12 niecodziennych rzeczy

12 niecodziennych rzeczy – luty

02/03/2016

To już drugie podsumowanie naszej wspólnej akcji 12 niecodziennych rzeczy, dzięki której świadomie staramy się co najmniej raz w miesiącu zdobyć całkiem nowe doświadczenie. O ile styczeń był pełen okazji na spróbowanie nowości w związku z moimi urodzinami, o tyle lutowe niecodzienne doświadczenia były mniej spontaniczne, bo zaplanowane jakiś czas temu, co nie zmienia faktu, że czerpałam z nich wiele przyjemności. Jak zobaczycie w drugiej części posta, wszyscy uczestnicy spod tagu #12niecodziennych też zdobyli niezwykłe doświadczenia. Zapraszam na lutowe podsumowanie naszej akcji 12 niecodziennych rzeczy.

Co niecodziennego zrobiłam w lutym?

Nie ukrywam, że najbardziej niecodziennym wydarzeniem, które miało swoje początki pod koniec stycznia, było przygotowanie materiału o minimalizmie, który ukazał się w marcowym wydaniu magazynu JOY. Całe doświaczenie opisałam TUTAJ, więc nie będę się powtarzać. Wprawdzie – jak stwierdził jeden z czytelników – mało mnie tam było, to i tak czuję się zaszczycona, że redakcja tego magazynu zauważyła potencjał Drogi do minimalizmu. Fajnie było podejrzeć kulisy pracy nad ogólnopolskim miesięcznikiem i liznąć trochę szołbizu ;)

W lutym udało mi się wreszcie dostać do kosmetyczki, bo do tej pory miałam wiele przygód związanych z odwoływaniem umówionych wizyt. Pierwszy raz w życiu odbyłam zabieg kwasami i przyznaję, że nie należy on do najprzyjemniejszych, podobnie jak kilkudniowe łuszczenie się skóry na twarzy, ale liczę na to, że te kilka wizyt, które jeszcze przede mną, odświeżą moją niezaznajomioną z zabiegami kosmetycznymi twarz.

Nie obchodzimy Walentynek, ale tak się złożyło, że 13 lutego zabrałam męża na indywidualną sesję jogi dla par w Jodze Życia na Francuskiej w Katowicach. Dla B. była to pierwsza styczność z profesjonalnym instruktorem jogi, dla mnie pierwszy raz po długiej przerwie (jak wiecie, jogę ćwiczę w domu), dla nas obojga – pierwsza okazja do wspólnych ćwiczeń. Godzinna sesja była bardzo spokojna, ale owocna, a mąż złapał bakcyla i niedługo prawdopodobnie wybierzemy się na jogę w grupie. Po ćwiczeniach wybraliśmy się do pobliskiej knajpki Okonomiyaki Yo! serwującej, jako jeden z nielicznych lokali tego typu, japońskie naleśniki. Była to kolejna okazja do ćwiczenia jedzenia pałeczkami, a doznania smakowe były całkiem niecodzienne.

Jeszcze w grudniu zarezerwowałam bilety na musical „Producenci” w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Ostatni raz byliśmy na musicalu w grudniu 2013, kiedy to odwiedziliśmy warszawski Teatr Roma, by zobaczyć naszą ulubioną „Deszczową piosenkę”. Wtedy świętowaliśmy wiadomość, że na świecie pojawi się nasz dzidziuś. Tym razem dzidziusia musieliśmy zostawić pod opieką babci i cioci, by w eleganckich ubraniach (była to premiera mojej małej czarnej) udać się na muzyczną randkę. Bawiliśmy się świetnie, uśmialiśmy się za wszystkie czasy, a w antrakcie w pośpiechu pochłonęliśmy średnie w smaku ciasto (umieraliśmy z głodu, a po zamówienie dopchaliśmy się w momencie, kiedy zabrzmiał pierwszy dzwonek wzywający na drugi akt). Nazajutrz cały dzień śpiewaliśmy hitowy „Guten tag hop hop„. Byliśmy pod niemałym wrażeniem przedstawienia i postanowiliśmy częściej chodzić do teatru. To coś zupełnie innego niż kino czy film na ekranie komputera.

luty-12

Co niecodziennego zrobili uczestnicy akcji?

