12 niecodziennych rzeczy

12 niecodziennych rzeczy – wrzesień

04/10/2016

Mam wrażenie, że wrzesień przeleciał mi szybciej niż wakacyjne miesiące i właściwie nie wiem, dlaczego, bo ten pierwszy jesienny miesiąc upłynął bez wyjazdów, przygód, spotkań, które to zazwyczaj sprawiają, że czas szybciej płynie. Mój wrzesień to skupienie się na świadomym jedzeniu, powrót do regularnego uprawia sportu, ale też kilka innych niecodziennych doświadczeń. I jak zwykle nie byłam w tym sama. Zapraszam na wrześniowe podsumowanie naszej akcji 12 niecodziennych rzeczy.

Moje niecodzienne doświadczenia

Głównym założeniem mojego września było skupienie się na dobrym, wartościowym i zdrowym jedzeniu. Przeprosiłam się z zupami z założeniem włączenia do jadłospisu większej liczby warzyw. Nie byłoby to jakąś wielką niecodziennością, gdyby nie fakt, że we wrześniu wydaliśmy najmniej pieniędzy w naszym małżeńskich życiu na jedzenie poza domem – po prostu postawiliśmy na domowe gotowanie, eksperymentowanie, wykorzystanie zapasów. Mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma – a biorąc pod uwagę całkowicie nieudane pierwsze październikowe wyjście do restauracji (jadłam najgorsze minestrone w moim życiu) jest duża szansa.

Razem z chęcią jedzenia świadomie przyszedł czas na oswajanie nowych smaków – pierwszy raz jadłam świeże figi. Nie ukrywam, zupełnie nie spodziewałam się takiego niecodziennego smaku, ale było to przyjemne doznanie. W połączeniu z białym serem świeże figi to niebo w gębie!

Oprócz regularnych treningów power walking wróciłam do codziennej jogi, dzięki czemu zaczęły mi wychodzić asany wcześniej dla mnie nie do pomyślenia, a mam na myśli głównie bakasanę, czyli pozycję żurawia. Więcej o tym, co daje mi joga oraz o tym, jak wygląda moja jogowa praktyka przeczytacie TUTAJ.

Wrzesień był też czasem eksperymentowania w kwestii urodowej – był to dla mnie miesiąc bez makijażu. Jeszcze do niedawna wyjście z domu bez pomalowanych rzęs i przynajmniej cienkiej warstwy kremu CC było dla mnie nie do pomyślenia. We wrześniu trochę – a nawet bardzo – odpuściłam, ale o tym doświadczeniu opowiem niedługo w osobnym poście.

12 niecodziennych rzeczy - wrzesień

A jak minął wrzesień u innych uczestników wyzwania #12niecodziennych?

Wojtek

Jeśli śledzicie podsumowania #12niecodziennych od początku, to zapewne pamiętacie Wojtka, który postanowił postawić mały (naprawdę mały bo 35-metrowy) domek za niewielkie pieniądze, by m.in. udowodnić, że ciasne, ale własne to też dobra opcja mieszkalna.

[Nasz] dom powstał pod Legionowem – projekt zakończył się sukcesem. Jedyne co potrzebne do postawienia takiego domu to siła, determinacji i radość z budowania. Cena jest dlatego tak niska, ponieważ samemu musimy go postawić. Ale co najlepsze 40tys złotych to koszt „pod klucz” ze wszystkimi instalacjami oraz wykończeniem w środku (panele podłogowe, śnieżno białe ściany, ogrzewanie) Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o tym projekcie zapraszamy TUTAJ.

