczem hiszpańskiego. Przez trzy lata byłam doktorantką na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego, ale zrezygnowałam, kiedy lepiej poznałam założenia minimalizmu. Decyzja o rezygnacji z pisania doktoratu z języka potocznego na Karaibach nie była łatwa, posądzano mnie o brak ambicji, a promotorka narzekała, jak to dzisiejsza młodzież zbyt łatwo rezygnuje. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze zrobiłam i mimo że czasem brakuje mi naukowych poszukiwań, to rezygnacja z nadmiaru zobowiązań dała mi wiele nowych możliwości. Doświadczenia zdobyte na uczelni wykorzystuję obecnie prowadząc zajęcia ze studentami na jednej z katowickich uczelni wyższych. Wiem, że każde doświadczenie jest bardzo ważne, mimo że zarzekałam się, że nigdy już nie będę uczyć, w tym roku więc postanowiłam zachęcić innych do zdobywania doświadczeń, bo nigdy nie wiemy, kiedy zgromadzona wiedza o sobie i świecie się przyda.

Moja chęć do posiadania mniej kiełkowała powoli. Najpierw zachwyciłam się akcjami typu 30 for 30, dlatego na pierwszy ogień poszła zawartość szafy, ale dopiero niedawno udało mi się skomponować garderobę idealną (moje porady odnośnie tego tematu możecie znaleźć TUTAJ). Po przeprowadzce do malutkiego mieszkania poszukując przepisów na sprytne schowki trafiłam na amerykańskie blogi o minimalizmie, które zdecydowanie mówiły: zamiast szukać miejsca na przechowywanie rzeczy, pozbądź się nadmiaru przedmiotów. Od tamtej pory systematycznie pozbywam się nadmiaru, w czym bardzo pomaga mi mąż-chomik: od 2013 roku mnóstwo niepotrzebnych przedmiotów trafiło do przeróżnych miejsc, część z nich udało się sprzedać, ale sporo po prostu oddaliśmy akceptując fakt, że raz wydane nie wróci. Wszystkie zebrane przez te trzy lata doświadczenia nauczyły nas zupełnie innego podejścia do rzeczy i życia – zamiast kupować szukamy alternatywnych rozwiązań i stawiamy na zdobywanie doświadczeń wiele podróżując. Wprawdzie ograniczając bezmyślne wydawanie zapomniałam jak kupować, jednak uważam, że dzięki takiemu ograniczaniu wreszcie wszystkie moje zakupowe decyzje są dobrze przemyślane.

Minimalizm to nie tylko posiadanie mniej rzeczy, ale rezygnacja z nadmiaru obowiązków, zobowiązań i bodźców. Po okiełznaniu chaosu w otoczeniu ostatnio uczę się uważnego życia, zwalniając tempo, delektując się chwilą. Stawiam na prostotę nie tylko w szafie czy w domu, ale także w kuchni. Po narodzinach córki nasze mieszkanie zaczyna być za małe, dlatego zdecydowaliśmy się na budowę małego domu, do którego planujemy wprowadzić się pod koniec maja (postępami na budowie chwalę się na Instagramie). Zmiana życiowych priorytetów z typowo konsumpcyjnych sprawiła, że zaczęłam inaczej patrzeć na siebie, zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Z dziewczyny która nigdy nie uprawiała sportu stałam się kobietą uzależnioną od ruchu. Regularnie biegam i ćwiczę jogę, cieszę się ze wszystkich rezultatów, poza tym staram się być bardziej zorganizowana.

Dzięki przyjęciu minimalistycznego myślenia zmieniłam swoje życie na lepsze. Oczyszczanie przestrzeni stało się nie tylko nawykiem, ale też lekkim uzależnieniem. Mam mniej rzeczy, za to mam więcej czasu, bo mniej sprzątam i mam inne priorytety. Skupiam się na dobrym przeżywaniu każdej chwili i uczę się optymizmu. Uważam, że minimalizm to radość, bo mniej daje więcej przyjemności niż nadmiar.

