Oczyszczanie przestrzeni

4 ćwiczenia na uważne odgruzowywanie

08/03/2016

Często na początku przygody z minimalizmem rzucamy się kompulsywnie na szafy, szuflady i zakamarki, by jak najszybciej – w przypływie natchnienia – pozbyć się niepotrzebnych rzeczy. Jak to czasami bywa z takimi napadami, skutki mogą być opłakane – w workach przeznaczonych do wyrzucenia przypadkowo znajdzie się ulubiony sweter czy niezapłacony rachunek. Sama też zaczynałam od takiego odgruzowywania na hura, co wyszło mi na dobre, jednak z czasem zauważyłam, że spokojne – i przemyślane – podejście do oczyszczania przestrzeni daje więcej. Fakt, można spędzić cały dzień (tydzień, miesiąc) przeglądając rzeczy dzieląc na kategorie „to zostaje” i „a to nie”, ale poświęcanie czasu i energii na sprzątanie, gdy za oknem dzieje się życie, jakoś nie współgra z ideą radosnego minimalizmu, który chciałabym promować. W związku z tym w tym poście chcę zaproponować Wam cztery ćwiczenia na uważne odgruzowywanie, powolne, rozważne, rozłożone w czasie, angażujące pełną świadomość naszego stylu życia i upodobań.

Co z oczu to z domu

Ćwiczenie: codziennie spokojnie przyglądaj się otoczeniu i eliminuj jedną / kilka rzeczy, które od dawna nie były używane, pokryły się kurzem, stoją zapomniane na tyłach szafki, a następnie włóż je do osobnego pudła / kosza. Jeśli w ciągu miesiąca stwierdzisz, że potrzebujesz czegoś z pudła, wyciągnij to (jeśli rzeczywiście masz dobry powód) i używaj. Po miesiącu zawartość pojemnika oddaj / sprzedaj / wyrzuć. Tych rzeczy już nie potrzebujesz.

Rezultat: wyeliminowane z przestrzeni rzeczy okazują się rzeczywiście niepotrzebne. Racjonalizacja tej eliminacji sprawia, że lepiej znosimy proces odgruzowywania.

Coś za coś

Ćwiczenie: kupiłaś nową sukienkę? Pozbądź się starej. A najlepiej dwóch. Planujesz zakup nowych butów? Niech zapomniana para czeka na nowego właściciela. Kusi Cię nowy krem? Najpierw wykończ ten, który służył Ci do tej pory. Ćwiczenie Coś za coś wymaga pewnego czasu, by zadawanie sobie pytania Czy naprawdę tego potrzebuję? weszło w nawyk. Postaw na przemyślane zakupy i bądź dla siebie wymagający. Nie odpuszczaj sobie – coś nowego weszło do domu, coś nieużywanego musi go opuścić. Jeśli ta zasada wejdzie Ci w krew, to już nigdy ponownie nie zatoniesz w morzu przedmiotów.

Rezultat: wysiłek związany z oczyszczaniem przestrzeni nie idzie na marne, kiedy z czasem przestajemy myśleć minimalistycznie. Nawyk pozbywania się rzeczy w momencie zakupu innej chroni nas przed chomikowym efektem jo-jo.

In & out

Czyli weszło/wyszło.

Czytelnicy, którzy są ze mną od początków bloga być może kojarzą stałą miesięczną rubrykę pod chwytliwym tytułem „In&Out”. Kategoria ta nie jest już dostępna na blogu, bo uznałam ją za mało uniwersalną, ale uważam, że te kilka miesięcy śledzenia nawyków zakupowych wiele mi dało.

