Książki

Mason Currey “Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły”

18/03/2016

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, ale zaciekawił mnie jej opis. Jako że przez kilka ostatnich miesięcy badam przydatność rytuałów (a na Virtualo była promocja) postanowiłam przeczytać  “Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły” autorstwa Masona Curreya, by dowiedzieć się, jakie to przyzwyczajenia tak dobrze wpływały na kreatywność wybitnych postaci. Jestem świeżo po lekturze i czuję potrzebę podzielenia się z Wami wrażeniami, jaki wywarła na mnie ta nietypowa książka.

W przedmowie autor wspomina o tym, ile czasu poświęcił na zbieranie materiału do książki o rytuałach znanych postaci nauki i kultury i właściwie dlaczego postanowił stworzyć tego rodzaju zbiór. “(…) chciałem przedstawić nowatorskie spojrzenie na ich osobowości i kariery, narysować zajmujące, choć miniaturowe portrety artystów zniewolonych nawykami.” napisał Currey we wstępie. Wyznał też, że w książce rozważa zagadnienia, z którymi próbuje sam sobie radzić, to znaczy jak być twórcą i jednocześnie na tym zarabiać.

Chciałem pokazać, w jaki sposób wielkie twórcze wizje przekładają się na małe codzienne zyski. Jak nawyki wpływają na pracę i odwrotnie.

Przyznaję, że pierwszy raz czytałam tego typu książkę, która przypomina trochę notatki do pracy naukowej na temat rytuałów. Jest to mieszanina krótkich notek biograficznych z naciskiem na przyzwyczajenia znanych (i mniej znanych) osobistości. Przeważają opisy rytuałów pisarzy, ale znajdziemy tu też rozkłady dnia malarzy, polityków i naukowców. Currey poszukuje odpowiedzi na pytania jak wygląda dzień ludzi wybitnych, co takiego robią, że osiągają sukcesy. Pokazuje okoliczności twórczego działania (a nie jego efekt) i proces powstawania.

“Prędzej czy później – pisze Pritchett – okazuje się, że wszyscy wielcy ludzie są do siebie podobni. Nigdy nie przestają pracować. Nie tracą nawet minuty. To bardzo dołujące.”

Nie uważam się za pisarkę, jednak nie ukrywam, że zainteresowało mnie przede wszystkim to, jak pracowali (i pracują) sławni pisarze. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to, że większość z nich nie czeka na żadną inspirację, tylko po prostu codziennie organizuje swój czas na pisanie: od tej do tej wielcy pisarze zamykają się w swoich gabinetach i piszą (lub w najgorszym razie nie piszą nic). Przyznaję, że jest to zupełnie inne podejście do pisania, niż miałam do tej pory. Posty tworzę wtedy, kiedy mam na to czas (czyli między pracą ze studentami a pracą w domu z półtorarocznym hiperaktywnym szkrabem) i wtedy kiedy mam natchnienie. Od jakiegoś czasu planuję dni publikacji, ale do tej pory nigdy nie planowałam czasu na pisanie. Lektura książki “Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły” sprawiła, że postanowiłam zmienić trochę moje podejście do pracy i pisania, co poskutkowało małą zmianą mojej codziennej rutyny.

Jedynie “Hitlerzy tego świata” pracują nocami, uczciwi artyści pracują za dnia. (W.H. Auden)

Od ponad trzech tygodni codziennie – zarówno w tygodniu, jak i w weekendy – wstaję o godzinie 5.00. Zegar wewnętrzny Mai budzi ją zawsze o 6.00, więc żeby zrobić coś w pełnym spokoju muszę wstać przynajmniej godzinę wcześniej. O piątej rano jest tak cicho i spokojnie, że to naprawdę wielka przyjemność zasiadać wcześnie do pisania przy ciepłym kaloryferze z kubkiem herbaty w ręce i nadrabiać zaległości w tej przyjemnej samotności. Najpierw sprawdzam maile (studenci często pytają o coś w noc poprzedzającą zajęcia, więc rano mogę jeszcze odpowiedzieć na ich pytania), później odpisuję na Wasze komentarze, a następnie zabieram się do pisania postów. Mogę potwierdzić, że rzeczywiście nie muszę czekać na wenę czy usilnie szukać inspiracji – wystarczy, że przeleję na klawiaturę ramowy plan wpisu, wrzucę do edytora krótkie myśli, słowa czy po prostu napiszę tytuł. Każda z tych pisarskich czynności pcha mnie do przodu.

