Oczyszczanie przestrzeni

Nie noszę biżuterii, a mam jej sporo

20/02/2016

Zawsze miałam słabość do wszelkiego rodzaju pudełeczek. Po herbacie, po ciastkach, świecidełkach, wyjątkowych przesyłkach. O ile udało mi się ograniczyć ich napływ, to nadal pudełko po Glossyboxie chowa ładowarki, a takie po filiżankach jest schowkiem na zdjęcia. Mam też zestaw trzech pudełek z Ikei w pięknym błękitnym kolorze, do których mam wielką słabość – są naprawdę śliczne – i chyba tylko przez tą słabość do tej pory nie ogarnęłam ich zawartości. Trzymam w nich biżuterię. Której nie noszę.

Jeszcze kilka lat temu moim znakiem rozpoznawczym, oprócz długich kręconych włosów, były wielkie kolczyki o finezyjnych kształtach. Miałam też krótki okres noszenia długich wisiorków i brzęczących bransoletek. Na początku moich „minimalistycznych” porządków udało mi się część nienoszonych błyskotek przekazać bratanicy i siostrzenicy, które jeszcze wtedy entuzjastycznie reagowały na wszelkie spadki po cioci Kasi. Teraz to już dorosłe baby z własnym stylem i nie godzą się na byle co (tak trzymać!), więc kiedy jakiś czas temu zaoferowałam im zawartość pudła z biżuterią, to właściwie niczego się nie pozbyłam. Kilka błyskotek udało mi się sprzedać na wyprzedaży w Wawie, resztę – przeznaczoną wtedy na sprzedaż – wystawiłam na OLX za darmo.

Od lat nie noszę biżuterii, kolczyki przestałam zakładać wraz z narodzinami Mai i szczerze mówiąc nie wydaje mi się, żeby coś miało się zmienić w najbliższym czasie. Chciałabym jednak zostawić sobie kilka opcji ożywienia codziennych strojów, nie mówiąc już o dodatkach do mojej nowej małej czarnej, którą zamierzam zakładać na różne okazje. Jednak kilka świecidełek, to nie kilkadziesiąt, które jeszcze grzeją się w tych pięknych szafirowych pudełeczkach. Przyznaję się bez bicia, że chyba pierwszy raz od długiego czasu związanego z odgruzowywaniem, nie mam pojęcia, jak ugryźć ten problem. Lubię mój wisiorek z ważką (ważki to kiedyś mój ukochany motyw związany z uwielbieniem do Art Nouveau), żółte plastikowe korale mojej mamy (świetnie komponują się z czarną górą i sweterkiem w kolorze fuksji), sztuczne perły w stylu Coco Chanel, masywną drewnianą bransoletkę i tę ciężką turkusową. Mam sentyment do delikatnej bransoletki z kości słoniowej (również spadek po mamie), bursztynowego wisiorka, azteckiego medalionu (prezent od znajomego z Meksyku), ślubnego naszyjnika i ślubnych kolczyków. Ale w tych pudełkach są też rzeczy, które uchowały się z bliżej nieznanego powodu. Jakieś plastikowe korale z odpadającym zapięciem, wisiorek w kształcie koła z zaświadczeniem o wyjątkowej energii (???), bransoletka ze sztucznego bursztynu o niezbyt ciekawym żółtym zabarwieniu czy krótkie sztuczne perełki, które prawdopodobnie były jakimś gratisem (a przy okazji się ciągle odpinają).

Pisałam już kiedyś o junk drawer, czyli szufladzie na wszystko, ale okazuje się, że w naszym niby to ogarniętym z niepotrzebności domu jest jeszcze wiele czarnych dziur, niezbadanych schowków. Mam ich świadomość i podejście do ich uporządkowania trochę mi ciąży, bo wiem, że dla spokoju ducha muszę w końcu ogarnąć te czarne dziury. Sam akt porządkowania tak mnie nie zniechęca, jak to, że muszę coś zrobić z tymi niepotrzebnymi rzeczami. Kolejny raz potwierdza się zasada, że łatwiej jest coś przynieść do domu, niż potem go z niego wynieść. Moje poczucie odpowiedzialności za każdą pierdółkę nie pozwala mi ot tak wyrzucić tych przedmiotów, muszę im znaleźć nowy dom, a to nie zawsze jest łatwe.

