Mały biały domek

Mały biały domek cz. 1

02/07/2015

W czerwcu minął rok odkąd kupiliśmy działkę z myślą o budowie domu. Dzisiaj po wielu papierologicznych bojach dostaliśmy pozwolenie na budowę. Mimo że do efektu końcowego jeszcze daleka droga, to pomyślałam, że to dobra okazja, by zrobić krótkie wprowadzenie. Dlaczego ludzie dążący do minimalizmu i prostoty nagle wymyślają sobie zbudować dom – potencjalne źródło kolejnych spraw na głowie?

Na początku zeszłego roku, kiedy to oczekiwaliśmy naszej pociechy, stwierdziliśmy, że w związku z powiększeniem rodziny być może dobrze by było powiększyć też przestrzeń życiową. Z określonym budżetem i wymaganiami co do lokalizacji rozpoczęliśmy przeszukiwanie portali ogłoszeniowych. Naszą uwagę przykuło mieszkanie prawie osiemdziesięciometrowe, do remontu w zabytkowej katowickiej kamienicy. Po wstępnych oględzinach stwierdziliśmy, że mieszkanie ma potencjał i zaczęliśmy negocjacje cenowe. Właściciel nie chciał za dużo zejść z ceny, my nie chcieliśmy tyle zapłacić. Wtedy – na bieżąco z historiami na blogach o minimalizmie – coś mnie tchnęło: a może by tak wybudować mały dom o podobnym metrażu? Po krótkim researchu doszliśmy do wniosku, że byłoby możliwe wybudować coś małego i (być może) zmieścić się w założonym budżecie.

Historia poszukiwań odpowiedniej działki jest ciekawa, ale zbyt długa – i chyba nieistotna – by teraz ją poruszać. W każdym razie trafiliśmy na nią przypadkowo, jeżdżąc po okolicy w poszukiwaniu innej ziemi z internetowego ogłoszenia. Jako że wierzę w przeznaczenie i szczęśliwe zbiegi okoliczności wiedziałam, że akurat ta znaleziona przypadkiem będzie nasza. Oczywiście, nie obyło się bez problemów, ale ostatecznie kupiliśmy sprawdzoną wzdłuż i wszerz – a przynajmniej tak nam się wydaje – działkę w miłej okolicy.

Zanim w ogóle zaczęliśmy szukać ziemię rozpoczęłam poszukiwania idealnego projektu. Z perspektywy czasu myślę, że mogliśmy jednak wyłożyć więcej grosza i zdecydować się na projekt indywidualny, ale chcieliśmy raczej trzymać się założonego budżetu. Miał być to domek do stu metrów, parterowy, a zarys działki wymusił jeszcze, by dom był wąski i zmieścił się na tej ziemi z wymaganymi przez prawo budowlane odległościami od granic. Miałam kilku faworytów, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się wybudować dom według projektu Dom w owocolistkach. Wprowadziliśmy kilka zmian, a czas pokaże, czy były one trafne.

Własny dom kojarzy nam się z wolnością. Fakt, wymaga on dodatkowych nakładów pracy i uwagi, ale jest się niezależnym. Nie trzeba myśleć o sąsiadach, żeby o północy wbić gwóźdź w ścianę, nie trzeba prosić się o pomalowanie klatki schodowej i słuchać awantur zza ściany. Można zjeść śniadanie na tarasie, wyjść do ogrodu o każdej porze dnia i nocy, zagrać w badmintona na własnoręcznie skoszonej trawie i robić kompost. Taka to oto sielska wizja domu z ogrodem rozwinęła się w naszych wychowanych w blokach umysłach. Zdajemy sobie sprawę z wad własnego domu (cieknący dach napraw sobie sam, wystawiaj kubły na śmieci, zamontuj alarm antywłamaniowy…), mimo wszystko wolimy zainwestować w to niż w nie do końca pewne mieszkanie w podobnym zakresie cenowym. Przyznaję, że nigdy przenigdy nie sądziłam, że będę mieszkać we własnym domu w małym miasteczku, całe życie marzyłam raczej o apartamencie na ostatnim piętrze wieżowca z widokiem na tętniące życiem miasto, ale jak widać – wszystko się zmienia.