Ćwiczenie: przez kilka miesięcy skrupulatnie zapisuj, czego się pozbyłeś/aś i co kupiłeś/aś. Pod koniec miesiąca zrób krótkie podsumowanie jednocześnie wyciągając wnioski: jaki był balans miesiąca? Więcej zakupów czy więcej oddanych rzeczy? Czy zakupy były przemyślane? Czy rzeczywiście były potrzebne? Ile wysiłku wymagało pozbycie się niepotrzebnych przedmiotów? Czy udało się odzyskać część ich wartości? Takie podsumowanie sprowadza nasze myślenie na inny tor, sprawia, że zaczynamy uważniej traktować nasze nawyki zakupowe, a przy okazji dopinguje wewnętrznego chomika do pozbywania się niepotrzebności.

Pięciominutowa akcja

Ćwiczenie: przygotuj minutnik, stoper, ewentualnie spójrz na zegarek. Otwórz problematyczną szafkę, szufladę, pudło, schowek. Zacznij odmierzać 5 minut i szybko przejrzyj całą zawartość. Jeśli zauważysz coś, co tam ewidentnie nie pasuje, odłóż na bok. Ołówek nie powinien towarzyszyć swetrom, a próbki kremów przyprawom. Bez skrupułów pozbądź się śmieci, niezapisanych karteczek, pękniętych buteleczek, wypisanych długopisów. Drrrrrrrrrrryń! Koniec czasu. Zamknij schowek, odłóż wyciągnięte rzeczy tam, gdzie będą pasować, a śmieci wyrzuć do kosza. Zrobione. Kolejna pięciominutowa akcja jutro.

Rezultat: szybkie przejrzenie schowków ze wszystkim i niczym pozwala skupić się na wyłapaniu tego, czego rzeczywiście chcemy (musimy) się pozbyć. Ograniczenie czasowe sprawia, że nie zaczynamy się zastanawiać nad sentymentami, a przy okazji nie tracimy cennego czasu na mało przyjemną czynność przeglądania zapomnianych schowków. Regularne ćwiczenie Pięciominutowej akcji daje świetne aczkolwiek powolne rezultaty.


Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was do wykonania powyższych ćwiczeń. Sama od czasu do czasu do nich wracam, mimo że teoretycznie już nie mam tylu rzeczy, co wcześniej. Trzeba jednak pamiętać, że tak jak z rzucaniem nałogów czy odchudzaniem, tak samo niespodziewanie znowu zaczniemy tonąć w rzeczach, jeśli tylko porzucimy wypracowane nawyki. Uważne i rozłożone w czasie porządki też dają świetne rezultaty, uczą nas spojrzenia na nasz styl życia, upodobania, pomagają przejść przez trudny pozbywania się sentymentalnych, ale niepotrzebnych rzeczy.

Na wzmocnienie efektu Waszych działań w zakresie oczyszczania przestrzeni polecam również zastosować metodę ogranicznika, którą opisałam w tym poście. Po sprzątnięciu warto zastanowić się, co zrobić z tymi wszystkimi przedmiotami, za które nadal jesteśmy odpowiedzialni. W jednym ze starszych postów podpowiadam Wam, co zrobić z niechcianymi rzeczami.

A jakie są Wasze ćwiczenia na uważne odgruzowywanie? Co pomaga Wam ogarniać chaos w otoczeniu? Jak radzicie sobie z ograniczaniem posiadania? Proszę, podzielcie się wszystkimi poradami w komentarzach. 

Przeczytaj także

  • Świetnie ujęłaś temat Kasiu ! Nie jestem zwolenniczką „odgruzowywania” na hura, ponieważ można omyłkowo pozbyć się rzeczy, która jest ważna… Na pewno wypróbuje metodę 5 minut oraz in&out – pozdrawiam :)

  • Coś za coś – głównie jeśli chodzi o kosmetyki i ubrania oraz wyszło/weszło jako całokształt porządków i zakupów materialnych praktykuje w swoim domu:)

