Wokół szafy

Z małej szafy (cz. IV): wady i zalety małej garderoby

23/08/2016

Czwarta, ostatnia część cyklu „Z małej szafy” to podsumowanie tego, co mogliście zobaczyć w poprzednich częściach. Podzielę się z Wami moimi refleksjami odnośnie ubrań, pokażę moje ulubione zestawy, a także wskażę wady i zalety minimalistycznej szafy.

Mój ulubiony zestaw

Inaczej – mój uniform. Wspominałam już o nim w pierwszej części cyklu. Mój ulubiony zestaw, który mogłabym katować codziennie, składa się z trzech części: wąskich spodni, koszulki z krótkim rękawem i kolorowego kardigana. Próbowałam nosić do spodni same swetry czy bluzki z długim rękawem, ale taka kombinacja u mnie się nie sprawdza. Koszulka z kardiganem – czy innym wdziankiem – lepiej balansują moją sylwetkę, a poza tym nie czuję się aż tak wyeksponowana, jak w samym swetrze. Lubię też kolory i to właśnie kolorowe zestawy są u mnie na pierwszym miejscu.

Mój uniform: spodnie, koszulka, kardigan

Skład mojej minimalistycznej szafy

Moja minimalistyczna szafa składa się z 26 rzeczy.

  • 7 topów
  • 4 kardigany, 2 wdzianka, 2 marynarki
  • 4 pary spodni, 3 spódnice
  • 3 sukienki + 1 ślubna/rocznicowa

Do tego mam obecnie 5 par butów: mokasyny, sztyblety, kozaki, czarne i cieliste czółenka. Do całkowitej liczby ubrań w szafie nie wliczam ciuchów sportowych i tych tzw. po domu, ale zarówno jednych i drugich mam naprawdę minimalną liczbę.

Nie dzielę szafy na sezony, dzięki temu mam poczucie porządnego jej wykorzystania przez cały rok. Nie widzę sensu pakowania lekkich ubrań pod koniec lata czy ciepłych swetrów na początku wiosny. Zimą do sukienek zakładam ciepłe rajstopy i wysokie buty, a latem nie przeszkadza mi noszenie długich spodni. Do tej pory nie znalazłam dobrze leżących na mnie szortów, ale jeśli na takie trafię, to z miłą chęcią wprowadzę ten element do mojej małej szafy.

Jedne ciuchy noszę częściej, inne wkładam na wyjątkowe okazje. Mimo posiadania tak niewielkiej liczby ubrań nadal działa u mnie zasada Pareta – przez 80% czasu noszę jakieś 20% rzeczy, czyli w  moim przypadku 5-6 sztuk. Coś w tym jest – cygaretki, fioletowy kardigan, czarną koszulkę, tę granatową, do tego fioletowe rurki i czarne wdzianko noszę najczęściej.

Moja minimalistyczna szafaMoja minimalistyczna garderoba

Zalety małej szafy

Największym plusem minimalistycznej garderoby jest szybkość komponowania codziennych zestawów. Po prostu otwieram szafę, wyciągam części ubioru i już, gotowe. Nie muszę się zastanawiać, co na siebie założyć, bo po pierwsze – nie mam aż tylu możliwości, a po drugie – wiem, że we wszystkim będę się dobrze czuć i tak samo dobrze wyglądać. Mając mniej ubrań po prostu wiemy, co do siebie pasuje, w czym nam do twarzy, wszystko nosimy, nic się nie marnuje.

Drugi plus małej szafy to łatwość pakowania. Kiedyś pakując się nawet na kilka dni musiałam dobrze przemyśleć, co ze sobą zabrać. Często kończyło się tym, że miałam wszystkiego za dużo, co przekładało się na ciężar walizki. Teraz jadąc na dłuższy wyjazd mogę spakować po prostu wszystko i nie będą to jakieś straszne ciężary. Jadąc na krótszą wyprawę – zabieram dwa-trzy sprawdzone zestawy, które zawsze mam pod ręką w szufladzie komody.

