Minimalizm

Śmieciowy problem

12/02/2015
śmieciowy problem

Mam kilka marzeń: zbudować mały dom, nie mieć potrzeby chodzenia do lekarza (w szczególności z Mają), zwiedzić Nowy Jork i… zmniejszyć ilość wytwarzanych śmieci.

Słyszeliście o tej kobiecie, która twierdzi, że przez dwa lata nie wyrzuciła żadnych odpadków? Trudno w to uwierzyć. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, żeby w dzisiejszym świecie nie produkować śmieci. (Poza tym, biedna, w Polsce i tak musiałaby uiszczać opłatę śmieciową.) Oczywiście, dużo porad, jak to zrobić, można znaleźć na ciekawym blogu, Zero Waste Home, jednak czy w polskiej rzeczywistości da się je wszystkie zastosować?

Bywają dni, że dopiero co opróżniony kubeł ze zmieszanymi zapełnia się w błyskawicznym tempie i nie mam pojęcia, jak to się dzieje. Przyznaję też, że nie do końca jestem pewna, do jakiego kubła zakwalifikować dany odpad, a brak zbiorczego kubła na odpady organiczne prawie podważa sens segregacji. Kiedy mieszkałam w Hiszpanii bardzo podobał mi się tamtejszy system śmieci zdatnych do recyklingu: nie dość, że na kubłach znajdowały się zdjęcia odpadów, które można było do danego kosza wrzucić, to jeszcze na samych opakowaniach była podpowiedź, do jakiego kolorowego kubła trzeba je wyrzucić. Proste rozwiązanie, wiele ułatwiało, a nawet skłaniało do segregacji.

Przy małym białym domku pojawi się pewnie kompost, jednak teraz nie mamy innego wyjścia, jak wrzucać odpadki organiczne do zmieszanych. Szaleństwo! Nigdy nie byłam jakimś eko-freakiem, ale przyznaję, że zawsze pociągało mnie świadome korzystanie z zasobów, recykling, oszczędzanie wody, prądu. Zbieramy makulaturę, wodę po gotowaniu jajek wykorzystujemy do podlewania kwiatów, do czyszczenia domu używamy sody i octu, staramy się niczego nie zostawiać na “stendbaju” i takie tam. Często myślenie ekologiczne pokrywa się z myśleniem o oszczędnościach i jest to naprawdę fajne.

Wracając do śmieci. Torebki foliowe tzw. reklamówki problemem już dawno nie są, bo mamy zestaw szałowych materiałowych siatek na zakupy. B. za to ma manię korzystania z ręczników papierowych, jednak ja wolę używać klasycznych szmatek, a mamy bardzo ładne, bo pocięte z dziurawych mężowych koszulek. Ograniczyliśmy kupowanie wody butelkowanej, bo zainwestowaliśmy w dzbanek z filtrem (jednak mąż woli wodę gazowaną, więc parę plastików w domu się znajduje). Kupujemy produkty spożywcze, które szybciej schodzą, w większych opakowaniach i w ogóle ostatnio rzeczywiście zauważam mniej marnotrawionego jedzenia. Jednorazowe pieluszki zakładamy Mai tylko na noc i na wyjścia poza dom, których nie jest zbyt wiele. Staramy się jak możemy, a kosz na śmieci i tak zapełnia się w ekspresowym tempie.

Macie jakieś patenty na to, by ograniczyć produkcję śmieci? Proszę, podzielcie się ze mną i z innymi czytelnikami. Im więcej z nas wdroży w życie uważne korzystanie z tzw. zdobyczy cywilizacji, tym nasze środowisko będzie mniej zawalone naszymi złymi wyborami.

Przeczytaj także

  • Susel Lo. 12/02/2015 at 14:55

    Mam podobny problem, od dawna już ilość wyrzucanych śmieci mnie trapi. Jest nas dwoje, a śmieci tyle jak przy 4 osobowej rodzinie ;) Mój patent nr 1 to kupowanie największych z możliwych opakowań w przypadku produktów, o których wiem, że na pewno je zużyjemy. Kosmetyki tylko w wersji XXL, jedzenie z długim terminem ważności tylko w MEGA PAKACH, podobnie ręczniki papierowe (bez których żyłam większą część życia, a teraz nagle stały się niezbędne).
    Patent nr 2 dotyczący tylko pieczywa: wszelkie bułki jakie zostają w domu i już nie nadają się do jedzenia, czasami zdarza nam się kupić ich za dużo, zbieram jakiś czas i ścieram później na bułkę tartą. Nigdy jej nie kupowałam, zawsze wolałam swoją, domową ;)
    Mam jeszcze jedno rozwiązanie, które ilości śmieci nie zmniejsza wprawdzie ale dzięki niemu mam wrażenie, że jest ich mniej. Wszystkie produkty, które trzymam w pojemnikach (mąka, cukier, ryż, makarony) rozpakowuję od razu po zakupie i przesypuję je/przekładam do pojemników, a opakowania po nich od razu wyrzucam. Takie małe oszustwo wobec samej siebie :)

