12 niecodziennych rzeczy

#12niecodziennych – kwiecień

02/05/2017

W przeciwieństwie do marca kwiecień dłużył mi się niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. Zapewne miało związek z tym, że postawiłam zwolnić i postawić na spokojny domowy odpoczynek. Mimo to zebrałam kilka niecodziennych doświadczeń i jak zwykle nie byłam osamotniona. Jak minął kwiecień uczestniczkom wyzwania #12niecodziennych?

Moje kwietniowe niecodzienności

Kwiecień zaczęłam intensywnie, od dwudniowych warsztatów pisania reportażu w Krakowie. Było to inspirujące doświadczenie, które otworzyło mi umysł na poszukiwanie nowych kierunków nie tylko w pisaniu. Wyśmienici prowadzący, wśród nich Anna Śmigulec (laureatka nagrody Grand Press za najlepszy reportaż) i Konrad Oprzędek, oboje reportażyści-samoucy, nie tylko odkryli przed nami kulisy swojej pracy, ale podzielili się wieloma pisarskimi poradami. Renata Radłowska określiła moją próbkę pisania jako opowiadanie, nie próba reportażu. Z drugiej strony Konrad Oprzędek pochwalił mnie za zdolność do wyłapywania szczegółów. Po dwóch dniach warsztatów doszłam do dwóch wniosków: że pisanie reportaży nie jest dla mnie i że trzeba za wszelką cenę poszerzać swoje horyzonty, by lepiej tworzyć. Po raz pierwszy w życiu nie odwiedziłam Krakowa jako turystka, co więcej – po raz pierwszy biegłam przez Kraków, bo dwukrotnie spóźniłabym się na rozpoczęcie zajęć. Nigdy się nie spóźniam. Dwa dni a tyle niecodzienności.

Bezpośrednio z Krakowa wyruszyłam w drogę do Warszawy, by wziąć udział w nagraniu rozmowy na temat minimalizmu i zakupoholizmu dla radiowej Czwórki. Stres zjadał mnie zarówno przed nagraniem, w trakcie, jak i jeszcze długo po. Byłam więc przekonana, że raz na zawsze wyleczyłam się z wypowiedzi dla ogólnopolskiego radia. Mimo to przyjęłam propozycję wywiadu dla kolejnej popularnej radiostacji, o tym jednak wspomnę Wam niebawem. Na razie możecie posłuchać, co takiego udało mi się przekazać w rozmowie z Kasią Kucewicz oraz doktorem Maciejem Dębskim. Podobno nie było tak źle.

Po emocjonującym początku miesiąca przyszedł czas na powrót do życia w stylu slow. Pierwszy raz od długiego czasu odwiedziłam las, zagrałam z Bartkiem w badmintona, poszłam pobiegać po sporej przerwie, podjęłam tradycyjną, listowną, ręcznie pisaną korespondencję z jedną z czytelniczek. Na sam koniec postanowiłam nie ustawać w samorozwoju i rozpoczęłam internetowy kurs programowania. Bardzo rozwijające i dla mnie, humanistki, skrajnie niecodzienne.

A co niecodziennego zaliczyły inne uczestniczki wyzwania?

Agnieszka

Kwiecień – plecień i przeleciał bardzo szybko.

Pierwszy raz w Kudowie Zdroju, bardzo przyjemne i rodzinne Święta Wielkanocne. Zwiedziłam Muzeum Zabawek, polecam wszystkim, to naprawdę wspaniałe miejsce, a chodzenie wokół różnego rodzaju zabawek sprawia, że pojawia się przyjemna nostalgia. Ze względu na to, że niektóre prezentowane eksponaty pochodzą nawet z XIX wieku, to ogarnęła mnie tęsknota za dawnymi czasami, gdy bylejakość nie była na porządku dziennym i każdy wyrób był owocem pracy ludzkich rąk.

Zaczęłam także pić zielone koktajle, które okazały się bardzo smaczne. Zmieniłam również parę punktów w pielęgnacji włosów, testuję nowe sposoby na odbudowanie czupryny po zimie.

Nowa gra planszowa: Blood Rage. Serdecznie polecam gry planszowe, nie tylko popularne jak chińczyk, scrabble czy monopol, ale również fantastyczne gry przygodowe i strategiczne, które rozwijają mózg i zapewniają wspaniałą zabawę. Blood Rage jest na przykład o Wikingach, którzy plądrują krainy i giną w chwale Ragnarocku,czyli ichniejszego końca epoki – końca świata.

Kasia i Alfonso

kawacaffe.pl

Na swoją kwietniową niecodzienność wybraliśmy przygotowanie tradycyjnego neapolitańskiego obiadu. Na przystawkę zrobiłam (po raz pierwszy w życiu!) friselle czyli rodzaj popularnej bruschetty, którą neapolitańczycy przygotowują jako przystawkę albo lekką przekąskę latem. Alfonso przygotował danie główne- spaghetti z małżami.

