Oczyszczanie przestrzeni

Jak się kończy sentymentalne gromadzenie rzeczy

04/07/2015

Kilka dni temu zalało nam piwnicę. Nie przejęliśmy się tym aż tak bardzo, bo nie trzymamy tam wiele, czytaj: opony zimowe i snowboard. Dzisiaj B. znalazł chwilę czasu, by posprzątać syf, który się tam nagromadził. Po jakimś czasie wrócił i powiedział “Słuchaj, jest tam jedno takie pudło ze Spice Girls, kasetami VHS i różnymi zabawkami”. Moja pierwsza myśl “Skąd to się tam wzięło?”, druga – “Co to są za zabawki?”. B. przyniósł pokazać mi to, co zostało z feralnego pudła, a tam mnóstwo jakiegoś zalanego szlamem syfu. Zrobiło mi się trochę przykro widząc zmasakrowaną Pannę Zajączkównę, zabawkę starszą ode mnie, Pana Jeżyka z rozwaloną nogą i zawilgocone zbierane latami wycinki o moim ulubionym zespole z lat nastoletnich. Były tam też widokówki ze Spice Girls, plakaty ze Spice Girls, naklejki ze Spice Girls i w ogóle Spiceworld everywhere. “Byłam pewna, że mamy to pod łóżkiem…” zdążyłam powiedzieć zanim pozwoliłam B. wynieść to wszystko na śmietnik.

Kurczę, piszę o minimalizmie, o nieprzywiązywaniu się do rzeczy, przekonuję, że lepiej mieć mało pamiątek, ale wartościowych, a potem nagle się okazuje, że w piwnicy trzymam pudło, o istnieniu którego nie pamiętam. No i sobie myślę, że tak miało być: potrzebna była powódź w piwnicy, żeby wreszcie mieć racjonalny pretekst, by wyrzucić te dziwne kolekcje (a te Spice Girls trzymałam, bo po cichu liczyłam, że kiedyś te zbieraniny będą warte tyle, ile teraz pamiątki po Beatlesach). OK, było mi przykro widzieć zabawki z dzieciństwa idące na śmietnik, ale z drugiej strony przecież w ogóle zapomniałam o ich istnieniu. Niestety, na hasiok poszły też wszystkie ozdoby choinkowe, bo ciężko cieszyć się ze świątecznej choinki śmierdzącej szlamem. B. mówił, że idąc z kolejną porcją syfu widział, jak pewna pani zabiera pozostawione bombki. I fajnie, niech korzysta, jeśli uważa, że można je ocalić. Wiecie, one’s man trash is another man’s treasure.

W pralce drugi cykl prania przechodzi właśnie pluszowa żaba – nagroda w konkursie piosenki francuskiej i mały jeżyk, syn Pana Jeżyka bez nogi. Maja na pewno kiedyś ugotuje dla nich niewidzialny obiadek. A dla nas niech to będzie nauczka i przykład powtarzany w przyszłości, by trzymać tylko to, co ważne, by o to dbać i nie chować w domowych zakamarkach “bo pamiątka”,”na zapas”, “dla potomnych”, bo przy każdej okazji możemy wszystko stracić.

Przeczytaj także

  • Tomasz Nawrot 04/07/2015 at 15:49

    Szkoda tych skarbów, ale dzięki temu pozbyłaś się czegoś, co zalegało w czeluściach piwnicy spory czas, a za kilka lat i tak by było do wyrzucenia.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 06/07/2015 at 12:43

      Szkoda, ale trzeba przejść do porządku dziennego, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

  • Monika Mo 05/07/2015 at 10:41

    Zabawek z dzieciństwa trochę szkoda, bo macie córkę, która by się z nich cieszyła. Moja mama gromadziła moje kocyki z okresu niemowlęcego, późniejsze książki… I gdy urodziłam dziecko, dostałam je. W nienaruszonym doskonałym stanie. Z koca faktycznie korzystaliśmy. Książki jeszcze czekają, aż młody podrośnie, ale będzie nimi zachwycony, ja w wieku przedszkolnym je uwielbiałam i pamiętam to do dziś!

    • Kasia | Droga do minimalizmu 06/07/2015 at 12:44

      Na szczęście pod łóżkiem znalazł się Pan Lisek i lalka Zuzia, którą Maja notorycznie buziaczkuje. U moich rodziców czeka stos książek, jeszcze z lat 70, czyli lat młodości mojego rodzeństwa, więc czeka mnie niemały spadek…

  • Natalia | minimalnat.com 05/07/2015 at 21:17

    Kurcze! Taka strata! Sama muszę się zastanowić, gdzie trzymam moje zabawki z dzieciństwa.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 06/07/2015 at 12:45

      Na szczęście nie były ty wszystkie zabawki, kilka przytulanek ocalało pod łózkiem ;)

  • www.simplife.pl 05/07/2015 at 21:24

    moje zabawki początkowo przejęło moje młodsze rodzeństwo, później większość z nich mama oddała swojej koleżance, która otwierała punkt przedszkolny, trochę rozeszło się po znajomych i ich dzieciach, między innymi chrześnicy mojego prawie męża. ostatki sprzedałyśmy razem z siostrą, jak robiłyśmy w domu gruntowne porządki, bodajże 2 lata temu. krótka historia o tym dlaczego nie mam zabawkowych pamiątek z dzieciństwa, sama nie wiem, czy to źle czy dobrze ;)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 06/07/2015 at 12:46

      Szczerze mówiąc, to nie mam wielkiego sentymentu do moich zabawek z dzieciństwa, może dlatego, że wszystkie były w spadku od dużo starszego rodzeństwa… Panny Zajączkówny trochę żal, ale ocalał Pan Lisek, też niezły ;)

  • Pensjonarka 06/07/2015 at 08:08

    w sumie została mi tylko jedna zabawka z dzieciństwa – to pan Teofil, wielki pies, którego dostałam od Rodziców jak miałam roczek. Pan Teofil jest już starszym panem i bardzo sfatygowanym (ciągle odpada mu ucho), jest lokatorem letniego domu moich Rodziców i mój synek pozna go osobiście. Reszta zabawek poszła w świat, jak to było w latach 80tych:)
    Za to moja Mama zachomikowała dla wnuków całe wielkie pudło klocków lego i bardzo się z tego cieszy :)
    szkoda takiej straty, ale masz rację, że jest to przykład – to co jest ważne trzymać w specjalnych miejscach, a bez reszty możemy się obyć :/

    • Kasia | Droga do minimalizmu 06/07/2015 at 12:48

      U Ciebie Pan Teofil, u mnie Pan Lisek, który właśnie jest zacałowywany przez naszą pierworodną ;) U rodziców jest chyba jeszcze cały komplet plastikowych talerzyków dla lalek, więc czuję, że kiedyś do nas trafią. Nie ma co się martwić, to tylko przedmioty, które “odżyły” tylko dlatego, że sobie o nich przypomniałam. Dzięki takim akcjom uczę się nie przywiązywać do przedmiotów w takim stopniu, co kiedyś.

  • Alicja 17/07/2015 at 09:58

    Śmieci jednego są skarbami drugiego – tu się w 100% zgadzam. I jeśli komuś przydadzą się moje stare ozdobne poduszki, to wole je zapakować w reklamówkę i postawić przy śmietniku, niech ma :)

  • Catherine Sophie 30/11/2015 at 21:49

    Obejrzyj Inside Out Pixara, tam jest motyw starych “zabawek” z dziecinstwa o ktorych nie pamietamy, pieknie zrobione i daje do myslenia.