    • Kasia 13/02/2015 at 07:50

      No właśnie, te nieszczęsne ręczniki papierowe. Ja je poznałam dopiero, jak zamieszkałam z moim mężem ;) No ale czasami rzeczywiście się przydają. Mega paki to ułatwienie. A co do pieczywa, to – jak też poradzono na mojej stronie na Facebooku – warto mrozić, jeśli wiemy, że nie zjemy danej porcji. Co ciekawe, zamrożony świeży chleb po odmrożeniu (wystarczy wyciągnąć parę godzin wcześniej) smakuje jak prosto z pieca :)

      • Susel Lo. 13/02/2015 at 21:09

        Patent z mrożeniem pieczywa stosuję już od kilku miesięcy. Kiedy ilość suchych bułek przerosła moje możliwości przerobowe (ileż można mieć bułki tartej?) zaczęłam je mrozić po kupieniu i wyciągam dzienne porcje. Po odmrożeniu są faktycznie jak dopiero co upieczone :)

      • Julia 29/02/2016 at 19:30

        Niestety ale większość sprzedawanego pieczywa jest to produkt z głębokiego mrożenia (najpierw zrobione, zamrożone i potem upieczone kiedy trzeba) i takich produktów nie można ponownie mrozić. Takie poniwne odmroźenie jest szkodliwe. Takie produkty używane są w wszelkiego rodzajach hipermarkatach ale i w piekarniach ostatnio często to praktykują…
        Co innego jeżeli chodzi o domowe pieczywo :)

        • Kasia | Droga do minimalizmu 29/02/2016 at 20:15

          Nie kupuję pieczywa w supermarkecie, tylko w lokalnej piekarni, ale dobrze, że o tym wspomniałaś.

    • disqus_TEDIsvII1h 13/02/2015 at 09:28

      Osobiście unikam jedzenia z długim terminem ważności. Im dłużej coś może stać na półce, tym więcej tam pewnie wszelakiej chemii, przede wszystkim konserwantów. Staram się korzystać raczej z podstawowych produktów, jak najmniej przetworzonych. Owszem, świeże pomidory psują się szybciej niż te z puszki, ale coś za coś.
      Wyjątkiem są przetwory, ale tu preferuję te zrobione samemu.

      • Susel Lo. 13/02/2015 at 21:11

        Jako jedzenie z długim terminem rozumiem ryż czy makaron, tego schodzi u mnie sporo ale lubię też robić zapasy. Z puszkowanych rzeczy kupuję tylko tuńczyka i dłużej niż tydzień u mnie nie poleży :)

  • gabrysia 12/02/2015 at 17:30

    W naszej kamienicy jest niestety tylko jeden kosz i za kazdym razem boli mnie serce, ale odkąd pod blokiem rodziców pojawiły sie pojemniki na odpady komunalne i takie do ponownego przetworzenia oraz jeden na szkło(wczesniej byly tylko na plastikowe butelki), to wprowadzilismy dodatkowy kosz. Wiekszy jest na te do przetworzenia, mniejszy na mieszane(tutaj uzywamy workow biodegradowalnych, od jana niezbednego, mam nadzieje ze to nie ściema. Wiecie cos?). Te smieci do recyklingu sa jeszcze raz sortowane, ale to naprawde sie sprawdza. Kosze sa ciagle wypelnione, wiec mozna. Trzeba tylko dac mozliwosc. Niektorzy nie zmienili nic, niektorzy oddzielaja tylko plastikowe butelki, ale sa tez tacy ktorzy maja dwa kosze. Jest mozliwosc, mieszkancy korzystaja. Male przyuczenie i byloby wiecej tych do recyklingu. :-)
    Jezeli chodzi o redukcje to glownie pewnie chodzi o zywnosc. Opakowan jest mnostwo. Mniej przetworzona zywnosc-> mniej smieci. No i te foliowki. Na owoce i warzywa mozna uszyc cienkiutkie torebki i zabierac do sklepu. Albo brac juz raz uzyte torebki foliowe. Ale to nie jest wyjscie dla wszystkich…

    • Kasia 13/02/2015 at 07:54

      No właśnie z tą segregacją u nas wygląda podobnie, bo na osiedlu głównie starsi ludzie. Już nas wspólnota poinformowała o skargach firmy śmieciowej, że mieszkańcy źle segregują ;)
      A śmieci to rzeczywiście głównie z produktów spożywczych, ale często też inne opakowania mają swoje opakowania… szaleństwo.