Bardzo ekscytujący luty miała Kasia W, autorka bloga Ograniczam się. Moje pojawienie się w Joyu to nic przy jej wywiadzie w Radio Merkury Poznań! Gratulacje! Poza tym z całą rodzinką wybrała się na przedstawienie dla dzieci. „Teatrzyk dla dzieci to wg mnie osobna forma sztuki. Było zaskakująco i niesamowicie” mówi. Najbardziej zaskoczył mnie jej udział hackatonie, czyli maratonie programowania:

Byłam w charakterze osoby z pogranicza IT i HR, bo tym się zajmuje zawodowo. Trochę oszukiwałam, bo na noc wróciłam do domu, a programiści zostali na 24h. W sobotę rano jednak do nich dołączyłam, a nasz projekt dostał wyróżnienie :) czego się nauczyłam? Że w dobrym, różnorodnym zespole tkwi siła. I czasem warto posiedzieć dłużej żeby powstało coś niesamowitego.

Luty Ani, autorki bloga YoucancallmeAnn, upłynął pod znakiem spotkań z dawno niewidzianymi przyjaciółmi (przeczytaj TUTAJ). Wiłka, znana na Instagramie jako kolorlustra, postanowiła częściej zakładać sukienki. Jamaska po raz pierwszy zdecydowała się na eksperyment i zrobiła domowe mleko roślinne: „Wszystkie się udały! Co prawda z sojowym najwięcej zachodu, a kokosowego to już kupować nie będę.” pisze.

MinimalNat wybrała się z koleżanką do kina na babski wieczór, czyli Ladies Night: „Zawsze byłam ciekawa co się robi na takich wieczorach, okazuje się, że nic ciekawego. Na szczęście towarzystwo wokół było roześmiane i skore do plotek, tak że wieczór uważam za udany.” mówi. Karolina z Pracowni pod aniołem pokonała swoje negatywne nastawienie do służby zdrowia i zrobiła sobie generalne badania. Nie chodzę do lekarzy z grypami, przeziębieniami, ani z mniejszym bólem. Staram leczyć się domowymi metodami. – pisze – No i postanowiłam zrobić sobie przegląd. Zrobiłam badania, poszłam do lekarza, w zasadzie wszystko dobrze. Zgodnie z wiekiem.

Autorka bloga Change Life odkryła przyjemność korzystania z przedmiotów, które trzymała „na szczególną okazję”. Od 7 lat ani razu nie wyciągnęła z szafy pięknych kieliszków, bo „szkoda było”. O efektach decyzji o nie trzymaniu wyjątkowych przedmiotów na potem możecie przeczytać TUTAJ. Poza tym zrobiła po raz pierwszy mnóstwo innych rzeczy, m.in. wzięła udział w zajęciach Air Jogi i zobaczyła polskie morze! O tym wszystkim możecie przeczytać w tym poście. Prawda, że optymistyczne?

Basia z Pociągu do życia postanowiła zacząć biegać.

Po pierwszym treningu okazało się, że minuta biegu to wieczność, a pół minuty biegu, to pół wieczności.Bardziej idąc jak biegnąc wykonałam jednak założenie 30 minutowego treningu. Po powrocie do domu postanowiłam zmienieć plan treningowy. Uznałam, że plan od kanapowca do biegacza będzie lepszy, bo przez pierwsze cztery tygodnie, we wtorki, czwartki i niedziele każe po prostu maszerować. I właśnie wczoraj minęło cztery tygodnie, odkąd maszeruję. (…) Maszerowanie jest świetne!

Jeśli chcecie dowiedzieć się, co jeszcze niezwykłego w ubiegłym miesiącu zrobiła Basia kliknijcie TUTAJ.

Bogusia z bloga Piękno i minimalizm pisze: W tym miesiącu do niecodziennych czynności na pewno mogę zaliczyć reorganizację szafy. Rozłożyłam na czynniki pierwsze tą, która służy nam od 5 lat, a z części tych elementów złożyłam „nowy mebel”, na którym dalej będziemy przechowywać ubrania złożone w inny sposób. Mianowicie metodą KonMari o której wyczytałam na początku roku w „Magia sprzątania”. Jak się okazuje nie jest to wcale odkrywcza metoda, składania i stawiania w pionie ubrań, ale ponieważ nie posiadam szuflad nigdy na to sama nie wpadłam. A dzięki tym zmianom mamy zupełnie nowy wystrój, więcej światła! w sypialni i od razu tak milej, bez inwestowania pieniędzy. Poza tym Bogusia wspiera swoje męża w jego postanowieniu trzymania zdrowej diety:

pomogłam mu swoim doświadczeniem w tworzeniu zbilansowanej diety, robieniem zakupów, szykowaniem każdego posiłku. Wiedziałam, że będzie to czasochłonne i nie tylko od niego będzie wymagać wyrzeczeń, ale również i ode mnie.