  • Ela

    Podoba mi się ćwiczenie z minutnikiem. Największy problem mam zawsze z pozbywaniem się rzeczy, które były prezentami i które darzę sentymentem. Dobrym rozwiązaniem co do tych drugich jest zrobienie im zdjęcia (chyba znalazłam taką poradę u Ajki), ale z niechcianymi prezentami sobie nie radzę :/ Najgorsze, że teraz jeszcze mnóstwo rzeczy w prezencie dostaje nasz synek. A nie zawsze są potrzebne. Chyba trzeba będzie poćwiczyć asertywność. Pozdrawiam :)

    • O tak, prezenty i asertywność… Niełatwy temat i sama mam podobny problem, ale już nie mam tylu skrupułów, co kiedyś, jeśli chodzi o sentymentalne pamiątki. Wydaje nam się, że nie możemy oddać/wyrzucić prezentu od kogoś, bo ten ktoś nagle zacznie sprawdzać, czy jeszcze to mamy ;) Mnie się to nigdy nie zdarzyło, a Tobie?

  • Ania

    Proces pozbywania u mnie trwa długo jest mi bardzo ciężko, może dla tego ze mieszkam w domu po dziadkach i wyrzucenie całej przeszłości jest bardzo trudne. Sama też jestem z natury chomikiem bo skoro coś jest dobrym stanie to nie mogę się tego po zbyć. Dwa razy

    • Aniu, chyba coś zjadło końcówkę komentarza… Rozprawienie się z przeszłością to bardzo trudny temat. Parę lat temu brałam częściowy udział w porządkowaniu mieszkania po zmarłej babci. Tamto doświadczenie dołożyło cegiełkę do tego, że bardzo nie chcę gromadzić rzeczy, bo później ktoś będzie musiał poświęcić ogrom czasu na sprzątanie dobytku, którego nie zabiorę na tamten świat…

  • makate

    Podoba mi się pomysł na pięciominutowe akcje oraz uważne obserwowanie przestrzeni. Zasada in-out wydaje mi się też ciekawa – kiedyś próbowałam zastosować ją do ubrań (żeby zastanowić się nad tym co kupiłam przez ostatni rok, ile z tych rzeczy faktycznie było trafionych, itd.) Niemniej jednak zwykle nie zapisuję tego co wyrzucam/oddaję, więc wymagałoby to pewnego wysiłku – ale może spróbuję chociaż testowo, przez miesiąc czy dwa.
    Wciąż mam pewien problem z rzeczami, które już wiem, że mają opuścić dom, ale jeszcze nie wiem jak – książki, jakieś częściowo używane sprzęty (ale może komuś jeszcze przydatne?)… staram się szukać dla nich miejsca, ale to długotrwały proces. Plus do tego rzeczy, które wiem, że należą do konkretnej osoby, ale wciąż zapominam jej to oddać ;)
    Wiosna, jak pewnie u wielu osób, wyzwala we mnie chęć porządkowania, więc myślę, że najbliższe tygodnie będą dobrą okazją do przetestowania twoich propozycji :)

    • Szukanie nowego domu dla rzeczy to rzeczywiście długotrwały proces, ale to cena naszego bezmyslnego chomikowania. Koniecznie napisz, czy ćwiczenia u Ciebie się sprawdziły :)

  • Lubię takie wpisy :) Fajne ćwiczenia – z pierwszego czasem korzystam, muszę wypróbować pozostałe.
    Mam tylko jeden (poważny) problem. Ciężko mi coś wyrzucić „ot tak”, jeśli jeszcze nadaje się do użytku… Najchętniej bym komuś oddała/przekazała… ale nie zawsze są chętni i potem zostaję z „moralnym kacem”, że wyrzuciłam… „jak żyć?” :P

    • „Wyrzucić” to u mnie raczej skrót myślowy. Rzadko coś wyrzucam, raczej oddaję czy sprzedaję. Daj znać, czy sprawdziły się u Ciebie te ćwiczenia :)

      • Ale co zrobić z rzeczami, których nikt nie chce, a ciężko wyrzucić? :P
        Ćwiczenia na pewno się sprawdzą – już niebawem „przedświąteczne porządki” także na pewno wykorzystam.