Piszę tego bloga po to, by dzielić się z Wami moimi doświadczeniami na tytułowej drodze do minimalizmu, ale też dlatego, że po prostu lubię pisać. To że ta moja sieciowa przestrzeń spotyka się z Waszym uznaniem jest dla mnie największą satysfakcją, ale też motywacją do dalszych zmian. Co jak co, ale perspektywa tego, że patrzycie mi na ręce motywuje mnie do tego, by aktywnie działać na różnych polach, szczególnie wtedy, kiedy mam wszystkiego dość. Dziękuję więc za to, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że nowi czytelnicy staną się stałymi.

Teraz Twoja kolej. Kim jesteś? Jak jest Twoja historia? Jak i kiedy tu trafiłeś/aś? Czym dla Ciebie jest minimalizm? Proszę, przedstaw się. Naprawdę chciałabym Cię poznać.

Przeczytaj także

  • Bardzo fajny wpis podsumowująco-przedstawiajacy.:-) Jestem tu od niedawna, więc tym bardziej chętnie zapoznałam się z Twoją historią. Trafiłam tu przez akcję 12 niecodziennych. Bardzo chętnie zajrzę do innych Twoich wpisów, bo idea minimalizmu staje się mi coraz bardziej bliższa. Pozdrawiam świątecznie życząc by Twoje Święta były takie jakie lubisz. :-)

    • Basiu, cieszę się, że tu trafiłaś i mam nadzieję, że mój blog chociaż trochę Cię zainspiruje do działania. Miło mi Cię poznać :) Mam nadzieję, że Twoje niecodzienne rzeczy znajdą się w marcowym podsumowaniu ( swoje wrażenia możesz wysłać na maila).

  • Kasia / drogadosiebie

    Witaj Kasiu. Tu także Kasia :) Pisałam w komentarzach już nie raz, parę razy spotkałyśmy się też na Instagramie. (Także piszę bloga – drogadosiebie). Moje początki z minimalizmem wiążą się z poczuciem totalnego nadmiaru, nie tylko tego materialnego, ale i tego wszechogarniającego. Zalew informacji, różnych przeżyć, emocji… Zresztą Pisałam o tym w jednym z postów (Moje minimalistyczne początki). Minimalizm jest dla mnie nie tylko kwestią rozprawienia się ze zbyt dużą ilością rzeczy, choć to oczywiście taki najbardziej namacalny rodzaj początku dla każdego, kto zaczyna swą przygodę z minimalizmem. Minimalizm to też coraz bardziej kwestia zmiany myślenia, podejścia do życia, świata. Przyznam, że o wielu tematach, które przytoczyłaś w powyższym poście, ja także już pisałam u siebie. Choćby o tej potrzebie zatrzymania się choć na chwilę w tym codziennym pędzie (np mój post: Zima po raz drugi)
    I coraz bardziej też widzę wiele rzeczy, które nas łączą :) I jak to miło mieć świadomość, że gdzieś tam w świecie jest też inna osoba, która myśli podobnie jak ja. Że w tym jakże coraz bardziej innym od dotychczasowego sposobu patrzenia na świat – bardziej prostym sposobie – nie jestem osamotniona :-) Pozdrawiam Cię serdecznie ze słonecznej Wielkopolski :)))))

    • Kasiu, dziękuję za komentarz! Bardzo miło mi Cię lepiej poznać. Przyznaję, że nie zawsze mam okazję zaglądać na blogi moich czytelników, ale tym opisem bardzo mnie zainteresowałaś swoim miejscem, na pewno do Ciebie zajrzę!

