Proste życie

Chodzenie – najprostszy sport

21/09/2016

Ostatnio zamieniłam bieganie na chodzenie. Odkryłam, że dynamiczne spacery przynoszą mi więcej radości (i jak się okazuje – pożytku) niż obarczone nie zawsze przyjemnym zmęczeniem biegowe sesje. Na spacery – samotne czy rodzinne – wychodzę za każdym razem z dużą chęcią, na bieganie – często wychodziłam z przymusu. Na ten moment więc odnalazłam idealny dla siebie trening cardio – power walking.

Chodzenie to najprostszy sport i najbardziej naturalna forma ruchu, może ją uprawiać praktycznie każdy. Chodzić można właściwie wszędzie, samemu lub w towarzystwie, z plecakiem lub bez, słuchając muzyki albo śpiewu ptaków. Nawet bardziej dynamiczne spacery nie obciążają tak mocno stawów jak bieganie, poza tym nie wymagają żadnego specjalistycznego sprzętu oprócz dobrych butów. Na moje treningi power walking (czyli dynamicznego chodzenia) zakładam to samo, co na bieganie, a czasem po prostu ubieram to, co mam pod ręką – w końcu to zwykły (czy też niezwykły), ale trochę szybszy spacer.

Średnie tempo mojego dynamicznego chodzenia to 9 min/km (czyli prędkość oscyluje w granicach 6-7 km/h) i jest to naprawdę niezły trening. Na początku mojej przygody z power walking często miewałam zakwasy, a gdy po wszystkim odpuściłam rozciąganie, to potem bardzo tego żałowałam. Przy tego typu chodzeniu najlepiej przybrać pozycję jak do biegania, czyli z ugiętymi łokciami, a także starać się napinać mięśnie brzucha, co dodatkowo wpływa na postawę w czasie treningu, więc i rozciąganie po nim jest nieodzowne.

Zazwyczaj chodzę rano zaliczając przy okazji niedawno otwartą siłownię na powietrzu zlokalizowaną jakieś 400 metrów od domu. O godzinie 6:00 mam gwarancję, że wszystkie przyrządy będą tylko dla mnie. Jeśli pogoda pozwala, to szybko maszerując zwiedzam okolicę w promieniu 3 kilometrów, co w sumie daje 6 km i ok. 45-60 minut treningu. Czasami jednak wolę sobie poleżeć w łóżku rano, a dopiero wieczorem pójść pochodzić, jednak nie zawsze jest to tak przyjemne jak o świcie, kiedy można podziwiać wschód słońca, a ulice są puste i ciche.

Dlaczego warto maszerować?

Pytanie „Dlaczego warto maszerować?” to właściwie kwestia „Dlaczego warto uprawiać sport?”. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że każda forma ruchu ma zbawienny wpływ na nasza organizm. Szybki marsz to ćwiczenie cardio, czyli inaczej mówiąc wytrzymałościowe, mające na celu poprawę wydolności serca, a co za tym idzie ulepszenie jego funkcjonowania i dotlenienie całego organizmu. Treningi tego typu nie tylko pozwalają schudnąć, ale też poprawiają nasze samopoczucie. Jeśli bieganie, jazda na rowerze czy pływanie wydają nam się zbyt obciążające, to szybsze chodzenie na pewno będzie świetną alternatywą.

Power walking, czy po prostu spacer – mniej lub bardziej intensywny – ma tę przewagę nad bieganiem, że pozwala nam lepiej przyjrzeć się mijanemu światu. Często podczas biegu skupiałam się na tym, by ciągnąć dalej, do przodu nie zwracając uwagi na to, co jest wokół. Chodzenie daje mi możliwość obejrzenia okolicy, ale też – nie ukrywam – podejrzenia rozwiązań budowlanych sąsiadów. Jako że nasz ogród to jedna wielka niewiadoma dzięki spacerom odnalazłam sporo inspiracji odnośnie jego możliwej aranżacji.