  • disqus_TEDIsvII1h 13/02/2015 at 09:24

    Jeśli chodzi o odpady organiczne, to można kupić kompostownik. Podobno można go trzymać nawet w domu (nie śmierdzi). Mnie chodzi ostatnio po głowie właśnie ta myśl. Tylko co potem robić z tym wyprodukowanym kompostem?
    Nie sądzę, żeby było możliwe nie produkowanie odpadów w ogóle. Co robić z tymi wszystkimi opakowaniami po żywności? Jedynym wyjściem byłoby produkowanie jedzenia samemu. To jednak nie rozwiązuje problemu do końca – trzeba się w coś ubrać. Nawet jeśli kupimy ciuch raz w roku, to ten ciuch ma metkę, czyli śmieć. Alternatywą jest kupowanie wyłącznie w lumpeksach. Co z dziećmi? – od czasu do czasu kupuje się jakieś zabawki. Nawet jeśli robimy to bardzo rzadko (moje dzieci np. dostają zabawki 3 razy w roku), to te zabawki są niestety w coś zapakowane. A niekupowanie dzieciom absolutnie żadnych zabawek wydaje mi się jednak bardzo ryzykowne. Dalej – dzieci lubią rysować, malować, wycinać – generalnie tworzyć coś. Odebranie im tej możliwości tylko dlatego, że wiąże się to z produkcją śmieci (ścinki, wypisane pisaki, zużyte opakowania po kleju, obierki po temperowaniu kredek, tubki czy pojemniczki po farbach) jest zwyczajnie głupie i niekorzystnie wpłynie na ich rozwój.
    Podsumowując – być może całkowita redukcja odpadów jest wykonalna, ale jest to zabawa raczej dla bezdzietnego singla niż dla człowieka, który ma rodzinę.

    • Kasia 13/02/2015 at 15:23

      Dziękuję za ten komentarz! Oddaje prawie wszystko, co myślę na ten temat :)

      A kompost to fajna sprawa, ale myślę, że raczej sprawdzi się przy domu niż w mieszkaniu.

    • Marta 14/02/2015 at 09:07

      kompostownik w mieszkaniu? jakoś średnio to widzę- czy zapaszek nie jest podobny do tego jaki pojawia się nad śmietnikiem z odpadkami organicznymi tylko silniejszy z racji tego że w kompostowniku dłużej się kisi… moim zdaniem to dobry pomysł ale jeśli mamy osobne pomieszczenie na trzymanie tej instalacji.

      • disqus_TEDIsvII1h 16/02/2015 at 08:36

        Podobno nie wydziela zapachu, ale osobiście nie próbowałam.
        Ja widzę przede wszystkim taki problem, że nie ma co później zrobić z tym wyprodukowanym kompostem. No bo co, łazić po okolicy i rozrzucać?

        • Dorota Czopyk 29/02/2016 at 19:32

          Wyprodukowany kompost można zużyć do zasadzenia kwiatków albo oddać znajomemu, który ma działkę (chętnie przyjęłabym w każdej ilości). I wbrew pozorom kompost nie śmierdzi. Jasne, że koło domu sprawdzi się bardziej niż w mieszkaniu, ale da się.

  • disqus_TEDIsvII1h 13/02/2015 at 12:02

    Poczytałam sobie trochę Zero Waist Home i widzę tam nieco takiego oszukiwania się. Przykład pierwszy z brzegu:

    “If you must buy new, buy quality with minimal tags (leave the shoe box at the store).”
    No ok, my nie będziemy musieli wyrzucić pudełka do śmieci, ale zrobi to za nas sklep. Chyba ta pani nie myśli, że włożą do pudełka inne buty albo odeślą je producentowi, żeby mógł w nie zapakować inną parę.
    Tak więc widać, że naprawdę Zero Waist Home istnieje tylko w teorii, w praktyce jest to jednak taka trochę ściema, bo tak zupełnie nie produkować odpadów się nie da.
    Oczywiście nie zmienia to faktu, że chwalebnym jest ograniczać tę produkcję jak się da.