  • Magda Kędzierska

    Cześć Kasiu, już trochę się poznałyśmy, mam na imię Magda i jestem żoną, mamą dwuletniej córeczki, a zawodowo zajmuję się książkami i to pod wieloma względami. Moja przygoda z minimalizmem zaczęła się od przedślubnego remontu 4 lata temu i wyrzucenia części książek, potem były porządki w szafie, a apogeum nastąpiło kiedy byłam w ciąży i zwyczajnie nie miałam siły ani ochoty sprzątać i pomyślałam, że z małym dzieckiem przy boku to nie tylko siły, ale i czasu na sprzątanie nie będę mieć, więc zaczęłam segregować rzeczy – mnóstwo oddałam lub sprzedałam, i teraz sprzątanie zajmuje mi 30 minut, a podczas pracy (pracuję w domu) nic mnie nie rozprasza:) Nie lubię nazywać siebie minimalistką, bo się za takową nie uważam, wolę określenie slow life, bo uprawiam minimalizm na własnych zasadach, wybierając z niego to co pasuje do mojego charakteru i stylu życia:)

    • Droga Magdo, dziękuję za komentarz :) Etykietka “minimalista” to trochę szufladka, ale też zwykłe uproszczenie, żeby nie musieć się cały czas tłumaczyć, dlaczego się wybiera mniej, a nie więcej ;) U mnie mniej sprzątania to też była duża motywacja do zmniejszenia posiadania i rzeczywiście działa.

  • Super przedstawienie ponowne;) Mnie Kasiu już chyba znasz, co mogę jeszcze od siebie dodać jestem kosmetologiem, manicurzystką, wizażystką od czego po części w blogowej przestrzeni się odcinam. Ciągle poszukuję swojego miejsca, ścieżki kariery, która by mnie satysfakcjonowała w 100% i pozwalała żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami w tym minimalizmie i powolnym życiu. I na mnie podobnie jak u Ciebie, na minimalizm wpadłam szukając pomysłów na urządzenie swojej przestrzeni mieszkalnej i z roku na rok coraz mniej potrzebuję, mniej wymagam od rzeczy materialnych, a stawiam na rodzinę i życie tu i teraz;) Co oczywiście nie znaczy, że nie myślę o przyszłości, bo byłoby to raczej nieodpowiedzialne, myślę o niej, ale nie w kontekście nowego samochodu, większego domu i posiadanych przedmiotów…

    • Bogusiu, jesteś jedną z moich najwierniejszych czytelniczek i dziękuję Ci za to, bo pisząc teksty często mam Ciebie w głowie jako punkt odniesienia. Po prostu wiem, że zawsze przeczytasz to, co opublikuję. Uważam, że to niesamowite. Mam nadzieję, że kiedyś będzie nam dane lepiej się poznać w realu :)

  • fajnie, że piszesz, to motywuje i pozwala na przemyślenia :) ja próbuję minimalizmu od kilku lat, mój mąż jest po prostu minimalistą, to co dla mnie jest osiągnięciem dla niego jest normalką :) a uważności uczy nas synek :) nikt nie potrafi tak żyć chwilą jak małe dzieci, to piękne, szkoda, że z czasem tracimy to coś :/