Przeprawy z pozwoleniami, zaświadczeniami, pieczątkami i podpisami to pewnie nic w porównaniu z tym, co nas czeka przy budowie, ale cieszymy się, że ten etap już mamy za sobą. Budujemy z prefabrykatów keramzytobetonowych, więc jest duża szansa, że za rok o tej porze będziemy już dawno “na swoim”, a Maja będzie szaleć dookoła rabatek.

A jak Wasze doświadczenia? Mieszkacie w domu czy w bloku? Budowaliście się? Każda rada jest na wagę złota.

Dom w owocolistkach - Archon

Biuro projektów Archon – Dom w owocolistkach | Bardzo podobnie będzie wyglądał nasz mały biały domek

Przeczytaj także

  • Agata

    Cześć. My juz dawno mieszkamy w domku. Zabieramy sie za ponowne malowańie. Dom nie wyklucza mińimalizmu. Niestety, w tamtym czasie myślałam całkiem inaczej i zależało mi na dużym stole, aby zmieścił całą rodzinę. Teraz ten stół jest rozkładany kilka razy w roku. Dom cały czas się zmieńia, tak jak sytuacja rodzinna (pojawienie się dzieci). Z pewnością mogę powiedzieć, że nie jest składem różnych nieużywanych przedmiotów pomimo metrażu. Życzę powodzenia i szybkich kwiatków na rabatkach. Pozdrawiam agata

    • Dziękuję za komentarz! My też nie zamierzamy szaleć, wiemy, co sprawdza się u nas TERAZ i na tym będziemy bazować wyposażając dom. Nasza rodzina też jest dość spora, ale jeszcze się zastanowimy nad dużym stołem…

  • Ja się nie budowałam, ale trochę mieszkałam w domu. Bardzo cenię sobie miejskie życie i nie mam wielkich potrzeb przestrzennych, dlatego naprawdę jestem szczęśliwa w mieszkaniach, ale epizod w domu był wyjątkowy. Bliskość natury, śniadania w ogrodzie. Znów jestem w niedużym mieszkaniu w mieście, ale trochę mi się marzy zamieszkać w bawarskiej chatce. Budowa to dla mnie jednak czarna magia, nie chciałabym musieć się o to troszczyć. Podobno nie należy nigdy mówić nigdy, ale ja jednak chyba nigdy się nie podejmę takiego wyzwania :) Niemniej jednak życzę Wam powodzenia i trzymam kciuki.

    • Dzięki, Mo! Budowa to na pewno będzie wyzwanie, nawet nie chce mi się o tym myśleć… Ale mam nadzieję, że będzie warto. A jakby co to na starość zamieszkamy se w Nowym Jorku, a co ;)

  • disqus_TEDIsvII1h

    Ja jestem sceptycznie nastawiona do budowy domu. Dom w mieście na niewielkiej działeczce niewiele różni się od mieszkania w bloku, a problemów więcej. Dom w malowniczej okolicy + duża działka = najczęściej dojazdy do miejsca pracy oraz do szkoły/przedszkola. Dodatkowo kiedy dzieci są już nieco starsze domagają się kontaktu z rówieśnikami, który trudno zapewnić mieszkając w domu.
    My kiedyś też kupiliśmy działkę za miastem z myślą o budowie domu, ale rozważywszy to wszystko, co powyżej, wycofaliśmy się na jakiś czas z tego pomysłu. Może jak dzieci będą już starsze i komunikacyjnie bardziej samodzielne.