Jak często chodzić?

Częstotliwość marszowych treningów zależy tylko od nas. Wsłuchując się w nasz organizm możemy dostosować tempo i porę spaceru do aktualnej formy. Polecam codzienne spokojne i dłuższe spacery, przeplatane – np. co drugi dzień – krótkimi sesjami power walking (czy też nordic walking, coraz bardziej popularnej formy marszu z kijkami). Taki harmonogram sprawdza się u mnie najlepiej, ale staram się być elastyczna i trenować wtedy, kiedy po prostu mam na to ochotę.

Jak się przygotować?

Jak wiemy, spacery nie wymagają jakiegoś specjalnego przygotowania, warto jednak pamiętać o odpowiednim obuwiu i nakryciu (czapka na słońce, kurtka w razie deszczu). Polecam też założyć ubranie niekrępujące ruchów, dlatego zestaw jak do biegania wydaje się najbardziej odpowiedni, ale równie dobrze można ubrać wygodny dres, spodnie, zwykłą koszulkę czy bluzę. Dla własnej ciekawości możemy wziąć ze sobą krokomierz albo telefon z aplikacją do śledzenia aktywności. Po powrocie do domu nie możemy zapomnieć o rozciąganiu – ja lubię korzystać z zestawu asan jogi dla biegaczy, np. TEGO.

Bardzo Wam polecam tę formę treningu, jaką jest dynamiczne chodzenie. Regularne treningi power walking wyraźnie poprawiły moją kondycję, a w połączeniu z ćwiczeniami w domu zaczęły kształtować moje mięśnie. Bardzo cenię sobie ten jeden z nielicznych momentów dnia, kiedy mogę być ze sobą sam na sam, odświeżyć umysł, przemyśleć parę spraw. Co więcej, coraz częściej zamieniam samochód na nogi (szczególnie, że w naszym miasteczku znalezienie parkingu graniczy z cudem, a poza tym po prostu wszędzie jest blisko). Chodzenie to najbardziej minimalistyczny sport. Naprawdę warto chodzić.

***

Jakie sporty uprawiacie? Co możecie polecić, a co zdecydowanie odradzacie? Jak zmieniło się Wasze życie po wprowadzeniu regularnej dawki ruchu? Proszę, podzielcie się tym wszystkim w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Agnieszka Kulawczyk

    Sport, tak :) Siłownia, to już wiesz. Czasami trening w domu, jeśli mam czas i ochotę. Z siłownią trochę odpuściłam, bo latem gorąco, bo remont sali i mało miejsca, bo teraz zaziębiona jestem. Wrócę, w poniedziałek wiem, że wrócę. Kocham spacery i rower przy ładnej pogodzie. Lubię również, to nasza – moja i Narzeczonego – nowa aktywność: badminton.
    Lubię się ruszać, bezruch tylko z książką ewentualnie z filmem.
    Fajnie, jak ciało zmienia się wraz z regularnym ruchem, jak staje się jędrniejsze. Ciężko na to pracuję i wiem, że jeśli odpuszczę nawet tydzień treningów nic się nie stanie.
    Rozciąganie zaniedbuję regularnie, ale w soboty chodzę na jogę i traktuję to jako stretching :)
    Teraz czeka nas wycieczka do Wrocławia i myślę, że dziennie około 25 km w nogach. Uwielbiam chodzić i zwiedzać :) Biorę wygodne buty i jestem gotowa :)

    • No 25 kilometrów to już sporo, ale w zasadzie jeśli się to rozłoży na cały dzień, to nie wygląda to aż tak źle.