  • MartaObdarta

    Witaj Kasiu :) jejku…czytam Twojego bloga od dłuższego czasu, ale raczej jestem z tych co nie komentują :) powiem szczerze, że Twój blog jest moim ulubionym w temacie minimalizmu i czytam co u Ciebie regularnie :) podoba mi się Twoje podejście….widzę podobieństwa….na przykład kindl….ja mam swój od prawie dwóch lat i kocham miłością wielką. Odkąd go mam czytam więcej i częściej, bo przy usypianiu dzieci w ciemności jest cudowny :) a co do minimalizmu…jejeku to temat rzeka :) szczerze powiedziawszy, to uwielbiam tą przestrzeń, którą uzyskałam dzięki pozbywaniu się rzeczy. Oczywiście zaczęłam od szafy…..jak większość z nas :) jak pomyślę ile rzecz miałam, worki na sezonowe rzeczy pod łóżkiem….aż mam ciarki….i do tego rzeczy, które zakładałam, że będę używać jak schudnę…..bez sensu założenie, bo zmieniła się moja figura po dwóch ciążach, a jakbym nawet schudła, to przecież co innego będzie mi pasować…..rzeczy pozbyłam się naprawdę dużo…..bardzo. Ale jeszcze trochę mi zostało i walczę ze sobą, żeby jednak jeszcze ten nadmiar zmniejszyć. Teraz z kolei jest na etapie pokój dla mojej starszej córki….ma 8 lat i ma już nie być różowy :) mamy w domu taki stryszek na niepotrzebne rzeczy…właśnie muszę go uporządkować, ale tam są głównie nie moje rzeczy, tylko siostry mojego męża. Mieszkamy z nią i teściem i mamy niby całą górę dla siebie, ale pozostały pewne rzeczy, z którymi walczę jak z wiatrakami….i muszę ja…właśnie uprzątnąć duży strych, gdzie latami gromadził rzeczy teść,żeby przenieść rzeczy z małego stryszku….no niestety…czasem tak jest, że nie na wszystko mamy wpływ, ale powoli powoli mi się uda. Także ciągle dążę do ideału i uczę też moje córeczki, że mniej znaczy więcej :) Acha….i co jeszcze ważne….dzięki Tobie zaczęłam ćwiczyć jogę- od lutego regularnie :) chodzę też na inne zajęcia, ale jogę pokochałam i ćwiczę sobie w domu :) cudownie jest czuć, jak nasze ciało jest coraz bardziej gibkie :)
    I jeszcze jedno….nie wiem, czy to będzie gadżet minimalisty, czy wręcz odwrotnie….kiedyś jak jeszcze używałyśmy z młodszą córą pieluszek wielorazowych, to zamarzyłam o suszarce bębnowej…..i pokochałam jak kindla. Daje mi ona więcej czasu i przestrzeni :) bo nie mam rozłożonych suszarek w domu :) i nie muszę prasować :) także szczerze polecam :) i chyba będę się już teraz u Ciebie odzywać, skoro się przedstawiłam :)

    • Droga Marto, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Miło mi Cię poznać! Bardzo się cieszę, że znajdujesz tutaj inspirację do działania i ulepszania swojego życia. Rzeczywiście czasami nie mamy wpływu na wszystko, dlatego warto zmieniać to, na co realnie mamy wpływ, a świat stanie się piękniejszy :) Po cichu liczę na więcej Twoich komentarzy.

  • Anna Szymańska

    Dzień dobry,
    To dopiero mój drugi tekst po “zmora odpowiedzialności…” na Twoim blogu ale zauważyłam podobieństwo – przeprowadzka do domu więc zostałam i zaczynam czytać.
    Jestem mamą dwójki maluchów (20mc-y i 3mc-e), żoną i zdecydowanie nieperfekcyjną panią domu. W pierwszej ciąży zdecydowaliśmy się na budowę domu i jak się okazuje jest to bardzo dobra decyzja bo z dwójką w naszym mieszkaniu i przy tej ilości rzeczy nie można żyć.
    Przeprowadzamy się w połowie kwietnia, więc powoli zaczynam pakowanie i okazało się, że za dużo rzeczy ląduje w pudle “przydasie” dlatego Twój tekst wpadł jak to mówią “Just in time”.
    To ja się tu rozejrzę i mam nadzieję, że moja droga do minimalizmu zacznie się teraz na dobre.

