Wokół szafy

Czego bazowego nie ma w mojej szafie?

13/04/2015

Baza w szafie jest głównym tematem wszystkich poradników o modzie i stylu. Wszystkie one przekonują, że w garderobie trzeba mieć kilka podstawowych ubrań, by na tej bazie pracować tworząc nieskończoność zestawów do noszenia w każdej sytuacji. Oczywiście, zgadzam się, że warto mieć w szafie neutralne rzeczy i ciekawe dodatki, jednak w mojej garderobie brak tego, co według poradników mieć muszę i jakoś nie czuję, żebym przez to cierpiała. Czego więc nie ma w mojej szafie?

Biała koszula

Mam ogromny problem z dobraniem odpowiedniego fasonu koszuli, więc po prostu takowej nie posiadam. Jeszcze do niedawna miałam w szafie niebieską, którą lubiłam łączyć z ołówkowymi spódnicami do pracy. Ostatnio ta koszula przestała dopinać się w newralgicznych miejscach, więc musiała znaleźć nową właścicielkę. Jeśli kiedykolwiek trafię na idealną białą koszulę, którą widzę oczyma wyobraźni, to na pewno ją kupię, jednak na ten moment nie zamierzam jej szukać na siłę.

Trencz

Zamiast klasycznego piaskowego cienkiego płaszcza w mojej szafie wisi szary, dwurzędowy z szerokim kołnierzem. Ten fason jest chyba najgorszy dla mojej figury, więc w tym sezonie go sobie odpuściłam. Zamiast klasycznego kroju za to mam beżowy nieklasyczny wiosenny płaszczyk, z rozkloszowanym dołem w stylu lat 50, więc nadaje się jedynie do sukienek. Jako że sukienki ostatnio noszę od święta, więc i ten nieklasyczny trencz zaklasyfikowałam jako odświętny.

Skórzana kurtka

Zupełnie nie w moim stylu. Nie znoszę skórzanych i skóropodobnych części garderoby (oprócz torebek i butów oczywiście), więc i skórzana ramoneska raczej nigdy nie znajdzie się w mojej szafie. Mimo że ten element podoba mi się na innych (np. bardzo podoba mi się kurtka, którą sprezentowaliśmy mojej siostrzenicy), to sama raczej nie miałabym jej z czym zestawić.

A Wy czego, co kobieta niby powinna mieć w swojej szafie, nie posiadacie?

Przeczytaj także

  • Magda K-ska 13/04/2015 at 11:33

    Nie mam małej czarnej. Źle w takiej sukience wyglądam, jak trup, więc po co mi ona? Natomiast mam wszystkie pozostałe rzeczy i skórzaną kurtkę którą kocham i baleriny, bo codzienne spacery z dzieckiem i trencz beżowy, kupiony lata temu bardzo dobrej jakości, więc nadal jest w formie, i białą koszulę i kardigan. Pod względem zestawu bazowego to akurat jestem słabym przykładem, bo wymieniane w takich zestawach rzeczy to ubrania, które sama lubię, pasują do mnie i przede wszystkim poprzednia praca (obecna trochę mniej) wymagała ode mnie raczej takich klasycznych strojów. Ale fakt, że te zestawy bazowe to tak próbują wtłoczyć kobietę w schemat, jakby nie można było mieć własnego zestawu, bo przecież różnimy się wyglądem, charakterem, temperamentem, wykonywaną pracą i nie do każdej z nas pasują baleriny albo biała koszula:)

    • Kasia 13/04/2015 at 14:19

      Ja mam małą czarną, ale nie noszę jej od półtora roku… Najpierw ciąża, teraz karmienie (a dostosowana nie jest). Ciekawe, czy jeszcze kiedyś ją założę ;)
      Teoretycznie taki bazowy zestaw ma sens, ale chyba każdy z nas może sobie takowy określić samodzielnie, tak jak napisałaś. Przez jakiś czas nawet nie miałam zwykłych dżinsów, bo chodziłam tylko w sukienkach i spódnicach, ale nasz styl zmienia się razem z nami, więc teraz dżinsy to u mnie taki “must-have”.