      • Agnieszka Kulawczyk

        Dokładnie tak :) Poza tym to wycieczka, więc można trochę poszaleć :)
        Wybrałaś bardzo przyjemny i zdrowy sposób na aktywne spędzanie czasu :)

  • Małgorzata eS

    Podobno podczas długich spacerów rodzą się wielkie idee… w każdym razie tak twierdził Nietzsche i nawet mu wierzę ;) Też bardzo lubię chodzić: tam gdzie mogę dojść na własnych nogach, to idę. Co prawda nie jestem jeszcze tak zakręconym chodziarzem, by iść pieszo do pracy, bo to jednak kawałek drogi, ale dojeżdżam do przystanku w centrum i stamtąd idę już pieszo ok 20 minut (mimo, że mogłabym podjechać tramwajem niemal pod sam budynek).

  • Gosza

    odkąd zaczęłam dojeżdżać do pracy samochodem zrobiłam się leniwa jak diabli a lecie samochodem jeździłam dosłownie wszędzie bo szybciej… teraz samochód pakuje do garażu i hajda resztę sprawunków robimy na nóziach =)

  • makate

    Zachęciłaś mnie! Też mam ten problem z bieganiem że często muszę się zmusić… co prowadzi do tego ze wiele razy po prostu odpuszczam. A że lubię bardzo obserwować świat to chodzenie wydaje mi się świetną propozycją. Raz w tygodniu ćwiczę pilates – i to mi sporo dało jeśli chodzi o postawę i wzmocnienie wewnętrznych mięśni. No i jest to rzecz którą bardzo polubiłam – co uważam za bardzo ważny element jeśli aktywność ma się stać naprawdę częścią życia a nie okazjonalnym zrywem. Ale wciąż brakowało mi czegoś innego, co będzie częstsze i co pozwoli tez pobyć na zewnątrz :)
    Mam jeszcze jedno pytanie – czy ten power walking to jakaś specjalna technika czy po prostu dość szybki marsz?

    • Power walking to po prostu synonim szybkiego marszu z postawą jak do biegania. Ja robię tak, że wychodząc na trening zaczynam od lekkiej przebieżki regulując sobie w tym sposób tempo, z jakim przejdę z joggingu do chodzenia. Bez tego ciężko mi złapać dobre tempo marszu. Naprawdę polecam szybkie chodzenie, szczególnie, jeżeli mówisz, że lubisz obserwować świat – chodząc wszędzie wejdziesz ;)

  • Anvariel

    Ja trenuję w domu – 4 razy w tygodniu, nieco ponad godzinę. Ćwiczę różne rzeczy – czasem dźwigam, czasem jakieś cardio, czasem interwały, zależy na co mam ochotę. Wiem, że brak konkretnego planu treningowego nie jest dobrym rozwiązaniem, ale wygodniej mi jest tak jak jest. Jeśli chodzi o chodzenie :), to praktycznie codziennie śmigam z domu do pracy i z powrotem ( w sumie jakieś 7km). Tempo zależy od obuwia, :) Generalnie lubię chodzić i jak mam okazję to unikam samochodu czy komunikacji miejskiej i wszystko załatwiam pieszo.

    • Czyli mogłabyś mieszkać w Nowym Jorku :D

      • Anvariel

        Chyba jednak nie. Miałam kiedyś okazję być w NY i to miasto jest dla mnie za duże. Nawet Warszawa mnie denerwuje swoim rozmiarem. Chociaż z drugiej strony w NY jest porządne metro. Można więc połączyć chodzenie, z szybkim dojazdem jeśli potrzeba. :)

        • O to na pewno było niesamowite doświadczenie. Mieszkanie w NYC jest na mojej liście do zrobienia w życiu, ale kto wie, też może się rozczaruję tym rozmiarem ;) A mogę zapytać, jaki był cel Twojej podróży do miasta, które nigdy nie śpi?

          • Anvariel

            Owszem było :). A znalazłam się tam, bo w czasie studiów miałam okazję odwiedzić rodzinę w USA i wybrałam się tam na wycieczkę. Niestety zorganizowaną, więc program był standardowy do bólu i na wszystko miałam ledwie jeden dzień. Ale sporo udało się zobaczyć.

