Wokół szafy

Krótko coraz krócej

06/05/2015
Spacer po Wilanowie

Kobieta, która ścina włosy, wkrótce zmieni swoje życie. Coco Chanel.

Całe życie nosiłam długie włosy. W przedszkolu i podstawówce mama tworzyła mi niestworzone konstrukcje z licznych gumek i spinek, w późniejszych latach moje kosmyki żyły swoim życiem najczęściej spięte w kucyk. Kiedy miałam jakoś ze 12 lat zaczęły mi się kręcić. Oglądam swoje stare zdjęcia i do tej pory nie mogę uwierzyć w to, jakie miałam sprężynki! Nosiłam je rozpuszczone, jednak połączenie długich kręconych włosów jak u aniołka i styl “skejta”, jaki wtedy wyznawałam, nijak się miało do spójności.

W dorosłym życiu sukcesywnie skracałam włosy, które z roku na rok coraz mniej sprężynowały, a raczej od czasu do czasu falowały. Od długiego czasu marzyłam, żeby wykonać ostre cięcie, bez skrupułów, zmienić fryzurę całkowicie. Przemawiały za tym nie tylko chęci praktyczne (układanie włosów nigdy nie należało do moich priorytetów), ale też chęć poznania jak to jest mieć krótkie włosy.

Jakiś czas temu na Facebooku napisałam Wam, że oto nadszedł ten moment i odbyłam wizytę u mojego fryzjera-artysty. Daniel Pasierb, do którego chodzę po odmianę, ma niesamowity dar, coś w rodzaju intuicji fryzjerskiej, jeśli taka istnieje. Nie wiem, jak on to robi, ale za każdym razem, kiedy u niego się pojawiam, robi mi z włosami dokładnie to, czego chciałam, mimo że nie pokazuję mu zdjęć czy inspiracji. Tak było i tym razem: wyczarował mi krótkiego boba, w którym od razu się zakochałam. To nic, że dzisiaj obudziłam się z wyglądem Chopina, bo właśnie w tym urok mojej nowej krótkiej fryzury, że nawet gdy moje niesforne włosy chcą żyć swoim życiem, to mają do tego pełne prawo, a ja i tak będę wyglądać dobrze.

Coś jest w słowach Coco przytoczonych przeze mnie na wstępie. Po obcięciu włosów czuję się inną osobą. Może to głupie, ale czuję tę zmianę. Oprócz aspektów praktycznych, które cenię najbardziej, czyli szybkość w myciu, suszeniu, układaniu, krótkie włosy dają mi jakby więcej energii, poweru, mniej zmartwień.

Jeśli któraś z Was też od lat rozważa ścięcie włosów, ale nie ma odwagi czy motywacji – czyli tak jak było u mnie – to polecam post Kasi z bloga Proste jest piękne o krótkich włosach u kobiety. Ten tekst – i jej piny na Pinterest – ukazał się dokładnie wtedy, kiedy podjęłam już decyzję, ale jakoś nie miałam motywacji do umówienia wizyty u Daniela.

Przeczytaj także

  • Anna Sroczyńska

    bo boby są fajne :) ja też długo dojrzewałam do takiej fryzury i w końcu podczas pewnej grudniowej wizyty u mojej fryzjerki podjęłam decyzje od razu jak tylko mi zaproponowała postanowienie noworoczne żeby spróbować z bobem a ja na to po co czekać tnijmy od razu i poszło, a miałam wtedy włosy o takiej długości której nie lubie czyli ani nie długie ani nie krótkie takie do połowy szyi i za nic mi się nie chciały układać, no i tak wyszłam z bobem na głowie i tak go już nosze od 1 roku i 5 miesięcy i mi się nie znudził i nie mam zamiaru zmieniać bo wreszcie moje włosy się układają i wreszcie to co mam na głowie ma jakiś sens w ładzie i w nieładzie :) a Tobie Bratowa naprawde jest zabójczo ładnie w tak krótkim bobie :)

    • Dziękuję, Aniu, za komentarz :) Nareszcie się odważyłaś. Już się tak przyzwyczaiłam do Twojej krótkiej fryzury, że nie wyobrażam sobie Ciebie w dłuższych włosach. Widziałam jednak w rodzinnym albumie, że miałaś podobne włosy do moich i przypuszczam, że podobnie się układały, tzn. wcale się nie układały ;) Ty dodatkowo zaszalałaś i poszłaś w blond. I co, po obcięciu poczułaś jakąś zmianę?

