12 niecodziennych rzeczy

12 niecodziennych rzeczy – lipiec

05/08/2016

Połowa lata za nami. Z jednej strony wakacje zachęcają do próbowania nowych rzeczy, z drugiej – do totalnego lenistwa i trochę to widać w lipcowym podsumowaniu naszej wspólnej akcji 12 niecodziennych rzeczy. Osoby, które tak aktywnie do tej pory brały udział w wyzwaniu zrobiły sobie krótką – mam nadzieję – przerwę w zdobywaniu nowych doświadczeń. Są jednak osoby wytrwałe, tak jak te, których opis zdobytych w lipcu doświadczeń znajdziecie w tym podsumowaniu. Zapraszam!

Moje niecodzienne doświadczenia w lipcu

Jak dobrze wiecie, początek lipca upłynął mi na długo oczekiwanej przeprowadzce. Było to wyjątkowe doświadczenie, bo mimo że przeprowadzałam się już dwa razy, to w tym wypadku było zupełnie inaczej. Pomimo usilnego odgruzowywania, które zarządziłam na kilka miesięcy przed wyprowadzką, musieliśmy się zmierzyć z niesamowitą liczbą rzeczy. Nadal jesteśmy oszołomieni tym, ile się zmieściło w tak małych mieszkaniu jak nasze. Po przejrzeniu tych wszystkich pudeł i skrzyń, które przewieźliśmy do nowego domu, odkryliśmy, ile z tego tak naprawdę używamy, co jest nam bliskie, a co jeszcze możemy oddać / sprzedać / wyrzucić. Przenosiny do nowego domu dały nam sporo przyjemności, ale też otworzyły oczy na pewne sprawy, o których napiszę niebawem.

Ale mój lipiec to nie tylko przeprowadzka. Po raz pierwszy zdecydowałam się na samodzielne przygotowanie potrawy z muli (omułków). Jak zwykle postawiłam na przepis z Kwestii Smaku, bo wszystkie potrawy, które gotuję lub piekę pod wskazówkami z tej strony zawsze mi wychodzą. No i mule też wyszły! Bardzo nam smakują owoce morza i do muli na pewno też wrócimy.

Niecodzienne doświadczenie z końca lipca to wielka sesja zdjęciowa na potrzeby blogowego cyklu „Z małej szafy”, której pierwszą część znajdziecie TUTAJ. Przyznaję, że sporo się denerwowałam, bo nie czuję się zbyt pewnie jako modelka, uważam, że nie jest zbyt fotogeniczna, a z drugiej strony chciałam pokazać jak najwięcej możliwości, które prezentuje moja szafa. Myślę, że mi się to udało, ale co się napracowaliśmy (ja i fotograf), to nasze. Praca modelki to naprawdę męcząca sprawa, ja po tych paru godzinach pozowania, przebierania, ustawiania byłam wykończona. Co nie znaczy, że było to negatywne doświadczenie, wprost przeciwnie. Będę miło wspominać to zdjęciowe doświadczenie.

Kiedy startowaliśmy z akcją #12niecodziennych, większość niezwykłych doświadczeń była przeze mnie planowana, wyczekiwana, często opłacona. Teraz po prostu skupiam się na tym, co nowe, nie planuję, że coś, co się wydarzy opiszę w podsumowaniu miesiąca, tylko skupiam się na doświadczaniu. Jest to zdecydowanie zmiana na lepsze, bo bardziej naturalne i bardziej uważne,

12 niecodziennych rzeczy - lipiec

A co u innych uczestniczek akcji #12niecodziennych?

Dorota

W lipcu postanowiłam jeszcze bardziej się zmotywować i spisywać niecodzienne zdarzenia na bieżąco. Jak się okazało zebrało się tych niezwykłości całkiem sporo, a mnie to ćwiczenie zmotywowało do większej uważności i cieszenia się każdą chwilą.

Masowo przerabiałam lub reperowałam stare ubrania, to czynność, która weszła mi w krew, ale ponieważ jestem szyciowym samoukiem wielu rzeczy jeszcze nie umiem. W lipcu uszyłam pierwszą w życiu dziurkę na guzik! Wyszła trochę krzywo, ale przypomina dziurkę na guzik bardziej niż cokolwiek innego, więc bardzo się cieszę, że się przełamałam.