Mało ubrań zajmuje po prostu mało miejsca – nie trzeba więc kombinować z szafami, komodami, półkami. Jeszcze cztery lata temu miałam dwie szafy ubrań wypełnione po brzegi, teraz wystarczy mi 7 wieszaków i jedna szuflada w komodzie.

Kolejna zaleta małej garderoby to jej świadomość. Mała szafa pozwala nam oszczędzać nie tylko czas, ale i pieniądze. W momencie zakupów wiemy, co by nam się jeszcze przydało, do czego będzie pasować i możemy być pewni, że nie zapomnieliśmy o zagubionej bluzce z nieodciętą jeszcze metką i nie kupimy drugiej takiej samej. Poza tym – kto raz odkryje plusy małej szafy, ten zrozumie, że nie ilość, a jakość ubrań ma znaczenie.

Wady małej szafy

Minimalistyczna garderoba to niestety oprócz plusów – kilka minusów. Przede wszystkim – pranie. Mało ubrań oznacza częstsze ładowanie pralki. Z drugiej strony wiem, że wszyscy garderobiani minimaliści po opróżnieniu szaf odkrywają fakt, że nie trzeba codziennie wieczorem wrzucać do prania raz założonej bluzki. Zbyt często wydaje nam się, że po kilku godzinach ubrania są już nieświeże – czasami wystarczy tzw. „sniff test”, czyli test na węch… Często prane ubrania mogą nie tylko blaknąć, ale też tracić formę, mechacić się, wycierać, dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na jakość ciuchów w momencie zakupu.

Minimalizm w szafie może też zwyczajnie się znudzić. Noszenie w kółko tych samych zestawów rzeczywiście z czasem może przeszkadzać, nudzić, może nam się wydawać, że wyglądamy mało atrakcyjnie czy niemodnie. Z drugiej strony to, że decydujemy się na ograniczenie zawartości szafy nie oznacza, że nie możemy zmieniać jej zawartości. Pomóc nam w tym mogą na przykład swapy ubraniowe, czyli imprezy, na których wymieniamy swoje nudne ubrania na nienoszone ciuchy innych uczestniczek. Znudzone elementy garderoby można też przerobić, skrócić, zafarbować. Minimalizm budzi uśpioną kreatywność.

Mała szafa dla niektórych to pewne ograniczenie. Najczęściej komponujemy minimalistyczne garderoby na bazie klasycznych wzorów i fasonów, co dla interesujących się modą może być sporą wadą. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by uzupełniać klasykę modnymi dodatkami. Trzeba tylko uważać, by w pewnym momencie minimalizm w szafie nie zmienił się w maksymalizm w akcesoriach.

Wspomniane wady zupełnie mi nie przeszkadzają. Do tej pory te same zestawy mi się nie znudziły, co więcej – najchętniej chodziłabym ciągle w tym samym, bo uwielbiam moje cygaretki. Częstsze pranie też nie uważam za problem, poza tym mamy małą pralkę, więc i tak trzeba ją ładować co kilka dni. Z jakością ubrań bywa różnie, ale wiem, że można znaleźć dobre gatunkowo materiały za niewygórowaną cenę. Mój ulubiony kardigan w kolorze fuksji katuję prawie co drugi dzień od jakichś dwóch lat i niestety powoli zaczyna się mechacić. Zważając jednak na fakt wysokiego zużycia uważam, że nie jest źle i jeszcze kiedyś zajrzę po sweterek do Zara Kids.

***

To od porządków w garderobie najczęściej zaczyna się przygoda z minimalizmem w życiu. Odkąd odkryłam minimalizm w szafie moje życie stało się łatwiejsze. Przemyślana garderoba to nie tylko proste tworzenie codziennych zestawów, ale też porządek i… spokój. Zapomniałam już o stwierdzeniu „Nie mam się w co ubrać„, bo zawsze mam i bardzo lubię moje ubrania.

