Dobre życie

Przedprzeprowadzkowa nostalgia

06/07/2016

Kilka dni temu obudziłam się o 5 rano gotowa do porannej przebieżki. Kiedy wyciągałam buty z szafki zdałam sobie sprawę, że to właściwie już ostatnie moje dni w Katowicach, warto by było więc zmienić zwyczajową trasę po parku na wypad w miasto. Kiedy podziwiałam brzoskwiniowe niebo, delektowałam się śpiewem ptaków (niesamowita muzyka!) i upajałam się samotnością (na ulicach nie było NIKOGO) wiedziałam, że była to świetna decyzja. Ale jednocześnie dopadła mnie przedprzeprowadzkowa nostalgia.

W obecnym katowickim mieszkaniu żyjemy od czterech lat. Wcześniej rok mieszkaliśmy w samym centrum, obok archikatedry. Uwielbiamy miasto, ruch, gwar, ludzi, dobre knajpki, sprawdzone sklepy. Teraz kiedy w perspektywie mamy powrót na stare śmieci – oboje pochodzimy z miasteczka, w którym wybudowaliśmy mały biały domek – czujemy się dziwnie. Nawet trochę się podśmiechujemy, że w domu będziemy tylko spać, a potem fru – do Katowic. Bo w miasteczku nie ma ulubionych knajp i brakuje różnorodności (dwie pizzerie, restauracje z tradycyjnym jedzeniem i taka ę ą wiosny nie czynią). Bo jest tylko jeden park i to dość zaniedbany (w Katowicach codziennie chodzimy do innego). Bo jak w ostatniej chwili zabraknie mąki/cukru/wina, to pod nosem mamy trzy długo otwarte sklepy, a w małym białym domku tej wygody nie ma. Przykłady można mnożyć, bo jest zrozumiałe, że człowiek przyzwyczajony do pewnych wygód i konkretnego stylu życia niełatwo z niego rezygnuje. Co nie znaczy, że nie widzimy plusów przeprowadzki – po prostu zdajemy sobie sprawę z tego, że w nowym miejscu już nic nie będzie takie samo. Pojawią się nowe wyzwania i problemy, ale też będziemy cieszyć się nowymi wygodami, którym stare nie dorastają do pięt. No bo kto by się przejmował brakiem mąki mogąc sobie wypić kawę na tarasie obserwując bażanty na łące za płotem? A kto by ogromnie tęsknił za curry na wynos, jeśli mógłby zjeść maliny i truskawki prosto z własnego ogródka?

Kiedy tak sobie biegłam w kierunku centrum zupełnie inaczej patrzyłam na miejsca, które codziennie mijamy najczęściej samochodem. Odkryłam też różne zakamarki naszej ulicy, o których nie miałam pojęcia. Dopiero teraz zrozumiałam, że rzeczywiście tu żyjemy, a nie mieszkamy. Że co weekend wyjeżdżamy na różne wyprawy w Polskę, ale nie znamy własnej ulicy. Jest to dla mnie nauka na przyszłość, że warto czasami pobyć lokalnym turystą. Mieszkamy przy Parku Śląskim, a jeszcze ani razu nie byliśmy w pobliskim zoo ani nie przejechaliśmy się Elką. Jestem przekonana, że rodowity paryżanin nigdy nie był na wieży Eiffla, a rzymianin nie zwiedzał Koloseum. Kiedy zamieszkamy poza miastem będziemy mogli znowu poczuć się jak turyści w Katowicach.

W nowym miejscu czeka nas odkrywanie nowego świata, nowych ścieżek, nowego trybu życia. Szykuje się morze nowych doświadczeń, rytuałów, ludzi – prawie jak w podróży. Już nie umiemy się doczekać.

Przeczytaj także

  • Mi te sarny i maliny niestety nie rekompensują niewygód i z rozkoszą wrócę w cywilizowane tereny?. Co prawda nie do centrum, ale jest już jakaś uczciwsza infrastruktura a centrum za rogiem. Och, jakże zazdroszczę przeprowadzki. My od miesoąca czekamy na ekipę od łazienek?

    • Jestem ciekawa, po jakim czasie my zatęsknimy za „cywilizacją” ;) Ale może nie będzie tak źle, a Katowice są tylko 20 km stąd.