    • Kasia 13/02/2015 at 15:22

      Dzięki za ten przykład. Rzeczywiście, niby MY nie produkujemy w ten sposób śmiecia, ale sklep coś musi z nim zrobić. Może to sposób na polepszenie sobie samopoczucia? ;)

  • BogusiaM 13/02/2015 at 16:06

    Nie produkowanie śmieci wydaje mi się być nie możliwe. Nawet jak zabieram ze sobą ekosiatkę do sklepu to wędlinę zapakują w papier, ser jest w foli itd… Koło mojego domu w sklepie pakują nawet wszystkie warzywa/owoce w foliowe siatki w momencie ważenia ich na wadze, zawiązują byleby ktoś czegoś nie dołożył po drodze do kasy. Często odmawiam tych siatek i spotykam się z wrednym spojrzeniem lub uwagami pod moim kątem…

    Śmieci segreguję odkąd pamiętam, w moim rodzinnym domu zawsze odkładało się na bok makulaturę, która później była spalana na wsi w piecu. Później plastiki – jak tylko zaczęły pojawiać się na osiedlach kosze do recyklingu. Kompostownik moi rodzice mają na działce, w mieszkaniu raczej nie ma co z tym kompostem później zrobić.

    I tak też robię “na swoim”, odkąd jest obowiązek segregacji segreguję też szkło, puszki itd. Dla mnie to nie problem, że trzeba mieć kolejne kosze w mieszkaniu. Ale moi sąsiedzi (przeważnie starsi ludzie, lub osoby w których gosp. domowym jest 3-4 os.) twierdzą, że to za dużo zachodu… że potrzebny nowy kosz, że częściej trzeba wychodzić ze śmieciami itd… a przecież i tak wychodzą z domu…. No nic, ja nie przestanę segregować i edukuję ile wlezie innych, jak nie zmienimy siebie, to nie ma co liczyć, że reszta będzie postępować inaczej.

    Ale mino to uważam, że śmieci zawsze będą się tworzyć…

    • Kasia 14/02/2015 at 16:04

      Duży plus za dobre, rodzinne nawyki :) Niestety starsi ludzie bywają czasem niereformowalni… Ale warto edukować innych, szczególnie młodzież, żeby te proste nawyki segregowania nie były postrzegane jako przykry obowiązek, ale normalność.

      • BogusiaM 14/02/2015 at 16:41

        U nas to było naturalne, teraz analizując wydaje mi się, że to dlatego, że i Mama i Tata korzenie mają ze wsi, a przeprowadzili się do miasta. Na wsiach przynajmniej tych z prawdziwego zdarzenia bardziej się dba o tą przyrodę, jak się chowa zwierzęta itd.

        Tak samo wpajano nam szacunek do wody czy światła. Po 10 minutach pod prysznicem/ w wannie już słyszałam pukanie do drzwi, że wystarczy tego chlapania. Teraz to u siebie też praktykuję szybkie prysznice/ kąpiele. Ale mój małżonek niestety nie wyniósł takich nawyków i tapla się jak kaczor…

        • Kasia 15/02/2015 at 08:43

          Przyznaję, że u nas nawyk szybkich pryszniców wprowadził mąż. Ja zawsze wolałam długie i ciepłe kąpiele, ale teraz w ogóle za tym nie tęsknię.

          • BogusiaM 29/02/2016 at 19:24

            Obsługa w sklepie przyzwyczaiła się, że nie biorę foliówek:) A nawet ładuję ziemniaki (luzem) do swojej torebki.
            Jeszcze nie odważyłam się pójść ze swoim pojemniczkiem po wędlinę dla męża, ale rozważam taki krok. A co takiego robię dodatkowo, kupuję suchą ciecierzycę w większym worku, moczę przez noc i sama robię hummus zamiast kupować ten gotowy, czy ciecierzycę w puszce. Przymierzam się też do kupna w tej formie fasoli, bo jak na razie korzystam z konserwowej do różnych past itd. Co do makaronów, ryżu, kasz nie umiem się jeszcze przekonać, obawiam się, że to co długo tak leżakuje w sklepie (bo w końcu nie ma tam daty kiedy produkt został dołożony) będzie kiepskiej jakości. A i tak trzeba wsypać to do foliówki, a nie do np. papierowego worka co by było bardziej eko. Niestety w Gdyni jeszcze nie znalazłam aż tak przyjaznego sklepu co widzę już w Warszawie.