        • A takie rzeczy to zgryz, ale zawsze można je zostawić pod smietnikiem. U nas to wszystko znika w kilka minut ;)

  • Podoba mi się pomysł „pięciominutowa akcja”. Tyle czasu to każdy znajdzie na porządkowanie :))). Ja zacznę dziś wieczorem.

    • Super! Bardzo się cieszę, że Cię zainspirowałam do porządkowania. Daj mi znać, jak u Ciebie się sprawdza ta metoda.

      • Po ok dwóch minutach porządkowania szuflady z biżuterią pojawiły się u mnie wyrzuty sumienia. Wróciły wspomnienia z wakacji, na których kupiłam te czy tamte kolczyki. Zamknęłam szufladę. Jednak dużą część zbędnej biżuterii udało mi się odłożyć do wyrzucenia. Rano wstałam z myślą, co zrobię z pozostałą częścią.
        Jestem bardzo zadowolona. W tym przypadku metoda się sprawdziła. Długo zabierałam się do sprzątnięcia tej szuflady :)).

        • Super! chyba każdy ma taką szufladę, ja w każdym razie mam i wiem, że czasem trudno ogarnąć takie małe ciasne schowki. Łatwiej do nich podejść na spokojnie i z tego co piszesz metoda 5 minut na nie działa :)

  • Od dawna stosuję zasadę: kupuję nowe pozbywam się starego. Poza kolczykami i żelami pod prysznic działa.

  • bardzo ciekawe i, proste i praktyczne! My z mężem mieliśmy po ostatniej przeprowadzce pomysł, aby wypakowywać z kartonów na bieżąco to co potrzebujemy. W kartonach zostało by to co do życia nam nie jest potrzebne :) Nie bardzo nam to wyszło, za długo byśmi się obijali o kartony ;)

    • Czyli taki odpowiednik metody panów z bloga The Minimalists znanej jako Packing Party :) też kusi mnie coś takiego przy okazji przeprowadzki, ale z drugiej strony chyba zmierzamy do optimum posiadania, może ta metoda nie będzie potrzebna :)

  • Marek MJX.

    In & out
    Nie przemawia do mnie idea „skrupulatnego zapisysywania (…) „. Paradoksalnie umacnia to chyba wewnętrzną potrzebę (?) zajmowania się rzeczami w większym stopniu niż od nich uwalnia. I kosztuje zdecydowanie zbyt dużo czasu. Może niektórym osobom potrzebna jest taka papierologia żeby sobie uzmysłowić jak rotują przedmioty wokół, ale moim zdaniem i bez tego szybko sobie to człowiek uzmysławia a papierologia związana z takim raportowaniem jest niewspółmierna do efektu.

    Natomiast pomysł, że jedna nowa konkretna rzecz zastępuje starą, taką z kategorii „przydasię” dużo mocniej ze mną rezonuje ;)

    Podoba mi się idea przeglądania zakamarków z zegarkiem w ręku.

    • Mam nawyk skrupulatnego zapisywania wydatków, więc nie uznaję za nic szczególnie wymagającego zapisywanie również rzeczy których się pozbywam, ale mogę się z Tobą zgodzić. Czasem nie warto poświęcać czasu i energii na statystykę. Cieszę się, że za to przemawiają do Ciebie inne zaproponowane w tekście ćwiczenia.

  • Anna Zumi

    Stosuję zasadę in and out oraz zmodyfikowaną coś za coś. Ta ostatnia czasami nadal prowadzi do wyrzutów sumienia, ale to najlepsza droga, by odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie – czy ja NAPRAWDĘ tego potrzebuję.

