Mały biały domek

Plany a rzeczywistość

19/05/2016

Najpierw miał być koniec marca. Później koniec maja. Teraz najbardziej realnym terminem naszej przeprowadzki wydaje się być połowa czerwca, a i tak nie jesteśmy tego pewni. Wprawdzie ściany już pomalowane, kuchnia zamontowana i część mebli czeka grzecznie na złożenie, jednak musimy poczekać jeszcze na pewne kluczowe elementy – stół, łóżko, drzwi wewnętrzne i szybę prysznicową. Nie ma też jeszcze lamp, kontaktów, listw przypodłogowych. Poza tym zależy nam na wybrukowaniu podjazdu i wyrównaniu terenu za domem, żeby Maja mogła bezpiecznie biegać. Sam dom może i powstał w cztery czy pięć miesięcy, jednak oprócz samej bryły tak naprawdę liczy się to, co w środku. Bez wykończonych wnętrz mieszkanie do przyjemnych nie należy.

Ta budowa nauczyła nas cierpliwości, ale też niezbyt pozytywnego podejścia z nieufnością i niedowierzaniem odnośnie przyszłości. Na wszystko trzeba czekać – sprzęty, ekipy, materiały. Tylko Ikea nas nie zawodzi, ale w przeciwieństwie do obecnego mieszkania, meble z tego przybytku dekoracyjnej rozpusty nie będą dominować we wnętrzach naszego małego białego domu. Postawiliśmy na drewniane wyroby lokalnych rzemieślników i swoje musimy odczekać. Do wszystkich akcji związanych z wykończeniami podchodzimy z rezygnacją i bez początkowego zapału. Trzeba przyznać, że jesteśmy zmęczeni i tak naprawdę przestaliśmy wierzyć, że kiedykolwiek się przeprowadzimy. Tak blisko, a jednak daleko.

Wśród tej budowlanej szarości zdarzają się jednak ekscytujące momenty, jak np. wyprawa po wymarzoną sofę do Warszawy, o której więcej opowiem w majowym podsumowaniu 12 niecodziennych rzeczy. A była to naprawdę niecodzienna, można by nawet powiedzieć szalona wyprawa. Na razie nie zdradzę jej szczegółów, ciekawość zaspokoicie na początku czerwca.

Po kilkutygodniowej a może nawet kilkumiesięcznej przerwie w odgruzowywaniu przestrzeni znajduję radość w przeglądaniu schowków, szuflad, półek segregując to, co potrzebne i niepotrzebne, oceniając, co zostanie w mieszkaniu dla najemców, co zabierzemy do domu, a co pójdzie w świat do nowych właścicieli. Przeprowadzka to dla nas idealna okazja do nowego początku, postawienia kropki nad i, dokończenia rozpoczętego kilka lat temu procesu upraszczania otoczenia i życia. Bliskość ogrodu, zieleni, natury, dużo światła, więcej wolnej przestrzeni, minimalna ilość posiadanych rzeczy, uprawianie prostoty – to wszystko składa się na lekko wyidealizowany, ale optymistyczny obraz naszego nowego życia w nowym – wymarzonym – miejscu. Teraz nasze dni polegają na gonitwach po sklepach, wybieraniu, przebieraniu, by szybko zamknąć temat wykończeń, ale gdzieś w tym pędzie – przecież tak krytykowanym także na łamach tego bloga – brakuje oddechu, odpoczynku, zwykłego lenistwa. Bardzo chcemy więc się już przeprowadzić, poznawać życie państwa na włościach, pić kawę na tarasie, podlewać trawę, grzebać w ziemi, wywieszać pranie na dworze, myć co chwilę ogromne okno tarasowe, robić kompost, doglądać postępy prac budowy drogi za płotem, udzielać się w lokalnym stowarzyszeniu mieszkańców, odśnieżać chodnik przed domem – innym słowy zbierać nowe doświadczenia. W końcu jesteśmy kolekcjonerami doświadczeń. Nic nie jest nam straszne.

Przeczytaj także

  • Zamierzacie mieć kompostownik? Jeśli tak, będę z zainteresowaniem śledzić poczynania w tej sprawie. Jestem ciekawa, jak rozplanujecie ogródek. Pamiętaj, że warto zaprosić zapylacze, by roślinki dobrze rosły :) A poza tym pozostaje mi życzyć Wam jeszcze trochę cierpliwości. Wyczekane meble od lokalnych producentów na pewno przynoszą Wam wiele radości.

    • Mój tata jest doświadczonym ogrodnikiem-amatorem i to on głównie planuje nasz ogród – oczywiście biorąc pod uwagę nasze pomysły. Ja się w ogóle nie znam na tego typu pracach, ale powoli się uczę :) Już w zeszłym roku zebraliśmy sporo plonów, w tym posadziliśmy trochę mniej, bo nie było takich warunków, ale znowu będą cukinie, truskawki, maliny i trochę buraków :)

      • Bardzo fajnie! Taki Tata to skarb :)

        • To prawda. Jednak jest ogrodnikiem kolekcjonerem, ma pełno dziwnych roślin u siebie i już mi mówi, co z tego pojawi się też u nas… muszę go trochę stopować, bo planuję ogród przydomowy, nie botaniczny ?

          • A jesteście zaznajomieni z ideą permakultury? Może coś z niej warto by zaszczepić w ogrodzie. U mnie na Pinterest mam jedną „ścianę” z permakulturą. Jeśli masz czas, zerknij sobie.

          • Dzięki za cynk :)

  • Jesczcze nigdy nie slyszalam o budowie, ktora by sie nie przedluzyla :) Ale jeszcze tylko chwila! :) Trzymam za Was kciuki, pozdrawiam :)

  • disqus_TEDIsvII1h

    Ja już dawno nauczyłam się, że plany można mieć. Nie należy się tylko do nich za bardzo przywiązywać.
    Pamiętam, jak w zeszłym roku planowałam, że wprowadzimy się do nowego mieszkania na Święta BN. I co? I Gucio, wprowadziliśmy się w styczniu. To dużo mniejsze opóźnienie niż Wasze, no ale było to tylko mieszkanie, a nie dom.

    • No to rzeczywiście trochę mniejsza obsuwa niż u nas. Całe szczęście, że mamy gdzie mieszkać i nie musimy aż tak się stresować. Ale wiadomo, chciałoby się już przeprowadzać :)

  • Z niektórymi rzeczami trzeba się pogodzić i nabrać dużo dystansu i cierpliwości. Wszystko dobrze się ułoży:) Chociaż ja sama byłam bardzo niecierpliwa w przeprowadzce na swoje i zamieszkaliśmy już po odebraniu kluczy w pustym (po za kuchnią i łazienką) mieszkaniu:)

    • Też tak planowaliśmy, ale okazało się, że większość mebli czeka na koniec malowania ;) Ale dziś już to wszystko wygląda super, tylko malarzowi skończyła się farba w hurtowni i znowu trzeba czekać na dostawę…

      • W takim razie trzeba uzbroić się w cierpliwość;)

  • Zazdroszczę nowego początku

  • Przed nami jeszcze sporo prac, a ja też chciałabym się już wprowadzić. U nas też ciągle jakieś przesunięcia terminów. Niestety tak już jest, że jeśli coś nie zależy tylko i wyłącznie od nas samych, to często wychodzi inaczej niż planowaliśmy.