Ewa z bloga Przygoda Yvette pierwszy raz od długiego czasu wylądowała w McDonald’s… „Zdarza nam się to tak rzadko, że poszliśmy i już. Po całości – na cheeseburgera, frytki i colę. W niedzielę. We wczesnej porze obiadowej. Brzmi jak mój najgorszy senny koszmar. Aż tak strasznie jednak nie było, wszyscy przeżyli i nikt się nie pochorował” napisała na blogu. Dla równowagi w lutym wpadła w szaleństwo robienia zdrowych, kolorowych koktajli (TUTAJ znajdziecie kilka jej przepisów.) Całkowicie niecodzienną rzeczą dla Ewy stało się jednak porzucone na 10 lat robienie na drutach. Muszę przyznać, że idzie jej świetnie! Zobaczcie sami. Najbardziej jednak podoba mi się podsumowanie akcji #12niecodziennych autorstwa Ewy:

Zabawa w robienie niecodziennych rzeczy trwa. Choć tak naprawdę dla mnie to nie jest zabawa w robienie tych rzeczy, tylko dostrzeganie, że się je robi, zabawa w obserwację tego co się robi i co się dzieje dookoła mnie. Codziennie staram się wyszukać wokół siebie coś niezwykłego, skupić na tym swoją uwagę. Bo przecież tak naprawdę ciągle przytrafiają mi się rzeczy niecodzienne!

 Joga dla par, robótki ręczne, uważne podejście do zdrowia to tylko kilka przykładów zdobywania nowych doświadczeń, poszerzania horyzontów, poznawania siebie, praktykowania uważności. Właśnie do tego wszystkiego motywuje wspólna akcja o nazwie 12 niecodziennych rzeczy. Mam nadzieję, że powyższymi relacjami zainspirowaliśmy Was do podobnych, niecodziennych, niezwykłych działań. Podzielcie się swoimi lutowymi doświadczeniami w komentarzach, na Facebooku, Instagramie lub wysyłając mi maila na adres kasia@drogadominimalizmu.pl. Pamiętajcie, by zawsze dodawać tag #12niecodziennych.

A co Wy niecodziennego zrobiliście w lutym?

Przeczytaj także

  • Inspirująco. A wiesz, że myślę o tym Twoim wyzwaniu od czasu do czasu? Jak dołączę, to będzie dla mnie dopiero niecodzienna rzecz ;)

    • „Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie” W. Szymborska

    • Cały czas po cichu liczę na Twoje niecodzienności, ale tylko tak po cichu, bo jesteś moim guru uważności i wiem, że masz inne sprawy na głowie. Pozdrowienia!

      • Aa, doigralam się! Na własne życzenie! Weszlyscie mi na ambicje dziewczyny! Dziękuję za dobre słowo i w marcu wymysle coś niecodziennego ;) Pozdrawiam również i gratuluje medialnych i rozwojowych sukcesów Autorce i wszystkim uczestnikom :)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Zdecydowaliśmy się na pierwszą, wspólną zagraniczną wycieczkę. Pierwsza autokarowa i pierwsza na Bałkany, mam nadzieję, że wszystko wypali i w połowie czerwca zobaczę Adriatyk. (Pierwszy raz Adriatyk, pierwszy raz wyjazd w czerwcu :) )
    Zamówiliśmy także bilety na pierwszy wspólny wypad do Filharmonii, pierwszy raz na muzykę folkową, irlandzką :) To będzie w marcu.
    Konkretnie w lutym: pierwszy raz po długiej przerwie zaczęłam skakać na skakance podczas treningów na siłowni.
    Pierwszy raz jadłam zupę owocową (wiśniową) z krychanymi ziemniakami i skwarkami :)
    Pierwszy raz piłam gorącą czekoladę z rumem, a podczas spaceru po lesie smakowała bajecznie :)

    Fajnie, musiałam się chwilę zastanowić, w codziennej bieganinie nie zwraca się uwagi na to, co się robi pierwszy raz i nie przykłada się starań, by zrobić coś pierwszy raz.

