Wokół szafy

Uniform Project: 365 dni w jednej sukience

05/12/2015

W 2009 roku kreatywna mieszkanka Nowego Jorku o korzeniach indyjsko-irlandzkich Sheena Matheiken postanowiła podejść do wyjątkowego modowego eksperymentu. Obierając sobie jako cel zbiórkę funduszy na edukację dzieci w Indiach zdecydowała się na noszenie tej samej małej czarnej sukienki przez cały rok. Chciała udowodnić, że nie trzeba mieć ogromnej szafy, by dobrze wyglądać, wystarczą kolorowe dodatki i doza kreatywności. Razem ze swoją przyjaciółką-projektantką mody stworzyła projekt pomysłowej sukienki, którą można założyć na kilka sposobów, a następnie na swoim blogu codziennie prezentowała nowy niepowtarzalny zestaw. Zmyślne dodatki – i ulubione przez siebie kapelusze – wyszukiwała głównie w second handach lub przerabiała z nienoszonych już ubrań. Zastanawiam się tylko, na ile projekt Sheeny był “minimalistyczny”, czyli jak duża w rzeczywistości była jej szafa. Nie ulega wątpliwości, że po 365 dniach dziewczyna udowodniła, że nie ma żadnych przeszkód, by wyglądać dobrze nosząc w kółko tylko jedną sukienkę.

Uniform Project

Zdjęcie pochodzi ze strony ecoteque.com

Właśnie ta akcja, Uniform Project, o której przeczytałam w 2009 roku w The New York Times, była początkiem mojego zainteresowania innym, czyli kreatywnym, podejściem do zawartości szafy. Potem były akcje w stylu 30 for 30 (o których pisałam TUTAJ), mimo wszystko i tak zajęło mi sporo czasu, by samodzielnie podejść do skonstruowania małej, ale wszechstronnej szafy.

Dziś na stronie Uniform Project można kupić taką uniwersalną małą czarną albo wykrój, by stworzyć własną. Sheena nadal przekazuje pozyskane w ten sposób fundusze indyjskim społecznościom, jest uznaną reżyserką i podejmuje się wielu nowych kreatywnych wyzwań. Od jej projektu minęło ponad 5 lat i trochę dziwi mnie to, że ten eksperyment nie pociągnął za sobą rzeszy naśladowców.

Sama od kilku miesięcy poszukuję idealnej małej czarnej, po tym, jak poprzednia okropnie zmechaciła się już po pierwszym praniu. Zaczynam się zastanawiać, czy z braku odpowiedniej sklepowej oferty, nie skierować swych kroków do pobliskiej krawcowej. Prosta sukienka w neutralnym kolorze to świetna baza do stworzenia wielu strojów w różnym stylu, co udowodniła Sheena. Sama lubię nosić sukienki i spódnice paradoksalnie w okresie jesienno-zimowym, kiedy zakładam wysokie buty. Odpowiednie dodatki, które mieszkają w moich szufladach, jak kolorowe kardigany, apaszki, rajstopy, ożywiłyby czarną sukienkę. Nie odważyłabym się chodzić w tym samym cały rok, jednak udało mi się stworzyć mój własny uniform z powtarzalnymi elementami garderoby, co samo w sobie wydaje się nudne, ale wyjątkowo ułatwia życie.

A Wy, znalazłyście już idealną małą czarną?

Uniform Project Picture Book from Uniform Project on Vimeo.

Przeczytaj także

  • Oszczędnicka 05/12/2015 at 15:52

    Ciekawa inicjatywa. Ale właśnie oprócz tej sukienki miała masę dodatków :)
    Kiedyś czytałam o podobnej akcji, z tym że autorka nie zbierała na żaden szczytny cel. Po prostu, któregoś dnia (wkurzona, że musi się namyślać w co się ubrać do pracy, zamiast skupiać się na ważniejszych sprawach) postanowiła sprawić sobie uniform. Kupiła kilka takich samych koszul i spodni i przez okrągły rok chodziła w tym samym zestawie. A była jakąś szychą w wielkiej korpo :P
    Konkluzja była taka, że na dobrą sprawę nikt nie zwraca specjalnie uwagi, na to w co jesteśmy ubrani ( o ile nie mamy na sobie jakichś szalonych rzeczy :P) i że większość facetów “na stanowiskach” w USA ma swój uniform i nie tracą czasu na wybieranie garderoby. Jak chociażby Barack Obama, Mark Zuckerberg czy nieżyjący już Steve Jobs

