Minimalizm Wokół szafy

Czy minimalistyczna szafa jest dla Ciebie?

25/10/2016
Czy minimalistyczna szafa jest dla Ciebie?

Parę dni temu kolejna z moich czytelniczek poprosiła mnie o pomoc w organizacji swojej szafy. Po odpowiedzi na kilka zadanych przeze mnie pytań dziewczyna stwierdziła, że mała szafa chyba jednak nie jest dla niej. Ona lubi różnorodność, mieszanie stylów, lubi jak coś się dzieje ciągle, więc stwierdziła, że taka minimalistyczna szafa mogłaby ją ograniczać.  Może też marzy Ci się minimalizm w szafie, ale nie jesteś pewna, czy dasz radę dobrze się ubrać mając do dyspozycji tylko kilka strojów. Skąd więc wiedzieć, czy minimalistyczna szafa jest dla Ciebie?

Minimalizm, szczególnie w szafie, w ostatnim czasie stał się bardzo modny. Cieszy mnie taka moda, bo sama po kilku latach poszukiwań stwierdziłam, że nie ma nic lepszego i nic bardziej ułatwiającego życia niż dobrze skonstruowana, niewielka szafa z ubraniami, które świetnie się ze sobą komponują i są na bieżąco wykorzystywane. Nie uważam jednak, że wszyscy nagle powinni wyrzucić 50% zawartości garderoby, ubierać się na biało-czarno-szaro, tylko w klasyczne wzory z tkanin z wysokiej półki. Jasne, to akurat jedna z najlepszych opcji, jeśli chodzi o bezproblemowe ubieranie się i możliwość rezygnacji z niepotrzebnych wielogodzinnych zakupów. Uważam jednak, że skoro każdy z nas jest inny, ma inne doświadczenia i oczekiwania, powinien sam dojść do własnego magicznego złotego środka. Jeśli jednak zastanawiasz się, czy minimalistyczna szafa jest dla Ciebie, spróbuj odpowiedzieć na kilka poniższych pytań – jeżeli na większość z nich odpowiedź będzie twierdząca, prawdopodobnie odnajdziesz radość z niewielkiej garderoby.

Czy przytłacza Cię liczba ubrań w szafie?

Jedna z moich czytelniczek poprosiła mnie o pomoc w porządkach w garderobie w momencie, kiedy drążek w szafie złamał się pod ciężarem  wszystkich jej ciuchów. Czy spotkało Cię coś podobnego? Czy półki w Twoich szafach uginają się pod stosami spodni, bluzek i swetrów? A może, jak inna czytelniczka wołająca o pomoc, funkcje już zapełnione szafy przejęły krzesła, stoliki nocne i suszarka na pranie? Jeśli tak, to najwyższy czas przejrzeć szafę pod kątem tego, co RZECZYWIŚCIE nosisz. Z doświadczenia wiem, że w większości szaf działa zasada Pareta – przez 80% czasu nosimy 20% ubrań, no chyba że mamy wyjątkową awersję do robienia prania, wtedy te proporcje zapewne wyglądają inaczej. Jeżeli czujesz, że ubrania zaczynają zabierać coraz więcej Twojej przestrzeni życiowej – zabierz się do roboty.

Zacznij od segregacji na trzy kupki: 1) ubrania, które często nosisz 2) ubrania, których już na pewno nie założysz 3) ubrania, co do których nie jesteś pewna. Ciuchy z kupki numer 2) od razu zapakuj i oddaj/sprzedaj. Kupkę numer 1) równo poukładaj na półkach. Przyjrzyj się uważnie ubraniom z górki numer 3) – czy Ci pasują? Czy nie są zniszczone? Czy pasują do ubrań, które właśnie ułożyłaś w szafie? Jeśli tak – niech dołączą do grupy nr 1), a jeżeli nie – bez skrupułów pozbądź się ich jak najszybciej.

Czy ubrania w Twojej szafie mają jeszcze metki?

