Oczyszczanie przestrzeni

Dużo za dużo – do przejrzenia

27/12/2015

Im bliżej do przeprowadzki (mamy głęboką nadzieję, że dojdzie do niej na wiosnę), tym coraz częściej robię przeglądy szaf, pudełek i półek w poszukiwaniu rzeczy zbędnych i zapomnianych. Wystawiłam znowu kilkanaście pozycji na OLX, część wydałam dalej, parę zniszczonych przedmiotów wyrzuciłam. Zebrałam spory wór w celu przetestowania usług portalu wiewiorka.pl (dziękuję za cynk, Bogusiu!), czego rezultat zamierzam opisać później na blogu. No i tak powoli, powoli zbliżamy się do określenia zapotrzebowania na miejsca do przechowywania rzeczy w nowym domu. (O postępach na budowie na bieżąco informuję na Instagramie.)

Przedświąteczne porządki – kiedy to wyciągnęliśmy wszystko z szaf, półek i spod łóżek – pokazały, że naprawdę mamy strasznie dużo rzeczy! To jest wprost niemożliwe, ile można pomieścić w tak małym, bo trzydziestometrowym, mieszkaniu. Jednocześnie oczyma wyobraźni widzę, ile więcej tego by mogło być, gdyby nie moje – nasze – zapędy “minimalistyczne”, ciągle odgruzowywanie oraz powstrzymywanie się od kupowania i gromadzenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko to, co mamy, jest rzeczywiście niezbędne i czasem przytłacza mnie ta ilość przedmiotów. Tak, przytłacza, mimo że mamy niewiele w stosunku do tego, co mieliśmy wcześniej, a także w stosunku do tego, co mają inni. Nadal w zapomnianych pudełkach chowają się przydasie (do przejrzenia!), pod łóżkiem zgromadzone są pamiątki (do przejrzenia!), a pół kuchennej szafki zajmują puste słoiki (na przyszłoroczne dżemy!). Część mnie czuje bezsens trzymania niektórych z tych “zapomnianych” rzeczy, ale gdzieś wewnątrz coś podpowiada, że “może W DOMU się przyda”.

Ojej, ta perspektywa, że dom będzie większy, że będzie inaczej (tzn. jak?) też trochę mnie przeraża. Nie mówię nawet o tym, ile moja mama już planuje mi oddać, bo “w domu będziemy mieć na to miejsce”. Fakt, dojdą nowe obowiązki okołodomowe wymagające pewnych narzędzi, ale nie przypuszczam, by nagle z dnia na dzień diametralnie zmienił się nasz tryb życia. Nie zacznę nagle gotować trzydaniowych obiadów czy robić przetworów na szeroką skalę. Prawdopodobnie też nie zaczniemy organizować hucznych imprez, bo to nie w naszym stylu. Niepotrzebne więc nam będą kolejne kieliszki, obrusy, wazy czy niezliczone ilości sztućców. Nie wiem dlaczego niektórzy rozumieją przeprowadzkę do większego metrażu jako zwiększenie możliwości trzymania rzeczy. W naszym przypadku trzykrotnie zwiększy się powierzchnia DO ŻYCIA i głównie o to nam chodziło decydując się na budowę domu. Nie chcieliśmy się przeprowadzić, bo nie mieliśmy już gdzie trzymać ubrań, talerzy, książek czy nikomu niepotrzebnych pierdół, tylko stwierdziliśmy, że fajnie byłoby móc swobodnie poruszać się po salonie, skończyć z meblowym tetrisem czy – w moim przypadku – móc spokojnie wykonywać asany bez zastanawiania się, czy uda się bez problemu wyciągnąć ramiona w bok. Całkiem przyjemna będzie też możliwość pracy w wydzielonym, zamkniętym gabinecie czy odzyskanie rodzicielskiej sypialni. Niewątpliwie największym plusem będzie ogród na wyciągnięcie ręki, możliwość wyjścia na powietrze i pogrzebania w ziemi. Jak widzicie, nasza wizja DOMU opiera się na wrażeniach i przeżyciach, jakie dzięki niemu będziemy mogli doświadczyć. Bardzo chcielibyśmy przełożyć nasze minimalistyczne podejście do życia na wystrój małego białego domku, ograniczyć sprzęty do minimum. No ale żeby ograniczyć sprzęty, trzeba najpierw ograniczyć stan posiadania, a jeszcze trochę tych niepotrzebnych rzeczy zostało. Do przejrzenia!

