Minimalizm

Czy naprawdę tego potrzebuję?

18/04/2015

Pytanie “Czy naprawdę tego potrzebuję?” zadajemy sobie przy okazji każdych zakupów. Pomaga nam to zapanować nad zachciankami, których będziemy żałować. Odkąd postanowiliśmy ograniczyć konsumpcję bardzo często odpowiedź na to pytanie brzmi po prostu “Nie” oraz “Skoro do tej pory funkcjonowaliśmy bez tego, to znaczy, że nie potrzebujemy”.

Dodatkowym ułatwieniem jest dla nas wishlista, czyli lista życzeń, o której wspominałam w tym poście. Nie tylko pomaga odpowiedzieć na wieczne pytania “Co byś chciała na urodziny/święta?”, ale daje szansę na przeczekanie i przemyślenie. Na naszej liście pojawiło się mnóstwo pozycji, które z czasem zostały wykreślone, bo w końcu zdawaliśmy sobie sprawę, że ich nie potrzebujemy.

Muszę przyznać, że – tak jak planowałam – pisanie bloga i przy tym poświęcenie się idei minimalizowania sprawia, że ograniczenie konsumpcji przychodzi łatwiej. Mimo że B. nie był przekonany do tego konceptu (bo nie każdy być musi), to widzę, że też się wciągnął i widzi bezsens gromadzenia. Obojgu nam wpadają do głowy chęci kupna jakiejś głupoty, to normalne, ale zanim wybierzemy się do sklepu lub klikniemy “do koszyka” zadajemy sobie pytanie “Czy naprawdę tego potrzebuję?”.

W dzisiejszych czasach jest wiele możliwości ułatwienia sobie życia poprzez gadżety, a jednak ile radości daje kreatywne osiągnięcie celu dzięki posiadanym już zasobom. Można gromadzić sprzęty i przedmioty jednorazowego użytku, a można też je wypożyczyć w razie potrzeby (no bo co jest złego w pożyczaniu?). Czasem kupujemy, bo wydaje nam się, że dana rzecz zmieni nasze życie, a potem okazuje się, że zupełnie o niej zapomnieliśmy, a życia nie zmieniła. Kolejny raz można tu wspomnieć o życiu teraźniejszością, nie przyszłością (ani przeszłością). Hasło “może kiedyś mi się jeszcze to przyda” przy okazji robienia porządków warto zmienić na “czy przydaje mi się to TERAZ?”. W dzisiejszych czasach mamy tyle możliwości kupna/wypożyczenia/wymiany, że nie musimy gromadzić zapasów (które nie zawsze oznaczają oszczędność, ale to temat na inny wpis). Naprawdę, żyjemy w całkiem luksusowych czasach – wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, jeśli nie w trzech marketach na ulicy obok, to w jednym z miliona sklepów internetowych. A i tak zanim zdecydujemy się na przyjęcie do swojego domu nowej rzeczy zadajmy sobie pytanie “Czy naprawdę tego potrzebuję?”.

Przeczytaj także

  • Bea

    Od miesiąca nie chodzę do sklepu innego niż spożywczy i zauważyłam, że pociąg do zachcianek bardzo zmalał. To co do tej pory wydawało mi się niemalże niezbędne albo przynajmniej bardzo pożądane nagle przestało takie być. Odpowiedź na pytanie “czy na prawdę tego potrzebuję” jest dużo prostsza i po miesiącu zakupowego postu zazwyczaj brzmi “nie”. A jeśli nawet brzmi “tak” to i tak czekam i sprawdzam czy za chwilę nie zmienię zdania.

    • Świetnie! Ja też prawie wcale nie chadzam do sklepów, a jak już to po konkrety. A to, co wydaje nam się niezbędne głównie wykreowane jest przez marketingowców, którzy wymyślają coraz to nowsze strategie, by namówić nas do kupna czegoś, bez czego dalibyśmy radę…

  • Ja też zadawałam sobie to pytanie niemal obsesyjnie. Teraz sama widzę, jak dzieki temu skożystałam. I nic nie straciłam przez to, że czegoś nie kupiłam. :)

    p.s. ostatnio przyłapałam się na tym, że to ode mnie pożyczano, sama raczej tego nie robiłam. Zaczęłam to zmieniać, powolutku :)

    • No właśnie, nie kupując tak naprawdę nie tracimy, a zyskujemy :)

  • Podpisuje się w 100% pod powyższym postem.
    Bo…okazuje się, że luksusem jest posiadanie mniej, “uwolnienie” się od gromadzenia bo inni tak robią (i są na t pieniądze).

    • Dobrze napisane :)

  • Pingback: Grzechy nadmiaru. Przegląd minimalistycznych inspiracji | PANI POCZYTALNA()

  • Alicja

    Moja wishlista odnosi się zazwyczaj do dużych zakupów. Np. nowych mebli, drogich sprzętów domowych lub elektroniki. Jeśli po kilku tygodniach nadal uważam że coś mi jest potrzebne, to może to w końcu kupię. Chyba że rozsądek przemówi i sobie odpuszczę wydatek.

    • Taka lista to teraz dla nas coś normalnego, tyle potencjalnych zakupów z niej zniknęło zanim niepotrzebnie wydaliśmy pieniądze…