Minimalizm

Ważne to co tu i teraz

10/09/2015
ważne co tu i teraz

Uważność, bycie tu i teraz, zagłębienie w teraźniejszości to coś, czego chciałabym się nauczyć. Kiedyś często analizowałam przeszłość, obecnie za bardzo wybiegam w przyszłość. Szczególnie teraz, przy okazji rozpoczętej budowy domu, wydaje mi się, że zbytnio skupiamy się na tym, co będzie później (jak już stanie, jak już się wprowadzimy…) niż na tym, co tak naprawdę istotne, czyli na tym, co dzieje się teraz, w tej chwili. Można tysiąc razy wracać do jednego tematu i gdybać, ale nie ma to większego znaczenia, bo tak naprawdę nie wiemy, jak bardzo stan pożądany będzie różnić się od efektu końcowego. Nawet na przykładzie formalności budowlanych nauczyliśmy się, że czasem zupełnie niespodziewanie trzeba całkowicie zmienić ustaloną wcześniej koncepcję, bo coś wypadnie, zmieni, ktoś coś przeoczy, źle zinterpretuje. Można coś zaplanować, ustalić, ale zawsze może się to zmienić. Budowa dopiero ruszyła, a my już tak bardzo pogrążyliśmy się w marzeniach o przyszłym domu, że gdzieś zaczęła nam uciekać teraźniejszość. Nieuprzątnięty bagażnik auta, niewystawiony na sprzedaż wózek, jedzenie w biegu, góra prania. Wszystko jest jakieś takie byle jakie, po łebkach, szybko, bezmyślnie. Trochę mnie to wkurza. Przecież życie biegnie dalej, czas nie stanął w miejscu tylko po to, by dwoje ludzi mogło zbudować dom. Nie znaleźliśmy się w innej czasoprzestrzeni, na innej planecie, tylko jesteśmy tutaj, jesteśmy teraz. Każdy dzień zbliża nas do końca budowy, ale nie chcę go bezmyślnie przeżywać, pamiętać tyle, że się budzę i zaraz idę spać. Nie wierzę, że dom to jedyny temat, jaki w tym momencie może pojawiać się w rozmowach z mężem. I nie chcę słyszeć, że to tylko faza, którą przechodzi każda rodzina budująca dom. Ten proces jest niesamowicie ekscytującym, dużym krokiem w tym wspólnym życiu, ale nie jest jedynym aktualnym wydarzeniem. Mai wychodzi ząbek, ja dostałam propozycję pracy i mam nowe buty do biegania. Nadchodzi jesień, trzeba uzupełnić guziki w płaszczach, wypastować buty i wystawić wreszcie ten wózek na sprzedaż. Marzenia marzeniami, przyszłość przyszłością, ale nie jesteśmy Pciuchem i nie żyjemy kiedy indziej, tylko dzisiaj, teraz i właśnie to jest ważne. Świeżo zmielona, ciepła kawa o poranku smakuje inaczej, kiedy delektuje się nią słuchając ulubionej muzyki niż wtedy, kiedy połyka się ją zimną w biegu, gdzieś pomiędzy wkładaniem rękawa do kurtki i kalosza na nogę. Wieczorna joga z czystym umysłem, w porządku i spokoju to też inne przeżycie niż joga na szybko, wciśnięta w ostatnią wolną chwilę dnia. O nie, nie, tak być nie może. Wdrażam w naszym domu naukę uważności. Od teraz, od dzisiaj.

Przeczytaj także

  • i bardzo fajnie, że to widzisz:) zwykle żyjemy przeszłością albo przyszłością – a co z tu i teraz? mój synek mnie powoli uczy, że właśnie liczy się tylko tu i teraz – przecież nie mogę takiemu maluchowi wytłumaczyć “później” :) dlatego cieszę się każdą chwilą :)

  • Pciuch jest od dziś moim ulubieńcem :)

  • Kurczę, też się tak czasem czuję, czekam na coś, a wszystko przelatuje gdzieś bez sensu. Nie umiałam tylko tego ubrać w słowa – dzięki :D