Po tym jak na Ulicy Ekologicznej przeczytałam recenzję, spontanicznie kupiłam sobie kilka książkę „Ekożycie pod lupą” i podczytywałam ją w każdej wolnej chwili, w tym na leżaku w słońcu (uwielbiam słoneczne czytanie, ale rzadko mam na to czas). Treść książki wprowadziła zamęt w mojej głowie, jednak nie żałuję… W tym samym spontanicznym rzucie kupiłam „Sztukę prostoty” i „Minimalizm po polsku”, które mam zamiar przeczytać w czerwcu. Pierwszą z nich bardzo się rozczarowałam, druga mnie zachwyciła prostotą, rzetelnością i rozsądkiem z jakimi została napisana.

Wybrałam się do groty solnej, kosmetyczki i manicurzystki! Te kilka chwil, w których mogłam się odprężyć w wyjątkowy sposób było zdecydowanie niecodzienne.

Przez dwa tygodnie nie byłam w żadnym sklepie. Tak wyszło. Okazało się, że jedzenia z grządek mamy tyle, że nie trzeba absolutnie nic kupować. Cudowny czas!

Dorota prowadzi bloga EkoEksperymenty, w lipcowym podsumowaniu opisała kolejne doświadczenia.

Kasia

W lipcu pierwszy raz w życiu przeprowadziłam wywiad z autorem książki. Łukasz Długowski okazał się być przemiłym i otwartym rozmówcą, nie obyło się jednak bez problemów technicznych, które nie pozwoliły mi na nagranie tej rozmowy na żywo. Mimo wszystko bardzo się cieszę, że autor książki „Mikrowyprawy…” zgodził się na rozmowę ze mną.

W lipcu ukręciłam swój pierwszy krem zupełnie od zera. I wiecie co? Wyszedł całkiem dobry! Początkowa konsystencja sorbetu przekształciła się z kremową substancję mocno odżywiającą skórę.

Lipiec to też miesiąc, w którym po raz pierwszy zrobiłam zakupy przez portal Lokalny Rolnik. O doświadczeniach pisałam na blogu, a że mam porównanie cenowe z kooperatywą spożywczą, wyszło całkiem konkretne zestawienie.
Nie codziennie odwiedzam Warszawę, a tydzień temu miałam okazję przejść się ulicami Śródmieścia i poobserwować zmiany, jakie się dzieją w stolicy. Miło mi było odwiedzić sklep Kooperatywy Dobrze i porozmawiać o ich doświadczeniach związanych z działalnością. Fajnie wiedzieć, że są ludzie na świecie, którym się chce robić rzeczy DOBRZE.

Więcej znajdziecie w podsumowaniu lipca u Kasi na blogu Ograniczam się.

Natalia

Niecodzienna rzecz lipca: wizyta u brafitterki. W naszej miejscowości jest jeden sklep, polecany przez wiele kobiet, które świadczy takie usługi. Kiedy w końcu, ktoś po raz piąty powiedział mi: „Musisz spróbować”, zaplanowałam wizytę. Niestety jest otwarty w godzinach mojej pracy, więc musiałam mieć wolny dzień, żeby go odwiedzić… Dlatego tak długo trwało planowanie wizyty. Nie było jakiejś wielkiej zmiany rozmiaru, szoku, że naglę noszę miseczkę E. Dowiedziałam się, że mam dobry rozmiar, dobry obwód, ale źle nosze stanik. Sposób też ma znaczenie! Moje ramiączka były za luźne (!) Przemiła pani poprawiła mi mój biustonosz i nagle moje piersi poszybowały w górę, talia była bardziej widoczna, a fałdki na brzuchu wygładzone. MAGIA!!! Po przyjściu do domu mierzyłam wszystkie biustonosze i poprawiałam, podciągałam dopóki nie były idealnie dopasowane. Wyrzuciłam te „prawie dobre” i zastąpiłam je moimi nowymi nabytkami. Już dawno nie cieszyłam się tak z żadnego zakupu. Moje ciało również!

Po więcej doświadczeń Natalii zapraszam na jej bloga.

