Minimalizm

Zacznij teraz

17/05/2015

Często, kiedy spotykam się z Wami, moimi czytelnikami – osobiście lub w świecie wirtualnym, mówicie mi, że mój blog porusza bardzo ciekawą kwestię, że też czujecie nadmiar rzeczy w swoim życiu i że chcielibyście to zmienić. Zawsze wtedy czekam na dalszy ciąg historii… Okazuje się jednak, że chcecie zmian, ale nic nie robicie w tym kierunku.

To nie jest tak, że minimalistą człowiek staje się z dnia na dzień. Można się urodzić lub być wychowanym w duchu niewielkich potrzeb, ale jeśli nie mieliśmy tego szczęścia musimy nauczyć się żyć z nastawieniem na mniej. W każdym poście pokazuję Wam, że ograniczanie potrzeb, oczyszczanie życia z nadmiaru rzeczy, spraw, toksycznych związków, to mozolna praca (np. w cyklu In&Out). Staram się też podkreślać, że ta praca mimo wszystko jest przyjemna, bo prowadzi do celu, jakim jest życie w stylu slow, z lekką głową, miejscem na przyjemności i radości.

Spójrzcie, zaczęłam pisać Moją drogę do minimalizmu w lipcu 2013, mamy maj 2015 roku. Końca drogi nie widać, ale już widać efekty. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak byśmy mieszkali w tym mini-mieszkanku z naszym małym mieszkańcem, gdybyśmy nie pozbyli się w ciągu tych dwóch lat niepotrzebnych rzeczy. Mogę sobie natomiast wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy nie ograniczyli mnogości spraw i zobowiązań – nie moglibyśmy sobie pozwolić na wychowanie dziecka, spontaniczne podróżowanie, prawdopodobnie nie mielibyśmy dla siebie czasu, co pewnie skończyłoby się niemiło. Zamiast tych pesymistycznych wizji mamy bardzo fajne życie. 

Droga Aniu, Asiu, drogi Piotrze, Sebastianie – jeżeli chcesz zmian, zacznij dziś. Otwórz szafę, przejrzyj jej zawartość – może warto przekazać komuś nienoszony od dawna płaszcz? Może czas pożegnać ten czarny sweter z dziurami? Przejdź się po domu, rozejrzyj wokoło – jeśli dane byłoby Ci zamieszkać w miejscu Twoich marzeń, ale mógłbyś zabrać tylko jedną walizkę, to co z tego wszystkiego zabrałbyś ze sobą? Porcelanowe filiżanki, “Pana Tadeusza” czy album ze zdjęciami? Zajrzyj do szuflady: ile tak naprawdę masz długopisów? A kiedy ostatnio napisałeś coś ręcznie? Hm? Czas na kuchnię. Masz na kuchence więcej niż cztery palniki? Kiedy ostatni raz używałeś ich wszystkich jednocześnie? No to może jednak nie potrzebujesz aż tylu garnków, patelni, rondelków, czajniczków? Spokojnie, nie wszystko naraz. Krok po kroku, miejsce za miejscem. Przede wszystkim bądź ze sobą szczery i nie działaj pochopnie. A co najważniejsze – nie traktuj odgruzowywania jako przymusu, negatywnego doświadczenia. Sam/a musisz chcieć tych zmian i sam/a szybko zauważysz, że mniej często znaczy więcej. Jeśli chcesz zatrzymać swoją kolekcję porcelanowych słoni, zrób to. Nie słuchaj wszystkowiedzących blogerów, że minimalista nie może być zbieraczem. Bo może, ale raczej robi to z głową. Zostaw więc kolekcję słoni, ale sprzedaj kolekcję butów, skoro chodzisz tylko w ulubionych adidasach. Nie wyrzucaj listów od chłopaka sprzed lat, ale wyrzuć zeszyty z podstawówki, prawdopodobnie już nigdy do nich nie zajrzysz. Nie sprzedawaj nieużywanej gitary, tylko zacznij na niej grać, a skoro nie masz na to ochoty, to pożegnaj ją i przekaż chłopakowi z sąsiedztwa, który pewnie o takiej marzył.