Obejrzyj moje zestawy z poprzednich części cyklu „Z małej szafy”:

Cz. 1 Wzorzyste spodnie

Cz. 2 Wzorzyste góry

Cz. 3 Sukienki i spódnice

 

Przeczytaj także

  • Ada

    Faktycznie malutka szafa, ja ostatnio policzyłam swoje przedmioty i mam 40 sztuk ubrań, samych ubrań, bez dodatków i okryć. Przy Twojej szafie to wielka liczba :)

  • Moja szafa jest teraz dość minimalistyczna, co prawda nadal pracuje nad umiejętnością wyrzucania bo czasami jest mi ciężko. Na pewno zauważyłam już „problem” z częstym praniem, na razie radzę sobie używając programu 15 min w pralce.

  • Екатерина Kasia

    Fuksjowy sweterek z Zara Kids :) Sama jestem tak drobna, że często nie mogę znaleźć odpowiednio małego rozmiaru niektórych ubrań i chyba powinnam w razie zakupów udać się do działów dziecięcych.

    Bardzo podobała mi się cała seria o minimalistycznej garderobie. Tak samo dostrzegam więcej jej plusów niż minusów. Zgadzam się również z tym, że nie każdą rzecz trzeba zawsze od razu prać po jednym użyciu.

    • Cieszę się, że Ci się spodobało. A działy dziecięce to całkiem ciekawe miejsce dla drobnych babeczek. Czasami można tam znaleźć niezłe perełki w całkiem dobrej jakości. No i jest tam zdecydowanie więcej kolorów niż na „dorosłych” półkach.

  • Mnie niestety dobija częste pranie;p A i koszulek pewnie mam więcej, ale dlatego, że szybko się brudzę, taka jestem niezdara, oraz miałam na szczęście już coraz mniejszy problem z potliwością.

    • Niezdara mówisz :D Ja już się przyzwyczaiłam do tego prania, szczególnie, że odkąd jest Maja to pełna pralka uzbiera się szybciej. Na szczęście jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, że nagle obudziłam się tylko z elegancką sukienką na wieszaku ;)

      • Hehehe mi najczęściej brakuje właśnie bluzek, pomimo, że mam ich więcej. Ale radzę sobie a jak się nie utytłam to też noszę 2 dni i mi to nie przeszkadza:)

  • makate

    Bardzo polubiłam ten cykl :)
    Cieszę się, że pokazałaś całą szafę tak niemalże „na raz” – dzięki temu można się fajnie przyjrzeć jej właśnie w całości, trochę porównuję to do tego ile mam rzeczy u siebie. Wiadomo, nie chodzi tylko o liczbę, ale jest to dobry punkt odniesienia. Zaskoczyło mnie że większość twoich ubrań jest właściwie całoroczna – dobrze się domyślam? Nie ma tu ani krótkich szortów ani bardzo ciepłych swetrów, a u mnie jednak część rzeczy jest tylko na połowę roku.
    Mam z szafą lepsze i gorsze okresy – to znaczy już dawno wyrzuciłam wiele rzeczy nienoszonych, teraz też regularnie robię przegląd, ale dość mocno zmienia mi się gust i styl – i przez to wciąż mam takie poczucie bycia w połowie drogi. Moje postanowienie jest takie, by ten styl wreszcie wybrać, na coś się zdecydować i dłużej w tym trwać.

    • O widzisz, dobrze, że o tym wspomniałaś, bo mogłam uzupełnić post o jedno zdanie. Rzeczywiście, nie dzielę mojej garderoby na sezony, nie widzę w tym większego sensu, bo i tak nie przepadam za krótkimi spodniami, a przy okazji nie ma u mnie ubrań, które przez kilka miesięcy leżą „odłogiem”.
      Cieszę się, że spodobał Ci się cykl :) Trzymam kciuki za znalezienie swojego stylu!

