Minimalizm

Książki a minimalizm

23/04/2015

W tym wpisie nie zamierzam wspominać o ebookach, czytnikach, kindlach i temu podobnych wynalazkach, które podobno mają pomóc minimalistom mieć dostęp do swoich ulubionych książek bez konieczności gromadzenia ich w formie fizycznej. Nigdy nie posiadałam takiego urządzenia, ebooki czytam tylko z konieczności, więc nie chciałabym pisać o czymś, czego nie znam. Zajmę się więc tym, co nie jest mi obce.

Książki w moim rodzinnym domu są wszędzie. Mnóstwo literatury pięknej, stare encyklopedie (nawet w języku rosyjskim), historia lokalna, podręczniki do pedagogiki z lat 60, książki dla dzieci, do nauki języków, księgi przysłów i cytatów… no po prostu morze książek. Zawsze marzyłam o tym, by odtworzyć taką bibliotekę w moim przyszłym domu. Z czasem jednak, gdy co miesiąc kupowałam co najmniej dwie nowe pozycje, zaczynałam dostrzegać bezsens tego, co robiłam. Uwielbiam papierowe książki, mają w sobie takie “coś”, co mnie przyciąga, ale gromadzenie dla samego gromadzenia to nic dobrego. Rzadko czytam książki dwa razy, czasem do jednej lektury wracam dopiero po długim czasie (tak jak teraz wróciłam do leżącej na półce “Miłości w czasach zarazy”, po prawie ośmiu latach…). Duże zbiory książek oznaczają dużo regałów, układanie w dwóch rzędach (jak moja mama), kurz, żyjątka… A przede wszystkim blokadę danej pozycji dla innych, którzy by z niej skorzystali.

Moje upodobanie do książek nie przemija, ale chyba dojrzewam do tego, by niektóre z nich posłać dalej do bibliotek, znajomych i nieznajomych. De Saussure zostaje, ale może “Języki afrykańskie” Niny Pawlak znajdą nowego właściciela, skoro ten stary nie zdołał wykorzystać ich do pracy doktorskiej. “W Paryżu dzieci nie grymaszą” bardzo fajnie się czytało przed porodem, ale już nawet nie pamiętam tych porad, które wtedy wydawały mi się mądre i odkrywcze. Może inna przyszła mama będzie chciała dowiedzieć się, jak to jest z francuskimi dziećmi. Pascal i Okrasa już dawno przeznaczeni są do wydania, ale zastanawiam się nad Nigellą (czytanie jej książek kucharskich sprawia, że aż chce się pichcić).

Posiadanie książek nie zawsze równa się ich czytaniu. Są ludzie, którzy chwalą się swoimi zbiorami, do których nigdy nie zajrzeli. Znam też ludzi, którzy w domu nie mają żadnych książek, ale czytają dwie pozycje miesięcznie i prawie mieszkają w bibliotece.

Z książkami jak z ubraniami – warto dobrać pasujący do siebie i swoich upodobań zestaw, a nie mieć mnóstwo przypadkowych i nieprzydatnych rzeczy. Mój szwagier np. jest wielkim miłośnikiem Egiptu, jego historii i obyczajów, więc jego regał pełen jest książek na ten temat i jestem pewna, że do wszystkich często wraca. Sama mam nadzieję, że w pewnym momencie zestawię swój idealny regał.

Przeczytaj także

  • Przechodziłam tą samą drogę – w moim domu rodzinnym cały strych jest w książkach. Wprowadzając się do kawalerki musiałam oszczędzać miejsce, zatem mam ich tu niewiele. I tu przydaje się właśnie czytnik. Początkowo byłam totalnie anty – “po co mi to, niewygodnie, jak już mam telefon/tablet”. Zmieniłam zdanie, gdy podpatrzyłam w metrze u jakiegoś mężczyzny czytnik w dłoniach. E-papier zachowuje się zupełnie inaczej niż ekrany tabletów. Ponadto – zamykasz etui, a czytnik sam się wyłącza. W przyszłym domu planuję zrobić sobie biblioteczkę z dziełami, których nie ma w e-wydaniu i komputerem, na którym będę przetrzymywać właśnie ebooki.

    • To jest bardzo dobre rozwiązanie, czyli kompromis między ebookami a książkami papierowymi. A przeprowadzka z dużego do małego to zawsze największa motywacja do minimalizowania (i uruchomienia pokładów kreatywności).

  • statystycznypl

    Książki to jest temat, który czeka na to, żeby się z nim rozprawić. Problemem jest fakt, że wyrzucania książek nie uznaję, a ciężko czasem znaleźć im nowego właściciela. A im bardziej specjalistyczne – tym trudniej!