Porządki nie sprawią, że staniesz się minimalistą, bo to dopiero pierwszy krok. Zresztą, nigdzie nie jest powiedziane, że tylko minimaliści pozbywają się nadmiaru. Tylko z własnego doświadczenia wiem, że nadmiar sprawia, że nie potrafimy dojrzeć tego, co tak naprawdę ważne. A jeśli to Cię nie przekonuje, to pamiętaj, że mniej rzeczy to mniej sprzątania, a mniej sprzątania oznacza dodatkowy czas na przyjemności.

Nadmiar Cię przytłacza? Zacznij dziś. Chcesz zmian? Zacznij dziś. Nie jutro, bo jutro kolejny dzień w pracy, będzie deszcz, zabraknie kawy i w ogóle ble. Dziś, teraz, zaraz. Będzie fajnie, dasz radę. A potem daj mi znać, jak Ci idzie. Może będziesz kolejnym gościem na blogu, który opowie o swojej drodze do minimalizmu?

Przeczytaj także

  • Magda K-ska 17/05/2015 at 20:33

    Mądry tekst. Podoba mi się. Popieram. Skończyłam właśnie czytać “Sztukę porządkowania” Loreau i aż mnie natchnęło na kolejny krok po sprzątaniu, czyli dekorowanie domu, z głową, rozsądnie bez przesady, dla przyjemności:) I pochwalę się sukcesem (a co mi tam) moja mama i teściowa zrobiły porządki w szafach – 12 worków ubrań poszło do PCK, sama osobiście wywiozłam:)

    • Kasia 18/05/2015 at 08:49

      No to spory sukces! Chciałabym umieć tak przekonać moją mamę… chyba to niewykonalne.

      • Pensjonarka 18/05/2015 at 10:14

        ja moim Rodzicom dałam do przeczytania ”Sztukę prostoty” i coś tam u nich zaczęło się dziać :):):)

      • Magda K-ska 18/05/2015 at 11:05

        Powiem Ci, że aż jestem zdziwiona, bo nie było to takie trudne:)

  • Aurinko 17/05/2015 at 22:17

    Wydaje mi się, że nie mam zbyt wielu rzeczy, a jednak ostatnio myśląc o przeprowadzce porządkuję i znajduję co kawalek jakiś przedmiot czy ciuszek, który w sumie jest niepotrzebny. Robię maly przesiew i czuję się z tym lepiej. Wiem, że w trakcie przeprowadzki sporo rzeczy zniknie z naszego życia, bo zwyczajnie uznam, że w nowym miejscu jednak mi się nie przydadzą. ;)

    • Kasia 18/05/2015 at 08:50

      Przeprowadzka to zawsze dobra okazja do pozbycia się nieprzydatnych gadżetów. Nowe miejsce, nowe życie ;)

  • Pensjonarka 18/05/2015 at 10:13

    bardzo mądrze – trzeba zacząć w danym momencie :) nie czekać na jutro. Moja droga zaczęła się w 2012 roku i przygoda trwa :) a bardzo dużo mądrych rozwiązań i ograniczenia posiadania zyskaliśmy (o ironio!) przeprowadzając się w zeszłym roku z kawalerki do mieszkania 3pokojowego – planowaliśmy wszystko wcześniej, rozkład szaf, meble, na wszystko mamy miejsce, ale nie nadmiar miejsca aby była przestrzeń i nie zagracić mieszkania, pozbyliśmy się części rzeczy, z którymi wcześniej był problem (np. książek, bo ciężko było się z nimi rozstać, ale zastąpiliśmy dużą ich część kindle’m a takie jednorazowe, do których nie wrócimy (a jest ich 90%) rozdaliśmy znajomym, żeby żyły własnym życiem w ramach ”podaj dalej” :)

    Jeśli chodzi o szafy – umówiliśmy się z Mężem, że mamy każdy szafę, w której mają się zmieścić wszystkie nasze rzeczy – jak się nie mieszczą jest ich za dużo. Poza tym zasada – coś pojawia się w domu to znaczy, że coś dom opuszcza :) dobrze jest też nie magazynować pościeli i ręczników, nas sprawdzają się 2 komplety dla nas (prane na zmianę) i 2 komplety dla gości :)
    teraz tylko planuję z duszą na ramieniu wyprawkę dla naszego synka, który pojawi się na świecie w lipcu, żeby nie było niczego za dużo, chcemy wychowywać małego minimalistę :) też będzie miał swoją szafę – jak się przestanie mieścić to będzie pora na porządki :)

