Różności

Totalny chaos

08/10/2015
tablica

Osiem grup dziennych, trzy zaoczne. Około 200 studentów o różnym stopniu znajomości języka. 15 godzin zadawania pytań w stylu “Jak się masz?”, “Jak masz na imię”, “Lubisz mieszkać w Sosnowcu?”. To właśnie bilans moich pierwszych dni pracy.

Jestem wykończona, dzisiaj ledwo wstałam z łóżka. Chyba stworzę nowy typ ćwiczeń fitness pod nazwą “Taniec pod tablicą”, bo to, co odstawiam na zajęciach, to trochę taki taniec, by rozruszać studentów, pokazać, że nasze lekcje będą dynamiczne, pozytywne i pełne bezpośredniej interakcji. Mam nadzieję, że dam radę i że dwa i pół dnia na regenerację wystarczy na podążanie tym trybem cały rok akademicki.

Czuję, że weszłam w sam środek chaosu, ale takiego, który sama sobie stworzyłam. Nie przywykłam do takiego rozkładu dnia, nigdy nie prowadziłam tylu zajęć w jednym ciągu, nigdy jednego dnia nie poznałam tylu nowych ludzi. Muszę przyjąć dobry system, by ogarnąć, co i z jaką grupą przerobiłam, którzy są początkujący, a którzy tylko tak mi usiłują wmówić. Wczoraj wróciłam do domu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Mogę tylko stwierdzić jedno, że podziwiam wszystkich nauczycieli, którzy pracują takim trybem codziennie. Moi rodzice byli nauczycielami i pamiętam, że aż do emerytury robili to wszystko z ogromną pasją i prawdziwym powołaniem. Mnie bardzo daleko do podobnych uczuć, powołania nie czuję, ale z drugiej strony po tych kilku dniach zajęć było mi tak jakoś miło na sercu, kiedy studenci z uśmiechem na twarzy opuszczali zajęcia rozmawiając ze sobą po hiszpańsku. Wiecie, taka świadomość, że coś wynieśli z zajęć, czegoś się nauczyli. Może nawet śmiali się ze mnie i mojej metody nauki, ale jestem przekonana, że na następnych zajęciach już nikt nie pomyli “año” (rok) z “ano” (odbyt).

Mimo dużego zmęczenia jestem zadowolona z tej zmiany. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze będzie tak różowo – szczególnie jak przyjdzie do zaliczenia – ale studenci są fajni, mają poczucie humoru i często całkiem ciekawe podejście do problemów językowych. Wszyscy możemy się od siebie wiele nauczyć.

 

Przeczytaj także

  • Tomasz Nawrot 08/10/2015 at 10:21

    Duże wyzwanie widać wzięłaś na siebie, ale powodzenia!

  • BogusiaM 08/10/2015 at 11:06

    Na pewno dasz sobie radę:) Ważne, że już po pierwszych zajęciach załapaliście kontakt:)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 09/10/2015 at 08:43

      No muszę dać radę, ale w sumie nie takie rzeczy się robiło ;) Chyba najważniejsze jest pozytywne nastawienie.

  • Agnieszka Kulawczyk 08/10/2015 at 13:50

    Piękne wyjście ze strefy komfortu ;) Na pewno z czasem wszystko sobie zorganizujesz :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 09/10/2015 at 08:45

      Już dzisiaj jestem zadowolona, bo udało mi się ogarnąć to wszystko w głowie i na papierze. Jeszcze tydzień i będę śmigać jak w zegarku ;)

  • Kasia W | Ograniczam Się 08/10/2015 at 21:46

    Aż sama zapałałam chęcią powrotu do hiszpańskiego ;) Uwielbiam ten język.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 09/10/2015 at 08:46

      Trochę się obawiałam do powrotu do hiszpańskiego po takiej przerwie, ale okazuje się, że jak człowiek przez tyle lat gadał, pisał, tłumaczył w tym języku, to nie jest łatwo zapomnieć.

  • Anvariel 08/10/2015 at 22:17

    Pracowałam przez rok na uczelni. Raczej tego doświadczenia nie powtórzę.
    Do hiszpańskiego bardzo chętnie bym wróciła, bo zawsze chciałam się nauczyć tego języka. Mam jednak za mało czasu na wszystkie moje pasje. Kurcze może minimalizm w tej kwestii też by mi się przydał…

    • Kasia | Droga do minimalizmu 09/10/2015 at 08:49

      Też się zarzekałam, że na uczelnię nie wrócę, ale ponad trzyletnie doświadczenie w pracy ze studentami to już coś, jakaś baza. Jednak nie planuję uczyć do emerytury, bo to nie dla mnie. Jako przerywnik od roli Pani Domu jest ok, ale nie dla mnie taka praca na cały etat.

      • Anvariel 09/10/2015 at 17:38

        U mnie była to praca dodatkowa, poza normalnym etatem. Być może dlatego się zniechęciłam. Nie ukrywam, że postawa studentów też swoje zrobiła. Próbowałam zachęcać, starałam się ich zaciekawić… nic nie pomogło. Większość zachowywała się jakby musiała chodzić na studia za karę. No nic, spróbowałam, nie “zasmakowało mi”, ale zawsze to kolejny krok na drodze własnego rozwoju. :)

        • Kasia | Droga do minimalizmu 10/10/2015 at 07:46

          Też miałam takie grupy i to rzeczywiście skutecznie zniechęca do pracy ze studentami… Ale czasem trzeba czegoś spróbować, żeby się przekonać, że to nie dla nas.

  • olakasieska 09/10/2015 at 10:57

    Jeszcze niedawno miałam zajecia jako studentka i doskonale pamietam pierwsze ćwiczenia z nowym wykładowcą który dopiero zaczynał pracę.. stresował się maksymalnie co było widać, ale przekonał nas do siebie i potem stał się ulubionym! :) z Tobą też ta bedzie! :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 10/10/2015 at 07:45

      Ja się nawet nie stresowałam, ale oczywiście już na pierwszych zajęciach się potknęłam i prawie wylądowałam na podłodze, co oczywiście spotkało się z ogólną wesołością ;) Ale chyba zgrabnie wybrnęłam :)

  • Karolina 09/10/2015 at 20:14

    tylko pierwszy tydzień będzie taki szalony :) później będzie tylko spokojniej :)

  • jamaska 10/10/2015 at 22:29

    Uwielbiam hiszpanski, miałam najcudniejszego lektora na świecie, język sam wchodził do głowy, nawet gramatyka :D Też był bardzo “taneczny” i to pewnie klucz do nauki :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 11/10/2015 at 10:14

      Hmm, no widzisz, może rzeczywiście objęłam dobrą taktykę ;) Ale to się jeszcze okaże…