Minimalizm

Jesteśmy odpowiedzialni za rzeczy, które posiadamy

10/06/2015

Pamiętacie, jak w recenzji książki M. Kondo “Magia sprzątania”, którą napisała Ajka wspomniane zostały rozmowy ze skarpetkami? Nie czytałam tej pozycji, więc nie znam kontekstu, ale wydaje się to głupie – jak to, gadać z rzeczami? Jednak tak sobie myślę, że przecież nasze przywiązanie do przedmiotów jest trochę jak przywiązanie do ludzi. Ponadto każda, nawet najmniejsza, rzecz ma swoją historię i często właśnie te powiązania sprawiają, że tak trudno nam się jej pozbyć. Mówimy też o nadawaniu przedmiotom drugiego życia, przesyłaniu ich dalej, że nieużywane są marnotrawione. Może więc warto zacząć rozmawiać z tymi skarpetkami?

Trzeba uświadomić sobie fakt, że jesteśmy odpowiedzialni za rzeczy, które posiadamy. Najłatwiej jest wyrzucić i zapomnieć, a przecież każda pierdółka może być przydatna komuś innemu i skazując ją na zaleganie na wysypisku odbieramy jej – niejako – rolę, którą mogła spełnić. Trochę śmieszna jest taka personifikacja, nadawanie ludzkich cech przedmiotom, ale chyba tylko w taki sposób jesteśmy w stanie zrozumieć, jak nasze nawyki – zarówno gromadzenie, jak i odgruzowywanie – wpływają na świat i związki przyczynowo-skutkowe. Nasi rodzice i dziadkowie mieli we krwi dbanie o rzeczy w swoim posiadaniu, bo nie mieli ich za wiele, a dostęp do nowych był ograniczony. Cerowali skarpetki, sklejali książki, robili meble, czapki na drutach, szanowali każdą rzecz. Teraz mamy szybki dostęp do taniochy, jeśli coś się zepsuje, to możemy zaraz kupić nowe, a czasami nawet bardziej się to opłaca, bo koszt naprawy starego przewyższa cenę kupna nowego. Gdzieś po drodze zanikły wpajane za młodu gospodarność, umiejętności majsterkowania, robienia na drutach. Na szczęście znowu rękodzieło jest w cenie, ludzie chyba powoli mają dość plastikowego badziewia od sztancy, pojawiła się moda na mądre oszczędzanie i minimalizm.

Jesteśmy odpowiedzialni za rzeczy, które posiadamy, więc im mniej mamy, tym odpowiedzialność mniejsza. Stawiając na jakość nie musimy się martwić o ilość, ale jednocześnie nie możemy zapominać,  że o wszystko trzeba dbać, że przedmioty trzeba szanować. Rozmawiając ze skarpetkami prędzej je zacerujemy niż wyrzucimy, gdy pojawi się dziura. Zostawiając w szafie tylko te ubrania, które się kocha, nie będzie problemem delikatne pranie czy doszycie odpruwającej się lamówki, bo trudno rozstać się ot tak z ukochaną sukienką. Jeśli na półce zostawimy tylko te książki, które dają nam radość, to będziemy ciągle do nich wracać, nie będą tylko zbierać kurzu.

Nadanie przedmiotom cech ludzkich pomoże nam uświadomić sobie to, że one też mają swoją rolę do spełnienia. Nieużywanie ich, trzymanie z tyłu szafy, skazanie na zapomnienie sprawia, że się marnują, niszczeją. Odbieramy im możliwość służenia komuś innemu, kto jest w potrzebie, kto je doceni, podrasuje, naprawi, nada im szczególną rolę. Przed zakupem oprócz zadania sobie pytania “Czy naprawdę tego potrzebuję?” warto też zadać sobie inne: “Czy potrafię docenić ten przedmiot? Czy będę o niego dbać?”. Takie postawienie sprawy dla mnie oznacza właśnie bycie świadomym konsumentem, świadomym tego, jak zwykłe wydawałoby się wybory zakupowe wpływają na otaczający nas świat.

Przeczytaj także

  • trochę jak Mały Książę i jego “jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś” :)

    • Też o tym pomyślałam, jak zaczęłam pisać, ale że nie znoszę Małego Księcia, to odpuściłam wrzucenie cytatu ;)

      • O kurcze. A ja myslalam, ze tylko ja nie rozumiem fenomenu tej ksiazeczki.
        Zgadzam sie w toba. Rzeczy nalezy szanowac. Niestety coraz nizsza jakosc produktow nie sklania do tego. Rozmawialam kiedys z fachowcem od naprawy pralki. Pytalam, czy nie powinam wymienic, bo juz stara i grzyb sie wdal. A pan na to, zeby trzymac bo dluzej popracuje niz nowo kupiona. Kazda kolejna rzecz bedzie nam sluzyla krocej niz ta stara, wiec dbajmy o te rzeczy ktore juz mamy.

