Proste życie

Po odwyku

23/02/2015

Jak obiecałam, tak zrobiłam.

Już pierwszego wieczoru bez internetu dokończyłam “Minimalizm po polsku” (recenzja już wkrótce) i zaczęłam “Mniej…”. Niczego mi nie brakowało, nawet nie miałam ochoty otwierać laptopa, czy włączyć na chwilę WiFi. Jedyne, co mnie rzeczywiście korciło, to sprawdzić komentarze pod wpisem. Jednak opanowałam się i stwierdziłam, że jeżeli w ogóle ktoś coś napisał, to nic się nie stanie, jak te słowa przeczytam w poniedziałek.

W ciągu dnia pokusa zaglądania do sieci nie była silna, bo opieka nad hiperaktywnym niemowlęciem jest dość wymagająca (Znacie tę odpowiedź matki? “Co zrobiłaś dziś dla siebie? – Umyłam zęby.”) W sobotę sprzątanie do południa i zobowiązania towarzyskie popołudniu sprawiły, że jedyne, co chciałam zrobić po wykąpaniu małej to spać. Niedziela powitała nas miłym słonkiem, więc spędziliśmy ten dzień na powietrzu. Fakt, nie zagraliśmy w planowane Scrabble, ale szczerze mówiąc te cztery dni bez internetu dobrze na mnie podziałały. Naprawdę, niczego mi nie brakowało, być może tylko kontaktu z Wami, czytelnikami.

Dzisiaj w skrzynce mailowej czekało na mnie 21 wiadomości. Na Facebooku odezwało się do mnie kilka osób, miałam też 11 mało istotnych powiadomień. Na Feedly przez parę dni zebrało się 96 postów do przeczytania. Nie czuję jednak, żeby coś mnie ominęło. Te parę dni spędziłam w spokoju, bez większych stresów czy niepotrzebnych negatywnych myśli. Te wymienione wyżej liczby wcale nie znaczą, że w moim życiu aż tyle się dzieje, skłaniają raczej do tego, by wypisać się z niepotrzebnych mailingów, przejrzeć ponownie listy subskrypcji czy znajomych na fejsie. Myślę, że wprowadzę w życie wieczory bez internetu, a już na pewno zbiorę się w sobie, by nie przeglądać bezmyślnie jego zawartości w tzw. wolnych chwilach. Tyle się mówi o uważności, więc i ja muszę spróbować żyć uważniej.

Mimo wszystko lepiej systematycznie sprawdzać i odpisywać na wiadomości, by potem nie namnożyły się w niemożliwy do ogarnięcia chaos informacyjny. W mojej sytuacji najlepiej będzie, jeśli określę sobie jedną konkretną porę w ciągu dnia do załatwiania tego typu spraw i nie będę odpisywać na wszystko z doskoku, jak tylko się pojawi, bo tak naprawdę tracą na tym wszyscy – Maja, bo muszę spuścić ją na chwilę z oka, odbiorca, bo niekoniecznie dostanie pełną odpowiedź jakiej oczekiwał i ja, bo stracę płynność czynności, które miałam zaplanowane.

Codziennie o tej porze, kiedy zazwyczaj dla Was piszę, po śniadaniu przy porannej kawie wchodziłam przy okazji na jakieś gazety pe el, pudelki i inne portale o wątpliwej treści i bezmyślnie przeglądałam teoretycznie interesujące artykuły. Mimo że 4 dni odwyku to mało, to i tak zrozumiałam, że właściwie to nie ma sensu. Człowiek tylko się karmi głupotami, czasami dołuje, a czas płynie. Ciekawa książka, spacer, przygotowanie obiadu czy zabawa z dzieckiem wnosi więcej do naszego życia, a czynności te niezakłócane przerwami na internet niosą w sobie więcej treści i przyjemności.

Postanowiłam kontynuować eksperyment bez internetu ograniczając tylko jego rygorystyczność. Wiem, że wyjdzie mi to na dobre.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przeczytaj także

  • Bea

    Faktem jest, że taki odwyk pozwala na bardziej obiektywne spojrzenie – łatwiej jest wyselekcjonować ciekawe treści z morza “pudelków” ;) Za mną trzecia niedziela bez komputera – tym razem obyło się bez kuszenia – po prostu przyjęłam ten fakt za oczywistość:)

    • Super! o ile więcej można zrobić / odpocząć w taką niedzielę :)

  • Zazdroszczę, że dałaś radę… ja bym nie potrafiła. Internet to jest mój świat niestety :)

    • Oj też mi się tak wydawało. A tu proszę, da się i nawet człowiekowi lżej. Spróbuj na jeden dzień, może też Ci podpasuje :)

  • U mnie sprawdzają się wolne weekendy bez buszowania w Sieci. Korzystam z komputera w biurze non stop, dlatego obiecałam sobie, że w weekendy mogę korzystać z Internetu tylko do godziny 12. I jakoś się tego trzymam- mam też motywację, żeby wstać wcześnie rano :) No ale ja nie jestem mamą i nie wiem czy u Ciebie by to się sprawdziło.

    • Każdy chyba musi znaleźć swój czas bez internetu. Ja w ogóle mam czas na cokolwiek, jak mała idzie spać (w dzień nie ma szans) albo jak tata zabiera ją na spacer. Wtedy zazwyczaj ćwiczę jogę, czytam albo po prostu się kąpię ;) Ale jak nie mam na nic siły, to siedzę bezmyślnie w internecie… i jest jeszcze gorzej.

      • Kurcze, podziwiam wszystkie mamy. Ja sobie przez jeden dzien nie daje rady z moją siostrzenicą.

        • Ja też podziwiam matki, szczególnie te, które mają więcej niż jedno dziecko. Nie wiem jak to robią, bo ja z moją jedynaczką mam sajgon, więc domyślam się, jak musi wyglądać życie tych mam :)

  • pieceofsimplicity

    Bez internetu czas dwoi się i troi, to prawda :)

  • Coś jest takiego w internecie, że przyciąga i można zaginąć na długie godziny szperając w nim. Ja już od jakiegoś czasu wprowadziłam sobie niedziele offline, teraz dążę do weekendów offline. Ileż człowiek ma wtedy czasu! W sumie to dziwne, bo nikt nas nie zmusza do siedzenia w necie :)
    Słuszna koncepcja z odwykiem, trzymaj tak dalej :)