Karolina

We wrześniu po raz pierwszy wybraliśmy się na wyjazd last minute, co szczegółowo opisałam na swoim blogu. Nie dość, że all-inclusive, to jeszcze last minute. Dla podróżników którzy od kilku lat organizują sobie wyjazdy sami, było na prawdę niecodzienne. Taki wyjazd będzie idealny z rodziną, zwłaszcza z dziećmi (w naszym obiekcie w sezonie działał klub malucha). Plusy? Darmowy bagaż rejestrowany w cenie, brak jakichkolwiek trosk o nic, pyszne włoskie wino i jedzenie praktycznie bez limitu. Minusy? Schematyczność, ograniczenia i marudna reszta turnusu, plus fatalne biuro podróży. Świetnie odpoczęliśmy, ale 6,5 dnia to maksymalny czas, jaki warto poświęcić na tego typu wyjazd. My chyba już się nie skusimy, bo w głowach mamy już kupowanie biletów na przyszłoroczne wakacje. Myślimy o Tajlandii, Wietnamie, USA… tak mało czasu, a tak wiele miejsc do odwiedzenia :)

Dorota

W sierpniu się zagapiłam, ale zdarzyła się jedna rzecz, którą chciałabym się podzielić. Był to maraton MTB, czyli rowerowa jazda po górach, kamieniach i korzeniach. Od czasu do czasu zdarza mi się brać udział w takich zawodach, ale te były wyjątkowe, bo ścigało się przez 90km. Do tego przejeżdżałam przez rodzinną miejscowość i kibicowali mi mama, siostra, szwagier i ich malutkie dzieci. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się powtórzyć ten wyczyn, marzyłam o nim od kilku lat i w końcu się udało!

We wrześniu natomiast postanowiłam dać szansę elektronicznemu czytnikowi książek, który pożyczyła mi siostra. Z powodów zdrowotnych musiałam odpuścić sportowe szaleństwa, a nie chcąc siedzieć przed komputerem miałam bardzo dużo czasu na czytanie. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. W tym miesiącu przeczytałam chyba 10 książek, połowę właśnie z czytnika. Brakowało mi co prawda szperania po półkach w bibliotece, ale fakt, że zdobyłam książki, które od dawna chciałam przeczytać wynagrodził wszystko!

Mama sprawiła mi w tym miesiącu niespodziankę i przywiozła maszynę do szycia – starego Singera, z którego korzystałam jako nastolatka. Ucieszyłam się jak nie wiem, bo nic tak nie szyje jak on, mam nadzieję, że zmotywuje mnie by podszkolić swój warsztat.

Eksperymentowałam też w kuchni. Pierwszy raz przyrządziłam kotlety sojowe i dynię makaronową – ku mojemu zaskoczeniu wyszły super! Skorzystałam też z przepisu Jadłonomii na chilli sin carne – ryż gotowany z laską cynamonu i anyżem wraz z gęstym sosem doskonale rozgrzewa jesienią!

A wrześniową codzienność opisałam na blogu.

Ania

Wrzesień nie był przepełniony tak niecodziennymi jak sierpień, ale nie żebym niczego nowego nie spróbowała. Pierwszy raz jadłam sushi w postaci rolla. Osobiście wolę tradycyjne sushi, ale te też było pyszne i myślę, że w krótkiej przerwie w pracy czy szkole, sprawdzą się idealnie, więc polecam spróbować. I pierwszy raz wzięłam udział w biegu zorganizowanym. Był to II bieg charytatywny PKO. Przebiegłam tylko 4 kółka – nie biegałam rok – (moja drużyna mnie bardzo wspierała), ale czułam się szczęśliwa, że tam jestem. Dla siebie i dla dzieciaków. Polecam Wam serdecznie, nawet jak mielibyście truchtać to WARTO! (więcej TUTAJ)

Paulina

Paulina pisze to blog nowej uczestniczki naszej akcji #12niecodziennych. We wrześniu zmierzyła się z własnymi fobiami, postawiła na samorozwój i… musiała udać się do profesjonalisty w poszukiwaniu pierwszej pomocy fryzjerskiej. A dlaczego? Tego dowiecie się z podsumowania Pauliny.

Kasia

We wrześniu, po dłuższej przerwie, wróciłam do praktyki jogi. Można powiedzieć, że to zupełnie nowe otwarcie, bo wybrałam zajęcia w grupie, co świetnie mi robi. Kontakt z innymi, kontrola pani trener i całkowite wyciszenie po praktyce – czego można chcieć więcej?