***

Zachęcam Was do przyłączenia się do naszej akcji 12 niecodziennych rzeczy, w której staramy się kolekcjonować doświadczenia zamiast rzeczy. Przesyłajcie swoje niezwykłości na adres kasia@drogadominimalizmu.pl.

A co niecodziennego zrobiliście w ubiegłym miesiącu? Czego dowiedzieliście się o sobie? Proszę, podzielcie się z nami w komentarzach.

Przeczytaj także

  • Mialas wspanialy miesiac! Przeprowadzka, choc jak domyslam sie, meczaca, jest takim radosnym doswiadczeniem. Do tego sesja zdjeciowa, ktora przyniosla wspaniale efekty i pyszne mule – tak trzymac! :)

  • Zawsze z ogromną przyjemnością czytam o nowych doświadczeniach uczestniczek akcji. Ciekawa jestem kolejnych Twoich wniosków po przeprowadzce i skrycie podziwiam, że znajdujesz czas na regularne pisanie i sesję zdjęciową! Chyba jestem kiepsko zorganizowana :P

    Co do doświadczenia Doroty – próbowałam szycia i nie jest to takie proste, myślałam, że załapię bakcyla w końcu moja mama jest krawcową z zawodu i wiele nam szyła za dzieciaka. Ale jakoś brakuje mi do tego cierpliwości i umiejętności właśnie takiego starannego wykończenia rzeczy. Nudzi mnie to, a szkoda, bo marzyłam by sobie tak usiąść i uszyć czy to sukienkę, czy bluzkę itd. Może kiedyś wybiorę się na kurs szycia i jakoś bardziej mi się to spodoba?

    Kasię z bloga Ograniczam się regularnie podczytuję i wywiad również przeczytałam:)

    Doświadczenie Natalii też miałam okazję kiedyś doświadczyć i od tej pory zupełnie inaczej kupuję bieliznę, a mam do niej ogromną słabość. To mój taki największy grzech zakupowy, gdyby nie zdrowy rozsądek wydałabym w sklepie z bielizną majątek i co miesiąc wracałabym z nowym kompletem do domu!

    My również przeżyliśmy coś niecodziennego, co na zawsze wpisze się w naszą codzienność. Adoptowaliśmy drugiego kota, więc sporo uwagi poświęcam właśnie na „dokacanie”, bo nasz 2 letni Perun to jednak ma wszelkie oznaki jedynaka i trochę wymaga więcej uwagi, by zaakceptować „rodzeństwo”, natomiast maluch Findek ma tyle energii, że wchodzi mu na głowę i muszę czasami interweniować i je rozdzielać. Mimo wszystko to cudowne doświadczenie i nie żałujemy naszej decyzji.

    • Czyli prawdziwi z Was kociarze :) Fajnie. A ostatnio piszę w miarę regularnie, bo dzięki przeprowadzce zaoszczędzamy czas, który wcześniej traciliśmy na dojazdy na i z budowy.

      • Zawsze byłam kociarą chociaż nie miałam swojego kota, mąż za to nie lubił, ale przy mnie zmienił zdanie i sam chciał drugiego kota ;)

        Super, ja nawet jak mam czas, to nie zawsze mam zdjęcia, albo po prostu wenę by sklecić te zdania.

  • justyna

    Miesiąc lipiec tak szybko minął i znów dużo się działo. Chyba nie zdołam sobie wszystkiego przypomnieć, drobne rzeczy umykają gdy dzieją się te większe :) , Zresztą staram się żyć chwilą i cieszyć się na bieżąco wydarzeniami.
    Udało nam się wybrać kolejką wąskotorową ( największa atrakcja dla naszego dziecka), uczestniczyłam w ciekawych zajęciach jogi z Sue Pennington, zapisałam moją córkę pierwszy raz na zajęcia dla dzieci w naszej bibliotece, byłyśmy pierwszy raz z córką razem na otwartym basenie (jednak mojemu dziecku nie podobało się w ogóle – nieraz trzeba zmierzyć się też z nieudanymi doświadczeniami ;)
    Byliśmy na krótkiej wycieczce w moich ulubionych Tartach,choć nie udało mi się przejść żadną trasą bo był to wyjazd spontaniczny i krótki, to i tak jestem bardzo zadowolona z wyjazdu.