          • Kasia | Droga do minimalizmu 29/02/2016 at 20:16

            U nas większe zakupy robi mąż, ale też jest coraz bardziej świadomy w ekologicznych kwestiach :)

          • BogusiaM 29/02/2016 at 21:26

            To ładnie o nim świadczy:)

  • Marta Tylec 14/02/2015 at 12:08

    To są bardzo dobre pytania…nie znam jeszcze odpowiedzi.

  • Kasia 14/02/2015 at 16:06

    A ograniczanie to już dość dużo :)

  • Dorota Czopyk 29/02/2016 at 19:37

    Super, że piszesz o swoich patentach, których masz całkiem sporo!

    Też staram się minimalizować śmieci (problem spędza mi sen z powiek od ponad 3 lat). Na razie udało mi się znacznie ograniczyć plastik, kluczowe jest kupowanie rzeczy na wagę do własnych opakowań:
    http://ekoeksperymenty.blogspot.com/2015/12/zakupy-bez-plastiku-czyli-jak-kupowac-i.html, produkować kompost i nie marnować jedzenia: http://ekoeksperymenty.blogspot.com/2015/09/jak-gotowac-tak-zeby-nic-sie-nie.html. Zauważyłam też, że kupowanie nie przez internet ogranicza liczbę kartonów, foliowych bąbelków, plastikowych streczy itp.

    Zamiast kupować rzeczy w puszkach i kartonach, robię je sama z nieopakowanych półproduktów. Fasolki moczę i gotuję (wodę z gotowania fasoli używam na zaczyn chlebowy). Na oknie hoduję kiełki i rukolę. Soki wyciskam, zagotowuję i zlewam do szklanych butelek. Mrożonki warzywne, przeciery i koncentraty pomidorowe oraz ocet jabłkowy też robię sama. Od niedawna staram się też sama produkować kosmetyki na własny użytek. Dzięki tym zabiegom można w kółko używać tych samych szklanych słoików i butelek.

    PS. Jeśli założysz kiedyś kompost to makulaturę bez farby drukarskiej i organicznie ubrudzone ręczniki papierowe można kompostować, a papier zadrukowany można użyć jako rozpałki.

  • Monika 15/06/2016 at 13:19

    Cześć, staram się żyć tak już jakiś czas. Zero Waste sprawiło, że moje życie jest jeszcze prostsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu i przyjemniejsze.
    – kupuję produkty na wagę i pakuję je do bawełnianych worków, menażki metalowej, słoików, albo w przypadku oleju i octu do szklanej butelki
    – staram się nie robic zakupów w marketach tylko na bazarku, w sklapach specjalistycznych np. żywność grecka/francuska/włoska tam zazwyczaj sery i szynki maja na wagę itp.
    – kupuję do swoich toreb materiałowych do kosza, czy skrzynki
    – zamieniłam niektóre produkty w gospodarstwie domowym na lepsze np. w miejsce miękkiego jak pupa niemowlęcia papieru toaletowego wybielanego chlorem kupuje ten szary z recyklingu, piorę orzechami/boraksem/sodą, a jako płyn do płukania służą mi olejki eteryczne.
    – kompostuje (bio odpad zanoszę do najbliższego kompostu)
    – zamiast żelu do mycia twarzy używam oleju w metodzie OCM, w miejsce kremu – olej, tonik zakupiony w szkle od Ministerstwa Dobrego Mydła, zamiast szamponu mydło, jako odżywka ocet z wodą/olej kokosowy, zamiast żelu pod prysznic/żelu do higieny intymnej – mydło dobrej jakości, zamiast plastikowej maszynki jednorazowej do golenia metalową z wymiennymi żyletkami, płatki kosmetyczne wielorazowe bawełniane, 0 tamponów i podpasek tylko kubeczek, szczoteczki do zębów bambusowe, pasta do zębów kupiona we szkle, peeleng robię z kawy, albo owsa
    – jak chcę jedzenie na wynos ładuje je do menażki/słoika (np ciasto), ale w 95% przypadków przynoszę jedzenie z domu, nie kupuję kawy na wynos mam ze sobą termos z ulubionym ciepłym napojem
    – wykorzystuję np. nać marchwi i robię z niej pesto, nie obieram marchwi i innych korzennych warzyw tylko je szoruję szczotką, połówki cytryn po wyciśnięciu soku gotuję w wodzie i mam emulsje nabłyszczającą do naczyń, czy po prostu dobry uniwersalny środek do czyszczenia mało zabrudzonych powierzchni
    – słoiki, w których kupiłam jakieś produkty przydają mi się ponownie do zakupów, albo odkładam je na czas robienia przetworów
    – w mojej kuchni nie ma papierowych ręczników są tylko bawełniane ścierki, naczynia myję taką gąbką z włókien roślinnych która można kompostować, naczynia myję w zrobionym domowym płynie do mycia naczyń,
    – piwo kupuję tylko w butelce, kapsle oddaję koledze, który je zbiera
    – wodę piję z kranu lecz wcześniej filtruje się ona poprzez aktywny węgiel, który jest produktem naturalnym do recyklingu
    – herbata i kawa zawsze w ziarnach/liściach
    – mleko robię sama z ryżu/migdałów itp, a z pulpy piekę ciasteczka
    – sama robię kefir, a w sumie sam się robi poprzez grzybka tybetańskiego
    chyba zamieściłam wszystko ;-)