Chodząc na zakupy bez planu i rzeczywistej potrzeby może się zdarzyć, że kupujesz ubrania, które następnie wkładasz do szafy i zapominasz o ich istnieniu. Po jakimś czasie przy okazji porządków zauważasz, że niektóre ciuchy jeszcze mają nieodcięte metki. To znak, że warto zmniejszyć liczbę ubrań w szafie, skoro giną w niej nowości. Oznacza to także to, że nie potrzebujesz więcej ubrań niż te, w których chodziłaś do tej pory. Nienoszone nigdy rzeczy powinny Ci również uświadamiać bezsens wydawania ciężko zarobionych pieniędzy, szczególnie, jeśli minęło już tyle czasu, że nie możesz już oddać ciucha do sklepu. Nie ma niczego złego w kupowaniu sobie nowych ubrań, jednak musisz odzyskać nad tym kontrolę, a zmniejszenie objętości garderoby zdecydowanie to ułatwia.

Ubrania z metkami, których nie możesz już zwrócić, możesz z powodzeniem wystawić na portalu aukcyjnym lub w grupie sprzedażowej na Facebooku. Prawdopodobnie nie odzyskasz już całości wydanych pieniędzy, ale jest spora szansa, że potencjalne kupujące skuszą się na nowe ubranie z metką w niższej cenie niż sklepowa.

Czy często chodzisz w tych samych zestawach?

Jeżeli różnorodność nie jest dla Ciebie, to na pewno szybko odnajdziesz radość z minimalistycznej szafy. Jeżeli nie nudzi Cię noszenie tych samych ubrań, to dobrze skomponowana niewielka garderoba pozwoli Ci zaoszczędzić wiele czasu w przygotowaniach do wyjścia z domu. Zrezygnuj z wielu duplikatów na rzecz jednej lub dwóch par dobrych jakościowo spodni, zunifikuj paletę barw w szafie, do każdego zestawu załóż inny dodatek.

Jeżeli nie potrafisz określić swojego uniformu albo jeszcze go nie znalazłaś, nie umiesz zdecydować się na jednolitą paletę barw lub nie umiesz stworzyć wielu zestawów z tego, co masz w szafie, chętnie pomogę Ci to wszystko zrobić. Napisz do mnie maila na adres kasia@drogadominimalizmu.pl opisując swój problem, a ja postaram Ci się coś doradzić.

Czy w ostatnim czasie zmieniła się Twoja sylwetka?

Wielokrotnie spotykałam się ze stwierdzeniem „Ta bluzka jest trochę za mała, ale będzie idealna, jeśli trochę schudnę”. Sama zostawiłam sobie kilka ciuchów na czasy „po ciąży” i rzeczywiście, szybko wróciłam do figury sprzed urodzenia dziecka, ale o ile stare spodnie pasowały idealnie, to musiałam kupić kilka nowych (większych) bluzek. Po prostu, moja figura się zmieniła, zmianom uległy także moje oczekiwania wobec szafy. Pamiętaj, żeby skupić się na tym, co jest TERAZ, nie na tym, co kiedyś było, ani tym bardziej na tym, co BYĆ MOŻE kiedyś będzie. Nie dotyczy to tylko naszej codzienności, ale także szafy.

Nie warto trzymać na półkach ciuchów, do których kiedyś schudniemy/urośniemy, tylko skupić się na tym, w czym wyglądamy dobrze teraz, w tym momencie, kiedy przybyło nam kilka centymetrów ciałka. Poza tym, nie masz pewności, że w momencie, kiedy dzięki zmianom stylu życia Twoja budowa ulegnie metamorfozie bluzka, którą zatrzymałaś będzie Ci się jeszcze podobać.

Czy często stając rano przed szafą stwierdzasz, że nie masz się w co ubrać?

Typowy kobiecy problem – szafa pełna ubrań, a nie masz co na siebie założyć. Im większy wybór, tym większy kłopot. Jeżeli masz już dość zastanawiania się nad tym, co tym razem ubrać, minimalistyczna szafa jest dla Ciebie. Niewielka liczba ciuchów ułatwia dokonywanie codziennych ubraniowych wyborów, co wcale nie oznacza, że ogranicza liczbę zestawień (co udowodniłam w tym poście). Dobrze skonstruowana garderoba, gdzie wszystko do siebie pasuje, daje oszczędność czasu i bywa, że działa kojąco na psychikę. Dzięki zredukowaniu liczby ubrań w mojej szafie nie marnuję czasu na komponowanie – czasem nieudanych – wymyślnych zestawów.