    • Magda K-ska 18/05/2015 at 11:09

      To życzę powodzenia z wyprawką, bo u nas ja nic nie kupuję, ale ciuszków dla Małej mam pełno, bo mnóstwo dostaję i niby jest okej, nie za dużo, nie za mało, ale mam takie momenty, że myślę Rany na co tego tyle, nawet nie zdąży ubrać, i na bieżąco robię odsiew, co za małe to do pudła na strych w oczekiwaniu na kolejnego potomka kiedyś:)

      • Pensjonarka 18/05/2015 at 11:20

        ciuszki to najmniejszy problem – mam kupione podstawowe – przecież dziecko musi w czymś wyjść ze szpitala :) raczej martwię się o wyprawkę – gadżety dla dziecka, różne przedmioty, które są wpisywane w must have na wejście a mam wrażenie, że wszystkiego jest za dużo. Ciężko to ocenić nie mając doświadczenia z maluchami :)

        • pani poczytalna 18/05/2015 at 12:37

          Pensjonarko, zajrzyj do książki “Dziecko bez kosztów” Georgii Cozzy, pomocna, choć miejscami może trochę radykalna lektura. Nie mylisz się, dziecku dużo nie trzeba, wiele się młodym rodzicom wciska jako must have. Sama o tym pisałam ostatnio, choć w kontekście drugiego dziecka, tu na blogu Kasia też ma wyprawkowy wpis, poszperaj sprzed kilku miesięcy. A co fakt to fakt, Magda powyżej ma rację – jak się dostaje ubranka, też się w pewnym momencie robi dużo, za dużo, chyba właśnie zaczynam ten etap, choć chciałam go uniknąć…

          • Pensjonarka 18/05/2015 at 12:46

            Dzięki, zajrzę z pewnością :)! co do ubranek – nie unikniemy prezentów, ale już przygotowujemy rodzinę i znajomych na to, że nie chcemy być uszczęśliwiani na siłę i jak bardzo będą chcieli jakiś kolejny prezent Małemu przynieść to paczka pieluch jest zawsze mile widziana w naszym domu :)

          • pani poczytalna 18/05/2015 at 13:05

            Pieluchy to jest bardzo dobra myśl, popieram :)

        • Magda K-ska 18/05/2015 at 16:20

          Z tymi gadżetami to warto kupić takie najbardziej podstawowe, a potem wyjdzie w praniu co potrzebujesz. Mnie np. kompletnie nie przydał sie podgrzewacz, bo Mała pije mleko w temp. pokojowej od samego początku, za to sterylizator parowy do mikrofali to moje zbawienie, bo jak parzyłam w garnku czy zlewie to wiecznie sama też byłam poparzona.

    • Kasia 18/05/2015 at 13:30

      Dziewczyny właściwie załatwiły za mnie wszystko ;) Mogę tylko dodać, że:
      a) świetna zasada z szafkami dla każdego i ograniczania swoich rzeczy do ich pojemności
      b) dziecko nie potrzebuje wiele, czasami rodzicom wydaje się, że to oni potrzebują pewnych gadżetów – z mojej strony mogę Ci doradzić, żeby niczego nie kupować przed porodem, kupować ewentualnie, kiedy pojawi się taka konieczność. A sami zobaczycie, że tych konieczności nie będzie za wiele ;)

