Minimalizm

“Mój mąż jest chomikiem”

11/12/2014

W ostatnim tygodniu parę razy spotkałam się ze stwierdzeniem typu “Chciałabym wprowadzić w życie ideę minimalizmu, ale mój mąż jest chomikiem“. Wiecie co? Mój też nim jest. Co więcej, sama mam mentalność chomika. To nie jest tak, że z dnia na dzień powiedzieliśmy sobie “będziemy minimalistami” i bum, zostaliśmy nimi. Powolny proces upraszczania życia trwa u nas co najmniej dwa lata, a końca nie widać. Bo minimalizm to droga.

Można zacząć od sortowania: rzeczy do zatrzymania na jednej kupie, do wyrzucenia/oddania na drugiej, a tzw. “nie wiem” w osobnym pudle. Na pudle “Nie wiem” piszemy datę oddaloną o tydzień, dwa, trzy w zależności od tego, ile czasu chcemy sobie dać na przemyślenia. Do rzeczy z “nie wiem” sięgamy tylko w razie konieczności. Po określonym czasie przedmioty z tego pudła muszą opuścić nasz dom i nie ma zmiłuj.

To doświadczenie jest dobre, by uzmysłowić sobie, co tak naprawdę jest nam potrzebne w życiu. Ale tak naprawdę to dopiero początek.

Czytałam kiedyś o eksperymencie pewnej blogerki, która zapakowała do pudeł wszystkie przedmioty w swoim posiadaniu. Wszystko: książki, kubki, talerze, długopisy, ubrania, pamiątki, wszystko. Codziennie sięgała do pudeł po rzeczy, które w danym dniu były jej niezbędne, a po miesiącu pozbyła się tych, które w pudłach zostały. Był to jej sposób (być może bardzo brutalny, ale całkiem fajny) na eliminację tego, co niepotrzebnie zajmowało jej przestrzeń życiową. Utrzymywała, że było to niesamowicie wyzwalające doświadczenie.

Jak poradzić sobie z chomikiem? (Np. tym w postaci męża)

Przykładem.

Do naszego pierwszego wspólnego mieszkania weszłam ze wszystkimi swoimi rzeczami, B. tylko z ubraniami i sprzętem – reszta została w domu rodzinnym. Gdy po pewnym czasie rodzina upomniała się, by wreszcie zabrał swoje graty… byłam z niego dumna. “Jeśli przez te dwa lata tego nie potrzebowałem, to już to nie jest mi niezbędne” stwierdził i pozbył się swoich “gratów”. Stało się to po wielu miesiącach mówienia ciągle tego samego, gdy przyszło do zachcianek:

Jeśli dotychczas czegoś nie miałeś, to nie jest Ci to potrzebne, bo jakoś dajesz sobie bez tego doskonale radę. 

“Męża-chomika” okiełznamy same dając dobry przykład, pokazując, że bardzo dobrze dajemy sobie radę bez sterty badziewia, że życie staje się prostsze, a sprzątanie szybsze. Nie musimy go do niczego nakłaniać, sam do tego dojdzie :)

Przeczytaj także

  • Ola

    Śrubki, śrubeczki, kable, kabelki, bo się przyda, bo za tydzień będę robił remont łazienki, bo coś tam… Wiecznie jakaś wymówka, byle tylko nie wyrzucić. A najgorsze było to, że te wszystkie szpargały, dosłownie walały się po całym pokoju. Kurcze pomyślałam, przez ten bałagan nastrój świąteczny mi gdzieś umyka. Zainwestowałam w dużą skrzynie i wpakowałam tam wszystko, nawet lutownicę zamieściłam:) Skrzynka sobie leży już dobry tydzień w kącie, nie ruszana przez małżonka, poczekam jeszcze troszkę i przed świętami, fru wyląduje w piwnicy. Pozdrawiam Olka

    • A po jakimś czasie – jak najszybciej – fru z piwnicy. Piwnice, strychy, komórki są najgorsze. Trzeba uważać, żeby te miejsca nie stały się takim przejściowym stanem, bo im więcej “badziewia” się nagromadzi, tym trudniej będzie się z tego wygrzebać. Trzymam kciuki w walce z chomikiem! :)