Porządkując garderobę stwórz kilka gotowych zestawów i ułóż je razem w szafie. Dzięki temu zaoszczędzisz czas przygotowując się do wyjścia z domu.

***

Mam nadzieję, że dzięki tym wszystkim wskazówkom udało mi się skłonić Cię do przemyślenia sprawy minimalistycznej szafy. Wiesz już, czy mała garderoba jest dla Ciebie? Może jeszcze nie jesteś przekonana? Co miesiąc na łamach Drogi do minimalizmu przedstawię historie dziewczyn, którym pomogłam uporządkować różne aspekty garderoby. Mam nadzieję, że przekonają Cię one ostatecznie do wprowadzenia zmian w swoje życie, jeśli oczywiście takich potrzebujesz. Jeżeli masz jakieś pytania, sugestie czy też chciałabyś bym pomogła Ci w porządkach w szafie napisz do mnie na adres kasia@drogadominimalizmu.pl. Bardzo chętnie Ci pomogę.

Przeczytaj także

  • Ja ciągle dążę do ideału :) Ale uważam, że minimalistyczna szafa jest dla każdego i daje dużo radości i spokoju. A Ty jesteś świetnym przykładem tego, że taka garderoba wcale nie musi być czarno-biała :)

  • Manufaktura Zdjęć

    Kasiu, jak zwykle trafiłaś w sedno. Po przeczytaniu każdego Twojego wpisu dotyczącego minimalizmu w szafie, dziękuję Bogu, że mam ten koszmar już za sobą :)

  • Justyna

    Trafne spostrzeżenia. Ja chciałabym jeszcze post o Twoich dodatkach do ubrań (szaliki, apaszki, torebki, rękawiczki, czapki itp.) tym bardziej, że jesienią i zimą zaczynamy nosić wszelkiego rodzaju akcesoria.
    Jeszcze o Twoich ubraniach wierzchnich jesienno-zimowych :)

    • Oj, nie jestem pewna, czy w ogóle jest o czym mówić, bo mam tylko dwie kurtki (jesienną wiatrówkę i zimową puchówkę), jeden szalik i dwie apaszki. Torebki mam dwie (Przywara Strzałka i kopertówka po babci), czapki nadal szukam ;) Naprawdę nic ciekawego.

      • Ania

        Chętnie bym obejrzała właśnie to co opisałaś powyżej, oczywiście jeśli chciałabyś pokazać :)

  • wytchnieniem M.

    Cześć:) ja mam taki kłopt….to, że jestem po ciąży już rok i nie schudłam, jakoś opanowałam-choć czyszczenie szafy z fajnych rzeczy ale za małych to ciężka sprawa. Problem mój polega na noszeniu tego samego. OD zawsze dobrze czułam sie w koszulach to mój uniform :D koszula zawsze okej zredukowałam moją szafe z 15 sztuk do jakichś 6. z czego mam 3 jeansowe które lubię chyba teraz najbardziej. Jednak mam wrażenie, że na każde „wyjście” mam właśnie jedną z nich na sobie i że wszyscy to widzą…co spotkanie rodzinne to ja w jeansowej koszuli. to chyba nie jest okej. Co myślisz???

    • Jak lubisz koszule to nie ma co na siłę redukować ich ilość, ok, zostawić te najbardziej lubiane a te nie leżące oddać/sprzedać/wyrzucić. Ja tam uważam się za minimalistkę, ale bluzek mam sporo – bo szybko się brudzę/pocę więc muszę się nieraz przebrać w ciągu dnia. Wszystko zależy od Twojego trybu życia. No i ja nie czuję potrzeby robienia prania częściej niż raz w tyg. bo w takim tempie napełnia mi się kosz z brudami, a częściej to mało ekologiczne.

      Ok, co z „wyjściowym” wyglądem, ja mam jeden bardziej wyjściowy top który pasuje i do spodni jeansowych i do spódniczek. To taka moja bardziej elegancka wersja. Top po za tym bardzo mi się podoba. I szczerze, nie przejmuję się tym, że zawsze jestem w tym samym, czy w tej samej sukience od lat. Według mnie to świadczy tylko o tym, że dobrze się w tym czujesz. Oczywiście jeżeli ta koszula nie nosi na sobie znamion czasu, nie jest podniszczona, zmechacona, wyblakła to nie widzę w tym nic złego. Nie przejmowałabym się opinią innych, już dawno przestałam to robić.