    • Kasia | Droga do minimalizmu 05/12/2015 at 17:07

      Pamiętam ten artykuł. Często przykład garderoby Jobsa ukazuje się w poradnikach o produktywności i rozwoju osobistym. Jasne, że niewiele ludzi zwraca uwagę na naszą garderobę. Mój uniform też to potwierdza :)

    • Marrus 07/12/2015 at 16:02

      http://helloimnadia.com/post/61605892456/why-i-wore-the-same-outfit-every-day-for-a-year
      Czy piszecie o tym artykule? Podobał mi się ten projekt. Ten z obecnego posta dla mnie jest za mało minimalistyczny, tak jak piszesz Kasiu, garderoba tej dziewczyny musi być pokaźnych rozmiarów. Dla mnie nie jest dużym wyzwaniem nosić stale jeden wspólny element ale wyglądać co dzień inaczej. Wyglądać codziennie tak samo z własnego wyboru – oto sztuka! Nasze 4 pory roku temu nie sprzyjają, ale kusi mnie np. miesiąc wyglądania tak samo codziennie, na dobry początek:)

      • Kasia | Droga do minimalizmu 07/12/2015 at 16:36

        Dziękuję za linka. Masz rację, dużą sztuką jest codziennie wyglądać tak samo, ale myślę, że jeżeli udałoby się skompletować dobrej jakości ubrania, to można by naprawdę wyglądać z klasą.

        • Marrus 08/12/2015 at 06:51

          Też jestem pewna, że można wtedy wyglądać z klasą. Ta businesswoman wyglądała doskonale. I to przez 3 lata. Ja tymczasem z powodów finansowych wprowadzilam coś w tym stylu w ograniczonym zakresie. W pracy raz czy dwa w miesiącu mam okoliczności, które wymagają oficjalno-wizytowego stroju i od września zakładam wtedy tę samą granatową sukienkę. Jak prawie każdy facet garnitur. I to w obliczu tych samych osób, co kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia. Im dłużej to trwa tym bardziej niestosowna wydaje mi się zmiana stroju.
          Nie ukrywanie się za fatałaszkami i budowanie wizerunku prawie bez ich pomocy to mi się podoba. Lubię tę przewidywalność i czuję się stabilnie.

          • Kasia | Droga do minimalizmu 08/12/2015 at 08:31

            Super! Też marzę o czymś takim i jeśli kiedyś znajdę tą idealną sukienkę, to być może sama spróbuję z tego typu uniformem :)

        • Marrus 08/12/2015 at 06:34

          Bardzo dobra idea i ciekawy artykuł

  • BogusiaM 05/12/2015 at 18:30

    O ile nałożenie innego sweterka, apaszki, rajstop jest minimalistyczne, to traktowanie tej sukienki jako bluzka, czy nakładanie na nią jeszcze innej sukienki jest już głupotą. Bo za tym aby jedna sukienka dobrze służyła 365 dni w roku to nie wiem z czego musiałaby być wykonana. Moja siostra pracując w banku 5 dni w tygodniu miała do dyspozycji 2 koszule – głupi wymóg, że nie mogła ich zastąpić inną białą koszulą, bo mankiety miała od wewnątrz w czerwone paseczki, a za inną koszulę była karana brakiem premii – idiotyzm. Ale nie o wymogi banku mi chodzi tylko o fakt, że takie koszule noszone 5 dni nie 7 w tygodniu i prane średnio co 2 dzień używania po pół roku wydarły się pod pachami… Więc szczerze wolę 3 takie same bluzki + 3 pary spodni jako uniform, który mogę sobie śmiało prać i bez obaw o przykry zapach następnego dnia ;) I to, że wyrwą się w nich dziury szybciej;p