  • Ruda

    W mojej byłej pracy pewnego dnia szefowa (kilka lat ode mnie starsza) zaczęła narzekać, że ma tyle pracy (miała etat i dwa zlecenia, które zajmowały jej też trochę czasu) i tak naprawdę żyje od weekendu do weekendu. A te dni mają to do siebie, że szybko mijają i w niedzielę wieczorem człowiek nagle sobie zdaje sprawę, że NIE ZROBIŁ ZUPEŁNIE NIC WARTOŚCIOWEGO (tylko siedział przed telewizorem czy surfował po necie). Wtedy pomyślałam, że też tak żyję i postanowiłam to zmienić (nie miałam jeszcze dziecka). Zaczęłam z m. chodzić przynajmniej raz w tygodniu do teatru, zapisaliśmy się na kurs tańca (2 razy w tygodniu). Najpierw myślałam, że po pracy będę zbyt zmęczona, ale potem się przyzwyczaiłam, a czułam się od razu lepiej.
    pozdrawiam
    ps. życzę powodzenia w budowaniu. Ja też się przeprowadzam na Śląsk i właśnie robię generalny remont domu :)

    • Dzięki, że podzieliłaś się swoją historią. Super sprawa i przyznaję, że odkąd jakiś czas temu ustaliliśmy, że wieczorem ja robię jogę, a tata z dzieckiem idą na spacer od razu zrobiło nam się lepiej. To wszystko trzeba sobie po prostu porządnie poukładać w głowie.
      Powodzenia przy remoncie!

  • Uśmiecham się, gdy czytam ten wpis :) Znam te pułapki na wylot, przywiązywanie się do tego, co było lub co będzie. Cieszę się, że przekonujesz się do uważności, bo pamiętam, że się wahałaś parę miesięcy temu. Moim zdaniem bardzo jej (czyli uważności) do twarzy z minimalizmem. Słabo znosi różnego rodzaju przymusy i powinności, ona po prostu może się odnaleźć, gdy się sobie (i światu) uważniej przyjrzeć. Pełnia obecności, coś co tygrysy lubią najbardziej ;) Przymierzam się do uważnościowego cyklu u siebie i myślę, mam nadzieję, że to już niebawem.
    Ps I ten Pciuch świetny – Bromba i inni :) :) :)

    • To prawda, nigdy nie rozumiałam, o co chodzi z tą uważnością i wydawało mi się, że to nie dla mnie, ale każdy w pewnym momencie sam dochodzi do jakiegoś punktu zwrotnego. Pełnia obecności, pięknie powiedziane. Z niecierpliwością czekam na Twój cykl. A Brombę uwielbiam :)

  • Czytając to właśnie sobie uświadomiłam, że “wyleczyłam się” z życia przeszłością i przyszłością, już nie pamiętam kiedy czekałam na to idealne życie, które dopiero ma nastąpić. Żyję w chwili obecnej, ale ciągle mi jeszcze daleko do idealnego doceniania chwili.

    • U nas przeszłość najczęściej pojawia się podczas wspólnego oglądania zdjęć, ale zbyt często (wg mnie) myślimy o przyszłości. Fajnie jest czasem pofantazjować, ale nie można przesadzać i poświęcić 90% czasu na życie tym, co teraz. W sumie łatwo powiedzieć, gorzej zrobić… Jakieś porady? :)

      • W zdjęciach właśnie o to chodzi żeby przypominały przeszłość, więc to jest jak najbardziej ok.
        A co do przyszłości, ciężko mi radzić, bo jakoś “samo to przyszło”, chyba pomogło tu właśnie myślenie, że nic nie jest pewne, nigdy nie ma pewności, że te najwspanialsze, najbardziej zaplanowane marzenia się spełnią, że nastąpi “ten” moment, nigdy nie mamy pewności co przyniesie jutro i czy w ogóle nastąpi i chyba z takim podejściem najłatwiej nauczyć się życia w chwili obecnej.

        • Tak samo do tego podchodzę i staram się zarazić podobnym myśleniem męża, ale chyba sam musi dojść do tego, że TERAZ jest ważniejsze od niepewnego JUTRA.