      • wytchnieniem M.

        dziękuję za odpowiedź:) dzięki temu tez odkryłam Twojego bloga :D

    • Jestem podobnego zdania, co Bogusia – to od Ciebie zależy, czy rzeczywiście uważasz potrzebę posiadania kilkunastu koszul, a co do chodzenia w tym samym – mnie to nie przeszkadza i z tego co zauważyłam – inni zupełnie nie zwracają na to uwagi. To w naszej głowie siedzi to, że ktoś prowadzi statystyki naszych strojów, ale tak nie jest. Ja np. nigdy nie zapamiętuję, w czym kogoś widziałam ostatnio i pewnie większość ludzi ma podobnie.
      Najważniejsze, żebyś Ty czuła, że zawartośc Twojej szafy jest właśnie Twoja. Czy duża, czy mała – nie ma znaczenia, dopóki jej zawartość Ci się podoba, jest uniwersalna i nie przynosi Ci dodatkowych problemów w utrzymaniu.

  • Nigdy nie zdarzyło mi się mieć w szafie coś jeszcze z metką. Może dlatego, że nigdy nie kupowałam tak wiele na raz i zawsze chciałam jak najszybciej ubrać nową wymarzoną rzecz:)

    • Mam dokładnie tak samo ;) Jak już coś kupowałam, to chciałam założyć od razu. Jednak porządkując szafy dziewczyn zauważam, że zapomniane ubrania z metką to wcale nie jest rzadkość…

      • Czyli od razu wiadomo, że zakupy kompulsywne, nie przemyślane :P Dobrze, że im pomagasz :)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Lubię temat szafy u Ciebie :) Mam takie przemyślenie, że minimalistyczna szafa jest zawsze uporządkowana i spójna, ale szafa uporządkowana i spójna nie musi zawsze być minimalistyczna :)
    U siebie zauważyłam, że mając mniej ubrań mam szansę nosić je i cieszyć się nimi. W tym tygodniu na przykład uświadomiłam sobie, że od września nie miałam na sobie sukienki, a dwie ulubione wisiały na wieszakach! Niezwłocznie naprawiłam ten błąd ;-) Było mi o tyle łatwiej, że są dwie, wisiały wyprasowane i wszystkie bluzki, rajstopy i dwa sweterki to nich pasują. Ułożenie dwóch sensownych zestawów zajęło mi 3 minuty :)
    Co więcej mała szafa uczy rozwagi w kupowaniu. Byłam w niedzielę na zakupach z Rodzicami – czasami jeździmy razem, bo jest przyjemniej – i uświadomiłam sobie, że ich tempo kupowania jest dla mnie zdecydowanie za szybkie! Wolałabym przejść powoli, każdą rzecz przymierzyć, poczuć się przez chwilę. Nie chodziło o pieniądze, chociaż daleka jestem od lekkomyślnego dokonywania zakupów, ale o nieprzyniesienie do domu niepotrzebnego ciucha, który będzie leżał i się kurzył. De facto udało się uzupełnić garderobę, ale szybkie tempo zmęczyło mnie bardzo ;-)

    • Oczywiście, uporządkowana szafa nie zawsze jest minimalistyczna, ale to już pierwszy krok :) Dziewczynom, którym pomagam w porządkach, nie każę od razu wyrzucać nadmiaru, zachowują to, co chcą, a potem same po kilku dniach ograniczają jeszcze bardziej :) Ziarnko do ziarnka.

  • Osobiście coraz bardzo lubię minimalizm zarówno w kwestii garderoby, ale jeszcze bardziej otoczenia. Nie narzekam na brak ubrań, ponieważ po zmianie numeru z XL na S potrzebowałam wymienić całą garderobę. Na szczęście nie mam problemu z dobieraniem ubrań, wiele z nich do siebie pasuje. Teraz staram się maksymalnie uporządkować przestrzeń :)

  • Bardzo ładne, kiedyś miałam sporo podobnych ;) Teraz rzeczywiście nie chodzę w żadnej biżuterii.

  • „bez skrupułów pozbądź się ich jak najszybciej” -to takie trudne!