        • Podobno jest jakaś cicha zmowa producentów AGD, by tworzyć produkty, by po słynnych dwóch latach gwarancji psuły się w taki sposób, by zakup nowego był tańszy niż naprawa starego. Fatalna sprawa, ale fajnie by było, jakbyśmy mieli na to jakiś wpływ…

          • Obawiam sie, ze nia bardzo mamy na to jakis wplyw. Po prostu tez urzadzenia sa tak konstruowane, zeby sie psuly. Np. wrazliwe na cieplo elementy umieszczane kolo elememtow grzejacych, albo liczniki zaszyte w oprogramowaniu (niedlugo nawet papier toaletowy bedzie mial komputer ;) ). Ostatnio cos sie mowi o jakiejs interwencji UE w tym wzgledzie, ale czy uczciwosc wygra z lobbingiem producentow?… Przykre to wszystko.
            Ja sobie postanowilam nie kupowac nowych urzadzen, dopoki stare dzialaja. Praktycznie wszystkie podstawowe sprzety u mnie maja pow. 10 lat, lacznie z kineskopowym telewizorem. I jakos nie odczuwam potrzeby wymiany.

          • Jakiś rok temu minęły dwa lata od zakupu naszej pralki i właśnie wtedy coś się w niej popsuło. Byłam przekonana, że koniec jej żywota, ale na szczęście popukałam, postukałam, odłączyłam, podłączyłam i dalej śmiga ;) Od tamtego czasu tylko nasłuchuję, czy jeszcze chodzi… Najgorsze jest to, że zamiast liczyć na niezawodność, liczymy, że sprzęt pochodzi dłużej niż trwa gwarancja…

  • Sim

    Coś mi się wydaje Katarzyno ;) że rzucasz grochem o ścianę, chyba że
    mówimy o trochę “dojrzalszym” pokoleniu. Mam wrażenie że obecni 40-to
    latkowie są granicą pomiędzy starym systemem wartości a obecnym i raczej
    nie liczył bym na wielu młodych ludzi z poczuciem sentymentu do np.
    “starych” ciuchów. Moda pędzi do przodu. Mam nadzieję że się mylę, że
    jestem w błędzie tak mówiąc. Stare nie znaczy złe (i nie myślę tu o moim
    wieku).
    A rozmowy z rzeczami? O TAK!!! Trzeba z nimi rozmawiać, z
    kwiatami żeby dobrze rosły, z przedmiotami martwymi żeby nie zawodziły
    nas i nie dawały powodu do kupna nowego. Skarpetki… To może nie
    najlepszy towarzysz do rozmów ale… Dlaczego nie? :)
    …Ile to nocy przegadałem z którymś ze swoich starych aparatów…

    • To pewnie kwestia indywidualna, ale masz rację, moje pokolenie i młodsze nie ma takiego poszanowania do rzeczy, co starsi. Mimo wszystko warto próbować. Sama nie jestem bez winy: przyznaję, że nie ceruję skarpetek, ale gdybym kupowała takie wysokiej jakości (i wysokiej cenie) pewnie byłabym bardziej skłonna do ich naprawienia.
      Na razie mam dość rozmów z Mają, ale kto wie, może zacznę gadać z czajnikiem, żeby tak nie szalał, zanim wymienimy go na nowszy model ;)

    • A ja mam zupełnie odwrotne doświadczenia. Faktycznie, moi rodzice czy dziadkowie rzadko wyrzucają rzeczy. Ale to nie znaczy, że każdą posiadaną rzecz szanują i o nią dbają. Przykładowo, babcia woli kupić kilka rzeczy marnej jakości niż jedną, która będzie służyć dłuższy czas. W efekcie pokoje wypełnione są mnóstwem, dosłownie mnóstwem nielubianych ubrań, akcesoriów, gadżetów, które marnieją, są zjadane przez mole i przykrywane grubą warstwą kurzu, o których nawet nie pamiętają, że je mają. Początkowo te wzorce przejęłam, trochę czasu zajęło mi ogarnięcie się.

      • Sim

        Masz rację, chociaż nie do końca. Ludzie zawsze dzielili się na “zbieraczy” i minimalistów (chociaż kiedyś wyglądało to troszeczkę inaczej).
        Mnie jeszcze daleko do “dziadków”, chociaż dla niektórych 40-sto latek to mamut, ale to zupełnie inna kwestia. Jestem minimalistą w zakupach, tak, tak bym to chyba nazwał. Wolę poczekać, poszukać, sprawdzić i kupić coś co mi naprawdę pasuje, jedna rzecz a dobra. Problem zaczyna się po jakimś czasie, najlepiej to widać po moich dzieciach, łatwo przyszło, łatwo poszło. Przecież to martwa rzecz!!! Nie, nie zgadzam się z tym, nawet przedmioty potrafią docenić dobre traktowanie, mógł bym wymienić mnóstwo przykładów z naszego, codziennego życia domowego.
        Krótko mówiąc… Cokolwiek kupię należy do mnie, ale i ja przynależę do tej rzeczy, cokolwiek to jest, książka, kubek, bluzka, telefon czy też aparat. Dbam o to tak samo jak o psa czy kota. Nie podchodzę do tego w stylu “przecież tego należy używać a jak się popsuje to kupię nowe”. Pewnie to pozostałość po wychowaniu w ciężkim (aczkolwiek jak wesołym i towarzyskim) czasie Polski Ludowej, stanu wojennego i wszechobecnych kolejek… “za czym ta kolejka?” “Nie wiem, ale mają coś rzucić!!!”