    Jestem osobą aktywna zawodowo 11 godzin poza domem każdy dzień. Mam swoje pasje, które zajmują mi sporo czasu, mam zwierzęta domowe, męża i jakoś staram się dawać radę :-) W sumie to my dajemy radę :-) Jedyne punkty, na których polegam, to maseczka do twarzy którą, uwielbiam. Kupuję ja raz na pół roku jest ona w plastiku do recyklingu, a ja wykorzystuje opakowanie ponownie. Przez kilkanaście miesięcy wypracowałam sobie taki system, który wymaga ode mnie dosłownie minimalnego zaangażowania (czary, samo się to robi :-))
    Pozdrawiam
    Monika

    • Monika 15/06/2016 at 13:37

      Zapomniałam dodać, że na zakupy chodzę z listą i warzywa owoce kupuje dwa razy w tygodniu, a ryz kasze itp. raz na miesiąc. Pełna skrzynka piwa napełnia się raz na tydzień. Dodatkowo nie mam wanny biorę prysznic zawsze z dzbankiem i wiadrem. Woda, która wpadnie do wiadra jest wykorzystana do spłukania wc, a ta która trafia do dzbanka (staram się żeby nie trafiała tam woda z mydlinami) jest mieszana z octem i płucze taka mieszanką włosy. W pracy zorganizowałam zbiórkę słoików i każdy kto ma słoiki a nich nie chce przynosi mi a ja mam na lato do przetworów. Poprosiłam koleżanki żeby mnie informowali/przynosili jedzenie, głównie rośliny, których nie chcą jeść, a są ok i chcą je wywalić do kosza. Ostatnio koleżanka dała mi czosnek niedźwiedzi, bo go kupiła i nie wiedziała co z nim a tak było jej głupio się pytać, czy ktoś chce już z lekka umierająca roślinkę (zrobiłam z niej pesto)Na parapecie rosną mi zioła i przede wszystkim wiem co jak przechowywać. zawsze dawałam pomidory do lodówki, a to duży błąd. Dzięki wiedzy dotyczącej prawidłowego przechowywania warzyw i owoców wytrzymają one w dobrej kondycji dłużej np. sałatę przechowuję lekko zanurzoną we wodzie itp. A jeszcze dzięki przechowywaniu produktów w słoikach pozbyłam się moli spożywczych i wiem przede wszystkim jaki produkt kupuję, bo mogę skontrolować przed dodaniem do słoika/worka jaki jest stan nasion itp. Kiedyś kilka razy przyniosłam do domu mole w papierowym opakowaniu z owsem.

    • Kasia | Droga do minimalizmu 16/06/2016 at 07:54

      Moniko, świetne! Podziwiam za konsekwencję. Dziękuję za podzielenie się tym wszystkim, może uda mi się część wprowadzić w życie (z tego, czego jeszcze nie wdrożyłam). Świetny patent z tą natką pietruszki, jakoś nigdy na to nie wpadłam ;) Dziękuję! A możesz przy okazji podzielić się przepisem na domowy płyn do mycia naczyń?

  • Kasia | Droga do minimalizmu 16/06/2016 at 13:13

    Dzięki za przepis. A spostrzeżenia mam podobne do Twoich – nie wszystko myję płynem, a rzeczywiście w nowym domu mniej używane naczynia (typu naczynie żaroodporne) wylądują w spiżarni, by nie zagracać tych czterech szafek w kuchni :) Myślę, że wpis “śmieciowy” stworzę, kiedy pomieszkamy trochę w nowym domu, bo na pewno trochę zmienimy podejście do odpadów (np. będziemy mieli kompost).