Wrzesień był też dla mnie pełen nowości w kuchni. Lubię eksperymentować przy garach, ale tym razem postawiłam na pełne wykorzystanie tego, co zazwyczaj nazywamy roślinnymi odpadami. Zajadałam pesto z natki marchewki czy liście rzodkiewki w sałatce. Sama nie mogłam się nadziwić, że to jest nie tylko jadalne, ale i smaczne! Cieszą mnie takie małe odkrycia.

I odkrycie miesiąca: e-czytnik. Do tej pory byłam na bakier z ebookami, lecz w końcu się do nich przekonałam. Cieszy mnie wygoda, gdy w podróż zabieram tylko małe urządzenie, które się mieści w torebce! A w środku cała wirtualna półka książek. E-czytnik nie jest taki zły, na jaki mi wcześniej wyglądał.

Po więcej eksperymentów Kasi odsyłam na jej bloga Ograniczam się.

***

A jakie niecodzienne doświadczenia zebraliście Wy we wrześniu? Czego nowego nauczyliście się o sobie i innych? Proszę, podzielcie się tym wszystkim w komentarzach.

Jeśli chcecie podzielić się Waszymi niezwykłymi kolekcjami doświadczeń, wysyłajcie mi maile pod adres kasia@drogadominimalizmu.pl. Do końca roku zostały już tylko trzy podsumowania!

Przeczytaj także

  • Pomysł domku Wojtka chodzi mi już po głowie odkąd tylko o nim przeczytałam. Aż żałuję, że nie mam działki, bo chętnie bym w takim zamieszkała;)

    Oczywiście jak zawsze z przyjemnością czytam o niecodziennych wydarzeniach w życiu innych uczestników. Sama praktykuję dni bez makijażu, gdy mam wolne i bardzo lubię czuć tą swobodę, że wystarczy się umyć, ubrać i iść przed siebie:)

    • No właśnie się zastanawiałam, czy jako makijażystka masz poczucie, że musisz mieć makijaż, czy sobie pozwalasz na dni makeup-free.

      • Chodzę też bez, ale nie wtedy kiedy kogoś maluję danego dnia, to zrozumiałe. Sama też namawiam kobiety do tego, by makijażu nie nadużywały, by przyzwyczajały otoczenie do swojego naturalnego wyglądu.

  • Idę czytać Wojtka :) Koniecznie muszę sprawdzić, jak tego dokonał. Też mi się marzy:) zresztą, każdemu się marzy ciasne ale własne :D U Ciebie muszę się zagłębić w jogę, zawsze chciałam spróbować, ale nigdy nie widziałam od czego zacząć :(

    • O widzisz, no to możesz rzeczywiście zacząć od mojego wpisu o jodze dla początkujących – tam znajdziesz moje podpowiedzi i kilka przydatnych linków. O tutaj: http://bit.ly/1UFaI9E
      Powodzenia!

      • o dziękuję serdecznie :) Będę miała lekturę na wieczór :)

  • Zmierzyłyśmy się z redakcyjnym nieporządkiem! po pewnych perturbacjach… jest lepiej.

  • O, pomysł Wojtka wydaje się inspirujący! Muszę koniecznie podesłać link mężowi. ;)

  • Justyna

    Zaliczyłam z moją małą rodziną ;) Gwarki (jak co roku od kilku lat), wypad do kina z sąsiadką i prawie 2 godziny nieustannego śmiechu ( Bridget Jones baby), oraz rozpoczęcie małego remontu w naszym mieszkaniu. To z ważniejszych wydarzeń, a reszta to drobne niecodzienności,np. takie jak częsta jazda na rowerze aby wykorzystać piękną wrześniową pogodę, zasianie rzodkiewki na ogródku ( co mi z tego wyrośnie tak późno? ;))

    • O właśnie się zastanawiałam, czy warto iść na nową Bridget Jones :)

      • Justyna

        Polecam ogromnie, ja uwielbiam Bridget (najbardziej 1 i teraz tą 3 część) i chciałabym iść jeszcze raz :) ale nie wiem czy mi się uda.
        Jak dla mnie bardzo śmieszne, zabawne, jedna z najlepszych komedii jakie widziałam w ciągu ostatnich lat.