    • Jasne, dom ma swoje plusy i minusy, zawsze trzeba rozważyć za i przeciw w swojej sytuacji. My mamy dużo szczęścia, że działka nie jest na całkowitym odludziu ani nie w centrum, w pobliżu są dwa przedszkola i dwie szkoły, a także dużo nowych domów, gdzie mieszkają młode rodziny, więc jest szansa, że uda się zapewnić towarzystwo Mai. Mamy momenty zwątpienia, ale skoro kiedyś zdecydowaliśmy się na ten krok, to mieliśmy ku temu powody i miejmy nadzieję, że nie będziemy żałować :)

  • przeżyłam 2 budowy domu moich Rodziców (tak, Ojciec jest budowlańcem z zamiłowania i postawił 2 domy – jeden w mieście do mieszkania, drugi w górach do wypoczywania), zalet jest mnóstwo – własny ogród, przestrzeń. Też się zastanawialiśmy z Mężem czy nie kupić działki albo domu, ale ostatecznie po doświadczeniach Rodziców uznaliśmy, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na budowę (co najmniej rok pełnego zaangażowania w budowę i wykończenie), a potem na koszenie trawy, dbanie o działkę i dom. Zdecydowaliśmy się na mieszanie – minimalistycznie właśnie, będziemy dzięki temu mieli więcej czasu dla naszego synka (który lada dzień pojawi się na świecie) i więcej czasu na podróże, na rodzinę. Mamy ten komfort, że jak zapragniemy mamy dostępny dom w górach Rodziców, poza tym ich ogród w mieście (mieszkamy niedaleko), ale na własną budowę nie zdecydujemy się wcześniej niż za 10lat. Pamiętaj, że musisz doliczyć co najmniej 10% nieprzewidzianych kosztów (a zawsze się pojawiają, mój Ojciec przy drugim domu był już mądrzejszy, ale nie uniknął wpadek, stwierdził, że teraz dopiero jest gotowy na postawienie dobrego domu, ergonomicznego i nie chodzi tu o projekt, ale o doświadczenie z materiałami, budowlańcami i różnymi rozwiązaniami, najbardziej odpowiednimi dla rodziny), a wykończenie to minimum 1000 pln na m2 (nie mówię o meblach tylko o wykończeniu stanu surowego, biorąc pod uwagę, że nie będziecie kupowali najtańszych materiałów z najtańszych marketów), warto zainwestować w dobre, solidne wykończenie, zaprocentuje to w przyszłości, ale koszty na początku będą duże. Oj, dużo mogłabym pisać:)

    • Wow, ile informacji! :) Tak, o doliczeniu tych 10-15% słyszeliśmy nieraz (zakodowane), chcemy postawić na jakość w materiałach, ale też ograniczyć tzw. “cuda wianki” do minimum, zobaczymy, jak nam się uda ;) Jakby co, to wiem, do kogo będę się uśmiechać po porady ;)

  • Magda K-ska

    Przez 20 lat mieszkałam w kamienicy w centrum Krakowa, od ponad 12 lat mieszkam w domu i za nic w świecie nie wróciłabym do mieszkania. Dom to mnóstwo dodatkowych obowiązków, zawsze jest coś do roboty, naprawdę ZAWSZE, ale wynagradza Ci to cisza, spokój, brak bliskich sąsiadów, ogród do którego możesz wyjść w każdej chwili. Do centrum miejscowości w której mieszkam mam 20 minut piechotą. Mały sklepik tuż pod nosem, blisko jest podstawówka, a do centrum Krakowa jadę 30 minut autem, albo 45 komunikacją miejską. Nie sądziłam, że będzie mi się podobać podmiejskie życie, ale nie zamieniłabym go na żadne inne.

    • O tak, domyślam się, że w swoim domu jest co robić, jestem realistką, ale tak jak piszesz – reszta to wynagradza. My zamieszkamy w małym miasteczku, gdzie wszędzie jest blisko, a i tak na wszelki wypadek trenuję tą jazdę na rowerze ;)

      • Magda K-ska

        Najważniejsze, że macie świadomość, że jest dużo pracy przy własnym domu, to już jest połowa sukcesu przy decyzji o budowie.