  • Małgorzata eS

    Z częstym praniem nie mam dużego problemu odkąd wzbogaciłam się o stację parową: przez wiele ubrań wystarczy puścić solidny strumień pary i tym sposobem odświeżyć ubranie… a i wyprasować przy okazji. Dlatego bardzo sobie chwalę ten domowy gadżet :)
    Mimo, że wiem, którą część garderoby lubię najbardziej i z niej też najczęściej korzystam, to jednak mam problem z pozbyciem się sporej liczby ubrań, które nie są mi potrzebne do życia, a które z różnych powodów wciąż się mnie trzymają: a bo wydałam dużo kasy na nie, a bo to był prezent, a bo może się jeszcze przyda albo zwyczajnie nie mogę się zdecydować które np. spodnie zostawić, bo generalnie wszystkie lubię, ale to ‚wszystkie’ obejmuje zdecydowanie zbyt dużą liczbę sztuk ;) Pewnym problemem też jest moja mama, która potrafi wyszukać w lokalnym lumpku rewelacyjne ciuchy za grosze. I mimo że wiem, że wielu z nich nie potrzebuję, to nie mogę się powstrzymać przed wzięciem ich ‚na później’ ;)

    • Ojej, Małgorzato, masz typowe kobiece dylematy ;) Dopadło mnie coś podobnego, kiedy w przymierzalni mierzyłam te moje ulubione cygaretki wraz z trzema innymi wzorami. Chciałam wziąć wszystkie, w końcu chciałam się zdecydować tylko na jedne. Ale nic to, na jesień kupię sobie następne. Nie ma co dziadować ;)
      A stacja parowa brzmi ciekawie. Duże to ustrojstwo?

      • Małgorzata eS

        Niestety dość duże i ciężkie, ale przez to, że pracuje przede wszystkim parą, a nie wysoka temperaturą, to jest też bardziej przyjazna dla ubrań. Jednak gdy muszę szybko wyprasować jakiś jeden ciuch, to wyciągam zwykłe żelazko, którego szczęśliwie się nie pozbyłam ;)

        • Nie znoszę prasować. ;)

          • Małgorzata eS

            Prasować akurat lubię, zwłaszcza przy dobrym filmie lub audiobooku. Za to nie znoszę zmywać naczyń i dlatego wciąż nie mogę się pozbyć nadwyżki sztućców i talerzy ;)

          • Dla każdego coś miłego ;) Na mnie zmywanie zawsze wpływało inspirująco (większość tekstów na bloga powstało przy zmywaniu). To może się wymienimy? Ja Ci coś pozmywam, a Ty mi wyprasujesz? ;)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Do osiągnięcia minimalistycznej szafy przede mną jeszcze długa droga.
    Dalej będę się upierać, że jeśli żar leje się z nieba, to potrzeba tych ubrań trochę więcej. Chociaż „trochę” powoli ewoluuje w moim umyśle do 1-2 sztuk :-)

    Cykl świetnie przygotowany i bardzo wartościowy :) Podobnie jak makate zastanawiam się, co z rzeczami typowymi dla danego sezonu: grubaśny sweter, cieplutkie legginsy, czy cieniutki płaszczyk przeciwdeszczowy? :) Bardzo mnie to ciekawi <3

    • Aga, okrycia wierzchnie tym razem pominęłam, zostawię je na inny raz (aczkolwiek muszę znaleźć nową jesienną kurtkę i zimowy płaszcz, obydwie te rzeczy rozpadły się w ubiegłym sezonie). Cały rok chodzę w tym samym, tylko buty zmieniam, a zimą dorzucam rajstopy :) no i nie lubię grubych swetrów, trochę mnie gryzą ;)

  • Stała anonimowa czytelniczka

    Szczerze zazdroszczę tego poczucia „spełnienia” w szafie. Przede mną jeszcze długa droga zwłaszcza, że w związku z powiększającym się brzuszkiem moja garderoba jest dosyć tymczasowa a buty (najgorsze!) okazują się być ciasne. Nawet te nowe, wczorajsze…oszukańczo dobre w sklepie. Ehh. Przegapiłam czy nie uwzględniłaś obuwia letniego?