      • Magda K-ska 13/04/2015 at 17:16

        Wrócisz do niej. Ja w ciąży przytyłam 16 kg znaczy w sumie z dzieckiem i całą resztą, ale takich nadprogramowych kilogramów tłuszczowych to miałam 5, teraz Asia ma 13 miesięcy a ja ważę 5 kg mniej niż przed ciążą, jadłam wszystko normalnie i jem nadal, zwłaszcza dużo czekolady dobra na niewyspanie:) Także spokojnie się zmieścisz:)

        Dla mnie taką bazą to są przede wszystkim gładkie koszulki, tshirty takie żebym mogła włożyć i pod żakiet i na sportowo:)

        • Kasia 14/04/2015 at 07:30

          Nie mówię, że się nie zmieszczę, bo moje ciuchy sprzed ciąży są za duże (przytyłam 5 kg w ciąży, a teraz wróciłam do wagi z liceum)… Na razie nie mam gdzie tej mojej małej czarnej zakładać ;) Muszę chyba poszerzyć swoją kolekcję t-shirtów, bo dziwnym trafem wszystkie naraz mi się wytarły i znosiły… A nie możemy wyglądać jak lumpy, prawda? :)

          • Magda K-ska 14/04/2015 at 09:42

            Fakt zwracam honor:) Nie, żadne lumpy, w żadnym wypadku. Zauważyłam, że jeszcze bardziej staram się dbać o siebie, jakoś mi bardziej zależy:) To trzymam kciuki za tę kolekcję tshirtów:)

          • Kasia 14/04/2015 at 16:06

            Moja droga, niczego nie musisz mi zwracać ;) Patrząc na mój apetyt z początku ciąży, to gdyby nie dieta cukrzycowa pod jej koniec, to pewnie przytyłabym tonę ;) Fajnie wiedzieć, że czytają mnie też inne mamy, możemy sobie podpowiadać co i jak.

          • Magda K-ska 14/04/2015 at 21:41

            To ja jadłam normalnie, żadnych zachcianek ani nic, ale teraz przez zimę nadrabiałam właśnie dużą ilością czekolady, bo chodziłam totalnie niewyspana i kawa mi nie pomagała, a czekolada owszem i dalej jestem chuda, ale nie żeby mi to przeszkadzało. Jako mama i czytelniczka do usług:)

          • Kasia 16/04/2015 at 07:26

            Jeść czekoladę i chudnąć… zazdroszczę takiej przemiany materii :)

          • pani poczytalna 15/04/2015 at 11:33

            O nie, Kasiu, 5 kilogramów?! Takich rzeczy nie powinna czytać kobieta wymęczona końcówką ciąży ;) W mojej szafie teraz głównie ciążowe spodnie, rozciągliwe koszulki i inne namioty. To moja baza na ten moment.

          • Kasia 16/04/2015 at 07:24

            O końcówka ciąży jest straszna… Czekasz i już nie umiesz się doczekać ;) A co do tych kilogramów… Niby fajnie, bo szybko wróciłam do formy, ale do dziś śnią mi się po nocach gotowany kurczak i fasolka szparagowa, bo tylko to nie podnosiło mi cukru…

  • Bea 13/04/2015 at 17:10

    Moja szafa to głównie T-shirty, jeansy i sweterki. Nie mam więc wielu must havów ;) Akurat białą koszulę mam – od niedawna zresztą – tydzień nad nią debatowałam zanim ją kupiłam ;) Nie mam też ani jednej pary szpilek – nigdy nie nauczyłam się na nich chodzić a i w piaskownicy nie bardzo mi potrzebne ;) Skórzanej kurtki też raczej nie przewiduję. Tak na prawdę dopiero teraz, po latach zajmowania się dziećmi, zaczynam uważniejszym okiem spoglądać na swoją garderobę.Być może więc niedługo jakieś must havy pojawią się i u mnie.