          • Oj jeden dzień to pewnie tylko ułamek tego, co można zobaczyć.

  • Manufaktura Zdjęć

    Wydaje mi się, że bieganie ostatnio zrobiło się modne. Wręcz nie wypada nie biegać. I biegają wszyscy, niezależni od tego, jakie uczucia wzbudza w nas ta czynność. A przecież można dużo prościej – z kijami lub bez, w marszowym tempie, bez hektolitrów potu. Ja akurat częściej z kijami, a biegiem….sporadycznie, to nadprogramowych okienkach czekolady ;)

    • Zgadzam się, coś w tym jest. Może warto rozpocząć modę na chodzenie? :)

    • Tylko że te hektolitry potu to jest to czego nam potrzeba. Może konkretniej – nie chodzi o samo wydzielanie potu, choć z potem organizm pozbywa się różnych śmieci, których nie był w stanie pozbyć się z moczem, ale przede wszystkim chodzi o pobudzenie metabolizmu – szybkie krążenie krwi i dotlenienie organizmu (płuca lepiej pracują, a krew szybciej rozprowadza tlen). I w tym tkwi klucz do zdrowia. W przypadku „sportów”, w których się nie męczysz, nie masz też tego efektu zdrowotnego. Tu nie ma drogi na skróty.
      Gdy chodziłam po 20 – 30 km dziennie po górach (czyli po wyrypach) to byłam w stanie się zmęczyć, ale przy marszu po płaskim nie mam nawet szybszego oddechu.
      Fakt, że ludzie mają różną kondycję i niektórzy są w stanie się zmęczyć idąc paręset metrów – ale to już jest dramat tej osoby, że się tak zapuściła. Spacery i marsze są dobre na początek dla osób starszych, które długo się nie ruszały – i kondycję odbudowują stopniowo.

      • Szybki chód zdecydowanie przyspiesza krążenie krwi, wiem coś o tym :) Od czegoś trzeba zacząć, a chodzenie to dobry początek. Często ludzie po długim okresie nieaktywności nagle rzucają się na bieganie czy ostre pocenie na siłowni, doznają kontuzji, przetrenowują się i szybko zniechęcają. Zaczynając od szybkiego marszu można szybko złapać sportowego bakcyla :) I nie dotyczy to tylko osób starszych.
        Gdybym – tak jak Ty – chodziła 30 km dziennie to rzeczywiście pewnie mój organizm nie odczułby żadnego zdrowotnego wpływu. Niestety, na tym etapie robię tylko 5 km dziennie, taki mam tryb życia i wiem, że nie jestem sama ;) Jestem zdania, że każda aktywność jest zawsze dobra i nie deprecjonowałabym tak marszów.