  • Anna Zumi

    Jak zawsze trafne spostrzeżenia! Lubię Twoje teksty o szafie i chyba nawet wkrótce przemogę się i napiszę maila z prośbą o poradę. ;)

    Zwróciłaś uwagę na jedną rzecz, o której w dobie „mody” na minimalizm wiele osób zapomina, że minimalistyczna, kapsułowa szafa nie jest dla każdego! Są osoby, które po prostu lubią urozmaicenie i wspaniale się w tym odnajdują. Oczywiście ja do nich nie należę. ;)

  • Fakt, że przez 80% czasu nosimy 20% ubrań, ale też mamy zimę, wiosnę, lato, jesień i nie wszystko można założyć zawsze. Mamy też wielkie okazje, te mniejsze, pracę, imprezy etc. więc pewne rzeczy nosimy rzadziej inne przez większość czasu. U mnie idealnie sprawdziło się przerzucenie ubrań na „nie tą porę roku” trzy półki niżej niż sięga mój wzrok, a na specjalne okazje tak wysoko, że bez drabiny nie sięgam. Dzięki temu na dwój półkach do których wygodnie mi sięgnąć i wieszakach wisi tylko to co noszę w danym sezonie. Niesamowite ułatwienie;)

    A co do minimalizmu – ciekawe spostrzeżenie. Choć prosta, uniwersalna i opierająca się modzie baza jak tu: http://www.wczerni.pl/2016/10/moda-przemija-szpilki-pozostaja.html jest taka wygodna ;)

    • Wiesz, ja nie dzielę szafy na sezony, przez cały rok noszę te same ciuchy, tylko dodaję lub odejmuję jedną warstwę w zależności od temperatury na zewnątrz. Ciuchy, które teoretycznie trzymam na wyjątkowe okazje staram się też nosić na te mniej wyjątkowe. Właśnie taki jest mój zamysł minimalistycznej garderoby. Ale oczywiście, Twoja metoda też jest dobra, najważniejsze, że działa :)

      • To ciekawe. Brak podziału na sezony rozumiem – dodatkowe warstwy, ale jak rozwiązujesz kwestię specjalnych okazji jak śluby, sylwestry, większe wyjścia na które przydałaby się długa suknia etc.? :)

        • Nie lubię długich sukni :) Okres wesel też już za mną, podobnie jak imprezy poza domem. Starzeję się chyba ;) Jeśli będzie potrzeba, to pójdę i kupię, ale nie mam nic takiego „na zapas”, bo ostatnia „dyżurna” sukienka już mi tak nie pasuje jak kiedyś…

          • Chyba, że tak ;)

          • ja z kolei kiedy wybieram sie na wesele to zawsze wypozyczam sukienke z wypozyczalni sukien slubnych, bo nie chodze na codzien w sukienkach, a po co mam kupuc aby tylko raz zalozyc

  • Garderoba minimalistki sprawdzi się z pewnością również u kobiet, których uniform do pracy spokojnie może być również strojem po pracy, na wyjście ze znajomymi ect. Gdy ubrania „do pracy” i „po pracy” są podobne wówczas szafa śmiało może zawęzić się do mniejszej ilości rzeczy. Z pewnością inaczej jest z garderobą kobiety, którą w pracy obowiązuje ścisły dress code np. kancelaria, w czasie wolnym jeździ na deskorolce, a w weekend tańczy salsę.

    Na szczęście ja należę do tej pierwszej i cieszę się już prawie dobrze zbudowaną bazą, która doskonale służy mi pod kupowane na sezon dodatki, trendy. Ostatnio mam tak z kamelową bomber jacket, którą zakładam do jeansów i białej koszuli, małej czarnej, elegancki spodni w kant czy ołówkowej spódnicy z białą koszulą, dzięki czemu cały tydzień mam zaplanowany :)

    • Natalio, masz rację, zdarza mi się o tym zapominać, bo nigdy nie musiałam rygorystycznie przestrzegać dress code’u. Skłaniam się jednak ku opcji, by wykorzystać te „pracowe” ubrania także po pracy, np podwijajac rękawy w marynarce czy założyć koszulę na sukienkę jak wdzianko. Wtedy można sobie pozwolić na szaleństwa z minimalistyczną szafą ;)