        • Ale ja rozumiem :) Zgadzam się w 100% z artykułem Kasi. Z tym, że mam 27 lat.

          • Sim

            Wiem :) Wybacz za ten wykład, musiałem się gdzieś “wygadać” i padło na Kasi bloga ;)
            Wpadła mi w ręce książka “PRL w klimacie absurdu” i stąd te refleksje :)
            “Czterdziestojednolatek” ;)

      • Też znam takie przypadki wśród starszych osób, ale to pewnie wynika z tego, o czym Ania Mularczyk wspomina w swojej książce, tzn. zachłyśnięcie się dostępem do tego, czego wcześniej na półkach sklepowych nie było. Mam podobne doświadczenia jak Ty, ale powoli układam sobie w głowie na nowo, by pewnego dnia nie obudzić się zasypaną rzeczami.

  • Zuzanna K

    Łał, świetny tekst. Daje do myślenia. ;)
    Pozdrawiam. x

    • Dziękuję, Zuzanno :) Cieszę się, że tak go odebrałaś, bo przyznaję, że tekst powstawał w bólach i wahałam się, czy w ogóle go opublikować :)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Popatrzyłabym na to z drugiej strony. Owszem teraz wszystko jest niby dostępne w sklepach, ale bardzo często są to rzeczy kiepskiej jakości. Nie zawsze wysoka cena oznacza, że dana rzecz została wykonana z wysokiego gatunku materiałów. Przedmioty szybko się psują nie tylko dlatego, że nie są szanowane przez ich właścicieli. Mnie na przykład pękły na podeszwie skórzane buty popularnej firmy, bo zastosowano w nich kiepskiej jakości gumę. Szewc je naprawił, ale powiedział, że nie wróży im długiego życia.m Buty szanowałam, czyściłam, konserwowałam, trudno żebym chodziła tylko po dywanach.

    • Zgadzam się, ale taka sytuacja częściowo powstała z naszej winy, winy konsumentów, bo to my chcemy tanio i dobrze, więc producenci walcząc o klienta obniżają cenę, nie dbając już o jakość. Co nie zmienia faktu, że jeżeli już chcemy przeznaczyć większą kwotę na dobry produkt, to nie zawsze możemy liczyć na jego wysoką jakość. Tak źle i tak niedobrze ;)

      • Agnieszka Kulawczyk

        Na szczęście trend się odwraca i powstaje coraz więcej mikro i małych przedsiębiorstw, które oferują na małą skalę wspaniałe wysokiej jakości produkty. Są one obecnie w bardzo wysokiej cenie, ale podejrzewam, że gdy nastąpi odwrócenie tendencji społecznej (odejście od kupowania kiepskiego towaru), to i ceny spadną a wysoka jakość i indywidualny charakter przedmiotów zostanie utrzymany :)

  • zgadzam się w 100%. Dbanie, szanowanie i ekologia. Niekupowanie i niewyrzucanie, raczej podawanie dalej. Z drugiej strony skąd mieliśmy się tego nauczyć? teraz zrobiło się o tym głośno, ale wcześniej – pokolenie naszych dziadków chomikowało i szanowało, bo mieli mało, bo wojna, bo zawsze może się przydać. Natomiast jak patrzę na pokolenie rodziców – oni najpierw nie mieli, więc nauczyli się chomikować a potem zachłysnęli się sklepami, dostępnością wszystkiego i popłynęli na fali konsumpcjonizmu. Moi rodzice nie szaleją przesadnie z ilością rzeczy, ale mój tato ma taki warsztacik przy garażu:) – ma tam dosłownie wszystko – milion narzędzi, wiertarki, klucze i inne specyfiki, wszystko sobie zostawia, bo mu może się przydać, a jak wchodzi do marketu budowlanego to wszystko mu jest potrzebne :) no minimalistą to on nigdy nie będzie, ale z drugiej strony przywiązany do swoich narzędzi i samochodu jest bardzo :):):)

    • Podobnie u mnie i pewnie u większości naszych rodziców. Ciekawa jestem, co będę o nas kiedyś mówić nasze dzieci ;)

  • Czasami można wpaść w pułapkę tego, że minimalizm to niechęć do rzeczy. A moim zdaniem i zgodnie z moim doświadczeniem to właśnie szacunek do rzeczy. Do tych niewielu, które posiadamy. Każda z nich ma wartość, jest przydatna, cenna, ułatwia w jakiś sposób nasze życie.

  • Pingback: Miesięcznik 6/2015 | marilabo.pl()