        • Zawsze lepszy szybki chód niż brak jakiegokolwiek ruchu. Ale jak widzę tekst w stylu że chodzenie jest lepsze niż bieganie, bo się nie spocisz, to włącza mi się czerwona lampka. Sama kiedyś wybierałam aktywności, przy których się nie męczyłam – czyli rower i seks. Na rowerze nigdy się nie spociłam (chyba że było 35 stopni w cieniu, ale wtedy pocę się też leżąc ;-)), z seksem podobnie. Nawet jak krew szybciej krążyła, to było to tylko chwilowe. Efekt? Kondycji brak, odporność leżała i kwiczała (ciągle mnie coś łapało), wiecznie byłam zmęczona, a stan psychiczny odzwierciedlał stan fizyczny. Do tej pory bym tak myślała/robiła gdyby nie przeprowadzka na południe Polski, skąd mam rzut beretem w góry – a góry mnie pochłonęły i mimo, że na tych wyrypach zdychałam (nie przez nikłe mięśnie, tylko przez niewydolne płuca), to chciałam więcej.
          Góry tak mnie wciągnęły, że do kolejnego sezonu postanowiłam się przygotować kondycyjnie. Szukałam takiej aktywności, która poprawi mi wydolność płuc.
          Ćwiczenia w domu były przyjemne (próbowałam m.in. jogi), ale pod kątem wydolności płuc nic nie dawały. Dopiero jak przebiegłam się do sklepu (kilkadziesiąt metrów), a pod sklepem zdychałam tak jak w górach, stwierdziłam, że bieganie to najlepszy sposób, dlatego, że najszybciej męczy.
          Ni biegam na czas, ani na kilometry – wkładam dres, wychodzę o 6 rano i robię to co chcę – jak jestem zmęczona, albo coś mnie boli to idę, jak jest ok, to biegnę. Jak nie czuję zmęczenia to przyspieszam. Czasem robię sobie odpoczynki – po prostu słucham swojego ciała. Na początku więcej było tych odpoczynków niż samego biegania – teraz moje ciało samo się domaga tego, żeby biec a nie iść.Czasem idę coś załatwić, albo na zakupy i aż się dziwnie czuję idąc – bo wolałabym biec ;-).
          Różnica w samopoczuciu jest oczywista – po takiej przebieżce porannej mam energię na cały dzień i chce mi się pracować albo robić coś fajnego w ruchu. Nie choruję i dobrze mi się myśli – po prostu mózg lepiej pracuje gdy jest dotleniony.
          Tak więc zupełnym przypadkiem od osoby, która nie lubi się męczyć przeszłam do codziennego biegania. A teraz sobie pluję w brodę, że nie robiłam tak wcześniej i tyle lat rujnowałam swoje zdrowie.

          • Aniu, dziękuję za podzielenie się swoją historią. Bardzo inspirująca :) Słuchanie swojego ciała to podstawa. Też wolę biegać rano, od razu lepiej się czuję.
            Nie jestem wielką fanką gór, ale z ciekawości zapytam – jakie szlaki polecasz? Które są Twoje ulubione? Też mieszkam na południu, zawsze dobrze wiedzieć, co można ciekawego znaleźć w okolicach.

          • Zależy czego się od gór oczekuje. Dla mnie najważniejsza jest dzicz. Im mniej ludzi, tym lepiej. Ważne są widoki, ale jeśli piękne widoki psuje hałas masy turystów, to w takie miejsce już raczej nie wrócę. Najbardziej lubię okolice Wielkiej Rycerzowej – tu są i widoki i jednocześnie dzicz totalna :). Nie ma żadnych wyciągów, samochodem też nie da się za blisko podjechać, więc automatycznie turystów jak na lekarstwo. Można dodatkowo zahaczyć o Wielką Raczę – idąc ze Zwardonia przez Wielką Raczę do Wielkiej Rycerzowej i powrót pociągiem z Rycerki. Jak się jedzie samochodem, to trzeba bardziej kombinować, żeby wrócić dokładnie w to samo miejsce w którym się zostawiło auto.

          • Dziękuję :) (im mniej ludzi na szlaku tym lepiej)

  • Byliśmy kiedyś na biciu rekordu nordic walking i dostaliśmy w prezencie kijki do nordic walkingu. Godzinny marsz w lesie to niesamowity wycisk – polecam, nie tylko dla seniorów, nie wiem czemu młodzi wzbudzają taką sensację ;) Dla mnie najważniejsze w chodzeniu jest to, że nie obciąża stawów.

    • Rzeczywiście przyjęło się, że nordic walking jest dla starszych osób, ale gdzie tam! Spacer z kijami to ciężki trening :)

  • O bieganiu mówię, że uprawiam to tylko wtedy, gdy ktoś mnie goni :) Ale chodzenie bardzo lubię :)

  • Anna Zumi

    Nie znoszę biegać, przypomina mi to o lekcjach wychowania fizycznego w szkole, kiedy to trzeba było być sprinterem, długodystansowcem i gimnastyczką w jednym. Zawsze zmuszano nas do biegania w samo południe, większość młodzieży oczywiście w zwykłych (nieodpowiednich do biegania) trampkach, a nauczyciel z bezlitosnym stoperem w ręku. Brrr.