Inne niecodzienności to udział w Festiwalu Nowego Kina Włoskiego w Krakowie i mój nowy sposób na to, jak jeszcze bardziej połączyć naukę języka z codziennością- od kwietnia prowadzę po włosku mój Bullet Journal.

Ola

zonaluksusowa.com

Po dość długim okresie ‚zbierania się’ w końcu udało mi się przezwyciężyć własne lenistwo. Od początku kwietnia regularnie piję domowe soki owocowo – warzywne. Czasami piję je codziennie, czasami co drugi dzień. Moją zmorą było czyszczenie sokownicy po każdorazowym sokowaniu. Teraz robię to od razu, zanim zdążę pomyśleć, że tego nie lubię. Pyszna szklanka super zdrowego soku, a przede wszystkim świadomość, że wiem, co jem, wynagradzają uciążliwe mycie sokownicy. Poza tym nawet pulpa się nie marnuje, ponieważ mój królik za nią szaleje – recykling w najczystszym wydaniu.

Iza

Gdy usiadłam do podsumowania kwietnia, najpierw pomyślałam, że będzie ono najkrótsze z możliwych, bo przedświąteczne przygotowania mocno mnie pochłonęły, a kwietniowa pogoda zdecydowanie nie zachęcała do wiosennego ożywienia. Ale potem zastanowiłam się jeszcze raz i uznałam, że wcale nie mam racji.

W ramach odwiedzania nowych miejsc byłam w otwartym niedawno Muzeum Teatru, znajdującym się tuż obok Narodowego Forum Muzyki. Mały budynek, ale eksponaty i tematyka całkiem zacna i ciekawa. Jako że patronem jest Henryk Tomaszewski, to spora część stałej ekspozycji jest mu poświęcona, ale można np. zajrzeć do Pracowni Paszczodźwięków – miejsca, gdzie poznajemy sposoby pracy głosem. Przyznam, że jeszcze nie odważyłam się wydawać z siebie na głos dźwięków w rodzaju „aoieuy”, ale obiecałam sobie, że kiedyś to zrobię.

Wciąż dłubię poduszkę na drutach, choć – jako że nieustannie szukam nowych rękodzielniczych rzeczy – postanowiłam do drutów dorzucić szydełko. Tym razem tutoriale internetowe były niezbyt pomocne (a może po prostu powrót do drutów był łatwiejszy niż zaczynanie z szydełkiem zupełnie od podstaw…?). W planach na majówkę mam jednak rodzinną lekcję szydełkowania, więc liczę, że ruszę do przodu.

Zrobiłam za to „dekoracyjną” osłonkę na donicę z masy plastycznej – nawet jakoś wygląda, ale przypuszczam, że nie za bardzo można ją ruszać. Nieco pod górkę miałam też z eksperymentami kulinarnymi – uparłam się na makaron z pomidorami i jarmużem, po czym szukałam jarmużu bezskutecznie przez kilka dni, aż odpuściłam. W zamian były bananowe placuszki z rabarbarem i cynamonem (pycha!) oraz kasza jaglana z grillowaną cukinią. Obie potrawy robione po raz pierwszy. Jarmuż ostatecznie kupiłam wczoraj, więc nic straconego.

Z innych niecodziennych rzeczy – nareszcie zmierzyłam się ze zrobieniem własnego portfolio i wrzuceniem go na platformę Issuu.com. Zrobiłam wszystko sama, od przygotowania prezentacji w Power Poincie, przez rozgryzienie, jak działa Issuu i w jakiej formie mogę wrzucać plik, aby powstała elektroniczna „książka”. Udało się i jestem z siebie bardzo dumna!

Alicja

oszczednicka.pl

W kwietniu pierwszy raz w życiu upiekłam kajzerki. Miałam kiedyś epizod z domowymi chlebami, ale niestety ich minus był taki, że znikały w zastraszającym tempie (2-3 razy szybciej, niż kupowane pieczywo)… Jednak pod koniec miesiąca przygotowując się już do majowego wyzwania planowania posiłków, postanowiłam nie kupować pieczywa, tylko sama upiec bułeczki na niedzielne śniadanie. Jeden z najmniej czasochłonnych przepisów i tak wymagał wcześniejszej pobudki i godziny przygotowywania przed śniadaniem, ale… było warto. Bułeczki wyszły przepysznie puszyste (choć odrobinę niedosolone), ale jak na pierwszy raz były cudowne. W maju zamierzam poeksperymentować z przygotowaniem dzień wcześniej, żeby zaoszczędzić czas rano.

***

A jakie są Wasze kwietniowe osiągnięcia? Proszę, podzielcie się nimi w komentarzach.

Przeczytaj także