Przeczytaj także

  • Proszę, ja może jutro w końcu wezwę tego kuriera wiewiórki, płyty czekają na oddanie. Najgorszy zakamarek w moim mieszkaniu – to właśnie pod łóżkiem, po Sylwestrze na pewno się za to wezmę, bo będę mieć więcej czasu.
    Stanowczo odmawiaj nowych przedmiotów, których nie chcesz w swoim nowym domu, powiedź o tym Mamie, czy znajomym tak jak tutaj dzielisz się na blogu. Myślę, że nie powinni się obrazić, że zrozumieją;)
    Ja od prawie miesiąca nie jem mięsa i produktów odzwierzęcych (wyjątek od czasu do czasu jajka czy ryba ale być może i te produkty wykluczę w przyszłości) i na początku też rodzina nie mogła tego zrozumieć, ale szybko się z nową sytuacją oswoili:)

  • Anka

    Mieszkam w małym domku pełnym przydasi aż po strych ehhh. Ponieważ jest to dom po mojej Babci dostałam go w posiadanie z wieloma dobrami do których dołożyłam własne. pomalutku odzyskuje swój domek a wraz nim wkracza porządek którego bardzo mi brakowało.

  • marzena

    Za tydzień się przeprowadzam. Jest to stres ogromny i rozumiem dlaczego. W 36 metrach zgromadziłam ogrom rzeczy. Część wyrzucam, ale cześć pakuję. Przez lata nie mam zamiaru prawie nic kupować. Z tego, co pakuję jeszcze trochę wyrzucę na miejscu. Zostanie tylko tyle, ile się zmieści w nowym domu. Nie mam dużo miejsca do przechowywania, więc mam ograniczenia. Dorze jednak jest rozumieć stres i jego powód.

    • Trzymam więc kciuki za przeprowadzkę! Niedługo pewnie będę przeżywać to samo, więc zawczasu wzięłam się za przeglądanie dobytku, żeby nie wnosić stresu do nowego miejsca.

  • Magda K-ska

    Wasza wizja domu jest bardzo realna, zwłaszcza ogród na wyciągnięcie ręki, wiem, bo mam dokładnie tak samo. Najfajniejsze jest to, że wypuszczam dziecko do ogrodu i ona może sobie tam bezkarnie i bezstresowo (dla mnie) szaleć, bo wszystko ogrodzone, żadnych samochodów, ludzi, obcych zwierzątek.
    Natomiast faktycznie jak się już przeprowadzicie, ułożycie wszystkie rzeczy to nagle się okaże, że macie tyyyle miejsca jeszcze i o rany jak tu pusto – ale to mija:) I nie daj się mamie – jak ona sama ne potrzebuje to niech odda komuś kto potrzebuje, najgorsze jest takie wpychanie innym na siłę:)

    • W tym roku robiłam dżemy i jakoś mnie to nie porwało ;) Ale zobaczymy, może jeszcze coś mnie najdzie…
      Zamknięty ogród to będzie dla nas zbawienie, bo nasze hiperaktywne dziecko uwielbia przestrzeń i po parku trzeba ją gonić ;)

      • Magda K-ska

        Na szczęście do parku mam daleko więc do granic możliwości testuję ogród, też mam hiperaktywne dziecko, a tu może szaleć do woli.

        Ja już robię wszystko, dżemy, powidła, kompoty, sałatki, ogórki, kapustę, pomidory, buraczki, paprykę, co się da i o ile mi czas pozwala:)

        • Szalona! :) fajna sprawa.

          • Magda K-ska

            Jeszcze mi do pełni szczęścia brakuje jednego sprzętu – niestety drogiego – który uprościłby mi przygotowywanie tego wszystkiego, zwłaszcza dżemów, to bym już w ogóle musiała chyba dodatkowe półki zrobić, ale jeszcze nie udało mi się przesadzić z produkcją na tyle, żebyśmy tego nie dali rady zjeść do następnego lata:)

            Życzę powodzenia i w przeprowadzce i w przetworach:)

          • Dziękuję! A latem odezwę się po przetworowe inspiracje :)

  • Marta S

    Wychodzę z podobnego założenia – powiększenie przestrzeni życiowej nie musi równać się proporcjonalnemu powiększeniu stanu posiadania. Wkrótce przeprowadzamy się do mieszkania, które jest 3 razy większe od obecnego, a w sumie miejsca na przechowywanie przewidzieliśmy mniej więcej tyle, co obecnie. Rzeczy pozbywam się i jeszcze pozbywać się będę. Właśnie przed świętami przejrzałam szafki i części przedmiotów już nie ma, część trafiła na olx. Po świętach kontynuuję proces i przeglądam szafka po szafce swoje “zbiory”. Czego nie używam, odstawiam na oddanie/sprzedanie.
    Od dłuższego czasu prowadzę propagandę w rodzinie odnośnie minimalizowania i przyznam, że to działa! W tym roku nie dostaliśmy żadnego niechcianego prezentu ani kurzołapa. Nasi rodzice skupili się na rzeczach, które na pewno wykorzystamy np. kawa, wino, za co jestem im bardzo wdzięczna, że wspierają mnie w moim “odgruzowywaniu”.