    Bardzo lubię chodzenie i uprawiam już od wielu lat. Jeszcze na studiach uprawiałam z koleżanką nordic walking i rano przemierzałyśmy 8 km, wydaje mi się, że nordic walking bardziej wymusza określoną postawę i dzięki temu wzmacnia się gorset, ale być może to tylko moje odczucie. Teraz chodzę już bez kijków, ale nadal jest to mój ulubiony sport. Lubię też jeździć na rowerze.

    • Nigdy nie próbowałam nordic walkingu, ale domyślam się, że te kijki wymagają użycia kolejnych mięśni, więc na pewno wzmacnia to trening. A ja całe życie miałam zwolnienie z wf-u, ale mogłabym wykonywać niektóre ćwiczenia – akurat bieganie lubiłam, mimo że zawsze byłam na przedostatnim miejscu ;)

  • Uwielbiam i polecam nordic walking :) kijki zmuszają do szybkiego marszu gdy chce się iść technicznie :) Można się zmęczyć :)

  • Konradzie, bardzo mi miło, że znów mnie odwiedziłeś. Cieszę się, że podzieliłeś się linkiem do Waszego bloga – na pewno tekst zachęci tych niezdecydowanych. Udanych spacerów!

  • Marta

    Nie lubię biegać, a szybki marsz jest cudowny. Czasami łapię się na tym, że nawet nie spiesząc się nigdzie, ani nie mając na celu treningu chodzę bardzo szybko. Jest to bardzo przyjemne. :) Nordic walking również, chociaż początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona.

    • U nas w rodzinie wszystkie babki chodzą szybko, moja śp. babcia była mistrzynią – kiedy miała 90 lat nadal nie umiałam jej dogonić, kiedy wracała z miasta ;) Mówiła, że woli się po prostu rozpędzić, żeby w ogóle dojść do domu ;)

      • Aga

        :):):) „rozpędzić, żeby w ogóle dojść do domu ” ubawiłaś mnie :)

  • Mnie samotne spacerowanie nudzi, wolę biegać, ale nie gardzę spacerem we dwoje, wtedy mogę chodzić godzinami:P

    • Dla każdego coś miłego <3

      • Wiadomo, ale jak ktoś nie lubi biegać, to spacery są rewelacyjne;)

        • agrafka

          w ramach nudy mozna sobie wlaczyc jakis ciekawy podcast :)

          • O, jakie podcasty polecasz?

          • Podcast, podcast’em ale ja jednak lubię spędzać czas z kimś. A jak chodzi o sport to wolę coś żywszego.

  • Dorota Czopyk

    Uwielbiam spacerować, maszerować i po prostu chodzić, ale nie wyobrażam sobie życia bez roweru. Lubię każdy rodzaj rowerowania – nieśpieszne przejażdżki, wyprawy z sakwami, dojazdy do pracy lub na zakupy, szybką jazdę po szosie, górskie terenowe wyrypy… Tak jak w chodzeniu urzeka mnie prostota tego i fakt, że można zacząć od progu domu.

    Kiedyś lubiłam biegać, a właściwie truchtać, ale dziś męczy mnie to niemiłosiernie i tak jak Ty wolę spacerować.

    • Ja niestety nadal nie umiem się polubić z rowerem, ale to pewnie blokada z dzieciństwa, bo sama idea jazdy na rowerze jest kusząca :)

      • Dorota Czopyk

        Spróbuj! Może w ramach #12niecodziennych? Wiele znienawidzonych rzeczy z dzieciństwa smakuje wybornie, gdy jesteśmy dorośli! Ważne, by rower był wygodny, bezpieczny i dopasowany do Ciebie – łańcuch nasmarowany, a hamulce i przerzutki działające bez zarzutu – potem już tylko wiatr we włosach…