Inspiracja jest dla amatorów. Reszta po prostu siada do roboty. (Chuck Close)

Nie jestem typem osoby, która lubi planować, nie znoszę rutyny i powtarzalności, nie mówiąc o wszelkich “deadline’ach”, które tylko mnie stresują i nie motywują do pracy. Muszę jednak przyznać, że ta regularność pisania – nawet tego, co nigdy nie zostanie opublikowane – sprawia mi radość. Już nie miewam małych napadów paniki w stylu “o matko, o matko, jutro miał być post, a nie ma posta!”, co więcej pozwalam sobie na więcej luzu w tej całej blogowej zabawie i nie patrzę już na to jak na obowiązek wobec Was, czytelników, ale jako przyjemność pisania.

A pisałam zawsze: począwszy od wierszy opublikowanych w lokalnej gazecie, kiedy miałam 7 czy 8 lat, poprzez nigdy niedokończone powieści dla młodzieży, nie wspominając o prowadzonych przez dobre 9 lat dziennikach (z którymi teraz mam problem). To, że po kilku dobrych latach znów wróciłam do pisania utwierdza mnie w przekonaniu, że pisanie to jednak moje hobby. Do tej pory, kiedy w jakimś formularzu czy gdziekolwiek widziałam rubrykę “Zainteresowania” nie wiedziałam, co wpisać, bo muzyka, historia międzywojnia czy podróże brzmią banalnie. Stwierdzam więc wszech i wobec, że pisanie to moje hobby.

Nigdy nie wierzyłem, że powinno się czekać na inspirację, bo uważam, że przyjemność niepisania jest tak duża, że jeśli zaczniesz sobie folgować, nigdy już nic nie napiszesz. (Charles Thomas Samuels)

Dzięki zwykło-niezwykłej książce Curreya “Codzienne rytuały…”odkryłam dwie rzeczy: że rzeczywiście lubię pisać i że rytuały / rutyna nie są takie złe. No i może jeszcze trzecią, że czekanie na wenę się nie opłaca, bo więcej stworzy się po prostu pisząc. Pisząc po prostu.


Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z książki “Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły” autorstwa Masona Curreya. Jeśli moja recenzja przekonała Cię do przeczytania książki, to możesz ją kupić w formie e-booka klikając na poniższy link. Jest to to link afiliacyjny, tzn. że jeżeli dokonasz zakupu za jego pośrednictwem otrzymam niewielką prowizję. Tym sposobem i przeczytasz dobrą książkę, i wesprzesz dalsze funkcjonowanie Drogi do minimalizmu.

Przeczytaj także

  • kazet

    Rzeczywiście ciekawa książka, która potwierdza tę znaną prawdę, że zamiast czekać na wenę/inspirację trzeba poprostu zacząć coś robić. Łatwe w mówieniu, gorzej w realizacji szczególnie dla osób skłonnych do prokrastynacji. Czyli trochę mnie.. (ciekawe na ile to wymówka). Zastanawiam się czy to nie kwestia takiego wewnętrznego napędzania przez pasje/hobby bądź zwykły pęd życia. Ja chwilowo zastopowałam zawodowo – co mnie napędzało przogromnie. Brakuje mi teraz tego motorka. Realizuję się jako mama na macierzyńskim i jakoś tak folguje sobie. Reżim, dyscyplina – moje marzenie obecnie… Podziwam Cię za tak wczesne wstawanie i praktykowanie jogi co jest szalenie inspirujące ;). Super, że się tym dzielisz. Z Ciekawości, ile godzin przesypiasz jeśli wstajesz tak wcześnie?

    • Kasiu, jakoś tak mam, że muszę spać te 8 godzin, żeby być wyspana. Dziecko skutecznie mi to uniemożliwia ;) Ale i tak zazwyczaj kładę się ok. 21-22, zdecydowanie nie jestem sową. Przyznam się, że nie lubię mocnej dyscypliny, ale jeśli widzę sens jakiegoś działania, to mnie to mobilizuje. To poranne pisanie jest super! :)

      • Zadałem pytanie i widzę, że mnie już ubiegłaś :) Niedługo czterdziestka na karku i muszę przyznać, że wystarczy że zarwię jedną nockę i później jest efekt “cierpienia”