    • Przyznaję, że świadomość mojej rodziny niekoniecznie idzie w parze ze świadomością moich czytelników ;) Ale jeśli chodzi o prezenty, to w tym roku rzeczywiście wszyscy się postarali i zaopatrzyli nas w pyszności zamiast nieprzydatności ;)

  • Wiewiórkę przetestowałam tuż przed świętami. Odczucia mam ambiwalentne, o czym napisałam na blogu :) Z 25 kg przesłanych ubrań ocenili, że nadaje się…1,75 kg.

    • O kurczę, nieźle. .. ja nie mam aż tylu ubrań, chcę oddać różne typy niepotrzebnych rzeczy głównie dla testu, nie odzyskania straconych funduszy. Mimo wszystko Twoje liczby nie nastrajają pozytywnie. ..

      • 25 kg brzmi poważnie, ale to z 6 osobowej rodziny, w tym kurtki, płaszcze, dżinsy. Jak masz mnie niż 12 kg to od Ciebie nie wezmą :)

        • Z rozmowy z paniami z Wiewiórki wiem, że wezmą, wystarczy włożyć do jednego worka inne rzeczy typu książki czy zabawki. Limit 12 kg jest po to, by kurier nie przyjeżdżał po jedną kurtkę czy kilka koszulek.

    • Anvariel

      Zastanawiałam się nad “Wiewiórką”, ale już któryś raz widzę komentarze, że nie wszystko chcieli przyjąć. Poza tym kwoty za rzeczy są śmieszne, nie żebym chciała nie wiadomo ile zarobić na tych rzeczach… ale jakoś tak mam niejasne wrażenie, że ktoś robi na tym niezły biznes (wiem, wiem jestem strasznie podejrzliwa). Może jestem ślepa ale nie udało mi się znaleźć informacji, co oni robią z tymi rzeczami. Widziałam tam tylko info, że swoje środki można przekazać na jakaś fundację.

      • Też mam podobne wątpliwości. Pani na infolinii omijała ten temat. Powiedziała natomiast, że z ubrań niezdatnych do noszenia robią szmatki do czyszczenia.

  • Anvariel

    Zauważyłam, że dużo łatwiej idzie mi pozbywanie się rzeczy ze “starego” pokoju w domu rodzinnym. Mama chciała sobie tam urządzić miejsce do szycia i poprosiła o przejrzenie tego czego ze sobą nie zabrałam (a przyznać muszę, że do wynajmowanej kawalerki nie zabrałam bardzo wielu rzeczy) i wyrzucenie rzeczy zbędnych. Poszło w miarę łatwo, W wynajmowanym mieszkaniu ciągle próbuję coś wyrzucić/sprzedać/rozdać (sporo mi się udało), ale ciągle mam wrażenie przeładowania – może to wynika z na prawdę bardzo niewielkiego metrażu? A może z czegoś zupełnie innego… dzisiaj rzuciłam okiem do szafy i uznałam, że nie ma się czego pozbyć, chociaż podświadomie wiem, że pewnych rzeczy już nie założę. Mam w sobie jednak pewien opór – może z powodu tego ilu rzeczy już się pozbyłam, sprzedaż przychodzi z trudem a tak w kosz wyrzucić(kolejną rzecz) trochę trudno… Dojrzałam już do zmniejszenia w pewnym stopniu stanu posiadania, dojrzałam do panowania nad szałem zakupów… teraz chyba jestem na plateau i muszę trochę poczekać na następny etap :)

    • Widzę, że mamy wiele wspólnego :) Z tym że kiedy ja chcę coś wyrzucić ze starego pokoju w domu rodzinnym słyszę “zostaw, to się może przydać”…

      • Anvariel

        Mojej mamie daleko do chomikowania :) Przynajmniej ona jedna nie musi walczyć z tą chorobą ;)

  • Anna Zumi

    Trzymam kciuki! Choć zapewne w nowym domostwie i tak dojdziecie do wniosku, że część rzeczy zabraliście niepotrzebnie, bo zmieni się Wasz punkt widzenia. Powodzenia!

    • Dziękujemy! Właśnie tego niepotrzebnego zabierania chcę nam oszczędzić świadomie podchodząc do otaczania się tym, co rzeczywiście niezbędne, no ale zobaczymy co z tego wyjdzie.