        • W wakacje miałam kilka podejść, ale ja to muszę mieć: a) szeroko b) bez kamieni, zakrętów, rowów, krawężników c) bez ludzi :D Taka ze mnie rowerzystka ;) Ale nie mówię nie, mam już nawet oko na taką jedną damkę z koszyczkiem ;)

  • Ruda

    Czy ktoś może biega na orientację? Tak mi się przypomniało, że będąc dzieckiem biegałam (dobrych kilka lat) a czasem też chodziłam (o ile pamiętam było rozróżnienie na zawody sportowe i turystyczne). Lubiłam to, bo trzeba było cały czas myśleć i nie nudziło się bieganie.

    • Ja trochę startowałam, ale więcej w MTBO. Skąd jesteś? U nas w okolicach Warszawy jest sporo zawodów. Prężne środowiska są też w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku.

      • Ruda

        MTBO – na mountain bike orienteering? Wow, jeszcze o tym nie słyszałam :)
        Właśnie wyprowadziłam się z Krakowa na Śląsk, ale bywam i tu i tu. Teraz ze względów zdrowotnych nie zdecydowałabym się na bieganie, ale szczerze mówiąc chętnie pochodziłabym z mapą po lesie… tak dla samego chodzenia, a nie wygrywania.

  • Chodzenie to mój plan na najbliższe miesiące! Na razie będą to zwykłe spacery, ale kto wie, może przerodzą się one w marsze :) Już jakiś czas temu zauważyłam, że gdy mam trochę aktywniejszy okres, w czasie którego robię na piechotę np. 8-10 km dziennie, to czuje się zdecydowanie lepiej, niż wtedy kiedy na chodzenie poświęcam zdecydowanie mniej czasu :(
    A ta rozciągająca joga wygląda świetnie!

    • Trzymam kciuki za Twoje marsze! To naprawdę świetna sprawa.

      • Dziękuję :) Dzisiaj ruszam w miasto! Szczególnie, że od rana bardzo boli mnie głowa, a nic tak na ból głowy nie pomaga, jak jesienne powietrze :)

  • Lubię wszystkie sporty indywidualne – bieganie, rower, biegówki, rolki, pływanie wpław i kajakiem (koniecznie jedynką!). Chodzenie mam na co dzień, czasem sporo, ponad 10 km, często z plecakiem wyładowanym zakupami – traktuję to jako dobry trening pod wyjazdy w góry, choć babeczki na bazarku nie mogą się nadziwić, nie tylko, że chce mi się nosić, ale jeszcze jak daleko.
    Natomiast nigdy nie lubiłam sportów drużynowych ani kontaktowych – przez to WF w szkole był dla mnie koszmarem, mimo że byłam sprawną osobą.

    • O to to to, indywidualne sporty jak dla mnie są ok, te drużynowe to zawsze był koszmar. Kiedy jeszcze nie miałam całkowitego zwolnienia zawsze dostawałam ochrzan od koleżanek z drużyny, że nie umiałam serwować czy odbierać podań… :(

    • Zakupy w plecak jako trening przed górami. Że ja na to nie wpadłam! :-D

  • Od kiedy nie mam samochodu, jeżdżę na rowerze, a że warunki zimowe nastaly, czas przerzucić się na chodzenie. Ale żeby tak regularnie? Pomyślę o tym. To całkiem dobry pomysł jest. :-)

    • Jasne, że to dobry pomysł :D Ja zamieniłam bieganie na chodzenie i świetnie się czuję (po bieganiu czasem miałam jakieś lekkie kontuzje, po spacerach nigdy). Szybka rundka po okolicy to fantastyczny początek dnia, dodaje energii i budzi lepiej niż kawa :)

  • Monika Sekura

    Mnie do chodzenia zmusiła przebyta operacja na kręgosłupie, brakuje mi biegania, cały czas łudząc się że na jesień powolutku wrócę też maszeruje 8-10-12 km😉