    • Ale wyborne pierwsze razy! Czekolada z rumem musi być bajeczna… A dzisiaj też mi przyszła ochota na skakankę, jednak jej nie mam, a przede wszystkim na razie nawet nie mam gdzie skakać ;)

  • Super, że tyle osób trwa w wyzwaniu – z wielką chęcią przeczytam wrażenia innych :) Widzę, że u Ciebie sporo się działo – oby jak najwięcej tak pozytywnych wydarzeń w kolejnych miesiącach!
    P.S. Dziękuję za podzielenie się moim lutym :)

  • Coś niecodziennego wydarzyło się u mnie w lutym… chyba w ciągu ostatnich 4 lat… po ostatnich wynikach badań endokrynolog stwierdził, że nie mam hashiomoto – antygeny TPO w normie jak u osoby zdrowej – zaznaczam, że jest to choroba autoimmunologiczna i nie wyleczalna, jednak jak się okazało ja nigdy nie cierpiałam na tą chorobę – nie jest to błąd lekarzy itd ! Po prostu hashimoto było symptomem, a właściwie reakcją obronną mojego organizmu na nowotwór… dokładnie 3 lata temu usunięto mi całą tarczycę i węzy chłonne i wówczas jeden z chirurgów operujących mnie sugerował, że istniej taka możliwość, ale nikt nie brał tego serio, ponieważ są to bardzo rzadkie przypadki. Tak więc luty 2016 jest dla mnie niepowtarzalny ! Fakt – nie mam tarczycy i cierpię z tego powodu na niedoczynność, do końca życia muszę przyjmować leki itd… jednak nie mam już hashimoto ! Osobiście uważam, że fajnie jest postanowić sobie, że w danym miesiącu zrobi się 12 niepowtarzalnych rzeczy i faktycznie to robić. Osobiście staram się nie planować i cieszyć się życiem, a jak coś niepowtarzalnego się stanie – to super :) powodzenia w realizacji planów – pozdrawiam :)

    • Kochana, życzę Ci dużo zdrowia i mnóstwo radości z każdej nieplanowanej niecodziennej rzeczy!

      • Dziękuję Kasiu, jeszcze raz gratuluję artykułu w JOY i życzę kolejnych sukcesów :) serdecznie pozdrawiam :)

  • Przyznam, że Twoje niecodzienności robią wrażenie. Gratuluję. Bardzo podoba mi się to wyzwanie. Bo można wymyślać coś niecodziennego, albo po prostu zauważać, że coś wyjątkowego właśnie się dzieje. Poza tym wyzwanie sprawiło, że zaczęłam robić miesięczne podsumowania. Uważam, że spisanie tego co się działo to bardzo dobry pomysł. Pamięć jest ulotna, a kiedy się spojrzy na taki zapis, dopiero wtedy widać, że miesiąc był bardzo dobry. Gratuluję wszystkim uczestniczkom. :-)

    • Z jednej strony można zaplanować coś niezwykłego, a z drugiej – z czegoś normalnego zrobić święto :) Cieszę się, że znalazłaś inspirację w naszej akcji i trzymam kciuki za więcej!

  • Justyna

    W lutym wybrałam się pierwszy raz od lat do opery :) Było bardzo przyjemnie i inspirująco.

    Tak ogólnie to każdego miesiąca zdarzają się niezwykłe, przyjemne rzeczy i to mnie bardzo cieszy :)
    Justyna

    • Też poluję na bilety do opery, ale jakoś nie umiem trafić w coś, co bym chciała rzeczywiście zobaczyć. Wszystko jednak przede mną. A przyjemności można znaleźć nawet w przyziemnych rzeczach i zrobić z tym coś niezwykłego :)

      • Justyna

        Ja byłam na musicalu Phantom w Operze Śląskiej. Bardzo lubię tę historię i muzykę.

  • Właściwie po raz kolejny gratuluję artykułu w Joy :) Niech wieści o minimalizmie niosą się w eter, nawet jeżeli to tylko chwilowa moda:) I cieszę się, że udało Ci się męża namówić na wspólne „jogowanie”.

    Moje niecodzienne rzeczy nie są jakieś odkrywcze, jak innych uczestniczek, ale mam kilka pomysłów na kolejne miesiące, które mam nadzieje uda mi się w końcu zrealizować, tylko niech wrócę do zdrowia!

    Kiedyś chodziłam na te wieczory filmowe dla babek i to taką większa grupą w różnym przedziale wiekowym od 22-55 lat! I nam się podobało, bo było to zawsze coś innego niż zwykły wypad do kina i robiłyśmy to regularnie co miesiąc, szkoda, że już dawno nie udało nam się w tak licznym gronie wyskoczyć bez mężczyzn.

  • Nareszcie znalazłam chwilkę, żeby przeczytać post w całości i nie po łebkach :) Tyle wspaniałych historii, żebyś widziała teraz moja przeglądarkę- jest pełna nowych kart! To zdecydowanie moje najlepsze wyzwanie w ktorym bralam udział :)