Proste życie

Internetowa przerwa

19/02/2015

Mam dość internetu! Ta myśl zdominowała mój dzisiejszy poranek, kiedy to zwyczajowo zaczęłam dniówkę od przejrzenia Facebooka, statystyk bloga (chyba każdy początkujący bloger tak ma), Pudelka… Zdałam sobie sprawę, że te wszystkie bzdury, którymi się karmię, mają negatywny wpływ na moją psychikę. Rzeczywiście, jest to odkrycie z serii oczywistych, jednak czasami człowiek sam musi dojść do takich wniosków.

Z internetu korzystam już od ponad 16 lat, o czym przypomina nick jednego z moich pierwszych maili. Pamiętam, jak na początku do łączenia korzystało się z modemu, który wydawał jakieś kosmiczne dźwięki. Krzyczało się do rodziny “Nie dzwońcie teraz nigdzie, siedzę w internecie!” i ściągało się w całości szybko strony, by potem je w spokoju czytać w trybie offline. Poza tym, co to były za strony! Królestwo brzydkich kolorów podstawowych, tandetnych efektów, na jakie pozwalał wtedy HTML i dziwnej treści. Zresztą, sama w tamtych czasach miałam swoją – dość popularną – stronę o skoczkach narciarskich, którą czasami linkowano na poważnych portalach sportowych (szaleństwo, zważając na opis tamtej stronki – “O najprzystojniejszych skoczkach narciarskich”…). Pamiętam, że w logo były różowe motylki (???). Niesamowite, ile zmieniło się od tamtych czasów.

Kiedy przy śniadaniu oznajmiłam B., że postanowiłam zrobić sobie kilkudniową przerwę od internetu, zapytał, czy on też ma w to wejść. Nie miałam serca go nawet o to prosić, bo nie wyobrażam sobie mojego męża funkcjonującego bez neta. Stwierdził jednak “Mogę to zrobić. Może się uda. Zresztą, nawet fajniej będzie, jeśli sobie znowu zagramy w Scrabble, zamiast siedzieć na Wykopie”. Po uśpieniu Mai zamiast czytać bzdury dokończę wreszcie czytany z doskoku od miesiąca (wstyd!) “Minimalizm po polsku”, a może nawet zacznę “Mniej…”. Zamiast scrollować Pinterest dokończę kleić albumy ze zdjęciami.

Koniec tygodnia i weekend to dobra pora na eksperyment odcięcia internetu, bo nie przyjdą żadne ważne maile, niczego ważnego nie trzeba będzie załatwiać. Zostawię sobie jedynie dostęp do Duolingo i Listonica (by synchronizować listę zakupów z mężem). Chodzi mi głównie o bezsensowne korzystanie z zasobów sieci, bo jeśli trzeba będzie sprawdzić jakąś ważną informację, to nie będę się wstrzymywać.

Jak tylko opublikuję tego posta, klikam permanentnie podświetloną ikonkę WiFi na tablecie i wyłączam laptopa, który ostatnimi czasy często jest zwyczajnie zahibernowany. Daję sobie czas na bezinternetyzm do niedzieli włącznie. Tym sposobem w tym tygodniu nie ukażą się Tygodniowe inspiracje, ale już w poniedziałek postaram się zdać relację z mojego eksperymentu.

Sporo osób ostatnio decyduje się na odcięcie od mediów społecznościowych czy internetu. Może jesteś jedną z nich? Będzie mi miło, jeśli w poniedziałek będę mogła przeczytać tutaj jakieś komentarze.

Przeczytaj także

  • Kasia Tomaszewska

    powodzenia! takie przerwy sa naprawde fajne i potrzebne :)

  • Bea

    Ja póki co zrobiłam sobie wolną od komputera niedzielę. Momentami ciężko jest zwalczyć odruch włączenia pudła ;) Powodzenia :)

    • U mnie podobnie: niedziele bez komputera i internetu. Jednak czasem wieczorem już nie daję rady albo w trakcie dnia praca wzywa. Taki dzień jest super, z czasem może zorganizuję się na tyle, żeby mieć dwie niedziele w tygodniu.

      • Skoro praca wzywa, to niestety siła wyższa, ale rzeczywiście taki jeden dzień w tygodniu bez niepotrzebnego internetu dobrze wpływa na psychikę.

    • Dasz radę :) Dziękuję! Ja też trzymam kciuki za Twoje wolne od neta niedziele.

  • Anna Pawłowska

    Życzę powodzenia :-) Spróbuje w weekend zrobić sobie przerwę od internetu, ale jak sie znam to nic mi z tego nie wyjdzie.

    • I jak? Udało Ci się? :) Ja nawet sobie poradziłam.

  • minimalniepomojemu

    Ja ostatnio usunęłam Facebooka (!) Sama się sobie dziwię, ponieważ jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie dnia bez przejrzenia tablicy, jednak mam teraz dużo więcej czasu, który mogę wykorzystać na pożyteczniejsze rzeczy :)

    • No proszę, gratuluję decyzji. Też miałam dużo podejść do usunięcia konta, ale czasami jednak się przydaje, nie tylko do kontaktu ze znajomymi, ale też do pozyskania informacji o ciekawych projektach czy akcjach. Mimo wszystko podziwiam tych, którzy nie mają konta na tym portalu.

  • Już jakiś czas temu wprowadziłam w życie niedziele offline. Próbuję rozszerzyć to również na soboty i bywa, że mi się udaje. Staram się również ograniczać siedzenie w necie w ciągu tygodnia. Średnio mi to idzie bo odkąd piszę bloga bywam niemal przyspawana do komputera :) Niemniej chwała Ci za pomysł i życzę powodzenia :)

    • Oj tak, prowadzenie bloga, to nie tylko tworzenie wpisu, ale często też research, a do tego tylko internet ;)

  • Marta Tylec

    Zdecydowanie wyjdzie na plus. Gorzej mają ci, którzy pracują z komputerem, szkoda, że dziś tak wiele zawodów musi narażać oczy.

    • To prawda, dzisiaj większość zawodów wymaga kontaktu z komputerem, dlatego tak ważne jest, by po pracy już do niego nie siadać (nie mówiąc o podobnej rujnującej “siły” telewizora).

  • Konradzie, dzięki za ciekawy filmik :) Jednocześnie przepraszam za opóźnienie publikacji Twojego komentarza, ale jako że zawiera link, to musiał zostać przeze mnie ręcznie zatwierdzony. Miło, że tu zajrzałeś.

  • Widzę, że większość z Was wybiera niedzielę jako dzień bez internetu, bo przecież kojarzy się z odpoczynkiem. I super! Dobrze wiedzieć, że i u Ciebie się sprawdza. Pozdrowienia!

  • Ja mam niedzielę offline, nie ważne, wali się czy pali. Skupiam się wtedy na życiu. Dla niektórych nawet jeden dzień to za dużo, by żyć bez internetu, ech, co za czasy.

    • Kiedyś dla mnie dzień offline też był nie do pomyślenia, a teraz czasem mam dość tego internetowego wynalazku…