    • Kasia | Droga do minimalizmu 05/12/2015 at 19:00

      Z tego co kojarzę, Sheena miała 6 czy 7 sztuk tej samej sukienki właśnie dlatego, żeby się nie rozpadła w trakcie noszenia i prania. Nie da się ukryć, że był to kreatywny eksperyment mający na celu pokazać, że nie trzeba mieć góry ciuchów, by dobrze wyglądać. Ale z tymi wymogami w pracy – zupełnie dla mnie niezrozumiałe, ale nie takie rzeczy o korpo słyszałam ;) Nic mnie chyba już nie zdziwi.

      • Natalia | minimalnat.com 05/12/2015 at 19:39

        Pamiętam jak miałam w sklepie spożywczym (Alma) JEDNĄ koszulkę. Po
        trzech miesiącach wyglądała tragicznie. Wbrew pozorom to bardzo
        popularne stanowisko firm.

  • czmiel 05/12/2015 at 22:02

    Pierwsza myśl – och, a co z praniem? Ale w komentarzach doczytałam o kilku egzamplarzach… Jasne, pomysł ekstremalny, ciekawy, ale faktycznie nie nazwałabym go minimalistycznym czy oszczędnym – przykładowo, fajne rajstopy kosztują niemało ;)

  • Ruda 06/12/2015 at 20:26

    Niektóre z tych kreacji wyglądają jakby wymyśliła je Helena Bonham Carter.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 07/12/2015 at 06:13

      Coś w tym jest ;) Nie mój styl, ale i tak lubię obserwować poczynania kreatywnych ludzi.

  • Pensjonarka 14/12/2015 at 07:18

    polecam wizytę u krawcowej :) albo małe polskie firmy szyjące ubrania. Byłam jakiś czas temu u teściów w Stalowej Woli. Tam mają dużo sklepów niesieciowych z polskimi ubraniami dobrej jakości i udało mi się kupić idealną (szarą) sukienkę i bardzo dobrze skrojone spodnie dobrej jakości. Te ubrania posłużą mi lata :) dużo lepsza opcja niż sieciówki. Czemu nie promuje się polskiego krawiectwa…

    • Kasia | Droga do minimalizmu 14/12/2015 at 17:31

      Właśnie szukam dobrej krawcowej w Katowicach, bo mam w głowie projekt i teraz szukam kogoś, kto mi go uszyje ;) Fakt, że taka sukienka będzie droższa niż w sieciówce, ale będzie wymarzona, przemyślana, z wybranego dobrego materiału. A przynajmniej bardzo bym chciała, żeby tak było ;)

      • Agnieszka Szpilki w Szafie 23/04/2017 at 16:42

        hymmm, to ja się gorąco polecam nie Katowice a warszawa – ale nie jeden zdalny projekt już zrobiliśmy :)

        A.

  • Agnieszka Szpilki w Szafie 20/04/2017 at 23:36

    hymmm :) To ja w temacie polecam http://thecostiumer.shoplo.com/kategoria/wszystkie
    to są profesjonalne – szybkie i gotowe do użycia formy odzieżowe – z 1 uszyć można i 365 sukienek na każdy dzień – samodzilnie możńa wybrac tkaniny – dodatki i szyć – albo biec do krawcowej :)
    Nie mylic z Burdą – formy sa tak łatwe – że szyją dziewczyny które pierwszy raz widzą maszynę do szycia na oczy :)
    A wykroje z Burdy to jest dla mnie dramat i droga przez męke – podziwiam każdą kobietę która sie z tym mierzy :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 21/04/2017 at 07:14

      Ja w ogóle podziwiam osoby, który umieją szyć. Chociaż z drugiej strony sama nie próbowałam, po prostu z góry zakładam, że przy moich nikłych zdolnościach manualnych ciągle bym się wkurzała, że nie idzie ;)