        • Ja nie jestem aż taką wielką fanką panny Jones, ale dawno nie byłam w kinie i – skoro nie zdążyłam zobaczyć nowego Allena – to chociaż to zobaczę :)

          • Justyna

            Ja może nie jestem wielką fanką, ale bardzo lubię filmy o Bridget.
            Za Allenem to nie przepadam,chociaż nie widziałam wszystkich jego filmów. Chociaż Śmietankę Towarzyską chętnie bym zobaczyła, bo bardzo lubię cofnąć się w czasie i trochę pobyć w innej epoce nawet w tej nie aż tak odległej ( przynajmniej oglądając film :)) – uwielbiam serię BBC o Herculesie Poirot to te same lata trzydzieste)
            Ostatnio dwa mini seriale BBC bardzo mi przypadły do gustu.
            Jeden to ekranizacja książki Charlotte Brontë Dziwne Losy Jane Eyre ( którą zresztą czytałam) – polecam wersję BBC z 2006 roku podobno najlepsza i tu nietrudno mi się zgodzić, a druga to Północ-Południe z 2004 też BBC,
            na podstawie powieści Elizabeth Gaskell – jak dla mnie świetny ( książki nie czytałam, ale jak nadarzy się okazja to przeczytam).
            Rozpisałam się ogromnie, ale o książkach i filmach uwielbiam dyskutować.

          • Ja uwielbiam lata międzywojenne, więc chętnie oglądam wszystkie filmy i seriale, które opowiadają o tamtych czasach. Nie jestem jakimś kinomaniakiem, ale od czasu do czasu do kina można się wybrać :) Dzięki za rekomendancje!

          • Justyna

            Ja też mam wielki sentyment do tego okresu. To polecam serial o detektywie Poirot ( oglądałam wszystkie odcinki i większość po dwa razy).
            Ja też rzadko chodzę do kina, przeważnie oglądam w domu, przez internet
            ( telewizji nie mamy)
            Jeśli nie widziałaś to jeszcze Wojna domowa z 2008, Rozdarte serce( 2002), Rebeka ( 1940), z książek to oczywiście Wielki Gatsby ( filmu nie zdążyłam zobaczyć), Dobre wychowanie Amor Towles ( to jakiś czas temu czytałam) i wiadomo cała seria powieści kryminalnych Agathy Christie.
            Znów się rozpisałam, ale to bardzo inspirujące tematy :)

            Ps. Może napiszesz posty o ulubionych filmach i książkach :) Nawet pora roku temu sprzyja.
            Ja jestem pierwsza chętna do czytania i komentowania ;)

          • My też już dłuuugo żyjemy bez telewizora i dobrze nam z tym ;) Dzięki za wszystkie podpowiedzi. Fitzgeralda czytałam prawie wszystko, lubię te klimaty, ale zdecydowanie za dużo w nim melancholii… Ze swojej strony mogę polecić trylogię USA Johna Passosa – jest to powieść hybrydowa i na początku trochę trudno się przyzwyczaić, ale idealnie oddaje klimaty międzywojnia w Stanach.

  • Projekt 35m2 za 40 tys złotych jako pomysł na swoje ciasne ale własne wydał mi się szalenie interesujący. Byłem jednym z wielu,którzy wsparli finansowo projekt. Obecnie zatrzymał się w połowie drogi ( i nie ma to nic wspólnego z minimalizmem ?). Czekam na wykończenie wnętrza i zastosowanie kilku obiecany ciekawych rozwiązań np. ogrzewania. Trzymam kciuki. Pozdrawiam.

    • To prawda, projekt interesujący, dlatego z niecierpliwością czekam na efekt końcowy i wrażenia z mieszkania :)