    • O właśnie, stopa urosła mi po ciąży, ledwo się mieszczę w moje kiedyś wygodne ślubne szpilki.
      Sandały rozpadły mi się rok temu (miały prawo jak na swoje 8 lat), szukałam czegoś wygodnego w tym roku, ale straciłam cierpliwość i całkiem dobrze sobie radzę bez typowego obuwia letniego. Co nie znaczy, że porzucilam poszukiwania :)

  • Anna Zumi

    Jestem pod wrażeniem liczby ubrań w Twojej szafie! Jak widać jeszcze długa droga przede mną. ;)

  • A tak z ciekawości – szafy męża i córci też takie minimalne?

    • Niezupełnie. Mąż ma duuużo więcej ubrań niż ja, głównie dlatego, że co innego nosi do i po pracy. Na szczęście robi regularne przeglądy szafy. Nie jest źle. Natomiast garderoba córki to moja zmora. Nie kupuję jej ubranek, wszystko dostaje, ma tego sporo. Na szczęście jest dzieckiem i może założyć wszystko, poza tym wiadomo, że się brudzi i częste zmiany ubranek wymagają większej szafy. Jednak kiedy ją otwieram, to przytłacza mnie ta ilość. U niej na pewno działa zasada Pareta ;)

  • Anvariel

    Faktycznie malutka szafa… 26 to ja mam samych spódnic. Oczywiście chodzę w pięciu na krzyż, o ile w ogóle ;)

    • 100 to strasznie dużo, nawet nie wiem, czy tyle miałam przed zmianami. Ale liczby są relatywne i każdy musi znaleźć złoty środek, bo każdy z nas ma inny tryb życia, pracę, doświadczenia. Nie ma co przesadzać :)

      • Anvariel

        Pamiętam, że kiedy zaczynałam swoją przygodę z pozbywaniem się zbędnych rzeczy samych bluzek naliczyłam około 180 :)
        Zgadzam się że nie o liczby tutaj chodzi. Raczej o to żeby regularnie używać tego co się posiada (nieco częściej niż raz na ruski rok). Można mieć 30 bluzek i wszystko będzie ok jeśli się z nich korzysta. Pewnie nawet i 50 można nosić w miarę regularnie nosić. Wiadomo jednak, że powyżej pewnej ilości (jak choćby 180 sztuk ;)) ciężko już mówić o „regularnym używaniu”. Dlatego tak jak piszesz, trzeba znaleźć złoty środek. Rzecz kupiona a nie używana to marnowanie zasobów, naszego czasu i pieniędzy :)

        • Właśnie! Taka jest moja myśl przewodnia przy porządkach: rzeczy używane zostają, te zapomniane idą w świat. Myślę, że jest to na tyle uniwersalna zasada, że u każdego się sprawdzi. W przeciwieństwie do ograniczania się do stu czy ilustam przedmiotów.

  • Dla mnie ograniczenie garderoby wiaze sie z dwoma problemami, o ktorych zreszta wspomnialas. Po pierwsze jednak nie moglabym zakladac bluzek wiecej niz jeden raz. Czulabym sie nieswiezo. Szcsegolnie latem sobie tego nie wyobrazam. Ponadto mam bluzki biale i kolorowe, ktore wymagaja oddzielnego prania, a wiec nie zapelnilyby mi pralki. Poza tym lubie urozmaicenie i podobaja mi sie rozne rzeczy. Mam ciuchy w roznych stylach, tym bardziej ze co innego nosze do pracy, a co innego na wycieczki czy do sklepu.
    Jesli chodzi o urozmaicenie garderoby dodatkami to z mojego punktu widzenia ma to malo sensu, poniewaz dodatki ktore kupuje sa drozsze niz ubrania.
    Bardzo bym chciala miec taka szafe, jaka pokazala tu ponizej jedna z komentatorek. Podziwiam. Tylko zastanawiam sie jak to uzyskac. I czy bym sie nie zanudzila?

