Minimalizm

Ćwiczenia z optymizmu

10/08/2015

Odkąd pamiętam mama nazywała mnie czarnowidzem. Muszę się zgodzić – rzeczywiście od czasów, do których sięgam pamięcią, widziałam świat raczej w ciemnych barwach, zawsze byłam gotowa na najgorsze, a każde przedsięwzięcie traktowałam jako z góry skazane na niepowodzenie. Tłumaczyłam sobie, że lepiej spodziewać się czegoś złego i pozytywnie się rozczarować. Na konkursy piosenki szłam przygotowana dobrze, ale po wykonaniu “wiedziałam”, że nagrody nie będzie. Zawsze była. Kiedy byłam pewna siebie na ostatnim etapie olimpiady językowej – nie udało mi się zostać laureatką. Po kilku takich przypadkach zauważyłam pewną prawidłowość, którą bardzo długo się kierowałam w dorosłym życiu – myśleć negatywnie dla pozytywnych efektów. Dopiero teraz widzę, jakie to było głupie. Te “prawidłowości” były nimi tylko dlatego, że wyciągałam je z pasm różnie układających się rezultatów działań i nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.

Nie wiem, kiedy podjęłam decyzję o zmianie myślenia. Sądzę, że miało to związek z nawiązaniem znajomości z moim mężem, wiecznie uśmiechniętym przeważnie-optymistą. Zaraził mnie swoim podejściem do życia w stylu “co ma być to będzie, ale będzie dobrze”. No i jest dobrze. Obojętnie, co się dzieje, ostatecznie zawsze jest dobrze. Od czasu do czasu jeszcze łapię się na tym, że wydaje mi się, że coś się nie uda, ale potem mówię sobie “I co z tego? Nie uda się teraz, uda się innym razem”.

Narzekanie to polski sport narodowy, staram się jednak nie narzekać, mimo że czasami wydaje mi się, że rozmówca tego ode mnie oczekuje. A nie mam na co narzekać – jestem sprawna, mam zdrowe dziecko i wspaniałego męża. Jestem pogodzona z faktem, że niektórych rzeczy nie da się zmienić, wiadomo, że gdzieś jest inaczej, ale czy lepiej? Zresztą nieważne, dla każdego “lepiej” oznacza często coś zupełnie innego. Zawsze znajdzie się powód do narzekań, ale zawsze też znajdzie się powód, by wyrazić wdzięczność za to, co się ma.

Codziennie ćwiczę optymizm – napawam się poranną ciszą, chłodnym powiewem w upalne dni, gorzkim smakiem kawy. Staram się dostrzegać dobre strony każdej, nawet najgorszej sytuacji. Cieszę się z drobiazgów. Dużo się uśmiecham, tak po prostu. Wychodzi więc na to, że optymizmu można się nauczyć. Zauważyłam, że dzięki temu wszystkiemu polepszyła się jakość mojego życia, co razem z wprowadzeniem w praktykę zasad ogólnie rozumianego minimalizmu dało niesamowitą mieszankę. Kolejny raz napiszę, być może jest to nudne, ale napiszę – jestem szczęśliwa.

Przeczytaj także

  • Klaudia Jaroszewska 10/08/2015 at 09:50

    nie lubię narzekać. Gdy zaczynam – czuję się źle, gdy to stwierdzę, czuję się jeszcze gorzej a potem już bliska droga do dołka..

  • czmiel 10/08/2015 at 15:10

    Ja zazwyczaj jestem optymistką i choć bywa ciężko, to staram się tą cechę pielęgnować. Z uśmiechem na twarzy jakoś tak życie przebiega przyjemniej :)

  • Natalia | minimalnat.com 10/08/2015 at 19:00

    Cudownie byłoby napisać, że mnie z negatywnego myślenia wyleczyła moja wielka , prawdziwa miłość – ale tak się nie stało. Moje negatywne myślenie zmienili ludzie, których poznałam w Norwegi, w pierwszej zagranicznej pracy, w pierwszej zagranicznej podróży. I chyba trochę się uzależniłam od poznawania punktu widzenia innych ludzi, ich historii i złotych rad, bo do tej pory uważam, że podróżowanie to najfajniejsza rzecz na świecie. Mam nadzieję, że spotkam kiedyś takiego nawróconego pesymistę, jakim jestem ja ;)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 10/08/2015 at 19:29

      Podróże i poznawanie różnych kultury i sposobów życia i myślenia, to jedna z najfajniejszych rzeczy na świecie. Z moich doświadczeń wynika jednak na przykład, że Hiszpanie wcale nie są takimi optymistami, za jakich ich się uważa ;) Chyba nigdzie nie spotkałam tylu marud, ile w Hiszpanii.

  • Kasia W | Ograniczam Się 11/08/2015 at 21:53

    To ciekawe, ale ja zwykłam mieć podobne myślenie w czasach szkolnych i podczas studiów. Nawet będąc świetnie przygotowana mówiłam sobie “To nic, że mi nie pójdzie, nie jest to najważniejsze” i oczywiście udawało się zawsze najlepiej. Pesymizm to jeden aspekt, ale ja mam wrażenie, że od małego nam się wmawia, żeby ‘nie zapeszać’. Nie chwal, bo zapeszysz, zauroczysz. Może to polskie ludowe mądrości czynią z nas sceptyków?

    • Kasia | Droga do minimalizmu 12/08/2015 at 11:12

      Widzisz, nawet nie pomyślałam o tym, że rzeczywiście często wmawia się nam, by nie zapeszać i nie być zbyt pewny swojego. Aczkolwiek mama, wieczna optymistka, chciała mnie sprowadzić na tę swoją, dobrą stronę mocy, długo nieskutecznie ;)

  • Pensjonarka 18/08/2015 at 15:52

    od kilku lat mam podobne podejście pod hasłem “jestem szczęśliwa”. Takie podejście zmienia wszystko :)!

  • Marta 18/08/2015 at 20:35

    takim pesymistom, czarnowidzom potrzebna jest przeciwwaga jak powietrze. Potrzebna jest nie tylko do tego żeby psychicznie zachować równowagę, ale też by zmieniać rzeczywistość. Bo faktycznie skoro myślimy że się nie uda to za często rezygnujemy. Dobry duch który w nas wierzy pcha do działania