  • Sonik 18/05/2015 at 15:52

    U mnie zaczęło się ponad 2 lata temu. Ciocia kupiła Sztukę Prostoty i podrzuciła nam do przeczytania :) Pomalutku, po troszeczku wyjechało w bagażniku kilka worów ubrań. Potem przyszedł czas na różne urządzenia rtv i agd od dawna nie używane bądź zepsute oraz “pamiątki”. Na końcu przyszedł czas na książki – z tym było najtrudniej, bo jakiś taki opór powstał, ale udało się – część książek rozdałam, część oddałam do komisu :) część oczywiście została, ale tylko te, do których wracam co jakiś czas. Jeszcze w styczniu miałam meblościankę przez całą długość pokoju, a teraz mam jedną dużą szafę, z lustrem od góry do dołu o którym od dawna marzyłam – wszystko się mieści, a nawet 1 półka jest niewykorzystana. Do tego nie wielki stół i szafka pod tv – mógł wisieć, ale wolę jak stoi no i łóżko – wczoraj ogarnięcie tego wszystkiego (odkurzenie podłogi, starcie kurzu, przetarcie lustra w szafie i zmiana pościeli) zajęły mi niecałe 30 minut… i ta przestrzeń która się zrobiła – bezcenne :)

    Co do rodziców, to mama uprzątnęła szafę, pierdółki dalej trzyma i starych gazet sprzed 10 lat nie chce oddać za żadne skarby, ale co najważniejsze – nie kupuje pochopnie nowych rzeczy :) a tata jak to tata – minimalista ciuchowy, za to park maszynowy (szlifierki, wiertarki i narzędzia) rozbudowany maksymalnie – czasami czegoś szuka z tych gadżetów, ale ogólnie korzysta z tego. Najgorzej z tymi jego przydajkami – to się przyda, tamto się przyda, a potem ja chcąc na wiosnę wyciągnąć komplet opon na zmianę muszę 3-4 kursy na wyspę ekologiczną poczynić samochodem typu kombi żeby się do nich dostać… po czym może sobie przypomina o 1-2 rzeczach. Ale też udało się, że przestał kupować jak wariat wszystko co było na promocji – tak więc widać postępy :)

    W każdym bądź razie – trzeba pamiętać że samo się nie zrobi :) trzeba trochę dopomóc szczęściu i zabrać się do roboty :)

    • Kasia 19/05/2015 at 10:37

      Dziękuję za komentarz, fajnie się czyta takie historie, bo to rzeczywiście motywuje. No i zmiana myślenia o zakupach – tak trzymać!

  • minimalnat.com 18/05/2015 at 19:43

    Widzę, że mamy podobne spostrzeżenia :) Wiesz jakie wymówi mają moi znajomi? “Przecież tyyyle za to zapłaciłem, nie mogę się tego ot tak pozbyć”. Stosują to do wszystkiego, ciuchów , elektroniki, książek. Nie wiem co to, przejaw chytrości? Sentyment? Nie używają czegoś, zajmuje im to tylko miejsce ale nie są gotowi na oczyszczenie swojego domu bo w pamięci mają tylko to jak dużo coś kosztowało. Nie przegadasz, nie pomożesz. :)

    • Kasia 19/05/2015 at 10:39

      O tak, na początku też tak miałam, ale tak naprawdę mało kto zdaje sobie sprawę, ile to, co kosztowało złotówki kosztuje nas czasu, energii i dobrego samopoczucia. Myślę jednak, że każdy sam musi do tego dojść, bo nic nie daje do myślenia tak, jak nasze własne doświadczenia.

      P.S. Natalia, dostałaś mojego maila? :)

      • minimalnat.com 21/05/2015 at 17:14

        Kasiu! Nie wiem jak to się stało, ale dopiero teraz sprawdziłam pocztę! TAK, TAK , TAK! Dla mnie to będzie wieeeeelki zaszczyt!

  • Alicja 17/07/2015 at 13:20

    Zmienioną formę maksymy “Zacznij teraz” noszę na nadgarstku w formie bransoletki. Ma mi ona przypominać o działaniu i że wszystko dzieje się teraz, a nie jutro albo za rok. Bo ze zmianami nie warto jest czekać na ten “odpowiedni” czas, bo takiego nigdy nie będzie. Komentarz, zupełnie nie w temacie :P wybacz.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 17/07/2015 at 17:35

      Jak to nie w temacie? Jak najbardziej “w” :) Razem z mężem często sobie powtarzamy, że trzeba działać, a nie czekać, że “kiedyś, za kilka lat, jak Maja będzie starsza”…