    • Jasne, trzeba podejść do tego ze swojej perspektywy. Mój tryb życia wygląda tak, że większość czasu spędzam w domu, więc jeśli już zakładam przedstawione zestawy, to na „wyjścia do ludzi”. Mogę więc sobie pozwolić na zakładanie bluzek kilka dni z rzędu, bo chodzę w nich jedynie kilka godzin. No i zupełnie inaczej wygląda pranie singielki i żony z dzieckiem – ta druga szybciej zapełni pralkę ;)
      Ja nie narzekam na nudę w szafie, ale wiem, że nie każdy lubi taką monotonię i to też należy wziąć pod uwagę przy komponowaniu swojej małej garderoby. Noszenie ubrań też ma nam dawać radość.

      • To prawda. Dla mnie fajnie sie ubrac to radocha i dobrze miec wybor. Jednak czuje sie troche przytloczona iloscia swoich rzeczy i staram sie ograniczyc kupowanie nowych do tych naprawde potrzebnych. Ale czasami trafiam na rzeczy, ktore mnie zachwycaja, a takie z reguly staja sie podstawa mojej garderoby. No i niestety, ciezko byloby mi sie rozstac z zawartoscia mojej szafy, poniewaz pelna jest moich ulubionych ciuszkow.
        Sprawe utrunia fakt, ze te ulubione mam w kilku rozmiarach, poniewaz do tej pory czesto zmieniala mi sie waga i ciuchy sprzed lat okazywaly sie przydatne.

        • A wiesz co? Kiedy w szafie miałam tylko sukienki też miałam kolekcję rajstop i to naprawdę niezłą :)

          • I co z nia zrobilas?
            Moja liczy grubo ponad 100 cudownych szt. Powinnam sie spalic ze wstydu. Chyba zaloze bloga, zeby je wszystkie pokazac ;)
            Ironia jest, ze nie przepadam za noszeniem spodnic. Kreca mnie tylko piekne rajstopy (bez podtekstow ;))

          • Z moją umiejętnością robienia dziur w rajstopach moja kolekcja po prostu szybko stopniała ;)

  • A jak będziesz się ubierać zima i jesienią? Co z plucha?
    Sam pomysł jest bardzo fajny, też w większym lub mniejszym stopniu dążę do ograniczenia szafy, sporo mam jeszcze rzeczy do karmienia, zostały jeszcze ciążowe ubrania.
    Ale koncza się wakacje już wyraźnie widzę, z czym kompletnie nie było mi po drodze.
    Na szczęście w tym roku znalazłam szorty idealne :)

    • Mari, przez cały rok ubieram się tak samo. Wiadomo, że zakładam kurtki czy płaszcze, ale stwierdziłam, że pokażę je innym razem.
      A wiesz że nawet nie miałam specjalnych ubrań do karmienia? Teraz sobie zdałam z tego sprawę. Po porodzie zupełnie mi się nie chciało iść na zakupy i tak mi zostało ;)

      • Ale to ja też nie miałam ubrań do karmienia. Chodziłam w koszulach :)
        Myślałam ostatnio i wyszło mi, że lubię swoje typowo letnie sukienki. Nie mogłam tak jak ty.

  • 5-6 sztuk – skąd ja to znam :) Jestem już po trzecim „cięciu” zapasów garderobianych i myślę, że jeszcze spokojnie 2 będą mogły się odbyć. Ciężko było mi się rozstać z rzeczami, dlatego schowałam je do pudła. I co? Absolutnie nie wiem, co się w nim znajduje. Tak właśnie wygląda związek człowiek-ubranie. W pełni popieram „uniforimzację” ;)

    • Chowanie rzeczy jak najdalej zasięgu wzroku daje świetne efekty, bo nagle dostajemy dowody, że rzeczywiście tych rzeczy nie potrzebujemy. Związek człowiek-ubranie, podoba mi się to określenie :)

  • U nas najbardziej minimalistyczną szafę ma Junior :) I chodzi we wszystkim!