  • Lotus Eater

    Kasiu domek śliczny i wcale nie tak mały;) Życzę powodzenia w procesie budowania:)
    Ja całe życie mieszkałam w wieżowcu, potem w blokach, w kamienicy również.
    Mieszkania w starych kamienicach mają swoje uroki i bardzo mi się podobają.
    Tak jak mówicie są plusy i minusy mieszkania w domku. Jednak uważam że o wiele więcej jest plusów. Mamy wielu znajomych mieszkających w domkach i niektórzy z nich narzekają, czasami czy na potrzebę samodzielnego ogrzewania czy na coś innego,ale zawsze jednak są zgodni że nie ma to jak swoje:) My obecnie mieszkamy w małym, dość spokojnym bloku, ale z czasem tez chcemy domek, ja bym chciała najlepiej gdzieś na uboczu:) Zobaczymy czas pokaże, na razie nam się nie spieszy.
    A ja jestem ciekawa jak jesteście nastawieni do samego procesu budowania? Bo jak ktoś się choć trochę zna to jest łatwiej, niby są firmy ale wiadomo że zawsze trzeba samemu dopilnowywać. Dlatego czasem myślimy czy nie lepiej by było po prostu kupić gotowy dom, nawet do remontu… Ja uwielbiam takie stare- odnowione chaty:)

    • No właśnie ja cały czas narzekam, że te 96 metrów to i tak za dużo ;) Ale niech będzie, przynajmniej będę miała duuuużo miejsca na jogę ;) Sama budowa to pewnie będzie koszmar, na szczęście i brat, i tata znają się na materii, więc jakby co to liczymy na ich podpowiedzi.
      Zawsze podobały mi się przestrzenne mieszkania w starych kamienicach i czasem tak się zastanawiamy, czy nie lepiej było iść w tę stronę, ale tak jak napisałaś – zawsze to “swoje”, niezależne.

      • Lotus Eater

        Myślę, że jak już się urządzicie w tym pięknym “małym” domku zapomnisz o kamienicach:) Dobrze że macie znajomych fachowców. W takiej sytuacji można liczyć na pomoc i ma się pewność że nikt Cię nie oszukał, bo różnie to bywa. Powodzenia !

  • Ciekawy projekt. Mam nadzieję, że uda się to szybko zrealizować. Jestem ciekawy, jak będzie wyglądać zieleń wokół domu na żywo, bo sam na co dzień zajmuję się w pracy terenami zielonymi.

    • O zieleń wokół domu zadba mój tata, zapalony ogrodnik. Właściwie już dba, bo na działce już teraz rosną warzywa, owoce i krzewy ozdobne. Przed domem na pewno stanie magnolia, obok wejścia rododendrony. Oprócz tego nie planujemy większych nasadzeń, by nie dokładać sobie pracy, na której się nie znamy :)

      • Można minimalistycznie, ale ładnie wszystko rozplanować. Chętnie zobaczę z czasem zdjęcia nowego domu i otoczenia. Powodzenia w budowie!

  • Moim marzeniem jest mieszkać w mieście! Nie martwić się o odśnieżanie, ogrzewanie, siano i żniwa. Wymiana pieca w kotłowni to wydatek równorzędny z kupnem samochodu. :( W dodatku musisz dbać o teren wokół domu. Trawa sama się nie skosi. Mieszkanie w domu, na wsi to taki etat za który nikt ci nie płaci. Jestem z grona osób, które nie doceniają mieszkania w spokojnej okolicy, na wsi, we własnym domu. Może kiedyś to sie zmieni, ale widzę ile pracy muszę włożyć w dbanie o NASZ dom. Dobra! Teraz więcej we mnie żalu i złości, bo w dni gorące tak jak ten, jadę z grabiami przy sianie :) Każdy musi dojrzeć do decyzji gdzie chce się osiedlić. Będe trzymać za was kciuki bo wiem ile pracy przed wami! Pozdrawiam :)

    • Na szczęście trawy nie trzeba kosić codziennie ;) Też zawsze byłam “miastowa” i nie wyobrażałam sobie mieszkać w domu, ale przyszło i na mnie. Poza tym, nadal będziemy mieszkać w mieście tylko mniejszym, a znając nas i tak ciągle gdzieś będziemy fruwać. Odśnieżanie to jednak rzeczywiście bieda ;) Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.