  • Muszę przeczytać. Podobnie jak ty zawsze zastanawiałem się jak to jest z tym pisaniem u sławnych pisarzy i muszę się zgodzić, że talent jest ważny, ale organizacja pracy i konsekwentność – rytuał – taki jak miał chociazby Hemingway jest w zawodzie pisarza najważniejszy. Pytanie do Ciebie: o której kładziesz się spać skoro wstajesz o 5? Zawsze podziwiałem wszystkich którzy wstają wcześniej po to żeby zająć się realizacją życiowych celów (bo wstawanie do pracy to co innego)? Od prawie 3 miesięcy wstaję wcześniej (5:40) żeby ćwiczyć moje rytuały tybetańskie – zakochałem się w nich od samego początku bo dla mnie spełniają swoją funkcję, ale z uwagi na to że jestem sową – jak ja mam iść do łóżka o 22-23 to jestem chory. Pozdrawiam

    • Jestem raczej rannym ptaszkiem, więc wczesne wstawanie nie stanowi dla mnie większego problemu, ale rzeczywiście oznacza pójście spać w okolicach 21-22. Nie jest to jednak jakieś wyrzeczenie. Domyślam się jednak, że sowy już tak łatwo nie mają…

      • Faktycznie łatwo nie jest. Kiedyś próbowałem chodzić spać krótko po 22:00 i faktycznie wstawałem pełen energii jak młody bóg. Ale po jakimś czasie okazało się że wiele spraw przeleżało nietkniętych, nie wspominając o domowych obowiązkowach. U mnie dochodzi jeszcze to, że wraz z małżonką pracujemy w systemie rotacyjnym. To oznacza, że po południu kiedy ona w pracy ja zajmuję się dzieciakami. Jak o 20-21 dzieciaki wreszcie są w łóżkach to wtedy mam odrobinę spokoju. Iść zaraz po tym spać to dla mnie przestępstwo :) Miłego dnia!

        • Znam ten ból! Też po usypianiu dziecka chciałoby się zrobić kilka zaległych rzeczy, ale ostatecznie tylko trochę czytam i śpię, bo jednak poranne wstawanie weszło w krew i czuć wieczorne zmęczenie :) Udanego dnia!

  • Juz myślałam, ze ten wpis będzie wypełniony wskazówkami autora na to jak stać się bogatym i sławnym, a tu niespodzianka. Jest lepiej niż myślałam, :) zastanawiam się czy takie zmuszanie się do pisania działa na każdego.

    Musze sie odnieść do Twojej godziny na pisanie. Jak sobie radzisz z tym, kiedy pisanie idzie ci naprawdę świetnie, masz
    tą wenę, na która nie czekałaś, a Twoja córeczka wstaje i już wiesz, ze
    dzień się zaczął i musisz wracać do swoich obowiązków. Zapisujesz
    naprędce wszystkie myśli czy rzucasz wszystko i zapominasz? Ostatnio najlepiej idzie mi “zmuszanie się” do pisania rankiem w sobotę. Kiedy nie wisi nade mną widmo pójścia do pracy i mogę w 100% wykorzystać wszystkie pomysły, myśli i szkice, które plączą się po mojej głowie. Ranki poświęcam na komentowanie i czytanie :)

    • No te poranki wyglądają różnie, czasem najwięcej czasu zajmuje mi odpisywanie na maile czy komentarze i nie zostaje już nic na pisanie. A znowu kiedy piszę i Maja przychodzi na przytulanie, to łączę obie czynności – tulę Maję dopisując ostatnie słowa ;)

  • Dobrze, że przypomniałaś mi o tej książce. Koniecznie muszę ją przeczytać. A z tym wstawaniem o 5 codziennie to podziwiam :)

  • Ja też wstaję o 5 rano. Zanim wprowadziłam ten nawyk nawet nie spodziewałam się, ile rzeczy można zrobić o poranku i jak efektywnie. Można się uczyć, pisać, uprawiać sport i to bez żadnych rozproszeń. Bo inni jeszcze śpią. Przeczytałam w jednej książce motywacyjnej, że jeśli ktoś chce osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie niech wstaje o 5 i działa !

    • Przez zmianę czasu niestety nie jest mi łatwo znowu wstawać o 5, ale powoli wracam do tego rytuału, bo naprawdę lubię działać tak rano. Aż mnie kusi wstawać jeszcze wcześniej, bo ostatnimi czasy nie wyrabiam się ze wszystkimi zadaniami (np. teraz dopiero odpisuję na komentarze sprzed dwóch dni).

  • Hmm, nie znam, chyba się skuszę :) Tak, chciałabym się nauczyć wstawać regularnie. To prawda, że wcześnie o poranku, jest taka spokojna cisza:)

    • Odkąd przeczytałam tę książkę to rzeczywiście wstaję wcześniej, ale kusi mnie nastawić budzik na 4.45, żeby wrzucić w te moje poranki jeszcze więcej tak potrzebnej mi ciszy :)