    Ja jeszcze dążę do ideału (chociaż chyba przez całe życie się do tego dąży :)). Od jakiegoś czasu zupełnie nic nie kupiłam (z ostatniej wyprawy do sklepu wróciłam tylko z majtkami… resztę oddałam). Nic mi się nie podoba na tyle, żeby to kupić, ale z drugiej strony wydaje mi się, że jeszcze nie wyklarowałam swojego stylu…

    P.S. Bardzo fajny cykl! :) Lubię podglądać takie garderoby :)

    • Ja też średnio lubię zakupy, a niestety znowu mnie czeka wizyta w sklepach, bo pod koniec zimy musiałam pozbyć się wytartej kurtki zimowej… już jestem chora na samą myśl ;)

  • Elka

    A mnie najbardziej drażni, jak w tydzień po pozbyciu się ciucha, w którym nie chodziłam od kilku lat, znajduję nagle dla niego zastosowanie ;) Zdarza się nagminnie.
    Poza tym, mam słabość do wzorzystych ciuchów a te, niestety wymagają jednak rozsądnego zestawienia, nie pasują do siebie itp. Mimo tego też sobie powoli dążę, zobaczmy do czego :) Na szczęście nienawidzę zakupów :)
    I pozdrawiam, mój pierwszy komentarz tutaj.

    • Też tak miałam na początku ;) Nagle zaczęłam szukać „przydatnego” ciucha, o którym nawet zapomniałam, że się pozbyłam ;) A ze wzorami rzeczywiście bywa ryzykownie. Nie umiem łączyć wzorów, chociaż niektórzy potrafią to świetnie robić bez efektu oczopląsu.
      Witaj w klubie nienawidzących zakupów ;)

  • Jestem pełna podziwu dla Twojej szafy i lekkości, z jaką się posługujesz jej zawartością. Ja jestem w trakcie komponowania moich idealnych zestawów, ale na tyle lubię letnie ubrania, że nie jestem z nich w stanie zrezygnować. Choć sporo mam takich, które noszę niezależnie od sezonu, to rzeczywiście dobra metoda. U mnie mam jeszcze taką chęć rozgraniczenia garderoby służbowej od domowej, nieformalnej. Lubię mieć te dwa światy osobno.

    • O tak, oddzielenie strefy zawodowej i domowej to dobra idea. Ja mam taki luksus, że nie muszę wciskać się w dress code, bo pewnie moja szafa musiałaby być jednak większa. Powodzenia w budowaniu idealnej garderoby! :)

  • Ruda

    Podoba mi się Twoja szafa – jest naprawdę przyjazna w użytkowaniu. Też robię taką szafę (od ponad roku) – było już kilka etapów – za każdym razem myślałam, że to już koniec. A potem po kilku miesiącach znów wyrzucam kilka ubrań/butów. Najgorsze są te ubrania, których za bardzo nie lubię, ale jeszcze dobrze wyglądają i pasują do kilku zestawów – czekam tylko gdy się zniszczą – marzę czasem, że ktoś brudzi np. poliestrową białą bluzkę sokiem z buraków i mogę bez wyrzutów sumienia ją wyrzucić :)
    Szafa minimalistki a moda – faktycznie – może się znudzić, ale dla mnie plusy są o wiele większe – po pierwsze – zawsze wyglądam dobrze, gdy miałam wiele ubrań, to ubierałam również te, w których wyglądałam kiepsko i tak się czułam (uważałam, że muszę czasem je nosić). Ostatnio byłam na delegacji i okazało się, że nie mogłam ubrać mojej białej koszulki do spódnicy ołówkowej i musiałam wziąć drugą – czarną w której przyjechałam – okazało się, że ten zestaw wygląda zaskakująco dobrze – czyli posiadanie małej szafy to nie tylko powtarzanie ciągle tych samych zestawów, ale wiele możliwości – takie ubraniowe sudoku (o którym pisze np. Kasia Kędzierska z simplicite.pl).

  • każda garderoba ma wady i zalety :) ja na razie tworzę moją idealną ;)