  • Maciej Socha

    A jak poradzić sobie z chomikiem, które siedzi we mnie? Wiem, bo doświadczam tego, że minimalizm ułatwia wiele spraw i uporządkowuje co nie co, ale jak tu nie ulegać sentymentom?
    Jakiś czas temu wygrzebałem z przepastnych czeluściach mojego strychu magiczne pudełko po butach, którego zawartość dostarczyła mi niezapomnianych doznań natury emocjonalnej. Oprócz wielu mniej znaczących przedmiotów znalazła się tam spora kupka listów i kartek z czasów mojej edukacji szkolnej. Znalezisko wywołało u mnie sporego banana na twarzy a czar wspomnień przywołany lekturą wprowadził w miły i sentymentalny nastrój mój wiecznie zabiegany i poplątany umysł. Samo wspomnienie tego wydarzenia karmi mojego wewnętrznego chomika zrzucając jednocześnie minimalizm z pudła pierwszeństwa. A do tego jeszcze ta świadomość, że strych i inne zakamarki domu kryją jeszcze wiele nieodkrytych “kwiatków”…
    Czy kompromis jest możliwy w takiej sytuacji? Czy może jednak trzeba by się opowiedzieć po jednej czy po drugiej stronie? Pozdrowionka :)

    • Świetna sprawa! Ja poradziłam sobie w ten sposób, że założyłam skrzyneczki z opisem lat/wydarzeń, ale co jakiś czas je przeglądam. Nie dość, że zawsze wtedy coś ląduje w koszu (bo niczego szczególnego mi już nie przypomina), to dodatkowo jest okazja, by sobie przypomnieć wesołe czasy :)
      Myślę, że nie ma co wyrzucać wszystkiego, ale wyselekcjonować to najważniejsze i przede wszystkim często wracać do takiej skrzyneczki :) A może zamiast skrzyneczki listy i kartki włożysz do jakiegoś albumu? Łatwiej je będzie przeglądać. Chętnie na nie zerknę przy najbliższej okazji :)
      Poza tym trzymanie pamiątek nie jest niczym złym, trzeba jednak pamiętać, że im jest ich więcej, tym mniej przypominają… Złoty środek najlepszą odpowiedzią :)

  • Natalia Dawidowska

    Hehe, no niestety nie jest to takie proste i “sam do tego dojdzie” jest w przypadku niektórych typów stanem zupełnie nieosiągalnym :D
    Zawsze jak czegoś się pozbywam mój mąż stwierdza coś w stylu “fajnie, dzięki temu ja mam więcej miejsca”.
    Batalię o pozbycie się biletów z WSZYSTKICH przejazdów koleją w życiu, które zajmowały całą jedną szufladę w komodzie, toczyłam dwa lata.
    Jakiś czas temu ze zdumieniem odkryłam, że mój mąż przytargał ze sobą do naszego wspólnego mieszkania papier kolorowy jeszcze z podstawówki, a właściwie skrawki papieru, bo już był mocno powycinany. Dyskusja na temat tego, czy mogę to wyrzucić zajęła nam godzinę.
    A najgorsze jest to, że jak tylko coś ukradkiem mu wyrzucę, bo trzymanie tego jest kompletnie, ale to kompletnie bez sensu, to zazwyczaj jego czas zorientowania się to jakaś godzina, a jeśli to coś jest gdzieś głęboko schowane, to w przypadkach ekstremalnych maksymalnie tydzień – także nie dla mnie robienie mu porządków w rzeczach ;)
    Są zatem Kasiu przypadki tak trudne, że za żadne skarby świata nie da się ich zmienić, a jeśli ktoś by dał radę, to otrzymałby ode mnie osobistego Nobla ;)

    • Przypadek beznadziejny ;) Współczuję… ale może jednak dojrzeje do zmian? Życzę cierpliwości! (I daj koniecznie znać, jak postępy)

      • Natalia Dawidowska

        Nie ma ludzi idealnych :) Ale cierpliwości to wymaga baaaardzo dużo ;)