Minimalizm

Ile rzeczy potrzebuję? 7-dniowy eksperyment

22/01/2016

Często kiedy wspomina się o minimalizmie, mówi się o ograniczonej liczbie rzeczy, jaką posiadają najbardziej znani minimaliści. Najczęściej jest to liczba 100, aczkolwiek do tej pory nie wiem, dlaczego akurat tyle, a nie na przykład 57 czy 121. Postanowiłam więc zrobić mały eksperyment i przez siedem dni obserwować, czego używam i czego potrzebuję tak na co dzień. Co wynikło z tego eksperymentu? Ile rzeczy tak naprawdę potrzebuję?

 Joshua z The Minimalists ma 288 rzeczy, Leo Babauta podobno 43, a Tammy Strobel – 79. Zastanawiałam się, co tak naprawdę zawierają listy tych osób i jakie kryterium posiadania należy przyjąć. Czy pralka musi znaleźć się na liście? A co z maszynką jednorazową czy szamponem? Po przejrzeniu list Babauty i innych doszłam do wniosku, że każda z tych osób przyjęła inne kryterium, więc i ja przy okazji mojego siedmiodniowego eksperymentu postanowiłam przyjąć swoje własne. Nie ujęłam w spisie dużych sprzętów AGD, bielizny, skarpetek i – przede wszystkim – rzeczy zużywających się takich jak krem czy szampon. Początkowo do eksperymentu udało mi się namówić męża, ale spisywał rzeczy tylko przez pół dnia, więc mu (tym razem) odpuściłam. Moja lista używanych codziennie rzeczy nie objęła więc tych, z których korzystaliśmy razem, a także tych, które miała w swoich łapkach Maja. Na to wszystko pewnie jeszcze przyjdzie czas.

W ogóle nie jestem zwolenniczką liczenia posiadanych rzeczy, według mnie nie wnosi to niczego nowego i nie jest potrzebne do życia, a jakieś z góry określone ograniczenie liczbowe nie ma dla mnie większego sensu. Uważam, że lepiej jest skupić się na świadomości korzystania z danych przedmiotów, ich przeznaczenia i możliwości zastąpienia. Na siedmiodniowy eksperyment zdecydowałam się z samej ciekawości, by sprawdzić, z czego rzeczywiście korzystam na co dzień, a jako że lubię od czasu do czasu prowadzić życiowe statystki, była to okazja do całkiem przyjemnego, świadomego podejścia do posiadanych rzeczy.

Zdaję sobie sprawę, że siedem dni to niedużo, by sprawdzić, co jest potrzebne do życia, jednak nie byłam do końca pewna, czy uda mi się na bieżąco notować używane rzeczy przez miesiąc czy dłużej. Przyznaję, że nie byłam systematyczna (np. używane w środę rzeczy wypisywałam z pamięci dopiero w czwartek rano), więc jest możliwość, że coś pominęłam. Powiem więcej, kiedy spojrzałam na ostateczną listę musiałam ją jeszcze uzupełnić, co jest dowodem na to, że zdarza nam się czegoś używać nawet o tym nie myśląc.

Ile rzeczy potrzebuję?

81

Moja liczba to 81. Niby mało, ale z drugiej strony to tylko tydzień i to dość pracowity i obfitujący w różne wydarzenia. Nie było czasu na czytanie czy większe sprzątanie, ale były codzienne rytuały i obowiązki. Jakie rzeczy zdołałam spisać przez tydzień? Czego potrzebowałam?

Kuchnia: blender, czajnik, dzbanek na herbatę, dzbanek na wodę, deska do krojenia, drewniana łyżka, garnek duży 1, garnek duży 2, garnek średni, garnek mały, garnuszek, kawiarka mała, kawiarka duża, keksówka, kubek na kawę, kubek na herbatę, patelnia duża, patelnia mała, maszynka do mięsa, miseczka na masło, miska, miska na chleb, młynek do kawy, nóż, widelec, łyżka, łyżeczka, nóż do krojenia, opakowanie plastikowe, ręcznik, talerz mały, talerz duży, tarka, waga kuchenna, fartuch.

Garderoba: bluzka czarna, bluzka w kropki, bluzka niebieska, kapcie, buty do biegania, buty zimowe, wdzianko czarne, spodnie fioletowe, koszulka po domu, koszulka w paski, kurtka, legginsy, rękawiczki, spodnie z dresu, stanik sportowy, sukienka w kwiaty, sweter różowy, szalik, opaska, sztyblety, torebka, portfel, długi sweter.

Łazienka: ręcznik do twarzy, ręcznik do rąk, ręcznik duży, ręcznik mały, miska do prania, suszarka do włosów, suszarka na pranie, szczoteczka, grzebień.

Dom: deska do prasowania, długopis, drukarka, klucze, komputer, konewka, mata do jogi, notes, nożyczki, ołówek, telefon, wazon, zszywacz, żelazko.

Ten eksperyment miał na celu tylko spisanie używanych codziennie rzeczy, ale uzmysłowił mi bardzo ważny fakt – że wiele z przedmiotów na liście można by bardzo prosto zastąpić innymi, które też się na niej znalazły. Tak, dobrze widzicie, mamy dwie kawiarki, tacy z nas kawosze. I tak, rzeczywiście korzystam z tylu ręczników. Na co dzień raczej nie wyciągam maszynki do mięsa, ale wtedy akurat robiłam pasztet z ciecierzycy i marchewki (muszę chyba znaleźć inny przepis, ten jakoś mi nie podszedł). OK, kawę i herbatę mogłabym pić z tego samego kubka, ale lubię sączyć espresso z takiego malusiego. Masło można podbierać prosto z opakowania, chleb wykładać na talerz, a kawę kupować zmieloną. No ale umówmy się, chcemy być minimalistami czy ascetami? Nie ma sensu rygorystycznie ograniczać swoje wygody w imię abstrakcyjnej idei, jest za to sens ograniczać zbytki typu spieniacz do mleka, którego nie mamy, bo nie pijamy latte. Nie wiem, czy są nam potrzebne aż trzy salaterki czy komplet szklaneczek do whisky, ale wiem, że osiem małych białych talerzy to dobra rzecz. 81 to nieduży zważając na fakt, ile jeszcze tak naprawdę posiadamy, to przecież tylko ułamek rzeczy w naszym małym mieszkanku. Nie, nie uważam, że jest to skończona lista, nie zamierzam też nagle wyrzucić wszystkiego, co się na niej nie znalazło. Widzę jednak, jakie jeszcze domowe schowki wymagają przejrzenia i nad posiadaniem czego należy się zastanowić.

Ten siedmiodniowy eksperyment skłonił mnie do ponownych przemyśleń nad samą istotą posiadania i dał motywację do dalszych przeglądów szaf przed – oby wiosenną – przeprowadzką. Niby mamy niewiele, ale gdzieś tam jeszcze są zapomniane zakamarki zbędnych przedmiotów. Chyba dopiero teraz zrozumiałam, że do minimalizmu mi daleko, ale jestem na dobrej drodze.

A ile Wy tak naprawdę potrzebujecie? Jaka jest Wasza liczba? Może macie ochotę na podobny eksperyment?

Przeczytaj także