      • Anna Sroczyńska

        Kasiu już jakiś czas się przymierzałam do komentarza i wreszcie skomentowałam :) Ale przecież widziałaś mnie w długich włosach na żywo nie tylko w albumie. Oj tak moje włosy nie układały się dobrze nigdy i zawsze musiałam im poświęcić troszke czasu żeby wyglądały tak jak bym chciała a i to szło na marne gdy nagle robiła się pogoda taka jak dziś, ponieważ moje włosy mają tendencje do łapania wilgoci i puszenia się. Jako że nie lubiłam układania i dalej nie lubie to teraz w bobie jest rewelacyjnie, nawet jak się puszą to da się to jakoś ujarzmić. W życiu miałam już różne długości włosów i powiem szczerze że teraz wreszcie trafiłam w 100% w to czego szukałam tak długo. Po obcięciu poczułam się fantastycznie a po zmianie koloru na blond jeszcze lepiej (kiedyś miałam już podejście do blodnu jeszcze na studiach ale jakoś się wtedy źle czułam w tym kolorze). Widocznie musiałam dojrzeć do zmiany. Także podsumowując zmieniłam diametralnie kolor i długość i jest mi z tym bardzo dobrze :)

        • A widzisz, tak mi pasujesz w tych krótkich włosach, że już zapomniałam, że miałaś dłuższe :)

  • Basia

    A pamiętasz Kasiu mnie i mój wieczny kucyk w liceum? ;) U mnie obcinanie włosów odbywało się etapami, po troszku. Myślę, że doszłam do momentu, w którym już wystarczy, chociaż, kto wie… ;)

    • Pamiętam, pamiętam. Potem na studiach już chyba skróciłaś i wyglądałaś uroczo :) Z tego co widzę na zdjęciach, Twója obecna długość bardzo Ci pasuje.

  • cieszę się, że Ci dobrze po tej zmianie :)

  • Bea

    Po 8 latach długich włosów powiedziałam “dość” ;) Mnie również ścięcie włosów przynosi jakiś powiew świeżości, inności, zmian. Uwielbiam to uczucie. W przyszłym miesiącu będzie jeszcze krócej ;)

    • No proszę, taka mała rzecz, a cieszy ;)

  • u mnie trwa jakaś wieczna sinusoida. zapuszczam włosy, potem nagle z dnia na dzień stwierdzam że potrzebuję zmiany i postanawiam je ściąć na zupełnie krótko :) teraz jestem na etapie zapuszczania, zobaczymy jak długo ;)

    • Kobieta zmienną jest :)

  • Wiem co czujesz, pamiętam kiedy ścięłam swoje włosy na krótko – czułam, że mogę wszystko! Ze wyszłam z ram, które sama sobie stworzyłam. Wspaniałe uczucie!

    • Właśnie tak jest i u mnie. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej, to już dawno bym się zdecydowała na ten krok.

      • Az ci pozazdrościłam tego uczucia i coraz bardziej kusi mnie żeby porzucić zapuszczanie włosów i zadzwonić do mojego fryzjera :)

        • Do nowej pracy – nowy image ;)

  • dokładnie dziś! w lusterku próbowałam wyobrazić sobie jak wyglądałabym z dokładnie taką samą fryzurą jaką masz, wieczorem trafiam na Twój blog, a potem na tego posta. Czy możemy mówić o przypadku? Nie sądzę, na najbliższej wizycie szaleje, włos nie ręka :-)