    • To prawda, zastanawiam się, czy moje “Języki afrykańskie” znajdą swojego amatora… Ale wyrzucanie książek to grzech, niestety czasami trzeba – tak było z moimi podręcznikami szkolnymi, nie dało się ich sprzedać, bo ciągle zmieniała się podstawa programowa… Biblioteki też ich nie chciały. Poszły na makulaturę, zebraliśmy wtedy jakieś 20 złotych ;)

  • Zostawiam tylko te książki do których chętnie wrócę, ale czasami zdarza się tak, że po roku czy dwóch już je puszczam w świat. Odkąd mam kindle jest to prostsze, nie gromadzę książek jako przedmiotów, nie zajmują miejsca, nie kurzą się a mnie serce nie boli. Czytanie też jest szybsze i lżejsze, bo zawsze znajdę miejsce na to małe urządzenie w torebce, z książkami papierowymi bywało różnie. Mam jeszcze kilka pozycji papierowych, ale chyba je oddam do kawiarni w moim mieście – powstała taka nowa, gdzie jest regał z książkami, można przynieść książkę i zabrać inną do poczytania;)

    • O, a gdzie ta kawiarnia? Może innym też się uda coś tam odłożyć? (Uwielbiam takie akcje)

      • Kasiu, w Gdyni za Batorym na ul. Abrahama jest Mikroklimat :)

        • Oooo, Gdynia, uwielbiam! Mam nadzieję niedługo znowu odwiedzić to miasto.

          • Gdynia jest super, dobrze się tu mieszka;)

  • Magda K-ska

    W moim rodzinnym domu też zawsze było i jest nadal mnóstwo książek, rodzice mają ich coś około 2000, ciocie też kilka tysięcy egzemplarzy przechowują. I ja marzyłam o takiej wielkiej bibliotece, aż dotarło do mnie, że właściwie po co mi to:) Jakieś 3 lata temu dokonałam pierwszej selekcji książek i od tamtej pory wyniosłam ich do biblioteki, domu dziecka, znajomych (a część też sprzedałam) jakieś 600-700 sztuk. Ogrom. W tej chwili mama 250 swoich książek i około 90 dziecięco – młodzieżowych, które czekają na rosnące pokolenie. Również dostrzegłam ten bezsens gromadzenia, co więcej udało mi się zmotywować inne mole książkowe do przejrzenia swoich księgozbiorów. Zostawiam tylko te książki, które kocham, do których wracam, które dotyczą moich zainteresowań (choć i tu robię selekcję), resztę oddaję lub sprzedaję. Ale nie ukrywam, że mam kindle i czytam mnóstwo ebooków, co jest dla mnie ogromnym ułatwieniem zarówno w dostępności tytułów, przechowywaniu (to tylko 1-2 mb) i czytaniu – wygoda, zwłaszcza wieczorem gdy dziecko śpi, a ty nie możesz włączyć lampki by poczytać, mam kindle paperwhite z podświetlanym ekranem. Obecnie niewiele kupuję w papierze, jedynie ulubionych autorów czy serie, reszta to ebooki, ale i tutaj staram się zachować zdrowy rozsądek i nie szaleć z zakupami, bo nie ukrywajmy łatwo się w tym zatracić.

    • Wow, 700 książek? To musiała być niezła kolekcja! Poza tym jesteś kolejną osobą, która tutaj chwali czytniki… Może coś w tym jest. W pewnym momencie, jeśli dziecko da mi więcej czasu, może się zastanowię.

      • Magda K-ska

        Nie robiło to aż takiego wrażenia, bo jednocześnie najwięcej było coś około 500, reszta to już w okresie porządków jak kupowałam to po przeczytaniu od razu podejmowałam decyzję albo zostaje albo wędruje dalej.