Niech ta historia, jak i wszystkie inne opisane tutaj na blogu, skłoni Was do refleksji i zatrzyma przed nieprzemyślanymi zakupami czy powrotem do dawnych konsumpcyjnych nawyków. Fajnie jest coś mieć, ale w tym posiadaniu warto zachować umiar. Lepiej mieć trzy naszyjniki, które kiedyś się mogą znudzić czy opatrzyć, niż potem wystawiać reklamówki sztucznej biżuterii na portalach aukcyjnych.

Po przemyśleniach zostawiłam sobie kilka sztuk błyskotek, takich najbardziej klasycznych i uniwersalnych. Czasem przecież trzeba iść na jakiś ślub, urodziny czy sztukę teatralną. Reszta biżuterii znowu wyląduje do oddania, razem z tymi pięknymi błękitnymi pudełkami z Ikei.

Przeczytaj także

  • Może spróbuj oddać na gartyzchaty?
    Ja się pozbyłam wszystkiej sztucznej biżuterii bez sentymentów, pierw wystawiłam na olx, później ostatecznie wrzuciłam wszystko do woreczka i kosza pck, z nadzieją że tarfi może chociaż do jakiegoś ciucholandu. Etap obwieszania siebie biżuterią mam za sobą, teraz podobają mi się wyłącznie skromne kolczyki, cienka bransoletka czy łańcuszek, oraz obrączka z pierścionkiem zaręczynowym, wszystko ze złota;) Nie chcę nosić byle czego. Kolczyki zgubiłam jednego, ale zamierzam to co zostało przetopić na nowe przy ewentualnej dopłacie.

  • nanowosmieci

    Ja parę lat temu, jak też przestałam nosić świecidełka, zrobiłam porządek w największej szkatułce. Ale zostały jeszcze dwie i najgorsze jest to, że są w nich rzeczy, które obdarzam sentymentem. I tak leżą te biedne kurzozbierajki i czekają aż dojrzeję do ich usunięcia :)

  • Catherine Sophie

    Biżuteria, etc to jest w linii prostej problem ze sobą. Im więcej błyskotek – tym mniejsza pewność siebie. Ja też nie noszę praktycznie nigdy i wtedy czuję się najlepiej. Jeśli już to pozłacane (tańsze, a tak samo piękne) minimalistyczne rzeczy np. same kolczyki.

    • Też tak uważam – im więcej błysku na sobie, tym mniejsza pewność siebie! :) Również nie noszę biżuterii i wtedy czuję się najlepiej, chociaż w szkatułce mam kilka sztuk błyskotek – głównie kolczyków :)

  • Anvariel

    Ech… też tak mam. Jeszcze nie tak dawno nosiłam dużą i krzykliwą biżuterię. Teraz większość z tych rzeczy zupełnie mi nie pasuje, ale również nie mam co z nimi zrobić. Większość rzeczy to sztuczna biżuteria, dość tania, więc trudno sprzedać nawet za grosze. A wyrzucać głupio. Część rozeszła się po rodzinie, ale trochę zostało… Kurcze może oddam gdzieś za darmo?

    • Chyba tak najlepiej. Moja biżuteria jest głównie sztuczna, to co teraz wyselekcjonowałam też oddam za darmo.

  • Jeśli noszę, to rzadko, ale faktycznie mam tego pełno. Kolczyków nie nosiłam i nie noszę, więc nie posiadam, ale za to ze słabości do bransoletek zostało mi tego kilka pudełek. I oczywiście wiecznie żal wyrzucić ;)

  • Mam bardzo dużo kolczyków, bo kocham je ogromnie :) Często je noszę więc o minimalizowaniu ich ilości mowy nie ma. Ale… mam kilka pojedynczych, wyrzućić mi szkoda, a takich bez pary ani komuś oddać ani sprzedać.

  • Nie noszę w ogóle biżuterii (tylko pierścionek zaręczynowy) a mam jej sporo, bo mam jedną „kochaną” babcię, która zawsze mi daje na urodziny, święta itp..

    • Nigdy nie rozumiałam dawania biżuterii w prezencie, przecież nigdy nie wiadomo, jaki tak naprawdę gust ma druga osoba.

  • Ehhhh temat dla mnie baaaardzo na czasie! Właśnie wytypowałam 3 pudełka z taką właśnie zawartością do pozbycia się. Najłatwiej byłoby wyrzucić, ale szkoda, bo to rzeczy niezniszczone. A na zrobie zdjęć i wystawienie gdzieś ciagle nie mogę znaleść czasu… ale ten stosik bardzo mi działa na nerwy, więc chyba trzeba się przemóc. Pozdrawiam!