  • A ja jestem bardzo ciekawa, jak urządziliście sobie Wasz nowy dom i nie mogę się doczekać wpisu (ze zdjęciami!) na ten temat. Czy wszędzie będą białe ściany? A może postawiłaś na kolorowe akcenty? Jaka będzie kuchnia i łazienka? I co prawie najważniejsze, co słychać w Waszym ogródku? :)

    • Wszystko w swoim czasie ;) Planuję pochwalić się wnętrzami, jak już większość będzie dopięta na ostatni guzik, a jeszcze trochę brakuje. Prawie wszystkie ściany są białe – tylko pokój Mai jest w pastelowej szarości.
      A nasz ogródek w sumie od dnia kupna – dwa lata temu – jest zagospodarowany. Przedwczoraj postawiliśmy kompost, ciągle zbieramy maliny i truskawki, właśnie kwitną kwiaty cukinii, rośnie fasolka szparagowa. Dzisiaj do obiadu zerwałam natkę pietruszki prosto z wilgotnej od deszczu ziemi. To naprawdę zupełnie inny świat, niż ten, który znaliśmy do tej pory. Na razie nam tu dobrze :)

  • Myślę że szybko zapomnicie o całodobowych sklepach i jedzeniu na wynos. To są zbytki które wydają nam się normalne, do czasu gdy normalnym będzie spiżarka i zakupy na cały tydzień ;)

    • Jasne, że tak. To wszystko kwestia przyzwyczajenia i dobrego planowania. Niestety docelowa spiżarnia jest jeszcze schowkiem na farby, kleje i narzędzia, ale niedługo nasz wykończeniowiec ma się już wynieść na dobre i wsadzimy tam regały na zapasy :)

  • Dorota Czopyk

    Przeprowadzka, zwłaszcza do własnego domu, to życiowa zmiana, a takie łączą się z nostalgią… Życzę radości z nowych wyzwań i doświadczeń. Tak jak napisała Alicja – całodobowe sklepy i jedzenie na wynos, to zbytki, bez których świetnie sobie poradzicie i jeszcze lepiej zorganizujecie czas!

    Trzymam kciuki u rąk i nóg za udaną przeprowadzkę i dużo wymarzonego spokoju, gdy już się urządzicie!

  • Wyguglaj sobie ulicę Płatniczą w Warszawie – łączy w sobie podmiejski urok a’la Kazimierz Dolny, spokój Bielan i bliskość infrastruktury, bo jest 5 min piechotą od metra.

    Gdzie jest haczyk? Dom do kapitalnego remontu zaczyna się od 1,5mln zł ;) Niestety!

  • Przeprowadzałam się kilka razy w swoim krótkim życiu i zawsze odkrywałam wszystko od nowa, ale też z drugiej strony mogłabym spakować się jutro i przenieść w nowe miejsce:) Zmiany są dobre! Będzie dobrze.

    • Ja uwielbiam zmiany! Zawsze to jakieś nowe doświadczenia, nowa nauka i inne nowości. A radość jeszcze większa, kiedy od początku uczestniczyło się w powstawaniu swojego miejsca zamieszkania. (Jest dokładnie tak, jak chcieliśmy)

  • Justyna Mruk

    Witam!
    Nigdy nie doswiadczylam tego typu przeprowadzki ale za miastem studenckim do tej pory tesknie, choc minelo juz 6 lat!
    No i prosze nie zalowac zoo! :- To okrutne miejsce. Zdecydowanie bazanty na wolnosc wychodzaca tuna ogromny plus.
    Pozdrawiam i zycze czesnych powrotiw do Katowic.
    P.s. Nigdy w Katowicach nie bylam…tylko tak przelotem na dworcu.

    • Katowice to bardzo fajne miasto, szczególnie ostatnio powstało tu mnóstwo nowych, ciekawych miejsc. Naprawdę warto je odwiedzić :)

  • Chyba dlatego nie lubie wsi, wszędzie jest daleko… Do kina, do restauracji. Choć muszę przyznać, że dzięki temu bardziej doceniam Kraków i traktuje to miasto jak cel „wyprawy”. Staram się co jakiś czas, w weekend wybrać sie do centrum i odwiedzić jakieś ciekawe miejsce, coś o czym tylko słyszałam od znajomych. Nie muszę narzekać na korki, tlok i słynny krakowski smog, bo w tym mieście jestem tylko gościem. Teraz chyba bardziej docenisz Katowice :)

    • Czasem tak jest, że docenia się to, czego nagle brakuje, ale też nie ma co narzekać. Przeprowadzka poza miasto ma swoje plusy i minusy, to po prostu życie :)

  • Może po jakimś czasie mieszkania w białym domku wrócicie jako turyści i poznacie nową perspektywę dawnych miejsc? :)