  • Bob Radziwill

    Dzień dobry. Mam do Ciebie dużo sympatii i życzliwości, ale obawiam się, że podane metody na „odgruzowanie” życia nie sprawdzą się. Wszystkie. Dlaczego? Bo mylisz przyczynę z objawami. Wszystkie podane przez Ciebie sposoby na uporządkowanie i minimalizowanie swojego świata skoncentrowane są jedynie na objawach i mówią o tym, jak wyrzucić to, czego nie potrzebujesz i uniknąć decyzji, których potem potencjalnie pożałujesz. Żadna z nich nie zmienia dostatecznie mocno nastawienia do siebie i swoich potrzeb, nie odcina u źródła wbudowanej przez dotychczasowe życie opcji gromadzenia, a przez to definiowania wartości swojego życia. I już nie zmieni.
    Opisane przez Ciebie metody przypominają mi receptę na dietę. Jedną spośród 50 tysięcy. Dlaczego żadna nie działa i kończy efektem jojo? Bo objadanie się jest skutkiem zaburzeń mentalnych, niskiej samooceny, nienawiści do samego siebie, braku samoakceptacji. Podobnie jak gromadzenie rzeczy. I jeśli nie usuniesz przyczyn, to do końca życia będziesz jedynie „odgruzowywać”.
    Co zatem zrobić? Pracować nad sobą i zmienić u źródła, a wtedy żadne „odgruzowanie” i żadna metoda na nie jest już potrzebna. A jak? A… to już inna para kaloszy.

    • Dziękuję za komentarz. Chciałabym tylko zapytać, czy jesteś moim stałym czytelnikiem, czy może zaglądasz tu od niedawna? Myślę, że jako stały czytelnik może inaczej spojrzałbyś na to, co napisałam. Oczywiście, masz rację, że do minimalizmu trzeba podejść od wnętrza, ale jak do tej pory zauważyłam większość „nawróconych” minimalistów zaczynała od odgruzowywania, czyli pozbywania się rzeczy, żeby lepiej widzieć. Też uważam, że warto najpierw poznać siebie i swoje potrzeby, by uważniej wybierać to, co ważne, ale nie wszyscy muszą zacząć w ten sposób. W moim przypadku np. właśnie dzięki oczyszczaniu przestrzeni – i m.in. dzięki tym 4 ćwiczeniom – zaczęłam zastanawiać się nad sobą, swoim życiem, kierunkiem, do którego zmierzam. To był właśnie mój początek, a że na blogu dzielę się MOIMI doświadczeniami, to właśnie tym i innymi wpisami podpowiadam, co zadziałało u mnie i może, ale nie musi, działać u innych.
      Wiem, że gromadziłam, bo nie wiedziałam, że nie muszę tego robić, w moim rodzinnym domu po prostu nauczyłam się, że „wszystko się przyda”. Taka była przyczyna, chomikowanie nie było podyktowane niską samooceną czy problemami osobistymi. Teraz od ponad dwóch lat w moim domu nie znalazł się żaden przypadkowy przedmiot, bo po pierwsze nie chcę znowu znaleźć się w punkcie wyjścia, czyli zasypana rzeczami, a po drugie – wiem, że nie potrzebuję niczego więcej niż mam teraz. I właśnie dzięki świadomym ćwiczeniom doszłam do powyższych wniosków. Pozdrowienia!

  • przydadzą mi się twoje rady :)

  • u nas działa zasada in/out :) bardzo sprawnie :)

  • Zdecydowanie coś za coś (zazwyczaj jeden do jednego) i dotyczy to kilku dziedzin zakupowych. Ale ze mnie taka minimalistka, jak z koziej… ;)

    • Hehe, daj spokój, mnie też do minimalizmu chyba daleko, ale małymi kroczkami możemy dojść do założonych celów :)

  • Gosza

    fajny post =) ja stosuję coś za coś np. nie kupię nowych adidasów dopóki nie zedrę starych z prostej przyczyny nie potrzebuje dwóch par… koniecznie muszę wypróbować inne metody odgruzowujące =D