      • Jasne, że tak! Moi rodzice mieli po prostu taki kaprys i wybudowali się w lesie … przez co odśnieżanie to największy problem, dla nas i dla naszej gminy ;) Domek bliżej “centrum” to nie jest zły pomysł :)

  • Marta

    my zdecydowaliśmy się na tzw “docelowe mieszkanie” ;-) tzn będąc młodym małżeństwem mieszkającym na niecałych 50 m2 stwierdziliśmy ze trzeba kupić mieszkanie dla nas plus dwójki dzieciaków które mam nadzieję w naszej rodzinie się kiedyś pojawią. tak zrobiliśmy. od roku jesteśmy już w nowym miejscu. Kupiliśmy mieszkanie w stanie deweloperskim i staraliśmy się urządzić je minimalistycznie tzn żeby zamiast mnóstwa mebli i bibelotów zdobiła je przestrzeń i proste niezbędne do życia przedmioty w dobrej jakości. niestety cały proces był jak dla mnie ogromnie męczący. ekipy które przewijały się przez nasze mieszkanie, jedna niszcząca efekty pracy poprzedniej to był istny dramat… przykro było patrzeć, mimo że nie ponosiliśmy dodatkowych kosztów tych wtop (nasza umowa zakładała zapłatę za efekt końcowy na podst projektu). nie wiem czy dałabym radę dopilnować budowy domu. fajnie więc że możesz liczyć na tatę i brata w tym temacie.

    co do kosztów budowy to niestety nie zawsze to co minimalistyczne jest niedrogie. bo dajmy na to prosty dębowy stół od stolarza jest droższy (kilka razy) niż taki sklejkowy z ikea, wanna wolnostojąca jest droższa niż w zabudowie itd… ale czasem warto kupić coś droższego, starannie wybranego bo będzie dłużej cieszyć oko lub będzie po prostu dłużej działać.
    W sumie to trochę tak jak z ciuchami ;-)

    • Całkowicie się zgadzam, minimalizm to też (a może głównie) stawianie na jakość, a ta kosztuje, ale tak jak mówisz – proste urządzenia i meble bez udziwnień będą służyć na lata. Mamy to szczęście, że mój wujek jest takim “fachmanem” z prawdziwego zdarzenia i wiemy, że wykończy nam dom starannie, dokładnie i pomysłowo. Oby tylko nie było przejść z samą firmą budowlaną ;) Ale chyba o tym możemy sobie pomarzyć… (Już niedługo rozwiązanie, trzymam kciuki, sierpniówko :))

      • Marta

        dzięki ;-)

  • Gaba

    Domek prześliczny, ale pierwsze co mi się rzuciło na myśl: a gdzie Ty będziesz trzymać te meble ogrodowe?;)