  • ja rozdałam nadmiar biżuterii koleżankom i kuzynkom – miałam tego sporo a każda znalazła coś dla siebie. Mam perły, brylantowe kolczyki i pierścionek zaręczynowy, klasyczny zegarek doxa, z czarnym paskiem i szafirowym szkiełkiem (dzięki temu podobno niezniszczalny :)) złotą broszkę po Babci, złoty łańcuszek i 2 pary kolczyków z kryształami svarowskiego na wieczorne wyjścia.
    Do tego mam – pandorę :) jest to prezent od mojej Matki Chrzestnej i bardzo ją lubię, bo załatwia nietrafione prezenty :) jak ktoś chce mi coś kupić to mówię, że może kupić mi koralik, ja mam ładną bransoletkę a delikwent nie ma zmartwienia, że mi dom zawala niepotrzebnymi rzeczami :)

  • Justyna

    Ja robię porządki w biżuterii co jakiś czas. Zazwyczaj coś zepsutego wyrzucę a jeśli dobre to oddaję rodzinie, znajomym itd. Kiedyś nie nosiłam biżuterii albo tylko kolczyki,ale z wiekiem coraz bardziej lubię zakładać różne błyskotki. Wszystko zależy od okazji i wyjścia. Bardzo cenię sobie szlachetne metale i prawdziwe kamienie. Chociaż ładną sztuczną biżuterią nie pogardzę. Większość rzeczy dostałam lub odziedziczyłam i te są wyjątkowe – bo od kochanych osób, dlatego uwielbiam je.

    • Systematyczne porządki to klucz do sukcesu. Wyjątkowe ozdoby warto pielęgnować i – tak jak Ty – stawiać na mniej sztuk biżuterii, ale wysokiej jakości. Tak trzymać :)

  • kpirozek

    Też muszę podejść do tematu. Zepsute i byle jakie prawdopodobnie wyrzucę choć mam problem z naszyjnikiem z Turcji, który dostałam od męża całkiem niedawno a ma zepsute zapięcie :( Szkoda mi wyrzucić ze względów sentymentalnych a nosić się nie da.

    Może tez wystawie niektóre rzeczy za darmo na OLX, ale biorąc pod uwagę, ze cała zimę „wystawiałam” łyżwy córki i ich nie wystawiłam w końcu, to nie wiem, kiedy do tego dojdzie ;)

    • Wiem, czasem ciężko jest zebrać się, by wreszcie coś wystawić na aukcję, ale ostatecznie warto, bo można odzyskać część pieniędzy i wydać je na coś przyjemnego, niekoniecznie materialnego. A zepsute zapięcie na pewno da się jakoś naprawić, ewentualnie przerobić naszyjnik – nie ma co rezygnować z sentymentalnych przedmiotów, tylko zrobić tak, by nam często służyły :)

  • Od dawna probuje zrobic porzadek w bizuterii. Nie nosze jej. Od swieta zaloejakies kolczyki i bransoletke albo naszyjnik i to tez tylko ze zlota a na codzien tylko obraczka. Jednak mam spory problem bo bizuteria jaka od lat zostawalam obdarowywana jest srebrna tzw ”wartosciowa”. Wkurzaa mnie te skatuly i wory ktore musze wozic ze soba z krzda przeprowadzka mimo iz jej nie nosze. Ale moja mama uwielbia srebro i to najlepiej artystyczne . Tego niestety nie da sie od tak wyrzucic do kosza. Kilka razy sprzedawalam na kilogramy ,ale mama sie burzy ze tyle pieniedzy wydala a ja za grosze oddaje. Cuz. Czasem nie ma wyjscia z sytuacji. Trzymam to wszystko choc nie nosze ze wzglendu na mame.

    • Takiego typu prezenty są zawsze problematyczne i współczuję Ci sytuacji, ale chciałabym zachęcić Cię do szczerej rozmowy z mamą. Podpowiedz jej, że cieszy Cię to, że o Tobie myśli, ale że biżuteria nie jest najlepszym prezentem. Nie może być tak, że tłoczymy się pod ciężarem upodobań innych. Wiem co czujesz i wiem, że taka rozmowa do łatwych nie należy, ale żeby dobrze żyć własnym życiem musimy to robić na własnych warunkach. Spróbuj.

  • Powiem szczerze, ja tez mam takie pudełko z biżuterią! I choć wszystko w domu mam ogarnięte, za to nie mam sily sie zabrać ;)