Oczyszczanie przestrzeni

Edycja przestrzeni

09/07/2015

Zanim wyjdziesz z domu, jeszcze raz przejrzyj się w lustrze i zdejmij jedną rzecz.
Coco Chanel

Każdy z nas na pewno zna to uczucie, kiedy po zrobieniu porządków nagle czegoś nam brakuje. Nie ma już stosu naczyń w zlewie, góry papierów na biurku czy wysuszonego dawno prania.  Zasadę Chanel można zastosować także w domu – zanim uznasz porządki za skończone schowaj do szafy jedną rzecz, jedną ozdóbkę, jedno zdjęcie, dwie muszelki, trzy świeczuszki.

Uwielbiam zmiany, przekładanie, zmienianie, EDYCJĘ. Zabrałam się więc kolejny raz do edycji naszego mikroskopijnego saloniku i pochowałam jakieś drobiazgi. Po kilku drobnych zmianach w pokoju znowu zagościło powietrze. Wydawało się, że nie mamy wiele, ale jak dużą różnicę zrobiło schowanie jednego ozdobnego pudełka, jednej ramki z grafiką, przeniesienie do kuchni miski na owoce, przestawienie krzesełka Mai pod okno.

Małe mieszkanie ma to do siebie, że niewiele potrzeba, by stało się jeszcze mniejsze. Mamy mało, ale jakby ciągle za dużo. Drobiazgi na widoku mogą szybko się opatrzyć, stać się niezauważalne i dopiero ich brak wpada w oko. To co dla nas jest normalne, dla innych może wydawać się bałaganem. Co więcej, zdjęcie w ramce ustawione, by przypominać o ważnych momentach nagle przestaje przypominać o czymkolwiek, bo po tylu miesiącach “stania” już tylko wtapia się w tło. Nigdy nie byłam zwolenniczką “ołtarzyków” ze zdjęć, ale jakoś tak wyszło, że sama kiedyś ustawiłam taką wystawkę, ale foty przechodziły rotację. Jeszcze do niedawna z uwagą i systematycznie czyściłam je z kurzu, teraz nie mam na to czasu. Trochę się nazbierało tych kurzołapów na naszych trzydziestu metrach: jak nie ramki, to pudełeczka z pamiątkami, jak nie bałtyckie muszelki, to włoska bodajże szyszka. Tak się zastanawiam, po co nam to skoro na co dzień w ogóle tego wszystkiego nie zauważamy?

Szyszka dostała jeszcze jedną szansę. Zdjęcie ślubne moich rodziców, którzy są ze sobą ponad 45 lat, też zostaje na honorowym miejscu. Pudełka z pamiątkami przeszły rewizję pod kątem wagi ich zawartości. Ujarzmienie wewnętrznego chomika to żmudna praca.

Przeczytaj także

  • BogusiaM 09/07/2015 at 23:29

    Też upraszam jak najbardziej mogę, mebli mam mało i przez 5 lat dokupiłam jedynie szafkę nocną, korzystam z tego co mam do tej pory tylko zmieniam ustawienie;) Ozdoby? jedna świeczka w słoiku (yankee candle lub kringle), 1 rama z plakatem i 2 ramki z grafikami, które wymieniam kiedy mam na to ochotę;) W sypialni nasze zdjęcia, ale planuję zmiany na bardziej przemyślaną galerię po remoncie. I na korytarzu białym mam lustro i ramkę z napisem:” be nice or leave. thank you” skromnie, ale mi się podoba;)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 10/07/2015 at 20:46

      No widzisz, bardzo fajnie, u nas na początku też tak było, ale po tych kilku latach galeria się rozrosła, nawet nie wiem kiedy. Ale już ogarnięte ;)

      • BogusiaM 10/07/2015 at 23:40

        U mnie się nie rozrasta, bo ciągle szkoda mi kasy na takie duperele;P

  • Tomasz Nawrot 10/07/2015 at 06:39

    Czasami trzeba rozstać się z rzeczami, które jedynie leżą – widoczne lub nie. Warto pamiętać, że to właśnie nasza silna wola pozwoli trwać w minimalizmie, a jak wiadomo, o zachowanie rozsądku przy gromadzeniu rzeczy jest trudno.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 10/07/2015 at 20:47

      Staram się tak “przeprogramować”, żebym nie musiała korzystać z silnej woli, tylko racjonalnie podejść do gromadzenia. Powoli mi to wychodzi ;)

  • Lotus Eater 10/07/2015 at 08:56

    ja też jestem przeciwniczką porozkładanych ze wszystkich stron bibelotów. po pierwsze gromadzą kurz, po drugie rozpraszają mnie, męczą moje oczy, nie potrafię odpoczywać kiedy mam porozkładane po meblach jakieś “pierdołki”. U nas w salonie stoi jeden duży drewniany kot i jeden mniejszy na komodzie, plus adapter. Na ścianie dwa obrazy i maska afrykańska. Może i tak za dużo…?
    Z ramek wyleczyłam się już dawno, mamy jedną w której są nasze dwa zdjęcia z dzieciństwa i tyle:) a tak poza tym ciągle przeglądam szafki, pudełka i dostrzegam rzeczy z którymi w końcu mogę się rozstać. Z niektórymi z nich jeszcze pół roku temu, a nawet miesiąc temu, nie mogłam się pożegnać, a teraz wyrzucam lub oddaję bez sentymentu. Największy krok zrobiłam oddając kilka książek do biblioteki, co wydawało mi się wyczynem nie możliwym jeszcze jakiś czas temu. Do pewnych decyzji trzeba dojrzeć:)
    pozdrawiam

    • Kasia | Droga do minimalizmu 10/07/2015 at 20:48

      Dokładnie tak! Mam to samo, powoli dojrzewam do pozbywania się pewnych rzeczy. W moim przypadku racjonalizowanie wyborów bardzo dobrze działa.

  • Pensjonarka 10/07/2015 at 16:56

    akurat zdjęcia uwielbiam i mam ich kilka w domu – ale tylko kilka i z ważnymi wydarzeniami na nich. Natomiast wszelkie bibeloty są dla mnie niedopuszczalne. Jedyny taki przedmiot w salonie to globus, ale jako podróżnicy musimy takowy mieć pod ręką :)

    • Kasia | Droga do minimalizmu 10/07/2015 at 20:49

      Ja też nie przepadam za bibelotami, ale jakieś tam muszelki i u nas się znalazły ;) Ich dni jednak są policzone…

  • Alicja 17/07/2015 at 09:50

    Przyjmuję zasadę że jeśli mam sobie coś kupić z podróży to chcę, żeby to mi się przydawało w życiu codziennym. Np. coś do kuchni :) Bo inaczej będzie to kolejny bibelot stojący na parapecie.
    I podobnie jak Ty, przestrzeń mieszkalną mam bardzo ograniczoną, ale dzięki temu nauczyłam się rotować rzeczy w mieszkaniu, tak żeby się nimi nie znudzić. Zauważyłam że moi znajomi bardzo silnie ale też pozytywnie, reagują na mieszkanie super minimalistyczne. Może każdy z nas do tego po cichu dąży?

    • Kasia | Droga do minimalizmu 17/07/2015 at 17:29

      Coś w tym może być, bo dużo znajomych mi mówi, że ich inspiruję do zmian, upraszczania… My z podróży zbieramy magnesiki na lodówkę – nie jest to zbyt minimalistyczne, ale fajnie wygląda na magnetycznej mapie świata ;)