    • Kasia 14/04/2015 at 07:31

      Ja ostatnio przy okazji rodzinnej imprezy założyłam pierwszy raz szpilki po porodzie… Kiedyś czułam się w nich jak w papciach, a teraz potrzebna mi nauka chodzenia na obcasach. ;)

  • minimalnat.com 13/04/2015 at 19:20

    Ja ogólnie nie rozumiem zamiłowania do trenczy. Dla mnie to najbardziej znienawidzona cześć garderoby, której mówię wielkie NIE! :) To taki cienki, długi żakiet. Dla mnie coś totalnie niepraktycznego :) Tak samo ołówkowe spódnice. Dla mojej potężnej sylwetki to strzał w głowę, wiec tego must-have’u też nie posiadam.

    p.s. dodam jeszcze, że ja swojej idealnej białej koszuli szukam już chyba 5 lat. Z marnym skutkiem. Po prostu się w nie nie mieszczę w tych “newralgicznych” miejscach :)

    • Kasia 14/04/2015 at 07:34

      Kiedyś uwielbiałam ołówkowe spódnice, szczególnie te z wysokim stanem, ale teraz jakoś nie do końca komfortowo się w nich czuję… A z tymi koszulami to chyba coś nie tak jest ;) Zresztą, w sklepach większość z nich jest na jedno kopyto, więc jak możemy coś dla siebie znaleźć?

      • minimalnat.com 14/04/2015 at 17:49

        Wiesz, gdybyśmy były obrzydliwe bogate szyłybyśmy koszule na wymiar u Armaniego :)

        • Kasia 14/04/2015 at 19:38

          O tak, tak, tak :) To mi raczej nie grozi… ;)

    • Makosza 28/05/2016 at 19:02

      Koszule przekładane są dobrym rozwiązaniem.
      Trencz, ten prawdziwy jest cienki ale z innego materiału jak żakiet.

  • worqshop 17/04/2015 at 11:27

    mnie trochę śmieszą takie listy must have z samego założenia, pracuję w domu, często wychodze na miasto z aparatem na sesje, dużo się ruszam i po prostu do mojego stylu życia te klasyki nie pasują. Wolę kompletować sobie minimalistyczną szafę z rzeczami, które naprawdę lubię nosić, jasne mam kilka rzeczy ekstra na bardziej wyjatkowe okazje, ale te rzeczy ogolnie przyjete za klasyki ktore trzeba miec najczesciej omijam szerokim lukiem :P

    • Kasia 17/04/2015 at 12:18

      O tak, też przewracam oczami na zawartość tego typu artykułów. Pewnie, że jest to duża pomoc przy ogarnięciu podstawy garderoby, ale każdy powinien tę bazę skonstruować pod siebie i swój tryb życia.

  • Małgorzata eS 07/04/2016 at 19:52

    Dłuuugo opierałam się przed kupnem skórzanej kurtki, ale uległam w ubiegłym roku, no i muszę przyznać, że naprawdę się przydaje (kupiłam w Mango, bo tam znalazłam klasyczny fason z zapięciem na środku). Jedyna rzecz, której nie rozumiem, to kupowanie kurtek ze sztucznej skóry, która, moim zdaniem, jest po prostu brzydka, nie wspominając o tym, jak brzydko i szybko się starzeje. Poza tym komfort noszenia też jest gorszy, bo sztuczna skóra, przynajmniej obecnie, chyba nie potrafi być tak miękka i elastyczna, jak naturalna. A co do białych bluzek, to mam kilka, które bardzo lubię i jak patrzę w lustro, to wyglądają ok, ale jak widzę siebie w nich na zdjęciach, to zawsze wyglądam w nich jakoś tak anemicznie i nijako

    • Kasia | Droga do minimalizmu 08/04/2016 at 08:01

      Mnie nie pasują żadne koszule, jakoś tak dziwnie wyglądam i źle się czuję :/ Kiedyś razem z siostrzenicą szukałyśmy dla niej skórzanej ramoneski i sama miałam ochotę sobie taką kupić, ale później to przemyślałam, bo nie wiem, czy dobrze bym się w niej czuła… Poza tym niekoniecznie lubię nosić skórzane rzeczy, skórzane rękawiczki w ogóle mnie nie grzeją ;)