  • Moje rady wynikające z doświadczenia:
    – zasadź krzewy i drzewka przed ukończeniem domu. Jak skończycie – będą jak znalazł – może nawet zaczną już owocować.
    – gniazdek elektrycznych zawsze jest za mało – zwłaszcza w kuchni. Policz ile ich będziesz potrzebować i pomnóż przez 2 (pewnie i tak okaże się, że jest za mało). Zamontuj je w każdym pomieszczeniu – na korytarzu i w schowku też – będziesz miała gdzie podłączyć odkurzacz itp.
    – jeśli się da – zaplanuj spiżarnię. Nawet jeśli teraz nie robisz przetworów (hipotetycznie) to możesz kiedyś zacząć. Poza tym tam możesz trzymać np.: foremki do wypieków, zapasowe garnki, karmę dla zwierzaków, doniczki itp. Ja nie mam i bardzo mi brak takiego pomieszczenia.
    – kolejnym pomieszczeniem o któym marzę jest pralnia z suszarnią. Przy dzieciach to “must have”. Uwolnisz łazienkę od rozwieszonych na widoku “desusów” a i ubranka szybciej schną w pomieszczeniu z odpowiednią wentylacją.
    – schowki to w ogóle bardzo ważne pomieszczenia – na grabie i kosiarkę, na meble ogrodowe, na gumowce i odkurzecz i milion drobnych rzeczy które nawet minimaliści muszą mieć.
    I na koniec coś, co większości obecnych inwestorów nie przekonuje: salon połączony z kuchnią to niestety nie jest dobry pomysł. Wygląda pięknie na projektach i zdjąciach, ale nie na co dzień. Przeważnie goście zjawiają się gdy w kuchni jest bałagan. Zresztą nie zawsze chcesz by każdy Twój ruch w kuchni był obserwowany przez np. kogoś kto przyszedł porozmawiać z mężem w ważnej sprawie, lub choćby przez będącą w gościnie teściową. Zapachy kuchenne to nie zawsze najlepsze co mamy do zaprezentowania. Hałasy urządzeń kuchennych przeszkadzają domownikom np.: w oglądaniu tv.
    Być może nie wszystko Cię przekonuje. To tylko moje spostrzeżenia poparte 17-letnim mieszkaniem we własnym domu. A salon połączony z kuchnią miałam zanim stało się to modne i kombinuję teraz jak je oddzielić.

    • Bardzo dziękuję za wszystkie porady! U nas będzie i schowek, i pralnia – to właśnie jedne ze zmian wprowadzonych do projektu. Łączenie salonu z kuchnią rzeczywiście jest modne i jakoś nie wyobrażam sobie innego rozwiązania – nawet teraz mamy otwartą na salonik kuchnię, co sprawia, że muszę w niej utrzymywać stały porządek i mam cichą nadzieję, że nadal tak będzie. Poza tym nie czuję się aż tak przywiązana do kuchni, żeby krępowała mnie obecność kogoś w salonie. Oczywiście, wszystko wyjdzie w praniu.
      Poradę co do gniazdek na pewno sobie zapiszę, bo rzeczywiście czasem nie zdaje się sprawy z takiej błahostki, która jednak jest dość ważna. Krzewy i drzewka już są, w tym roku zbieraliśmy pierwsze plony :) Zobaczymy, czy budowlańcy je oszczędzą…
      Jeszcze raz dziękuję za rady i proszę o jeszcze ;)

  • W takim metrażu to i ja bym się czuła dobrze:) Nie lubię ogromnych domów, bo kojarzą mi się z chłodem i pustką. W sensie ściany zawsze da się zapełnić meblami, ale ludzie mieszkający w takich domach na ogół się mijają i żyją razem ale osobno.

    • Kiedyś podobały mi się wielkie domy, ale wydają mi się zupełnie niepraktyczne. W małym domku masz wszystko, nie musisz pokonywać kilometrów, żeby przejść z pokoju do łazienki i nie trzeba dwóch dni poświęcić na sprzątanie ;)

  • Ziutka

    Od ponad pół roku mieszkam w malutkim domku z bala o metrażu 67,5 m2 powierzchni użytkowej . Wcześniej mieszkałam w bloku i już wiem , że wszystkie te lata spędziłam w klatce takiej jak w ZOO . Mieszkanie miałam własnościowe a i tak nie czułam się jak na swoim . Teraz czuję ,że jestem u siebie i wszystkim zastanawiającym się jeszcze czy sprzedać mieszkanie i wybudować mały domek mówię 3 x TAK :))) Kocham mój domek mimo że jeszcze w środku mamy mnóstwo rzeczy do wykończenia ale roślinki już rosną w ogrodzie i śmieją się do mnie każdego ranka . Pozdrawiam wszystkich i mocno zachęcam .

  • My właśnie budujemy nasz maly domek (80 m2 powierzchni użytkowej). Wasz jest cudny i ciekawa technologia. Idę czytać dalej :)

    • No to trzymam kciuki! Ja marzyłam, żeby się zamknąć w 80 metrach, ale jakoś stanęło na tych stu ;) Wszystko i tak jest większe od naszych obecnych 30 m2.