    • Aniu, rzeczywiście mamy trochę wspólnego (tylko nasza przeprowadzka być może dojdzie do skutku pod koniec maja). Wiesz, nie ma co przesadzać ze zmniejszaniem ilości posiadanych rzeczy, ale czasem warto się nad tym zastanowić i usunąć z otoczenia to, co naprawdę niepotrzebne. Trzymam kciuki! Daj znać, jak postępy :)

  • Kinga

    Czesc Kasia,
    mam wrażenie, że jestes moja pokrewną duszą! Jestem studentką 4- roku filologii hiszpańskiej na Uniwersytecie Jagiellonskim i bardzo, ale to bardzo jestem niezadowolona ze studiow magisterskich na tej uczelni! Chcialam wszystko rzucic w kąt, jeszcze w listopadzie ale podjełam decyzje, że skoncze te studia mimo, ze nie sprawiaja mi już zadnej frajdy. Też się zarzekałam, że nie bedę uczyć… Nie chcę, ale tak na prawde zobaczymy co nam los przyniesie. Ostatnio ( może przez studia magisterskie) przezywam kryzys wewnetrzny, nie wiem co chcę w życiu robić, w czym jestem dobra, czym się zając i dlatego postanowiłam wprowadzić małe zmiany. Kilka tygodni temu przypadkowo znalazłam ten blog i przeczytałam kilka postów, myśle o zwolneniu troche bo moje życie to ciągła gonitwa, ale też chcę pozbyć się nadmiaru rzeczy w moim zyciu, zarówno wewnetrznym jak i zewnetrznym!
    Mam nadzieję, że powoli do swojego zycia zanczne wporwadzać minimalizm i może przejdę na slow life, ale długa droga przede mną!
    Super masz blog, fajnie piszesz, oby tak dalej! :)

    • Kingo, dziękuję za miłe słowa i za to, że znalazłaś czas na przedstawienie się. Czasami jest tak, że to co nas wcześniej rajcowało już nie cieszy, ale żal nam już poświęconego czasu i trudu. Najgorsza jest ta niepewność i ciągłe pytania “co dalej?”. Nie jestem osobą, która lubi udzielać porad życiowych, ale tak sobie myślę… może pomyślisz o urlopie dziekańskim? Przez rok spróbujesz czegoś innego, może za granicą, może zmiana otoczenia Cię zainspiruje do zmian albo przekona, że jednak hiszpański to właśnie to coś? Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co nas czeka i po tych 6 latach od skończenia studiów widzę, ile moich kolegów hispanistów robi coś zupełnie innego. Ktoś został coachem, ktoś otworzył popularną knajpę, ktoś inny spełnia się jako gospodyni domowa. Niektórzy pracują jako tłumacze, inni w szkołach, jeszcze inni pilnują porządku na hotelowej recepcji. W dzisiejszych czasach studia to dopiero początek drogi :)

  • Cześć Kasiu,
    stare czytelniczki też mają się przedstawiać? :) Ja mam na imię Asia, studiuję biochemię w Berlinie i kocham moje życie tu i teraz. Swego rodzaju minimalistką byłam zanim minimalizm stał się modny, nigdy nie lubiłam zakupów i nie miałam za dużo rzeczy. Ale mam np. kilka takich ubrań, w których nie czuję się najlepiej i to właśnie je sukcesywnie wyrzucam i zastępuję lepszymi egzemplarzami. Moim jedynym grzeszkiem jest duża ilość zdjęć przechowywana na dysku komputera i drukowana, a wiąże się to z zamiłowaniem do fotografowania mojego miasta i zapisywania wspomnień w tej formie. Ale staram się panować nad cyfrowym bałaganem :)
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    • Jak miło dowiedzieć się czegoś więcej o stałej czytelniczce :) Fascynuje mnie, dlaczego ktoś, kto jest minimalistą, robi na moim blogu ;) Mam podobny problem ze zdjęciami i innymi plikami cyfrowymi, miałam kilka podejść do porządków, ale to jeszcze nie jest to, co chciałabym w tej kwestii osiągnąć…

      • Odpowiedź jest prosta, choć może dziwnie zabrzmi, ponieważ tak naprawdę się nie znamy: bo Ciebie lubię :)