      • Małgorzata eS 08/04/2016 at 18:16

        A ja dzięki koszulom zaczęłam wreszcie wciskać góry w spodnie. Zawsze mi się wydawało, że wkładanie bluzek czy koszul do środka tylko doda mi kilogramów. A okazało się jak zwykle, że to wszystko siedzi w mojej głowie i że to właśnie pozostawianie koszuli na wierzchu wygląda u mnie dość siermiężnie ;). A komfort rzeczywiście nie jest jakiś rewelacyjny, choć bardzo lubię nosić koszule latem: zakładam na bokserkę i nie zapinam, tylko wiąże w supeł. Oczywiście tu najlepiej sprawdzają się te koszule, które są mi trochę za duże ;)

        A skórzane rękawiczki to dla mnie trochę fanaberia, choć ponoć z takiej porządnej, mięciutkiej skóry bywają wygodne, ale ja też stawiam przede wszystkim na porządne grzanie ;)

  • Sławomira 18/07/2016 at 21:28

    Nie posiadam beżowego trencza (nie lubię beżu) i szpilek (nie noszę obcasów) a także żakietu (czymś to się różni od marynarki?), nie mam też jeszcze ramoneski (jest czarna, skórzana kurtka o innym kroju), nie jestem pewna, czy moja czarna sukienka pasuje do miana małej czarnej (a przez popularność czarnych sukienek imprezy zbyt często przypominają stypy), ołówkowej spódnicy (prawie nie noszę spódnic).
    Mam za to białą koszulę (strój galowy do szkoły) i baleriny (których chyba się pozbędę), jakieś dżinsy, t-shirty i kardigany, które się mieć powinno też mam. Bluzkę w paski też mam. Podobno powinno się mieć ciemną marynarkę – mam, mundurek szkolny to marynarka przecież, tylko go nigdzie nie założę poza szkołą.

  • Aneta 07/04/2017 at 09:22

    Przez długi czas nie miałam jeansów! Jakoś tak się składało, że wybierałam raczej czarne lub szare materiałowe spodnie. W końcu trafiłam na jeansy, w których czuję się dobrze, więc już mam takie w szafie.
    Również nie posiadam skórzanej kurtki – szukam modelu dłuższego niż do pasa, może kiedyś się na taki natknę :)
    Klasycznego trencza też u mnie brak – zamiast niego granatowy, połyskujący płaszczyk o fasonie pomiędzy klasykiem a parką.
    Nie posiadam też klasycznej czerwonej szminki…
    Sporo tych “podstaw”, bez których jakoś żyję 😉
    http://www.duochrome.blogspot.com

    • Kasia | Droga do minimalizmu 07/04/2017 at 12:05

      Też nie mam żadnych dżinsów i w ogóle za nimi nie tęsknię ;) Tak sobie myślę, że może trzeba zaktualizować ten wpis (w końcu ma już dwa lata!), bo znalazłoby się pewnie jeszcze więcej takich “must-have”, których u mnie brak i – tak jak piszesz – jakoś żyję ;)

  • paula m 07/04/2017 at 16:57

    A must have ubraniowe są takie jak jak np serwis obiadowy dla12 osób albo szalenie modna ostatnio kreska na powiece;) jedym potrzebne, innym zbędne. Ja mam kurtkę , trencz, top w paski, baletki, jeansy ;) ale jakis tak przypadkiem wyszlo ;) nie znoszę natomiast białych koszul, bo przypominają mi dawny “roboczy” uniform. Szpilek i olowkowej sponicy tez nie mam, bo jestem za stara żeby się,męczyć ;) hahha

  • minimal m. - magda 29/11/2017 at 09:03

    Ja obecnie bardzo choruję na jakieś ciemne, szerokie eleganckie spodnie…

    • Kasia | Droga do minimalizmu 29/11/2017 at 09:20

      A ja na czarne cygaretki, niestety, we wszystkim, co sobie upatrzyłam wyglądam niekorzystnie. Nie znoszę zakupów… ;)