        Właśnie czytnik jest przy dziecku genialny. Mała ma 13 miesięcy w tej chwili i nadal śpi z nami w pokoju (z przyczyn organizacyjnych, ale w maju mam nadzieję uda się to zmienić), nie mogę więc wieczorem czytać przy zapalonym świetle, a mój czytnik ma podświetlany ekran, pewnie nie jest to zbyt zdrowe dla oczu, ale pozwala bez problemu czytać, nie świecąc dziecku po oczach:) No i niezastąpiony w komunikacji miejskiej, nie muszę cegieł w torebce wozić i w dalszych podróżach. Kiedyś pojechaliśmy nad morze i pogoda nam się nie trafiła do tego stopnia, że przeczytałam wszystkie książki, które zabrałam i zmusiłam męża do jazdy do Gdańska, specjalnie po to, żeby iść do matrasa czy empiku (wtedy mi było wszystko jedno) i kupić książki. A teraz, ładuję czytnik przed wyjazdem i jestem przygotowana na każdą sytuację:) Co więcej byłam strasznie sceptycznie nastawiona do ebooków, że jak to książka nie papierowa, ale gdzie tu sens. Wszystkie sentymenty mijają kiedy odkrywasz, że 1) nie musisz nosić cegieł w torebce, 2) kupujesz książkę i masz ją w 2 minuty na czytniku i czytasz od razu, 3) ceny ebooków są jednak trochę niższe niż papieru, a na woblink to już w ogóle po 15 zł kupisz, 4) nie gromadzisz kolejnych tomów na półce. Podejrzewam, że jakbym miała czytnik nie od 2 ale od 5 lat, to na moich półkach byłoby nie 250 książek, a jakieś 70 (sama Chmielewska) :)

        • Magda, każdy Twój komentarz to właściwie nowy post! Bardzo się cieszę, że tu zaglądasz i zostawiasz parę słów, bo to naprawdę ciekawe i przydatne, co piszesz :)

          • Magda K-ska

            Ja w ogóle dużo mówię. I szybko. Ale już nikt sobie nie wyobraża by miało być inaczej, więc nawet nie próbuję tego zmieniać:) Szczerze? Z niektórych takich komentarzy, nie tylko u Ciebie powstają posty na mojego bloga, bo nagle wpadam na fajny pomysł i milion kolejnych jak go rozwinąć:)

  • Kasia Krzemińska

    “De Saussure zostaje” – made my day! :)

    • De Saussure a obok Wilk-Racięska. Klasyka.

  • W ciąży czytałaś z pewnym zachwytem “W Paryżu dzieci nie grymaszą”, a teraz nie wiesz, o co Ci z tym zachwytem chodziło? U mnie dokładnie tak było. A matkuję i tak po swojemu.
    Co do książek na półkach – miałam ich trochę, ale po tym jak kilkukrotnie zorientowałam się, że nie jestem w stanie drugi raz przeczytać nawet najgenialniejszej książki, przestałam kupować. Biblioteka i pożyczanie od znajomych.

    • Dokładnie tak było i u mnie. Fajnie czytać porady, kiedy oczekuje się pierwszego dziecka, ale potem rzeczywistość wszystko weryfikuje.

  • Ola

    Kiedyś byłam mega przeciwniczką e-booków, ale jakiś rok temu się w nich zakochałam. Książki dzielę na te do przeczytania na jeden raz (te kupuję w formie e-booków jeśli to możliwe), a książki, do których wiem że będę wracać wielokrotnie kupuję zawsze w formie papierowej.

    • No proszę, tyle zwolenników czytników. Chyba jednak coś w nich jest ;)

  • Ciężka sprawa. Oddałam już znaczną część do biblioteki, kilkadziesiąt przygarnęła rodzona siostra ;) miałam nie kupować, ograniczać się do minimum, a księgozbiór znów rośnie… nie umiem sobie z tym poradzić – to jak uzależnienie, bez możliwości wyleczenia ;)

    • Niektórzy mają tak z ubraniami ;) Ale ja też swego czasu kupowałam książki jak szalona. Ograniczyłam swój budżet i pomogło :) Może też spróbujesz?

  • Karolina Mojko

    Pascala całą i Okrasę chętnie przygarnę :) a co do książek i ich przechowywania to poległam ostatnio na tym polu strasznie. Z dobrymi chęciami poszlam do biblioteki po konkretną książkę i jej nie było :( niestety obok był empik:) oczywiście książkę kupiłam, przeczytałam i stwierdziłam, ze nie musi stać na moim regale, pożyczyłam siostrze, pożyczę jeszcze innym, może nie wróci a jak wróci to pójdzie do biblioteki :)

    • Z bibliotekami rzeczywiście jest tak, że często nie mają akurat tego, co chciałoby się przeczytać… A Pascala i Okrasy mam tę książkę http://lubimyczytac.pl/ksiazka/204780/pascal-kontra-okrasa-52-kontra-52
      Chętnie odstąpię, ale w odbiorze osobistym, bo jest dość ciężka i przesyłka przerośnie jej wartość…

      • Karolina Mojko

        Jestem z Gdańska :) damy rade się spotkać ?

  • Sama mam masę książek i dopiero niedawno przebrałam całe to towarzystwo i zaczęłam puszczać w świat! Sporo mi jeszcze zostało i szukam chętnych na pozostałe pozycje! :)